Jakie zabawki zabrać na wakacje?

Nasz wakacyjny wyjazd co prawda w ostatniej chwili nie wypalił, ale torby mieliśmy już spakowane, więc postanowiłam, że jedynym sposobem na to, by nie uznać tych wielu godzin przygotowań za zmarnowany czas, jest pokazanie Wam, co spakowałam. Od ładnych paru miesięcy zastanawiałam się, jakie zabawki zabrać na wakacje, przetestowałam kilka opcji podczas różnych krótszych wyjazdów i oto nasza ostateczna wersja. Dodam tylko, że między moimi dziećmi nie ma dużej różnicy wieku (Ninka w październiku skończy 3 latka, a Karolek w lipcu roczek), więc starałam się je tak dobierać, żeby oboje mieli z nich jakąś frajdę, a ja mniej toreb do dźwigania. Tam, gdzie jest to możliwe, podaję Wam też bezpośrednie linki do tych produktów, przy czym zaznaczam, że nie jest to wpis sponsorowany, a moje osobiste preferencje 🙂

Zaczynamy!

  • Zabawki do piasku. Wiadomo, totalny must have, więc nie ma nawet potrzeby się rozpisywać. My nasze kupujemy gdzie popadnie, zazwyczaj w Pepco albo jakichś marketach.
  • Piłka Oball Rattle z grzechotkami. Karolek ją uwielbia! Małe rączki z łatwością potrafią ją złapać, jest też jednocześnie grzechotką i gryzakiem, a co najważniejsze służy nam też jako piłka w domu i bawi się nią też Ninka.
  • Zestaw do wędkowania z Flying Tiger. Zawiera dwie wędki z magnesami, rozkładane „morze” i wiele skarbów, które można znaleźć na jego dnie. Te skarby mają taką wielkość, że Karolek może bezpiecznie uczestniczyć w zabawie, bo na pewno ich nie połknie, a Ninka ćwiczy zdolności manualne i ma przy tym mnóstwo frajdy! Bardzo lubimy ten zestaw, a dodatkowy plus ma u mnie za to, że zajmuje mało miejsca.

  • Kredki. Spakowałam kilka do małego woreczka, bo nigdy nie wiadomo, kiedy Ninka poczuje wenę do tworzenia. Rysuje sobie zazwyczaj w moim notesie, ale na wszelki wypadek pakuję też jedną kolorowankę – najlepiej taką, która ma naklejki!
  • Mini puzzle Jelonki CzuCzu. Mamy prawdziwą CzuCzu obsesję, zresztą sami zaraz się przekonacie 😉 Z naszej obszernej kolekcji do torby wrzucam zawsze te najmniejsze puzzle, idealne na wyjazdy, bo nie zajmują zbyt dużo miejsca. W razie nudy sprawdzają się idealnie, choć Ninka zna je już na pamięć.
  • Zgaduj z CzuCzu dla dzieci 2-3 lat. Ukochane zagadki Ninki, bardzo polecamy! Naprawdę można przy nich spędzić całkiem sporo czasu, w dodatku we względnej ciszy i spokoju. U nas pełnią też czasem funkcję książeczki, którą dzieci z zapałem przeglądają (dlatego jest też już bardzo sfatygowana).
  • Żyrafa Sophie. Wiem, że nie działa na wszystkie dzieci, ale przy naszej dwójce się sprawdziła, więc nie ruszamy się bez niej z domu. To zdecydowanie jeden z ulubionych gryzaków Karolka.

  • Pluszak grzechotka. Oprócz żyrafki wozimy też ze sobą grzechoczącą małpkę z Rossmanna, którą Karolek bardzo sobie ukochał, choć traktuje ją dość okrutnie…
  • Czuczu Od słowa do słowa. Zestawy rozwijanych książeczek dla dzieci 1+. Fajne do wózka i podczas podróży samochodem. Mamy kilka zestawów i wozimy je na zmianę, dla urozmaicenia.
  • Książki. Biorę tylko te, które są u nas aktualnie na topie i które nie są zbyt duże lub ciężkie. Tym razem spakowałam naszą nowość, czyli Zabawę w oczka Tulleta, ukochany Jeden dzień Mizielińskich, niezawodną Bardzo głodną gąsienicę Erica Carle oraz Księgę bajek na dobranoc, którą czytałam już autentycznie z milion razy 😉 Trzy pierwsze są twarde, więc spokojnie nadadzą się dla mniejszych dzieci – moje „czytają” je wspólnie. Ostatnia jest idealna podczas usypiania, nie tylko w nocy.

