Tag Archives: do wydruku

Jak stworzyć plan pielęgnacji + moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji cz.2

Dzisiejszy post zacznę wyjątkowo, bo cytatem z jednej z moich ulubionych książek, czyli „Dziennika Bridget Jones” Helen Fielding:

Bycie kobietą jest gorsze od bycia rolnikiem – mamy tyle roboty z plewieniem i pryskaniem upraw: trzeba depilować nogi woskiem, golić pach, skubać brwi, ścierać pumeksem stopy, złuszczać i nawilżać naskórek, oczyszczać pory, farbować odrosty, malować rzęsy, piłować paznokcie, masować cellulitis, gimnastykować mięśnie brzucha. W dodatku te wszystkie zabiegi są tak precyzyjne, że wystarczy kilka dni, aby się całkiem zapuścić.

No właśnie. Okazuje się, że organizacja i regularność są ważne nie tylko przy sprzątaniu domu 😉 Jeśli Ty także łapiesz się na tym, że nie potrafisz sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz farbowałaś włosy albo nakładałaś na twarz maseczkę, to koniecznie rozważ stworzenie swojego planu pielęgnacji! Nie ukrywam, że moje dni są do siebie bardzo podobne (taką cenę płacę za chęć zapewnienia moim dzieciom uregulowanego trybu życia), w zasadzie często zlewają mi się w jedno i nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co jadłam wczoraj na śniadanie, a co dopiero kiedy robiłam peeling enzymatyczny! Ułożenie własnego planu pielęgnacji znacznie ułatwiło mi kontrolę nad tymi wszystkimi skomplikowanymi zabiegami i rytuałami. Można oczywiście dyskutować, czy jest to w ogóle potrzebne, ale pozwolę sobie przytoczyć jedno zdanie, które powinno wszystkich zmotywować: do wiosny zostały dwa miesiące!  Tak więc rozpoczęcie przygotowań do sezonu na krótkie rękawki i gołe nogi jest jak najbardziej wskazane 😉

Schemat tworzenia planu pielęgnacji jest bardzo prosty:

  • określ, jakie czynności chcesz wykonywać i jak często
  • oszacuj, ile czasu zajmują
  • przeanalizuj plan swojego dnia/tygodnia/miesiąca i zastanów się, kiedy możesz poświęcić czas na nowe pielęgnacyjne rytuały

W Internecie można znaleźć mnóstwo gotowych planów (np. tutaj), ale oczywiście są one jedynie inspiracją – każda z nas jest inna, każda skóra ma inne potrzeby, a i nasze dni wyglądają zupełnie inaczej.

Moim największym zaskoczeniem już 1,5 roku temu było to, jak mało czasu zajmuje mi poranne oczyszczanie twarzy zgodne z koreańskimi rytuałami pielęgnacyjnymi. Gdy o tym czytałam, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zajmie mi to co najmniej pół godziny, a w rzeczywistości trwa maksymalnie 5 minut. Łapię się na tym, że często nie robię czegoś tylko dlatego, że wydaje mi się to niezwykle czasochłonne, ale umówmy się – nałożenie na twarz maseczki trwa tyle samo, ile wklepanie kremu, a korzyści dla skóry są o wiele większe! Dlatego tak ważna jest świadomość tego, ile dana czynność zajmuje nam czasu i umiejętne wplecenie jej w nasze codzienne czynności. Np. hybrydy robię co drugą sobotę, zawsze podczas oglądania filmu lub dwóch odcinków ulubionego  serialu. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żebym w niedzielę rano czytała z dziećmi w łóżku książeczki, mając jednocześnie maskę na włosach i maseczkę na twarzy (choć te azjatyckie maski z podobiznami zwierząt wzbudzają w moim potomstwie lekką konsternację). Przyjemne z pożytecznym!

Cały plan pielęgnacji proponuję rozpisać na kartce lub możesz też skorzystać z poniższego szablonu 🙂 Możesz wpisać ogólne czynności lub nazwy konkretnych produktów, których będziesz używać, pełna dowolność! Gotowy plan możesz zalaminować, żeby nie zniszczył się zbyt szybko (jeśli planujesz trzymać go w łazience).

