Jak wygląda nasz typowy dzień

W końcu jest! Wpis, który planowałam od prawie dwóch lat, w końcu doczekał się swojej premiery. Przez ten czas wiele się w naszym życiu zmieniło, przybyło nam dzieci i metrów kwadratowych, ale wydaje mi się, że teraz w końcu jest idealny moment na to, by spełnić Wasze życzenia i pokazać, w którym momencie dnia udaje mi się posprzątać, ile czasu poświęcam na zabawę z dziećmi oraz kiedy i w jaki sposób wykorzystuję swój wolny czas! Przygotujcie sobie kawę lub herbatę i ciasteczko, bo to będzie baaaaardzo długi wpis! 🙂

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że za chwilę zaprezentuję Wam bardzo ogólny zarys naszego dnia. Oczywiście jego przebieg zależy od wielu okoliczności. Bez względu na wszystko staramy się jednak trzymać pewnego rytmu, którego nauczyły się nasze dzieci, ponieważ głęboko wierzę, że uporządkowany dzień daje im duże poczucie bezpieczeństwa, a nam z kolei ta przewidywalność pozwala na zaplanowanie i zrealizowanie różnych planów. Absolutnie nie twierdzę jednak, że jest to jedyny słuszny sposób organizowania dnia – po prostu u nas się sprawdza. Nasze dzieci funkcjonują w cyklach 3-godzinnych, których kulminacyjnym punktem jest zawsze posiłek, dlatego też wpis podzieliłam na kilka głównych części, właśnie według tego schematu.

  • 7:00

Dzień zaczynamy zawsze o tej godzinie, nawet w weekendy (niestety). Pierwszą rzeczą, którą robię rano, jest włączenie pralki (pranie zazwyczaj wrzucam do niej już dzień wcześniej). Zaraz po przebudzeniu dzieci dostają mleko, które ja szykuję (rano podaję też różne witaminy i ewentualne leki), podczas gdy Mąż przebiera dzieci. Zanim przyjdą do salonu, udaje mi się jeszcze wypić szklankę wody z cytryną. Następnie ja karmię Karolka, Ninka karmi się sama, a Mąż szykuje się pracy. Kiedyś jadaliśmy razem śniadania, ale odkąd pojawił się kolejny maluch, jestem rano skutecznie unieruchomiona przez co najmniej piętnaście minut, więc Mąż je w pracy, żeby nie tracić czasu. Z domu wychodzi około 7:30, a my tym samym zostajemy sami na wieeeele godzin.

Zaraz po jedzeniu Ninka rusza do zabawy (aktualnie polega ona głównie na wożeniu po całym domu różnych rzeczy w wózku dla lalek lub budowaniu bardzo wysokich wież z Duplo), a ja ścielę łóżka i wietrzę mieszanie, po czym poświęcam uwagę Karolkowi (inspiracji do zabaw z tak małym dzieckiem szukam zazwyczaj w Internecie, na końcu wpisu zamieszczę różne przydatne linki, gdyby ktoś miał ochotę zgłębić temat).

Około 8:00 Karolek wędruje do koszyka na kółkach, który stoi w salonie, a my z Ninką jemy wspólnie śniadanie. Ostatnio staram się podawać je w trochę ciekawszej formie, a szczególnie upodobałam sobie wycinanie kształtów z chleba, warzyw i owoców (kilka linków z pomysłami zamieszczę na końcu wpisu). Po śniadaniu nadchodzi czas na mój krótki poranny rytuał pielęgnacyjny, który stosuję od kilku miesięcy (po lekturze książki Sekrety urody Koreanek). Całość, wraz z myciem zębów, czesaniem się i ubieraniem, zajmuje mi jakieś 15 minut. Potem przychodzi pora na poranną toaletę Ninki, czyli mycie zębów, czesanie się i tym podobne. Następnie razem wyciągamy pranie z pralki i je rozwieszamy (Ninka podaje), rozładowujemy zmywarkę (również wspólnie), po czym ja zabieram się za szybkie ogarnianie kuchni po porannym gotowaniu, a Ninka wraca do samodzielnej zabawy. Specjalnie na potrzeby tego wpisu sprawdziłam, ile czasu zajmują mi niektóre czynności domowe. I na przykład rozładowanie zmywarki i włożenie do niej naczyń po śniadaniu trwa u mnie średnio około 4 minuty. Ot taka ciekawostka! Umycie kuchenki i zlewu (zachciało mi się białego, to teraz pokutuję) trwa maksymalnie 5 minut. Nie jest to więc aż tak czasochłonne, jak może się wydawać.

