Tag Archives: do wydruku

Czysta łazienka – checklista do wydruku

Aby sprawnie posprzątać jakiekolwiek pomieszczenie trzeba mnie ustalony wcześniej plan oraz odpowiedni „sprzęt”.

Przed przystąpieniem do sprzątania przygotujcie sobie koszyczek (lub inny pojemnik) ze wszystkim akcesoriami, które być może będą Wam potrzebne, żeby później ich poszukiwanie nie odrywało Was niepotrzebnie od pracy.

Przygotujcie też dowolne środki czyszczące, których będziecie używać.

I oczywiście ochronne rękawiczki – o dłonie trzeba dbać!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

.

A oto checklista sprzątania łazienki:

łazienka checklista

Sprzątanie łazienki – checklista

Zostawiłam kilka wolnych miejsc, żeby każdy mógł dopisać sobie swoje dodatkowe zadania.

Jeśli przegapiliście checklistę sprzątania kuchni to znajdziecie ją tutaj, a jeśli interesują Was inne materiały do wydruku, to zajrzyjcie tutaj 🙂

Torba do szpitala – checklista do wydruku

O moich zmaganiach i doświadczeniach z pakowaniem torby do szpitala dla siebie i dla dziecka mogliście poczytać w listopadzie. Dziś odkurzam trochę ten temat poprzez zaoferowanie wszystkim ciężarnym czytelniczkom przydatnej checklisty – dobrze wiem, jak łatwo jest się pogubić i zapomnieć w gąszczu wielu przygotowań, dlatego mam cichą nadzieję, że troszkę Wam to ułatwię 🙂

Moja checklista jest wersją zakładającą 5 dniowy pobyt w szpitalu – lepiej spakować więcej, niż martwić się, że czegoś nam zabraknie! Listę ułożyłam na podstawie lektury wielu (uwierzcie mi – naprawdę WIELU!) źródeł o tematyce ciążowo – porodowej, ale i tak nie wszystko mi się przydało, o czym możecie poczytać we wspomnianych wyżej postach.

Kliknijcie w nazwę, aby pobrać plik! 🙂

Torba do szpitala – checklista

torba do szpitala - check

Naklejki na mrożonki

Rozmawiam z Moją Mamą minimum 4 razy dziennie. To już właściwie rytuał. Wstaję rano, jem z Mężem śniadanie, a następnie (zanim obudzi się Ninka) dzwonię do Mamy na krótką wymianę porannych uprzejmości. Następnie rozmawiamy, gdy około południa spaceruję z dzieckiem. Potem dzwonimy do siebie po Jej powrocie z pracy i dyskutujemy o tym, jak nam minął dzień, co ciekawego widziałyśmy / czytałyśmy / zasłyszałyśmy. Często dzwonimy do siebie i „razem” oglądamy jakiś program w TV. Obowiązkowo też dzwonię życzyć Jej dobrej nocy. Tysiące minut, setki godzin, milion tematów do obgadania, a wśród nich jedno pytanie, które słyszę właściwie za każdym razem: „ILE PORCJI OWOCÓW I WARZYW DZISIAJ ZJADŁAŚ?”. Chętnie odpyskowałabym wtedy pytając „A ile Ty?”, ale doskonale wiem, że rozmawiam z osobą, która zielone koktajle robiła już na długo przed tym, zanim stały się modne, więc zaraz usłyszałabym tak długą listę składników wrzuconych do Jej porannego smoothie, że mogłyby z pewnością uzupełnić dzienne zapotrzebowanie na witaminy całej wioski…

Pora na małe wyznanie. W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem. Teraz co prawda jem już normalne ilości (czasem nawet nienormalnie i niemoralnie duże porcje), ale została mi po tym bardzo szczeniacka awersja do wielu produktów. Moi bliscy mówią wprost: „Kasia z tym jedzeniem to jest dziwna.”. Muszę się ze wstydem zgodzić. Za żadne skarby świata nie tknę świeżego pomidora, ale przecier pomidorowy wyjem łyżkami ze słoiczka. Buraczki zjem, ale pod warunkiem, że będą ukryte pod ziemniakami (kto pamięta ten trik z czasów przedszkola?). Ogórek – świeży nie, kiszony tak, korniszon w ostateczności. Sałata tak. Szpinak tak. Kapusta absolutnie nie! No chyba, że kiszona…Rozumiecie już, dlaczego Moja Mama tak mnie męczy pytaniami o moją dietę? Koktajle są Jej (i teraz moim!) sposobem na przemycenie większej ilości witamin do mojego menu, bez konieczności krzywienia się nad talerzem z brukselką 😉

Ale wracając do tematu – uwielbiam koktajle, ale komu chciałoby się je codziennie przygotowywać? Rano jest zawsze tyle rzeczy do zrobienia, że to całe mycie, obieranie, krojenie i siekanie, wydawały mi się być zawsze uciążliwym obowiązkiem, a nie przyjemnym kultywowaniem zdrowego trybu życia. Nie byłam jednak głucha i ślepa na dobroczynne efekty spożywania większej ilości warzyw i owoców, dlatego postanowiłam w końcu podejść do tego tematu na poważnie, zamiast denerwować Mamę moją standardową odpowiedzią na Jej pytanie (czyli: „Jedno jabłko.” lub ewentualnie „Banana.”). Uznałam, że skoro główną wadą, w moim mniemaniu, jest  żmudny proces przygotowania koktajlu, to postaram się zrobić coś, by go przyspieszyć.