POBIERZ SZABLON PLANU PIELĘGNACJI DO WYDRUKU

MOJE ULUBIONE TANIE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CZ.2 (tutaj znajdziesz pierwszą część)

Wynajdywanie tanich i skutecznych kosmetyków jest moją wielką misją, a ponieważ poprzedni wpis o tej tematyce spotkał się ze sporym zainteresowaniem, to dziś mam kolejną porcję fajnych i przystępnych cenowo produktów, które przetestowałam na mojej suchej i wymagającej skórze i które sprawdziły się rewelacyjnie!

DO TWARZY

  • Sylveco. Łagodzący krem pod oczy (ok. 30 zł) Krem, który uratował skórę na moich powiekach na początku zimy! Nagle pojawiło się na nich kilka suchych i swędzących plam, na które nie pomagały żadne inne kremy, nawet te najdelikatniejsze, które podbierałam dzieciom. Ba, po użyciu niektórych skóra zaczynała mnie szczypać, oczy łzawić i było jeszcze gorzej. Na szczęście miałam w szufladzie mnóstwo próbek kremów Sylveco, a wśród nich wspomniany krem pod oczy, który zadziałał na moje powieki jak opatrunek. To było jak jakieś czary! Wyleczył moją skórę w 24 godziny, więc od razu pobiegłam do sklepu po więcej i od tej pory towarzyszy mi codziennie. Skóra jest po nim sprężysta i nawilżona, czyli dokładnie taka, jak powinna być!
  • Ziaja. Ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające jagody acai (ok. 11 zł) Baaaardzo się z tym serum polubiłam! Przede wszystkim dlatego, że już po zaledwie kilku dniach stosowania zauważyłam, że moja skóra jest o wiele gładsza w dotyku, a na dodatek przyjemnie odświeżona (serum ma konsystencję zbliżoną do żelu). Skóra jest napięta, wygląda świeżo i zdrowo, więc jestem bardzo zadowolona – szczególnie biorąc pod uwagę bardzo niską cenę!
  • Vianek. Intensywnie odżywczy krem do twarzy na noc (ok. 22 zł) Właściwie i Vianek i Sylveco mogę brać w ciemno, bo robią dokładnie to, co obiecuje producent i nigdy nie zdarzyły mi się po tych produktach żadne podrażnienia i tym podobne ekscesy. Ten krem dobrze nawilża i odżywia. Po prostu. Więcej mi nie trzeba, na noc idealny!
  • Sylveco. Odżywcza pomadka z peelingiem (ok. 11 zł) Mój absolutny hit, must have, kosmetyczny niezbędnik, no po prostu uwielbiam! Używam tej pomadki nałogowo, jest idealna na zimę, wspaniale złuszcza martwy naskórek i pozostawia usta nawilżone i natłuszczone. Wypróbujcie koniecznie!

DO CIAŁA

  • Ziaja Pro. Maska do rąk i paznokci  (ok. 14 zł) oraz Krem-maska do stóp głęboko odżywcza (ok. 19 zł). Świetne produkty, idealne na zimowe dolegliwości skórne (przesuszenie, zaczerwienienia, a nawet pęknięcia skóry). Moja skóra na dłoniach jest bardzo podrażniona ze względu na AZS, więc nie spodziewałam się jakichś spektakularnych efektów, ale jestem pozytywnie zaskoczona! Stosuję maskę wieczorem i naprawdę bardzo poprawiła stan mojej skóry – ukoiła, wygładziła i nawilżyła. Krem-maska do stóp też w 100% spełnia swoje zadanie. Na dodatek oba produkty bardzo przyjemnie pachną, no i są bardzo tanie, jak na tą pojemność (250ml) i niezwykle wydajne.
  • Ziaja. Peeling cukrowy do ciała z serii Świąteczne aromaty (ok. 11 zł). Uwielbiam cukrowe peelingi i choć często robię je też sama w domu, to jednak te ze sklepu przewyższają moje domowe w jednej kwestii – obłędnego zapachu! Na dodatek utrzymuje się on na ciele przez jakiś czas, no i skóra jest tak pięknie natłuszczona, że nie muszę stosować po ich użyciu balsamu do ciała. Świąteczne aromaty to zdecydowanie to, co lubię najbardziej, więc mam zrobione zapasy tych peelingów jeszcze na co najmniej kilka miesięcy. Moimi drugimi faworytami w tej kategorii są peelingi cukrowe Perfecta, szczególnie marcepanowy, choć ostatnio nie umiem go nigdzie znaleźć (mam nadzieję, że go nie wycofano!).
  • Ziaja. Multimodeling balsam brązujący do ciała (ok. 15 zł).  Bladość mojej skóry osiągnęła w grudniu stan krytyczny, więc jak co roku zaczęłam poszukiwania tego idealnego kosmetyku, który sprawi, że będę ślicznie brązowa (a nie pomarańczowa). Lubię balsamy stopniowo brązujące, bo ich zapach nie jest tak mocny, a przy okazji mam poczucie większej kontroli nad intensywnością koloru. A jeśli mogę się przy okazji lekko ujędrnić i wyszczuplić, to jest to jak wygrana na loterii! Ten balsam bardzo lubię za to, że nie wchłania się błyskawicznie, tylko mam chwilę na dokładne i równomierne wsmarowanie (a wręcz wmasowanie) go w ciało. Odcień opalenizny jest bardzo ciepły i moim zdaniem naturalny. Zapach jest delikatny, nie ma mowy o tym charakterystycznym samoopalaczowym smrodku 😉 Polecam!