  • Małe zabawki. Chyba najważniejszy pakunek w naszej torbie, czyli mała kolekcja ludzików i zwierzątek z Duplo i Play-Doh, którymi można się bawić w piasku, w wodzie, w łóżku, dosłownie wszędzie! Są małe, łatwo je umyć, nie będzie szkoda, gdy się zgubią, a u nas stanowią podstawę wszystkich Ninkowych zabaw. Dodatkowo Karolek też lubi sobie je potrzymać w rączce albo popodgryzać, więc wszyscy są zadowoleni.
  • Tablica magnetyczna. Nasza jest z Lidla lub Biedronki, nie pamiętam dokładnie. Musiałam schować najdrobniejsze elementy, bo Karolek ładował je do buzi, ale pozostałe są w moim mniemaniu bezpieczne. Fajna zabawka podczas podróży samochodem, ale też na pikniku lub nawet w restauracji, podczas oczekiwania na posiłek.

To tyle! Jeśli do tej pory zastanawialiście się, jakie zabawki zabrać na wakacje z dziećmi, to mam nadzieję, że tym wpisem podsunęłam Wam kilka pomysłów. I jak zawsze liczę na jeszcze więcej w komentarzach! 🙂

Planowanie posiłków dla początkujących – mini kurs

Dziś bez owijania w bawełnę, krótko i na temat.

Okazało się, że mini kurs, który udostępniłam przy okazji wpisu o moim sposobie planowania posiłków, pobrało prawie 1,5 tysiąca osób, co bardzo wyraźnie świadczy o tym, że temat jest dla Was interesujący. Dlatego postanowiłam wyjąć ten kurs z bezkresnych czeluści bloga i udostępnić go w osobnym wpisie, by jeszcze więcej osób mogło z niego korzystać!

Mój mini kurs PLANOWANIE POSIŁKÓW DLA POCZĄTKUJĄCYCH zawiera odpowiedzi na najczęściej zadawane w tym temacie pytania oraz wiele podpowiedzi, jak zacząć swoją przygodę z ustalaniem menu i wytrwać w swoim postanowieniu. Mam nadzieję, że będzie pomocny 🙂

KLIKNIJ TUTAJ, aby pobrać mini kurs.

Miłej lektury!

 

Organizacja zdjęć + pomysł na prezent na Dzień Ojca

Są takie projekty, które nas przerastają. Projekty, które notorycznie lądują na samym końcu listy zadań. Projekty, które chcemy zrealizować, ale brakuje nam pomysłu, werwy, tego nagłego przypływu energii, dzięki któremu w końcu ruszymy do działania. Takim projektem jest dla mnie organizacja zdjęć.

Jeśli śledzicie mojego bloga od jakiegoś czasu, to na pewno nie raz trafiliście na wpisy, w których opisywałam moje zmagania z gigantyczną ilością zdjęć – nie tylko tych już wywołanych, ale także tych zapisanych na dysku komputera. Fakt, iż każdego dnia przybywa mi od kilkunastu do kilkudziesięciu zdjęć, nie ułatwia sprawy…Moim problemem jest nie tylko brak czasu (a raczej motywacji i systematyczności) na kopiowanie zdjęć z telefonu na komputer, ale także na porządkowanie ich według systemu, który wprowadziłam kilka lat temu.

*Dla przypomnienia: mam zrobione foldery na każdy rok, a w nich podfoldery z podziałem na poszczególne miesiące. Do 2014 mam także szczegółowo opisany każdy plik ze zdjęciem (data-nazwa wydarzenia), ale po narodzinach Ninki ilość zdjęć wzrosła tak drastycznie, że aktualnie nie opisuję już zdjęć. 

W momencie, w którym zdecydowałam, że najwyższa pora wywołać zdjęcia z poprzedniego roku (czyli mniej więcej w połowie stycznia), perspektywa przejrzenia dokładnie 2521 zdjęć przyprawiała mnie o zawrót głowy (właśnie sprawdziłam, że po zaledwie 5 pełnych miesiącach w tym roku mam już 2 458 zdjęć…pozostawię to bez komentarza…). Robiłam to zrywami, za każdym razem przekonana, że już jestem bliska celu, ale miesiące mijały, a ja nadal miałam ten jeden duży projekt na mojej liście „to do„. Do tego doszedł mój odwieczny dylemat, czyli kwestia albumu.