Na tym etapie Karolek zazwyczaj już smacznie śpi, więc jeśli jest poniedziałek, środa lub piątek, to zabieram się za bardziej szczegółowe sprzątanie, a w pozostałe dni dołączam do zabawy Ninki lub angażuję ją w jakieś inne prace, na przykład robimy wspólnie porządek w jakiejś szufladzie. Jeśli obserwujcie mnie na Instagramie, to pewnie zauważyliście, że od niedawna urządzam Nince „domowy żłobek” (tzw. toddler school). Często zaplanowane przeze mnie aktywności realizujemy właśnie o tej porze dnia. Jeśli się nie uda, to „naukę” przekładamy na później.

Co dokładnie robię w te dni, na które mam zaplanowane sprzątanie? Po ogarnięciu kuchni zabieram się za ścieranie kurzy, szybkie przetarcie łazienki (prysznic, umywalka, toaleta, lustro), a następnie odkurzanie. Jeśli starcza mi czasu, to myję podłogę. Jeśli nie, to robię to wieczorem lub liczę na to, że uda się następnym razem (od nieumytej podłogi jeszcze nikt przecież nie umarł!). Po posprzątaniu zaczynam szykować drugie śniadanie dla Ninki.

  • 10:00

Karolek dostaje kolejną porcję mleka, a Ninka je drugie śniadanie. Potem zazwyczaj przechodzimy do sypialni i cała aktywność ma miejsce na naszym łóżku. Ninka przynosi tam kolejne książki i zabawki, a ja staram się porobić coś z Karolkiem (zazwyczaj zestaw ćwiczeń, które poleciła nam wykonywać fizjoterapeutka).

O 11:00 zaczynamy akcję „wyciszanie przed snem”, czyli czytamy i przytulamy się, aż Ninka zaśnie. Zazwyczaj Karolek, którego trzymam wtedy między nogami, też już zaczyna przysypiać, więc przy odrobinie szczęścia o 11:30 mam już długo wyczekiwany czas dla siebie. Co wtedy robię? Na pewno nie sprzątam i zdecydowanie nigdy nie odsypiam nieprzespanej nocy (jeśli taka się zdarzy), bo szkoda mi na to czasu. Te 1,5 godziny staram się wykorzystać na przyjemności, blogowanie, czytanie, manicure…Zależy od dnia, ale o tym szczegółowo napiszę chyba w osobnym poście, żeby niepotrzebnie nie przedłużać 🙂

  • 13:00

Dzieci są już wyspane, więc możemy przystąpić do kolejnego posiłku. W przypadku Ninki jest to zupka, Carlos ponownie delektuje się mlekiem (już się nie mogę doczekać rozszerzania diety!). Jeśli tylko pogoda sprzyja, po jedzeniu zaczynamy się szykować do wyjścia na spacer (latem staramy się być na dworze jak najczęściej, ale jesienią i zimą wychodzimy maksymalnie dwa razy dziennie). Większość potrzebnych rzeczy pakuję wieczorem poprzedniego dnia, ale i tak udaje nam się wyjść najwcześniej o 14:00 (musimy się wszyscy ubrać + ja pomalować). Długość spaceru w dużej mierze zależy głównie od tego, co zaplanowałam na obiad. Jeśli coś, co można przygotować szybko, to wracamy na 15:30. Jeśli coś skomplikowanego, to odpowiednio szybciej (lub przygotowuję część obiadu wcześniej albo poprzedniego dnia). Podczas spaceru często robię też szybkie zakupy, ale głównym celem wyjścia jest pozwolenie Nince wybiegać się na świeżym powietrzu. W tym czasie je przygotowane przeze mnie przekąski (tutaj możecie zobaczyć przykład).