DO WŁOSÓW

  • Pantene Pro-V, suchy szampon Volume Booster (ok. 15 zł). Suchy szampon, który zdetronizował zachwalany przeze mnie w poprzedniej części szampon Batiste. Ten pokochałam ze względu na to, że trochę łączy cechy suchego szamponu z lakierem do włosów. Po użyciu są odświeżone, uniesione i takie trochę bardziej sztywne. Moje włosy są raczej z tych cienkich i delikatnych, więc dla mnie to opcja idealna! Zauważyłam też, że po jego użyciu włosy nie elektryzują się tak bardzo pod czapką, co zimą jest ogromnym plusem!

Ależ się dziś rozpisałam! 🙂 Jak zawsze czekam na Wasze opinie i porady – czy stosujecie plan pielęgnacji? Jakie są Wasze ulubione kosmetyczne rytuały? Jakie produkty polecacie?

Czysta łazienka – checklista do wydruku

Aby sprawnie posprzątać jakiekolwiek pomieszczenie trzeba mnie ustalony wcześniej plan oraz odpowiedni „sprzęt”.

Przed przystąpieniem do sprzątania przygotujcie sobie koszyczek (lub inny pojemnik) ze wszystkim akcesoriami, które być może będą Wam potrzebne, żeby później ich poszukiwanie nie odrywało Was niepotrzebnie od pracy.

Przygotujcie też dowolne środki czyszczące, których będziecie używać.

I oczywiście ochronne rękawiczki – o dłonie trzeba dbać!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

.

A oto checklista sprzątania łazienki:

łazienka checklista

Sprzątanie łazienki – checklista

Zostawiłam kilka wolnych miejsc, żeby każdy mógł dopisać sobie swoje dodatkowe zadania.

Jeśli przegapiliście checklistę sprzątania kuchni to znajdziecie ją tutaj, a jeśli interesują Was inne materiały do wydruku, to zajrzyjcie tutaj 🙂

Torba do szpitala – checklista do wydruku

O moich zmaganiach i doświadczeniach z pakowaniem torby do szpitala dla siebie i dla dziecka mogliście poczytać w listopadzie. Dziś odkurzam trochę ten temat poprzez zaoferowanie wszystkim ciężarnym czytelniczkom przydatnej checklisty – dobrze wiem, jak łatwo jest się pogubić i zapomnieć w gąszczu wielu przygotowań, dlatego mam cichą nadzieję, że troszkę Wam to ułatwię 🙂

Moja checklista jest wersją zakładającą 5 dniowy pobyt w szpitalu – lepiej spakować więcej, niż martwić się, że czegoś nam zabraknie! Listę ułożyłam na podstawie lektury wielu (uwierzcie mi – naprawdę WIELU!) źródeł o tematyce ciążowo – porodowej, ale i tak nie wszystko mi się przydało, o czym możecie poczytać we wspomnianych wyżej postach.

