Sposoby na udany dzień

Zdarza Wam się czytać jakieś porady i myśleć: Eeeee…to nie dla mnie! To na pewno nie działa…? Mi tak. Choćbym sto razy czytała o cudownych efektach wprowadzenia w życie jakiegoś nawyku, to i tak moje stare przyzwyczajenia wygrywały moją wewnętrzną walkę i w efekcie nawet nie podejmowałam próby. Ostatnio jednak nadmiar obowiązków zaczął mnie lekko męczyć i zrozumiałam, że dla własnego zdrowia psychicznego powinnam coś w swoim życiu zmieniać. Poczytałam więc trochę, poeksperymentowałam na sobie i teraz mogę z całą pewnością stwierdzić, że różne znane sposoby na udany dzień faktycznie działają! Widzę zmiany nie tylko w mojej produktywności, ale i w samopoczuciu (w wyglądzie też, co jest dodatkowym, jakże przyjemnym, bonusem). Dziś więc nie będzie nic o sprzątaniu, nie będzie też ani słowa o układaniu majteczek w równe rządki, dziś będzie o tym, co zrobić, żeby mieć dobry dzień, tak po prostu!

  • ZACZNIJ DZIEŃ OD WYPICIA SZKLANKI CIEPŁEJ WODY Z CYTRYNĄ. Banał, co? Ja nie piję właściwie niczego, poza wodą, więc każdy mój dzień zaczynał się od wypicia choć odrobiny, ale z temperaturą i dodatkiem cytryny bywało różnie. Ale faktycznie warto poświęcić minutę na przygotowanie odpowiedniej wody – efekt, który ja zauważyłam, to brak gigantycznego porannego głodu. Po wypiciu wody mogę spokojnie przez godzinkę robić coś innego, gdzie normalnie już bym chyba mdlała i błagała o kawałek czekolady na rozruszanie. Dodatkowo przed śniadaniem piję łyżkę oleju lnianego, ponoć dzięki niemu będę mieć buźkę tak gładką, jak moja dwulatka…Hmmmm…czekam na ten efekt…
  • WSTAWAJ WCZEŚNIEJ. Skoro już mowa o piciu wody z samego rana, to warto skupić się przez moment na tym, o której ta pobudka powinna być. Ja do tej pory dobrze funkcjonowałam wstając o 7 rano i chodząc spać około 23. 8 godzin snu, podręcznikowo. Ale pojawił się mały problem. Otóż coraz częściej wieczorami byłam tak zmęczona, że zasypiałam podczas usypiania dzieci, po czym budziłam się około 21:30, uznawałam od razu, że nie ma już sensu brać się za jakąkolwiek pracę, więc szłam dalej spać. W efekcie niedokończone zadania z całych dni zaczęły mi się kumulować, a ja byłam coraz bardziej sfrustrowana. Aż pewnego dnia przeczytałam, że pewna amerykańska blogerka wstaje o…4:30! Wyobrażacie sobie? Wstaje o 4:30, ponieważ w ten sposób zyskuje kilka godzin idealnych warunków do pracy, zanim dzieci się obudzą i dzień zacznie pędzić. Pomyślałam sobie, że tak wczesna godzina nie jest w moim przypadku konieczna, ale spróbuję wstawać o 6 rano i w ciszy poświęcać godzinkę na swoje sprawy. O tej porze roku jest to szczególnie łatwe, bo jest już jasno, zimą pewnie nie będzie mi już tak wesoło…Póki co kuję żelazo, póki gorące, nadrabiam wszystkie zaległości, a nawet rozważam wstawanie o 5:30, by mieć czas na czynność z kolejnego punktu, czyli…
  • ZNAJDŹ CHWILĘ NA MEDYTACJĘ. Ok, wyjaśnijmy sobie jedną kwestię. Przez wiele lat ochoczo praktykowałam jogę, czy to w domu, czy w klubie fitness. Bardzo chciałam być chodzącą oazą spokoju, uosobieniem zen i wszystkich pozytywnych stereotypów, które się z jogą kojarzą. Ale medytacja? No way! Wszystko zaczynało mnie swędzieć już po minucie głębokich wdechów i wydechów, chęć zaśnięcia kłóciła się z potrzebą ruchu, no dramat. Nawet nie podejmowałam kolejnych prób, aż do niedawna. Po pierwsze, liczne badania dowodzą, że medytacja ma gigantyczny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu i nawet kilka minut dziennie może przynieść rewelacyjne rezultaty. Po drugie, trafiłam na świetną aplikację, która na podstawie naszego stanu ducha pomaga nie tylko określić motyw przewodni medytacji, ale także głosem miłej pani przeprowadza nas przez każdy jej etap. Aplikacja nazywa się Stop, Breathe &Think: Meditate i jest darmowa. Chyba trochę dojrzałam, bo wytrzymanie w jednej pozycji przez kilka minut nie męczy mnie już tak bardzo, jak kiedyś. Polecam!