Postanowiłam zacząć mrozić.

Nie tylko owoce, nie tylko warzywa. Nie tylko do smoothie, ale także do zup. Nie tylko pojedyncze produkty, ale też całe dania.

Część z Was pewnie śmieje się pod nosem – „O co jej chodzi? Przecież wszyscy mrożą, przecież to norma!”. Okazuje się jednak, że wcale aż tak wiele osób tego nie robi. Jeśli ktoś ma osobną zamrażarkę, to na pewno z niej korzysta. Ale posiadacze małych lodówek, a co za tym idzie małych zamrażarek, wyjadają zapasy na bieżąco – o mrożeniu nie ma mowy, bo nie ma na to miejsca! Dlatego ja postanowiłam mrozić z głową. Odpowiednie ilości, bez szaleństw, na spokojnie.

Mój zamrażalnik ma 3 szuflady. Jedną przeznaczyłam na gotowe dania (nasze babcie dziwnym trafem zawsze w tym samym czasie posyłają nam pierogi, każda po kilkadziesiąt sztuk, więc w większości to one wypełniają całą szufladę 😉 ), drugą na warzywa, a trzecią na owoce i kompozycje do koktajli.

Dziś pokażę Wam, jak przygotowuję te ostatnie i dlaczego nie robię tego tak, jak nakazują wszystkie poradniki 😉

Zacznę od odrobiny teorii:

– przed przystąpieniem do mrożenia produkty należy umyć i osuszyć

– do mrożenia możemy użyć specjalnych woreczków, tacek lub plastikowych pojemników

– niektóre produkty (np. kalafior, brokuły, marchewkę, groszek…) przed zamrożeniem powinno się zanurzyć we wrzącej wodzie, a następnie w zimnej (tzw. blanszowanie – szczegóły znajdziecie tutaj) – dzięki temu zachowają swój kolor i konsystencję

– nie powinno się mrozić sałaty, ogórków i rzodkiewki, ponieważ zawierają dużo wody i po rozmrożeniu mogłyby być rozczarowujące – zarówno w smaku, jak i w konsystencji 😉

– drobne owoce, np. jagody, powinno się mrozić na tacce lub luźno ułożone, by zamroziły się osobno – szczególnie przydatne, gdy mrozimy w celu wykorzystania np. podczas późniejszego dekorowania ciast (te malinki w środku zimy!)

– wszystko to, co jest duże (kalafior, ananas itp.) przed zamrożeniem należy podzielić na mniejsze części

– i oczywiście wypadałoby wyjąć pestki 😉

Zastanawiacie się pewnie, który z tych punktów zignorowałam 😉 Właściwie to dwa! Nie blanszowałam marchewki – zamroziłam ją do późniejszego wykorzystania w zupie (robię głównie buliony warzywne), więc nie zależy mi na jej kolorze itp. Podobnie potraktowałam borówki – skoro i tak wrzucę je do koktajlu, to zamroziłam je przytulone do siebie w woreczku. Mrożę wszystko – pomarańcze, banany, liczi…Taka ze mnie rebeliantka 😉

PicMonkey Collage

Nie będę udawać, że robi się to wszystko błyskawicznie – przygotowanie porcji, które widzicie na zdjęciach zajęło mi ponad godzinę! Ale reszta tygodnia to była sielanka – każdego poranka po prostu sięgałam do zamrażalnika po wybrane produkty, rozmrażałam je i w południe miałam na stole pyszne smoothie!

Koniec z wymówkami!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Wspomniane wcześniej paczuszki z warzywami na zupę – pomysł, który (oczywiście!) Moja Mama stosuje od lat 😉

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Ostatnio znalazłam w Rossmannie bardzo fajne woreczki do mrożenia, z miejscem na opisanie zawartości – trochę brakowało mi tego w moich starych woreczkach. Po pierwsze nie było gdzie zapisać takiej informacji, a po drugie woreczki były zbyt małe, by przykleić równo naklejkę. Po kilku dniach w zamrażalniku ananas wyglądał łudząco podobnie do mango, a szpinak do jarmużu, co troszkę mnie irytowało, bo nigdy nie byłam do końca pewna, co wyciągam z szuflady. Nowe woreczki są większe, więc wskoczyłam na wyższy stopień mrożonkowego wtajemniczenia  i zaczęłam mrozić całe kompozycje. To dopiero ułatwienie!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

.

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła dla Was kilku ciekawych „bajerów” do wydrukowania – naklejki na mrożonki, spis zawartości zamrażalnika, mini ściąga z zamrażania

.