  • 16:00

Obiad już prawie gotowy, czekamy na powrót Taty do domu, a w międzyczasie Karolek znów pije mleko. Staram się, żebyśmy obiad jedli wspólnie, ale jeśli jest gotowy szybciej, to nie potrafimy się powstrzymać (Ninka KOCHA jeść!). To, co robimy później, zależy od dnia tygodnia. Są dni, kiedy Mój Mąż idzie na siłownię. Są dni, kiedy ja idę na basen. 2 lub 3 razy w tygodniu idziemy całą rodziną na spacer albo bawimy się z dziećmi w domu, nie ma reguły – jesteśmy w trakcie ustalania jakiegoś harmonogramu.

Około 18:00 wypada podwieczorek.

18:30 to czas wielkiego poruszenia w naszym domu – zaczynamy kąpać dzieci. Jeśli gdzieś wychodziliśmy, to zawsze staramy się wrócić na tą godzinę.

  • 19:00

Czas na mleko dla dzieci. Po nakarmieniu Karolka nadchodzi czas na jego przytulanie się z Tatą, Ninka wykorzystuje każdą minutę na zabawę, a ja zamykam się na co najmniej kilkanaście minut w łazience i mam ich wszystkich w nosie! To jest mój czas na prysznic, wieczorną pielęgnację i wyciszenie się po całym dniu wzmożonej uwagi.

Około 19:45 zaczynamy sprzątać zabawki, a także szykować ubranka na następny dzień, żeby potem nie krzątać się po tamtej części mieszkania. O 20:00 biorę Ninkę do sypialni, gdzie po krótkiej lekturze zasypia.

Wracam zazwyczaj o 20:30, Karolek już śpi lub odpływa, więc bierzemy się za wspólne robienie kolacji. Następnie ładujemy zmywarkę, myjemy butelki, szykujemy pranie…jednym słowem – ogarniamy.

To, co robimy wieczorem, też zależy od dnia tygodnia. Wiele zależy od tego…kto akurat gra mecz! Tak, jestem żoną fana piłki nożnej, więc gdy leci Liga Mistrzów, mam 100% czasu na swoje sprawy 😉 W te dni zazwyczaj bloguję. W pozostałe oglądamy seriale, robimy wspólnie zakupy online itp.

  • 22:00

Po tej godzinie zazwyczaj idę się już położyć. Niestety mam głupi nawyk przeglądania social media przed zaśnięciem, co często kończy się tak, że nagle budzi mnie spadający na moje czoło telefon…

Przed 23:00 Mąż karmi Karolka (zazwyczaj przez sen), po czym przychodzą do naszej sypialni. Ninka śpi w dziecięcym pokoiku, a łóżeczko Karolka na razie przystawiliśmy do naszego. Od kilku tygodni nasz synek nie je już w nocy – nawet, jeśli się przebudzi, to po chwili zasypia, więc następne karmienie wypada dopiero o 7 rano. Ale żeby była równowaga w przyrodzie, to od niedawna Ninka lubi się obudzić w nocy i przyjść do naszego łóżka. Czasem przenosimy ją z powrotem, ale często nikomu się nie chce, więc śpimy razem do rana.

 

Tak to mniej więcej u nas wygląda. Oczywiście są dni, kiedy mam lenia totalnego i przez pół dnia chodzimy w piżamach, strzepując co chwilę okruszki, które przyklejają nam się do stóp i obijając się o leżące wszędzie zabawki. Są też dni, kiedy dzieci płaczą na zmianę i nie da się zrobić właściwie nic, ale cóż – taki urok posiadania potomstwa! 🙂

 

*Więcej na temat tego, jak wygospodarować czas dla siebie oraz jak mniej więcej wygląda mój tydzień, opiszę w przyszłym miesiącu.