*I znów małe przypomnienie: tak często patrzyłam na piękne, jednolite kolorystycznie albumy na Pinterest, że koniecznie chciałam mieć kilka białych, jednakowych, w każdym inny rok. Jednak koszt zakupu kilku takich albumów + wywołania tysięcy zdjęć był na tyle duży, że ostatecznie zdecydowałam się na białe segregatory, a w nich specjalne przekładki do zdjęć. Zaleta tego rozwiązania to niewątpliwie cena oraz dobre zabezpieczenie zdjęć przed zniszczeniem (w porównaniu z albumem, do którego zdjęcia się wkleja). Wada to brak walorów estetycznych wewnątrz albumu. Mówiąc krótko – wieje nudą…

Szczerze mówiąc przeżyłam intensywny okres fascynacji Project Life, miałam nawet aplikację na smartfona i namiętnie tworzyłam w niej piękne kolaże, w nadziei na to, że kiedyś jakoś je wywołam (choć miały niestandardowe wymiary, więc cena automatycznie rosła) i ułożę w albumach (rzecz jasna nowiutkich). Wizja totalnie bez sensu, strata czasu i pieniędzy, choć niewątpliwie efekt byłby zachwycający. Może kiedyś, na emeryturze… 😉

Wtedy właśnie trafiłam na Printu.pl. Przyznam szczerze, że moje doświadczenia z fotoksiążkami są fatalne, po prostu fatalne. Jestem posiadaczką jednej, którą wykonałam tylko dlatego, że dostałam na nią bon przy zakupie aparatu. O bonie przypomniałam sobie na 3 godziny przed końcem jego ważności, była godzina 21, kilkumiesięczna Ninka dopiero co zasnęła, a ja zasiadłam bezradnie przed komputerem, wrzucając do kreatora na chybił trafił jakieś zdjęcia. Kreator złośliwie pracował bardzo powoli, zdjęcia były nieobrobione, jeden wielki chaos. Ta fotoksiążka to mój mały koszmarek, jest mi wręcz głupio, że wyszła tak beznadziejnie. Kilka lat temu nie przykładałam tak dużej uwagi do walorów estetycznych, dostępne wtedy szablony różniły się od siebie jedynie układem zdjęć, a jedynym szaleństwem była możliwość wyboru jednego z 5 kolorów tła. Nie wiem, może źle trafiłam, zdecydowanie do robienia tego albumu się nie przyłożyłam, ale nie zmienia to faktu, że do tego typu wynalazków bardzo się zniechęciłam. I jeszcze te ceny! Szybko uznałam, że to nie dla mnie. Dlatego też tak bardzo zdziwiłam się, gdy pierwszy raz zobaczyłam szablony dostępne na Printu. Piękne tła, ciekawe układy zdjęć, miejsca na opisy…Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam! Zdecydowałam się na szablon z kategorii „Dzieci”, który nazywa się Love:

Album udało mi się stworzyć dość szybko, program jest banalnie prosty w obsłudze i intuicyjny. Po wysłaniu projektu dostałam informację zwrotną o dwóch miejscach w mojej książce, gdzie twarz wypada pomiędzy stronami, na co nie zwróciłam wcześniej uwagi, a dzięki czujności obsługi dostałam możliwość wprowadzenia ostatecznych poprawek. Szczerze mówiąc tak się rozochociłam, że chyba skuszę się jeszcze na Minibook (na Instagramowe zdjęcia), a w przyszłości może nawet zrobię książkę kucharską! Bardzo mi się podoba efekt końcowy, o radości Ninki z oglądania książki z nią w roli głównej nawet nie ma co wspominać, szaleństwo totalne! 🙂

Teraz jest też świetny moment na to, by pomyśleć o prezencie na Dzień Ojca – fotoksiążka nada się do tego wyśmienicie! Taki podarunek z pewnością zmiękczy każde męskie serce 🙂 Patrząc na te wszystkie szablony i niezliczone możliwości, mam przeczucie, że w tym roku moja rodzina zostanie dosłownie zarzucona fotoksiążkami – to naprawdę świetny pomysł na prezent dla taty, mamy, przyjaciółki czy ukochanej nauczycielki dziecka!

 

Wy też możecie zrobić swoją fotoksiążkę, czy to jako prezent na Dzień Ojca czy z jakiejkolwiek innej okazji i to z dużym rabatem! Co powiecie na 47% zniżki? 🙂

Aby pobrać zniżkę należy kliknąć TUTAJ!

Zniżka odlicza się od całości zamówienia, pomijając koszty wysyłki. Nie ma okresu ważności, ale jeśli kod zostanie pobrany, to jest ważny przez 14 dni dni, potem można go znów pobrać, ale korzystając z innego adresu mailowego. Kod należy wpisać w koszyku.

 

 

Wpis powstał we współpracy z Printu.pl

PS. Tutaj znajdziecie więcej inspiracji na prezent dla taty!