ORGANIZACJA

Zorganizowane poranki

Zdarzają się chwile, gdy z nostalgią wspominam poranki z bezdzietnych czasów. Szczególnie weekendowe poranki. Śniadania na balkonie, spokojne czytanie książek, snucie się bez celu po domu (oczywiście w piżamie, choć zbliża się południe…). Poranki w dni robocze też nie były tragiczne – jako ranny ptaszek wstawałam odpowiednio wcześnie, by ze wszystkim się wyrobić. Wspominam te czasy i wzdycham, bo aktualnie sprawne przebrnięcie przez poranne rytuały wymaga ode mnie o wiele większego wysiłku i (co chyba nikogo nie dziwi) perfekcyjnej organizacji. Założę się, że nie jestem jedyną osobą walczącą z czasem, przypalonymi grzankami i dzieckiem uciekającym z nocnika, dlatego dziś podzielę się z Wami moimi sposobami na to, by rano nie oszaleć – przydatne nie tylko dla rodziców, ale przede wszystkim dla każdego, kto rano musi wstać z łóżka i dotrzeć gdzieś na czas! 🙂

Nie będę zbyt oryginalna, jeśli stwierdzę, że organizacja poranków zaczyna się wieczorem. Choć często wiele z tych czynności wykonuję już półprzytomna, to jednak wiem, że rano będę chwalić siebie w duchu za wytrwałość. Moje (a właściwie nasze, bo przecież nie mieszkam tu sama!) główne wieczorne zadania to:

  • PRZYGOTOWANIE UBRAŃ NA NASTĘPNY DZIEŃ. Dla każdego członka rodziny, począwszy od bielizny, na czapkach, kurtkach i butach kończąc. Jeśli wiem, że w ciągu dnia będzie trzeba się szybko się przebrać, to szykuję osobny zestaw. Prasuję to, co wymaga prasowania.
  • PAKOWANIE TOREBKI I TORBY DO WÓZKA. Upewniam się, czy w torebce jest portfel, klucze, dokumenty i inne ważne rzeczy. Mąż odkłada w jedno miejsce klucze z samochodu, papiery itp. Sprawdzam, czy w torbie z wózka jest wszystko to, czego Ninka może potrzebować w danym dniu.
  • PRZYGOTOWANIE ŚNIADANIA. Jeśli na drugi dzień planujemy zjeść na przykład pastę jajeczną, to robimy ją wieczorem. Szykujemy też kanapki do pracy, wkładamy do pudełek ewentualne resztki z obiadu i kolacji, które Mąż może wziąć do pracy.
  • PRZYGOTOWANIE BUTELEK. Ninka nadal zaczyna dzień od porcji mleka, więc wieczorem czyszczę butelki, żeby były gotowe na następny dzień. Gotuję też pełny czajnik wody, której część odlewam do termosu – rano ma odpowiednią temperaturę do przygotowania mleka. Jeśli zostajemy w domu, to na drugie śniadanie Ninka zazwyczaj je to, co my jedliśmy na pierwsze.
  • PRZYGOTOWANIE “MIKSTURY”. Nie wiem, dlaczego zawsze nazywam to “miksturą”, skoro to tylko ciepła woda z miodem i cytryną… 😉 W każdym razie szykuję już czyste kubki, cytrynę kroję na pół i wyciągam miód oraz łyżeczkę, żeby rano nie nurkować niepotrzebnie w szafkach. Do zrobienia mojej wyrafinowanej mikstury używam wspomnianej przegotowanej wody z czajnika, którą rano lekko podgrzewam.
  • LEKARSTWA. Gdy ktoś z nas przyjmuje jakieś leki, przygotowuję je wcześniej i kładę obok kubków, żeby o nich nie zapomnieć.
  • MAŁE SPRZĄTANIE. Obowiązkowo przecieram blaty kuchenne, ładuję naczynia do zmywarki i odkładam rzeczy na miejsce, żeby nie budzić się w chaosie.
  • LISTA ZADAŃ. Wieczorem rozpisuję też sobie zadania na następny dzień oraz listy zakupów.
  • RELAKS! Po wieczornym prysznicu z zasady (którą wprowadziłam niedawno, ale ją uwielbiam!) nie włączam już komputera i nie wchodzę na social media. Oglądamy ulubiony serial, czytamy, gadamy i takie tam 😉

Uffff trochę tego jest, ale przy odrobinie współpracy przygotowania zajmują jakieś 30 minut, więc da się przeżyć! Nie oznacza to jednak, że rano bimbamy – wypracowaliśmy sobie swój system, który pozwala nam ogarnąć wszystko i wszystkich, w możliwie krótkim czasie:

  • POBUDKA I PORANNE RYTUAŁY. Żyję już na tym świecie na tyle długo, by doskonale wiedzieć, ile czasu potrzebuję rano, by się jako tako wyszykować. Dlatego też wstaję pierwsza… Pobudka o 6:30, zajmuję wtedy łazienkę i nikt mi nie przeszkadza przez błogie 15 minut! W tym czasie zazwyczaj zdążę się wypielęgnować i szybko pomalować. O 6:45 do łazienki wtacza się (pijany snem) Mój Mąż, a ja przenoszę się do kuchni, gdzie zaczynam szykować miksturę i mleko dla Ninki, która wstaje o 7:00. W czasie, gdy ja ją karmię, po czym zachęcam do korzystania z nocnika, Mąż szykuje śniadanie. Jemy, a w tym czasie nasza pociecha sprawdza, czy wszystkie jej zabawki są na swoim miejscu, ewentualnie reorganizuje (hurra…). Następnie ja idę się ubrać (nie robię tego wcześniej z obawy, że się czymś pobrudzę lub ktoś mnie pobrudzi celowo, bo i tak się zdarza…), a w tym czasie Tatuś ubiera Ninkę. Na tym etapie jest już prawdopodobnie 7:30, więc męska część towarzystwa zabiera swoje zapasy żywności na cały dzień i wyrusza do pracy, a ja się jeszcze chwilę krzątam (ścielę łóżka, sprzątam po śniadaniu), po czym ubieramy się i o 7:45 możemy wyjść do żłobka – misja wykonana! (W okresie wiosenno-letnim planuję przesunąć całą akcję o 15 minut wstecz, żeby mieć trochę więcej czasu na spokojne celebrowanie wspólnych śniadań.)
  • CZAS NA EWENTUALNE WPADKI. Lubię zostawić sobie zapas czasu, na wypadek sytuacji awaryjnych – w moim przypadku jest to ten czas krzątaniny, którą jestem w stanie poświęcić w imię przebrania dziecka lub hmmmmm no nie wiem, czegoś równie ważnego 😉

 

Tak wygląda nasza wieczorna udręka i poranna musztra 😉

Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze sposoby na zorganizowane poranki!

Planujecie wszystko minuta po minucie czy totalny freestyle? 🙂

Print Friendly, PDF & Email