LIFESTYLE

Plany na 2018 – podsumowanie po pół roku

Ostatnio pod postem o moich planach na 2018 rok zostałam zapytana o to, jak mi idzie i czy zrobię jakieś podsumowanie po półroczu. Uznałam, że jest to całkiem dobry pomysł, zatem dziękuję Justynie za inspirację i niniejszym zapraszam na mój mały rachunek sumienia – co udało mi się osiągnąć, a które plany zeszły na boczny tor?

DUŻE ZMIANY W SYSTEMIE PLANOWANIA. Na początku roku zachwycałam się ideą Bullet Journal, ale po czasie stwierdzam, że to jednak nie jest dla mnie. Chciałam, żeby wszystko wyglądało w nim pięknie, traciłam na to mnóstwo czasu, a i tak większość danych zapisywałam w Trello. W pewnym momencie stwierdziłam, że ten sposób planowania po prostu mi nie odpowiada, więc zrezygnowałam z prowadzenia Bullet Journal. Zatem zmiany w systemie planowania są, ale poszły w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewałam. Tydzień planuję na kartce, która leży w kuchni (parapet to moje małe centrum dowodzenia), a wszystkie listy (np. filmów do obejrzenia itp.) mam w Trello. Właściwie to myślę, że za jakiś czas moje dzienne i tygodniowe zadania również przeniosę do Trello, żeby mieć wszystko w jednym miejscu. Wniosek? Nie zawsze to, czym zachwyca się połowa Internetu, jest dla nas odpowiednie!

PROJECT LIFE – STWORZENIE PIĘKNYCH ALBUMÓW. Mam co prawda małe zaległości (2 miesiące), ale idzie mi całkiem nieźle. Bardzo podoba mi wygląd albumów, choć przyznam szczerze, że nie wykorzystuję w 100% możliwości, które dają karty journalingowe – jakoś tak dziwnie jest mi na nich pisać długie elaboraty, więc ograniczam się do notowania kilku istotnych faktów. Nasz rodzinny album wygląda teraz o wiele lepiej, dzieci uwielbiają go oglądać, ja zresztą także, a o to chyba w tym chodzi. Zatem ten plan na dzień dzisiejszy ma status „realizowany” 🙂

KONTYNUACJA NAUKI HISZPAŃSKIEGO. Tutaj jestem sobą najbardziej zawiedziona. Bardzo ciężko jest mi wygospodarować odpowiednią ilość czasu na naukę i mam wrażenie, że stoję w miejscu. Dodatkowo w fazie wielkiej fascynacji wizją nauki nowego języka zakupiłam odrobinę za dużo różnych materiałów (podręczniki, kursy, fiszki, książki i inne cuda) i teraz ciężko jest mi wybrać, z czego się uczyć. W efekcie raz uczę się słówek z fiszek, innego dnia oglądam z dziećmi bajki po hiszpańsku (to akurat na plus dla nas wszystkich), kiedy indziej czytam książkę, a w jeszcze inny dzień wałkuję gramatykę. Chaos totalny. Co mnie wkurza, bo z zawodu jest nauczycielem (angielskiego), więc teoretycznie o procesach nauki języka obcego wiem całkiem sporo 😉 Mój cel na drugą część roku to jeszcze w lipcu rozplanować sobie poszczególne etapy nauki w taki sposób, by pod koniec 2018 być na poziomie A2.

REGULARNE TRENINGI I ZDROWE ODŻYWIANIE. Kolejna porażka. Moja waga tkwi w miejscu. I choć od marca trenowałam sumiennie i regularnie, to kilka tygodni temu coś mnie wybiło z rytmu i cały mój postęp poszedł na marne. Teraz powoli wracam do codziennej aktywności, ale nie ukrywam, że o tej porze roku jest mi wybitnie ciężko, bo zamiast wylewać siódme poty podczas tabaty, wolę opalać się w basenie… Dodatkowo sprawę utrudnia moje rozejście mięśni prostych brzucha, przez co nie mogę ćwiczyć na tyle intensywnie, na ile bym chciała = efekty przychodzą wolniej, zniechęcam się itd. Tak więc nowy rok – stara ja 😉 Co do odżywiania, to raz jest lepiej, raz gorzej. Plusy: w miarę regularne owsianki na śniadanie, zdrowe koktajle i duży postęp w kwestii zdrowych przekąsek. Minusy: niezmienna słabość do pizzy i ciągnącego się sera… I dojadanie po dzieciach 😉

BARDZIEJ KREATYWNIE! Planów na kreatywne zajęcia miałam wiele, pozostało ze mną haftowanie (gdy mam luźny wieczór) i zrobiłam też sobie kilka bransoletek z małych koralików. Mało spektakularnie, ale zawsze coś…Kaligrafia i akwarele niestety muszą poczekać na swój moment, może jesienią, gdy szybciej będzie zapadać zmrok.

PODRÓŻE. Planowałam góry, Pragę, Wiedeń i Bratysławę. Krótki wypad w góry zaliczyliśmy na początku czerwca (zobaczyliśmy wtedy między innymi Skalne Miasto Adršpach). Natomiast w chwili, gdy czytacie te słowa, to prawdopodobnie jestem właśnie w drodze do Pragi lub już na miejscu 🙂  Z realizacji tego planu cieszę się najbardziej, bo bardzo, ale to bardzo polubiłam to miasto! Wiedeń planujemy na wrzesień, choć nie wiem, czy zamiast niego nie wybierzemy Warszawy, bo moja wizyta w stolicy w zeszły weekend bardzo mnie rozochociła, a nigdy nie byliśmy tam z dziećmi. Prawdopodobnie wybierzemy się też jeszcze chociaż na jeden weekend w góry. Czyli tutaj w zasadzie realizacja celów idzie dobrze 🙂

BLIŻEJ NATURY. Cel realizowany w 100%! Dużo czasu spędzamy na działce, spacerujemy po parkach, jeździmy na rowerach po lasach i relaksujemy się nad pobliskimi jeziorami. Jest dokładnie tak, jak miało być!

 

Podsumowując – największy problem sprawia mi realizacja tych celów, które wymagają ode mnie poświęcenia dużej ilości czasu oraz dyscypliny, ale to chyba nikogo nie dziwi, prawda? Realizacja tych przyjemnych idzie za to zaskakująco łatwo! 😉 No cóż, wakacje to dobry moment, by sobie wszystko ponownie zaplanować i zreorganizować, zatem do dzieła! A jak Wam idzie realizacja postanowień z początku roku?

 

Fot. kaboompics

 

Print Friendly, PDF & Email
  • gawel

    Sorry ale mnie ten „bullet” nieodparcie kojarzył się z „bulszitem” :))

    • Heh u niektórych osób ten „bulszit” sprawdza się rewelacyjnie, więc nie będę krytykować samej idei, ale u mnie po prostu kompletnie się to nie sprawdziło 😉

  • Beti Ogarnia

    Podziel się kiedyś jak działasz w trello – ciekawa jestem jego zastosowań „nie firmowych”. Ja niestety mam słabość do „agregowania” informacji (np przepisów) a potem z tego nie korzystam 🙁