  • RUSZAJ SIĘ. Skoro już jesteśmy przy jodze i medytacji, to przejdźmy płynnie do faktu, który wiele osób wypiera ze świadomości, a jest tak istotny, że nie wypada go przemilczeć. Mens sana in corpore sano, czyli w zdrowym ciele zdrowy duch, to prawda stara, jak świat (a przynajmniej tak stara, jak Starożytny Rzym), a jednak tak często o tym zapominamy. Każdy powinien znaleźć choć 30 minut dziennie na jakąkolwiek aktywność. Nie ważne, co się robi, byle robić. W moim przypadku przełomem była decyzja, by zamiast treningów w domu, które zazwyczaj przerywały mi dzieci albo w ogóle się nie odbywały, bo sprzątanie/blogowanie/serial/Facebook (niepotrzebne skreślić), kupić karnet na siłownię i regularnie do niej uczęszczać. Nie wyobrażacie sobie, jaka teraz jestem szczęśliwa! Wychodzę z domu i mogę się skupić tylko na sobie, luksus! Mogę rozmawiać z dorosłymi, mogę machać ciężarami na prawo i lewo, mogę się wyżyć…Lepsza figura to w tym przypadku naprawdę tylko efekt uboczny. Moim priorytetem jest więc takie zaplanowanie tygodnia, by 3 razy w tygodniu pójść na siłownię. A jak wiadomo, jak już się coś wpisze w kalendarz, to wykonać trzeba, nie ma odwrotu!
  • ZAPLANUJ WSZYSTKO, CO SIĘ DA. Na ten temat pisałam już milion razy, cały blog jest temu poświęcony, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Planowanie pomaga unikać niespodzianek, niepotrzebnych stresów i marnowania czasu. Warto planować posiłki, warto układać sobie plan dnia (niekoniecznie minuta po minucie, przy dzieciach to nierealne), warto planować ubrania na następny dzień, pakować torby z wyprzedzeniem, robić listy zakupów…Generalnie zapisywanie wszystkiego pomaga wspaniale oczyścić umysł z zalegających w nim „śmieci”. Nie bez powodu czytasz o tym w każdym wpisie o tematyce związanej z produktywnością – to działa. Sprawdź! Dodam jeszcze, że planując posiłki możemy zadbać o ich należytą jakość, a to przekłada się bezpośrednio na nasze zdrowie, a więc i samopoczucie. Same plusy ma to planowanie!
  • USTAL PRIORYTETY. Jedni mówią, że trzy, inni pięć, a jeszcze inni twierdzą, że jeden na dzień wystarczy. Bez względu na to, ile priorytetów chcesz ustalić, to po prostu to zrób. Nawet, jeśli priorytetem jest tylko wyjście do Pepco po zestaw kubków w promocyjnej cenie (całkiem przypadkiem mam to akurat na swojej liście). Dobrze jest wiedzieć, jaki się ma cel, bo bez niego kręcimy się bez sensu i w efekcie robimy mniej, niż by można było.
  • ĆWICZ MÓZG, ROZWIJAJ SIĘ. Czytanie książek, rozwiązywanie sudoku albo krzyżówek, robienie kursów, słuchanie podcastów…To wszystko nas rozwija, poszerza horyzonty i sprawia, że jakoś tak bardziej „się chce”. Przynajmniej mi. A na pewno przynosi więcej korzyści, niż oglądanie głupot w telewizji lub na YouTube…To co? Sudoku przy porannej jajecznicy, podcast podczas joggingu, a lektura do poduszki? Widzisz, masz na to czas!
  • WYŁĄCZ SIĘ. O tym też trąbią wszyscy naokoło, ale większość z nas nie potrafi się przełamać…No bo jak to tak, bez Insta podczas śniadania? Polecam pierwsze nieśmiałe próby odłożenia wyciszonego telefonu na półkę zostawić sobie na weekend, a potem stopniowo wdrażać ten nawyk w pozostałe dni tygodnia. Sama ciągle walczę ze sobą w tej kwestii, ale widzę już małe, stopniowe zmiany.