Kliknijcie w nazwę, aby pobrać plik! 🙂

Torba do szpitala – checklista

torba do szpitala - check

Naklejki na mrożonki

Rozmawiam z Moją Mamą minimum 4 razy dziennie. To już właściwie rytuał. Wstaję rano, jem z Mężem śniadanie, a następnie (zanim obudzi się Ninka) dzwonię do Mamy na krótką wymianę porannych uprzejmości. Następnie rozmawiamy, gdy około południa spaceruję z dzieckiem. Potem dzwonimy do siebie po Jej powrocie z pracy i dyskutujemy o tym, jak nam minął dzień, co ciekawego widziałyśmy / czytałyśmy / zasłyszałyśmy. Często dzwonimy do siebie i „razem” oglądamy jakiś program w TV. Obowiązkowo też dzwonię życzyć Jej dobrej nocy. Tysiące minut, setki godzin, milion tematów do obgadania, a wśród nich jedno pytanie, które słyszę właściwie za każdym razem: „ILE PORCJI OWOCÓW I WARZYW DZISIAJ ZJADŁAŚ?”. Chętnie odpyskowałabym wtedy pytając „A ile Ty?”, ale doskonale wiem, że rozmawiam z osobą, która zielone koktajle robiła już na długo przed tym, zanim stały się modne, więc zaraz usłyszałabym tak długą listę składników wrzuconych do Jej porannego smoothie, że mogłyby z pewnością uzupełnić dzienne zapotrzebowanie na witaminy całej wioski…

Pora na małe wyznanie. W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem. Teraz co prawda jem już normalne ilości (czasem nawet nienormalnie i niemoralnie duże porcje), ale została mi po tym bardzo szczeniacka awersja do wielu produktów. Moi bliscy mówią wprost: „Kasia z tym jedzeniem to jest dziwna.”. Muszę się ze wstydem zgodzić. Za żadne skarby świata nie tknę świeżego pomidora, ale przecier pomidorowy wyjem łyżkami ze słoiczka. Buraczki zjem, ale pod warunkiem, że będą ukryte pod ziemniakami (kto pamięta ten trik z czasów przedszkola?). Ogórek – świeży nie, kiszony tak, korniszon w ostateczności. Sałata tak. Szpinak tak. Kapusta absolutnie nie! No chyba, że kiszona…Rozumiecie już, dlaczego Moja Mama tak mnie męczy pytaniami o moją dietę? Koktajle są Jej (i teraz moim!) sposobem na przemycenie większej ilości witamin do mojego menu, bez konieczności krzywienia się nad talerzem z brukselką 😉

Ale wracając do tematu – uwielbiam koktajle, ale komu chciałoby się je codziennie przygotowywać? Rano jest zawsze tyle rzeczy do zrobienia, że to całe mycie, obieranie, krojenie i siekanie, wydawały mi się być zawsze uciążliwym obowiązkiem, a nie przyjemnym kultywowaniem zdrowego trybu życia. Nie byłam jednak głucha i ślepa na dobroczynne efekty spożywania większej ilości warzyw i owoców, dlatego postanowiłam w końcu podejść do tego tematu na poważnie, zamiast denerwować Mamę moją standardową odpowiedzią na Jej pytanie (czyli: „Jedno jabłko.” lub ewentualnie „Banana.”). Uznałam, że skoro główną wadą, w moim mniemaniu, jest  żmudny proces przygotowania koktajlu, to postaram się zrobić coś, by go przyspieszyć.

Postanowiłam zacząć mrozić.

Nie tylko owoce, nie tylko warzywa. Nie tylko do smoothie, ale także do zup. Nie tylko pojedyncze produkty, ale też całe dania.

Część z Was pewnie śmieje się pod nosem – „O co jej chodzi? Przecież wszyscy mrożą, przecież to norma!”. Okazuje się jednak, że wcale aż tak wiele osób tego nie robi. Jeśli ktoś ma osobną zamrażarkę, to na pewno z niej korzysta. Ale posiadacze małych lodówek, a co za tym idzie małych zamrażarek, wyjadają zapasy na bieżąco – o mrożeniu nie ma mowy, bo nie ma na to miejsca! Dlatego ja postanowiłam mrozić z głową. Odpowiednie ilości, bez szaleństw, na spokojnie.

Mój zamrażalnik ma 3 szuflady. Jedną przeznaczyłam na gotowe dania (nasze babcie dziwnym trafem zawsze w tym samym czasie posyłają nam pierogi, każda po kilkadziesiąt sztuk, więc w większości to one wypełniają całą szufladę 😉 ), drugą na warzywa, a trzecią na owoce i kompozycje do koktajli.

