PLANOWANIE POSIŁKÓW

Planowanie posiłków + przykładowe menu

Wiele osób pyta o moją taktykę planowania posiłków. Pisałam o tym już kilka razy, ale ciągle się uczę, ciągle coś zmieniam, więc uznałam, że warto ten temat zaktualizować 🙂

Jak planuję posiłki + przykładowe menu - grafika

Przede wszystkim zacznę od tego, że posiłki planuję na tydzień. Był czas, że planowałam na cały miesiąc, ale tylko obiady. Ciągle był jednak problem z tym, co jeść na śniadanie, a co dziś na kolację, bla bla bla, wieczne dylematy, więc stwierdziłam, że najpierw opanuję sztukę planowania tygodniowego.

Rozpisałam Wam szczegółowo to, co robię – krok po kroku 🙂

1. Zaczęliśmy od wspólnego stworzenia listy naszych ulubionych potraw – z podziałem na posiłki. Nie będę tu udawać, że jestem wspaniałą kucharką, która codziennie spędza 3 godziny w kuchni na przyrządzaniu wymyślnych dań. Absolutnie nie! Mam swoje sprawdzone przepisy i to na nich opieram nasze menu. Postanowiłam sobie, że w tym roku będę próbować 2 nowych przepisów na miesiąc i to mi wystarcza, jeśli chodzi o urozmaicenia i kulinarne atrakcje. Polecam Wam stworzenie takiej rodzinnej listy – jest to duże ułatwienie podczas planowania posiłków.

2. Szykuję dużą kartkę i ołówek, by rozpisać wstępne menu i listę zakupów. Rysuję sobie tabelkę podobną do tej z mojego plannera.

3. Zaglądam do “spiżarni” i rejestruję wzrokiem, co tam jest – pół paczki makaronu, 2 torebki ryżu, fasola…Od razu wpisuję więc do rubryki obiadowej np. w poniedziałek “makaron z…”, we wtorek “ryż z…”.

4. Zaglądam do lodówki i zamrażalnika. Widzę brokuły? Dopisuję do poniedziałku:”makaron z brokułami i sosem serowym”

5. Wpisuję na listę zakupów “ser typu Lazur”, bo widzę już, że będę go potrzebowała do poniedziałkowego obiadu.

6. Zawsze zaczynam od obiadów. Staram się nie robić przez kilka dni pod rząd tych samych potraw, czyli np. w poniedziałek makaronu z brokułami, we wtorek makaronu ze szpinakiem, a w środę makaronu z sosem pomidorowym, bo Mój Mąż nie lubi monotonii 😉 Rozpisuję obiady według punktów 3, 4 i 5, aż wyczerpię wszystkie zapasy. Gdy zostają mi jakieś wolne dni, wybieram nowe danie z naszej listy i od razu wpisuję na listę zakupów składniki, które są potrzebne do jego wykonania. Jeśli składniki powtarzają się w kilku daniach, stawiam przy produkcie odpowiednią ilość kresek.

7. Następnie przechodzę do śniadań. Tutaj również staram się unikać powtórek – jeśli jednego dnia jest jajecznica, to jajko na twardo będzie za dwa dni, żeby sobie od niego odpocząć 😉 Tutaj również w pierwszej kolejności wykorzystuję to, co mam. Jeśli mam otwartą butelkę z mlekiem to na 100% na śniadanie zjemy musli.

8. Kolacje to nasz największy problem – chciałoby się zjeść coś lekkiego, ale zazwyczaj mamy wtedy ochotę na tony tłuszczu i węglowodanów! 😉 Często kończy się na klasycznych kanapkach lub na grzankach, by nie marnować chleba (tutaj też stosuję zasadę pierwszeństwa dla resztek i otwartych opakowań).

9. Ostatni punkt to wpisanie menu w odpowiedni szablon (aktualnie korzystam z tego) oraz przepisanie listy zakupów (produkty zapisuję grupami, żeby nie kręcić się bez sensu w kółko po markecie) i ustalenie, gdzie te zakupy zrobić (pomocna będzie tabelka, którą znajdziecie tutaj oraz znajomość aktualnych promocji 😉 )

Zakupy zazwyczaj robi Mój Mąż – w piątek wieczorem lub w sobotę rano.

.

Pora na pokazanie Wam naszego menu – jest to menu z tygodnia 09-15.02.2015.

Od razu zaznaczam, że nie jestem dietetykiem, nie jestem też kucharką, a więc nie jest to menu rodem z wykwintnej restauracji. Normalna rodzina jedząca normalne jedzenie 😉

Przepisałam menu na komputerze, żeby było bardziej czytelne.

X – oznacza, że tego posiłku w danym dniu nie ma (np. w weekendy jemy tak późno śniadanie, że nie ma sensu planować drugiego śniadania)

= – oznacza, że dany schemat jest powtarzany codziennie (np. ja na drugie śniadanie zawsze piję smoothie, a Mąż je kanapki, bo jest wtedy w pracy)

Kanapki oznaczają freestyle – każdy je z tym, z czym chce. Parówki i jajecznicę jemy oczywiście z pieczywem, ale nie zapisuję takich detali 😉

menu

Żeby nie marnować jedzenia, wymyślamy rozwiązania typu: we wtorek pulpeciki z frytkami, a te które zostaną lądują w sosie na drugi dzień. Podobnie kurczak – w czwartek był na obiad, ale to, co zostało, wrzuciłam do wieczornej sałatki.

Na samym dole, w rubryce ‘UWAGI” zapisuję rzeczy, które kupujemy na bieżąco – mięsa i

pieczywa nie uwzględniam w piątkowej liście zakupów (za wyjątkiem wędlin, do kanapek).

Każdego dnia ok. 12:00 robię sobie smoothie – część zostawiam dla Męża, który pije je w ramach podwieczorku (ja z kolei nie jestem wtedy głodna, więc pomijam ten posiłek i robię miejsce w brzuchu na kolację 😉 ).

Mój Mąż kupuje w piątki różne owoce, a następnie układamy z nich kompozycje na koktajle – doklejam sobie ich skład do menu, są zapisane na washi tape. Na tej podstawie w sobotę przygotowuję paczuszki z mrożonkami.

Menu jest wywieszone na wąskiej ścianie w kuchni, wraz z kalendarzem na obecny miesiąc. Powstaje tam moje “centrum dowodzenia”, ale jeszcze nie jest w pełni gotowe 😉

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

A co z finansami?

Prośby o udostępnienie mojego menu pojawiły się w momencie, gdy ujawniłam, że w styczniu wydaliśmy na jedzenie nieco ponad 600 zł.

Oczywiście są tygodnie, gdy wydaje się mało, a są też takie, gdy nagle trzeba dokupić jakieś droższe produkty i wtedy rachunki rosną. W styczniu wyglądało to u nas następująco:

1 tydz – 140,08 zł

2 tydz – 161,10 zł

3 tydz – 143,49 zł

4 tydz – 91,01 zł

5 tydz – 73,28 zł

Jak widać końcówka miesiąca była bardzo udana – mieliśmy wystarczająco dużo zapasów, by ograniczyć zakupy.

W tym miesiącu już widzę, że wydatki będą większe, bo wszystko nam się kończy, ale na szczęście luty jest króciutki, więc może nasz domowy budżet nie odczuje tego zbyt mocno 😉

AKTUALIZACJA 08.2016:

Koniecznie zerknijcie na mój NOWY SPOSÓB PLANOWANIA POSIŁKÓW!

Print Friendly, PDF & Email