 

Poniżej znajdziecie linki do ciekawostek, o których wspominałam:

ZABAWY Z DZIECKIEM W WIEKU 0-12 MIESIĘCY:

TODDLER SCHOOL:

INSPIRUJĄCE POSIŁKI DLA DZIECI:

 

ZORGANIZOWANA
  • Kalcia07

    Super ciekawy wpis! 🙂 Póki co nie mam dzieci, ani męża, ale myślę, że warto będzie się tym wpisem zainspirować w przyszłości 🙂 Pozdrawiam Was 🙂

  • Doti

    Sledzilam Twojego blogaa do tego wpisu.Myslalam, ze slowo zorganizowana zobowiazuje. Ja mam dwoje dzieci, maz wyjezdza na pol roku. W tym czasie zostaje sama z dziecmi,psem (mlodym z ktorym trzeba codziennie biegac min 5 km),dwoma szynszylami,ogrodem,grzadkami. Jedno dziecko ma 7 lat i woze je 10 km do szkoly (+zadania,basen itp), ale…ja pierdziele ta koncowka wpisu o smieciach na stopach rozwalila mi psychike!!!! Porazka pani zorganizowana!

    • anna409

      Hahaha, wow, widze, ze ktos musialby troszke wyluzowac! 😉 To nie jest konkurencja pt. „kto ma trudniej i lepiej to ogarnia”, choc obecnie wiele osob probuje sie przescigac w opisywaniu swojego och-jakze-ciezkiego-losu – chyba po to, zeby sobie samym udowodnic, jakie z nich wspaniale i cudowne bohaterki czy bohaterowie zycia codziennego. Mozna sie od tego lepiej poczuc czy jak? 😉 Az strach pomyslec, co by bylo, gdyby do tej przepelnionej obowiazkami codziennosci doszla jeszcez praca zawodowa… 😉 Proponuje nie brac wszystkiego tak bardzo na powaznie i czasem pozwolic sobie na chwile odprezenia. Moze latwiej wtedy bedzie zauwazyc i zrozumiec elementy humorystyczne zarowno w notkach blogowych, jak i w zyciu codziennym. Pozdrawiam!

      • Dziękuję – dobrze wiedzieć, że jednak inni Czytelnicy zrozumieli intencje kryjące się za ostatnim akapitem 😉 Pozdrawiam!

    • Droga Doti, dziękuję za komentarz. „Zorganizowana” nie oznacza „perfekcyjna”. Nie jestem żoną ze Stepford, nie żyję w różowej bańce mydlanej i mam prawo być zmęczona/leniwa i od czasu do czasu nie zmieść okruszków pozostałych po kolacji. Co więcej, absolutnie nie traktuję tego, jako porażki! Na moim blogu nie prezentuję wyidealizowanego świata i nigdy nie ukrywałam, że uporządkowany dom to mój CEL, a nie stan obecny (wystarczy przeczytać sekcję „o mnie”, by się o tym przekonać). Jeśli Twój dom zawsze błyszczy czystością, to gratuluję, podziwiam i zazdroszczę.
      Pozdrawiam serdecznie!

  • Jesteś fantastycznie zorganizowana <3

  • Ala Sung

    super wpis, zawsze bardzo mnie ciekawi jak zorganizowane osoby to robią, a już Mama 2 małych dzieci najbardziej! Mam pyt. skąd wzięłaś zupkę dla Córci, skoro drzemkę przeznaczasz dla siebie? czy gotujesz ją dzień wcześniej, wieczorem? Zazdroszczę Ci Córci łakomczucha, u mnie np. gdy Córka nie chce jeść, a mamy gdzieś wyjść, to frustracja rośnie. Dziecko głodne, obiad niezjedzony, posprzątać trzeba i wymyślić kolejny posiłek, którego na pewniaka nie tknie…

  • Anna

    Super, i to się nazywa dobra organizacja! 🙂