Dziś pokażę Wam, jak przygotowuję te ostatnie i dlaczego nie robię tego tak, jak nakazują wszystkie poradniki 😉

Zacznę od odrobiny teorii:

– przed przystąpieniem do mrożenia produkty należy umyć i osuszyć

– do mrożenia możemy użyć specjalnych woreczków, tacek lub plastikowych pojemników

– niektóre produkty (np. kalafior, brokuły, marchewkę, groszek…) przed zamrożeniem powinno się zanurzyć we wrzącej wodzie, a następnie w zimnej (tzw. blanszowanie – szczegóły znajdziecie tutaj) – dzięki temu zachowają swój kolor i konsystencję

– nie powinno się mrozić sałaty, ogórków i rzodkiewki, ponieważ zawierają dużo wody i po rozmrożeniu mogłyby być rozczarowujące – zarówno w smaku, jak i w konsystencji 😉

– drobne owoce, np. jagody, powinno się mrozić na tacce lub luźno ułożone, by zamroziły się osobno – szczególnie przydatne, gdy mrozimy w celu wykorzystania np. podczas późniejszego dekorowania ciast (te malinki w środku zimy!)

– wszystko to, co jest duże (kalafior, ananas itp.) przed zamrożeniem należy podzielić na mniejsze części

– i oczywiście wypadałoby wyjąć pestki 😉

Zastanawiacie się pewnie, który z tych punktów zignorowałam 😉 Właściwie to dwa! Nie blanszowałam marchewki – zamroziłam ją do późniejszego wykorzystania w zupie (robię głównie buliony warzywne), więc nie zależy mi na jej kolorze itp. Podobnie potraktowałam borówki – skoro i tak wrzucę je do koktajlu, to zamroziłam je przytulone do siebie w woreczku. Mrożę wszystko – pomarańcze, banany, liczi…Taka ze mnie rebeliantka 😉

PicMonkey Collage

Nie będę udawać, że robi się to wszystko błyskawicznie – przygotowanie porcji, które widzicie na zdjęciach zajęło mi ponad godzinę! Ale reszta tygodnia to była sielanka – każdego poranka po prostu sięgałam do zamrażalnika po wybrane produkty, rozmrażałam je i w południe miałam na stole pyszne smoothie!

Koniec z wymówkami!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Wspomniane wcześniej paczuszki z warzywami na zupę – pomysł, który (oczywiście!) Moja Mama stosuje od lat 😉

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Ostatnio znalazłam w Rossmannie bardzo fajne woreczki do mrożenia, z miejscem na opisanie zawartości – trochę brakowało mi tego w moich starych woreczkach. Po pierwsze nie było gdzie zapisać takiej informacji, a po drugie woreczki były zbyt małe, by przykleić równo naklejkę. Po kilku dniach w zamrażalniku ananas wyglądał łudząco podobnie do mango, a szpinak do jarmużu, co troszkę mnie irytowało, bo nigdy nie byłam do końca pewna, co wyciągam z szuflady. Nowe woreczki są większe, więc wskoczyłam na wyższy stopień mrożonkowego wtajemniczenia  i zaczęłam mrozić całe kompozycje. To dopiero ułatwienie!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

.

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła dla Was kilku ciekawych „bajerów” do wydrukowania – naklejki na mrożonki, spis zawartości zamrażalnika, mini ściąga z zamrażania

.

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać, dlaczego umieściłam ten post w kategorii „OSZCZĘDZAJ”. Proszę się przyznać – a ile razy wyrzuciliście owoce i warzywa, bo były już zgniłe / zjedzone przez muszki owocówki / ukryły się w lodówce? No właśnie. Dzięki mrożeniu możecie uniknąć wyrzucania pieniędzy do śmieci. Oczywiście zachęcam wszystkich do jedzenia świeżych produktów, szczególnie w sezonie (już się nie mogę doczekać tych truskawek mmm!), ale jeśli wiemy, że nie wykorzystamy produktu w całości, to mrożenie jest wspaniałym rozwiązaniem! Lub jeśli ma się prawie 28 lat, a owoce i warzywa przyjmuje się jedynie w formie papki (czyli na poziomie swojego 5 miesięcznego dziecka), wtedy też jest to fajna opcja 😉

.

Oszczędzamy, zdrowo się odżywiamy i jeszcze na dodatek sprawiamy przyjemność Mamie – dziękuję kochane mrożonki! Moje życie stało się lepsze 😉

PS. Moje naklejki na mrożonki znajdziecie tutaj!