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać, dlaczego umieściłam ten post w kategorii „OSZCZĘDZAJ”. Proszę się przyznać – a ile razy wyrzuciliście owoce i warzywa, bo były już zgniłe / zjedzone przez muszki owocówki / ukryły się w lodówce? No właśnie. Dzięki mrożeniu możecie uniknąć wyrzucania pieniędzy do śmieci. Oczywiście zachęcam wszystkich do jedzenia świeżych produktów, szczególnie w sezonie (już się nie mogę doczekać tych truskawek mmm!), ale jeśli wiemy, że nie wykorzystamy produktu w całości, to mrożenie jest wspaniałym rozwiązaniem! Lub jeśli ma się prawie 28 lat, a owoce i warzywa przyjmuje się jedynie w formie papki (czyli na poziomie swojego 5 miesięcznego dziecka), wtedy też jest to fajna opcja 😉

.

Oszczędzamy, zdrowo się odżywiamy i jeszcze na dodatek sprawiamy przyjemność Mamie – dziękuję kochane mrożonki! Moje życie stało się lepsze 😉

PS. Moje naklejki na mrożonki znajdziecie tutaj!

Torba do szpitala dla dziecka

Przy pakowaniu torby dla dziecka pojawił się u mnie jeden poważny problem – jaki rozmiar ubranek spakować? Wszędzie czytałam o tym, żeby przygotować wyprawkę na rozmiar 56. Warto jednak podczas kontrolnych USG zwrócić uwagę na wymiary dziecka – Moja Córeczka pod koniec ciąży mierzyła zazwyczaj o wiele mniej, niż norma na jej wiek, co sugerowało nam, że będzie raczej drobna. Za namową Mojej Mamy spakowałam więc same ubranka w rozmiarze 50 – na szczęście! Ninka mierzyła 51 cm i dopiero w 3 tygodniu życia zaczęła wchodzić w 56 😉

Ok, kwestia rozmiarów wyjaśniona, możemy przejść do listy 🙂

Warto (tak, jak w przypadku pakowania torby dla mamy) zerknąć na stronę internetową szpitala – powinna tam się znaleźć lista niezbędnych produktów dla dziecka. Może się ona bardzo różnić, w zależności od zwyczajów panujących w danej placówce…

Ja spakowałam (ilość oczywiście dostosowana do długości pobytu, ja pakowałam się na 5 dni z dzieckiem):

– body bez rękawków 5 szt

– pajacyki 5 szt

– cienkie czapeczki 2 szt

– łapki niedrapki 3 szt

– pieluchy tetrowe 4 szt

– szczoteczkę do włosów

– chusteczki nawilżane 1 opakowanie

– pieluszki 1 opakowanie

– ubranko na wyjście (w tym ciepła czapka i kombinezon, wychodziłyśmy pod koniec października)

– kocyk

20141012_104936_1

20141012_105112_1

Oczywiście nie użyłam połowy z tych rzeczy 😉

Po pierwsze – ktoś mi poradził, żebym wzięła pajacyki, zamiast kaftaników i śpioszków i była to dobra rada, ponieważ pajacyk był łatwiejszy w obsłudze (i zajmował mniej miejsca w torbie). Niepotrzebnie jednak brałam body – w szpitalu panowała tak wysoka temperatura, że nie było potrzeby ich użycia. Warto wziąć to pod uwagę szczególnie wtedy, gdy poród wypadnie w letnie miesiące…

Po drugie – nie wiem po co pakowałam butelkę…Nawet, jeśli Wasze dziecko będzie musiało być dokarmiane mlekiem modyfikowanym, to i tak szpital zapewni Wam butelki i jednorazowe smoczki.

Po trzecie – ubrania na wyjście z powodzeniem może przywieźć Tata w dniu wyjścia ze szpitala, zajmowały mi tylko niepotrzebnie miejsce w torbie.

Po czwartek – przesadziłam z grubością kocyka 😉 Wszystkie dzieci były szczelnie owijane szpitalnymi otulaczami, więc nie było potrzeby ich przykrywania. Gdybym pakowała się jeszcze raz to wzięłabym ewentualnie jakiś cienki kocyk i może swój otulacz…

Po piąte – ze względu na temperaturę nie użyłam ani razu czapeczki 😉

Po szóste – jedna para łapek niedrapek zupełnie by mi wystarczyła, skoro dziecko i tak było owinięte i tym samym miało schowane rączki przez większość czasu…

Po siódme – kąpaniem i czesaniem zajmował się personel szpitala, więc nawet szczoteczka mi się nie przydała!

Jak widzicie warto jest się spakować na różne ewentualności, ale koniec końców okazuje się, że dziecku do szczęścia potrzeba jedynie pampersów, chusteczek nawilżanych, pieluch tetrowych i czegoś do ubrania 😉

Poniżej gotowa lista do pobrania, ewentualnej modyfikacji i wydruku 🙂

Torba do szpitala – dla dziecka