Ok, jestem przekonana, że te sposoby na udany dzień są Wam doskonale znane. Ale teraz przyznajcie się – kto z Was stosuje je wszystkie? 🙂 A może macie jakieś inne pomysły na to, jak sobie umilić i ułatwić życie?

 

ZORGANIZOWANA
  • Anna

    W tygodniu wstaję o 4:30, ale chyba jednak nie polecam 😀 To zdecydowanie za wcześnie, by się porządnie wyspać, jeśli masz możliwość pospać trochę dłużej, to jednak lepiej z niej skorzystać. Choć warto wstać jakiś czas przed dziećmi, to prawda – ja na przykład specjalnie wstaję z półgodzinnym zapasem, żeby przed wyjściem do pracy choć chwilę poczytać, bo wieczorem często nie mam już na to siły 🙂
    Dołączam również do klubu matek zasypiających z dziećmi – zwalczyć się tego zupełnie chyba nie da, ale skończyłam już z ponownym rozbudzaniem się, żeby coś zrobić i siedzeniem potem do późna. Gdy chłopcy oglądają wieczorną bajkę, szybko się kąpię, przebieram w piżamę i ścielę łóżko – jeśli przysnę z nimi, wystarczy tylko na śpiocha przetransportować się do sypialni (no dobra, salonu, śpimy na kanapie :p), jeśli akurat uda mi się zachować przytomność umysłu, mam jeszcze chwilę, by poczytać. Ale ogólnie staram się za długo nie siedzieć, wiadomo, następnego dnia trzeba wstać skoro świt 🙂

    Ogólnie podpisuję się pod wszystkim, co wyżej napisałaś – jeśli wszystko jest przygotowane wieczór wcześniej i można zacząć nowy dzień bez pośpiechu i stresu, to poranki są zdecydowanie przyjemniejsze 🙂

    • Wstajesz o 4:30?! Podziwiam!!! Ale w takim razie nie dziwię się, że też zasypiasz z dziećmi 😉 Gdzieś ten sen trzeba sobie odrobić…Ale jak Ty biedna dajesz radę zimą o takiej porze?

      • Anna

        Wbrew pozorom zimą jest łatwiej, bo jak się któryś z chłopców obudzi, to łatwiej mu wytłumaczyć, że trzeba wracać do łóżka, bo jeszcze jest noc 😉

  • Monika

    Ja już od chyba roku probuje sie zorganizować, wstawać wcześniej, zaplanować, znaleźć spokojną chwilę dla siebie, tylko jak już wieczorem córka pójdzie spac to ja nie mam siły przygotować wszystkiego na następny dzień. Może to brak orgaznizacji, a może nadmiar obowiązków. Nawet nie mam pomysłu jak to zmienić.
    Może ktoś polecić jakiś dobry audiobook o motywacji, organizacji itp. Na czytanie nie znajde czasu, ale posłuchać w drodze do pracy bym mogła…

    • Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to Pani Swojego Czasu, choć jej podcasty na razie z tego co widzę są bardziej biznesowe, ale warto zerknąć na bloga 🙂 W wolnej chwili poszukam jeszcze jakichś podcastów o tematyce związanej z organizacją 🙂

  • Joanna K

    cały czas mówię sobie będę wcześniej wstawać, będę biegać zanim rodzina wstanie i nic! 😀

  • wstaję aktualnie wcześniej i czuję się przez to dużo lepiej 😉 dzień mam z góry zaplanowany, ale w taki sposób, by lekkie przesunięcia nic nie zepsuły. Staram sie choć chwilę poćwiczyć, nawet troszkę. I ważne, by rozruszać umysł 🙂

    • O tak! Poranne wstawanie ma zdecydowanie dużo plusów! Mam nadzieję, że zimą też będę wstawać z taką werwą, jak teraz 😉