Naklejki na mrożonki

Rozmawiam z Moją Mamą minimum 4 razy dziennie. To już właściwie rytuał. Wstaję rano, jem z Mężem śniadanie, a następnie (zanim obudzi się Ninka) dzwonię do Mamy na krótką wymianę porannych uprzejmości. Następnie rozmawiamy, gdy około południa spaceruję z dzieckiem. Potem dzwonimy do siebie po Jej powrocie z pracy i dyskutujemy o tym, jak nam minął dzień, co ciekawego widziałyśmy / czytałyśmy / zasłyszałyśmy. Często dzwonimy do siebie i „razem” oglądamy jakiś program w TV. Obowiązkowo też dzwonię życzyć Jej dobrej nocy. Tysiące minut, setki godzin, milion tematów do obgadania, a wśród nich jedno pytanie, które słyszę właściwie za każdym razem: „ILE PORCJI OWOCÓW I WARZYW DZISIAJ ZJADŁAŚ?”. Chętnie odpyskowałabym wtedy pytając „A ile Ty?”, ale doskonale wiem, że rozmawiam z osobą, która zielone koktajle robiła już na długo przed tym, zanim stały się modne, więc zaraz usłyszałabym tak długą listę składników wrzuconych do Jej porannego smoothie, że mogłyby z pewnością uzupełnić dzienne zapotrzebowanie na witaminy całej wioski…

Pora na małe wyznanie. W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem. Teraz co prawda jem już normalne ilości (czasem nawet nienormalnie i niemoralnie duże porcje), ale została mi po tym bardzo szczeniacka awersja do wielu produktów. Moi bliscy mówią wprost: „Kasia z tym jedzeniem to jest dziwna.”. Muszę się ze wstydem zgodzić. Za żadne skarby świata nie tknę świeżego pomidora, ale przecier pomidorowy wyjem łyżkami ze słoiczka. Buraczki zjem, ale pod warunkiem, że będą ukryte pod ziemniakami (kto pamięta ten trik z czasów przedszkola?). Ogórek – świeży nie, kiszony tak, korniszon w ostateczności. Sałata tak. Szpinak tak. Kapusta absolutnie nie! No chyba, że kiszona…Rozumiecie już, dlaczego Moja Mama tak mnie męczy pytaniami o moją dietę? Koktajle są Jej (i teraz moim!) sposobem na przemycenie większej ilości witamin do mojego menu, bez konieczności krzywienia się nad talerzem z brukselką 😉

Ale wracając do tematu – uwielbiam koktajle, ale komu chciałoby się je codziennie przygotowywać? Rano jest zawsze tyle rzeczy do zrobienia, że to całe mycie, obieranie, krojenie i siekanie, wydawały mi się być zawsze uciążliwym obowiązkiem, a nie przyjemnym kultywowaniem zdrowego trybu życia. Nie byłam jednak głucha i ślepa na dobroczynne efekty spożywania większej ilości warzyw i owoców, dlatego postanowiłam w końcu podejść do tego tematu na poważnie, zamiast denerwować Mamę moją standardową odpowiedzią na Jej pytanie (czyli: „Jedno jabłko.” lub ewentualnie „Banana.”). Uznałam, że skoro główną wadą, w moim mniemaniu, jest  żmudny proces przygotowania koktajlu, to postaram się zrobić coś, by go przyspieszyć.

Postanowiłam zacząć mrozić.

Nie tylko owoce, nie tylko warzywa. Nie tylko do smoothie, ale także do zup. Nie tylko pojedyncze produkty, ale też całe dania.

Część z Was pewnie śmieje się pod nosem – „O co jej chodzi? Przecież wszyscy mrożą, przecież to norma!”. Okazuje się jednak, że wcale aż tak wiele osób tego nie robi. Jeśli ktoś ma osobną zamrażarkę, to na pewno z niej korzysta. Ale posiadacze małych lodówek, a co za tym idzie małych zamrażarek, wyjadają zapasy na bieżąco – o mrożeniu nie ma mowy, bo nie ma na to miejsca! Dlatego ja postanowiłam mrozić z głową. Odpowiednie ilości, bez szaleństw, na spokojnie.

Mój zamrażalnik ma 3 szuflady. Jedną przeznaczyłam na gotowe dania (nasze babcie dziwnym trafem zawsze w tym samym czasie posyłają nam pierogi, każda po kilkadziesiąt sztuk, więc w większości to one wypełniają całą szufladę 😉 ), drugą na warzywa, a trzecią na owoce i kompozycje do koktajli.

Dziś pokażę Wam, jak przygotowuję te ostatnie i dlaczego nie robię tego tak, jak nakazują wszystkie poradniki 😉

Zacznę od odrobiny teorii:

– przed przystąpieniem do mrożenia produkty należy umyć i osuszyć

– do mrożenia możemy użyć specjalnych woreczków, tacek lub plastikowych pojemników

– niektóre produkty (np. kalafior, brokuły, marchewkę, groszek…) przed zamrożeniem powinno się zanurzyć we wrzącej wodzie, a następnie w zimnej (tzw. blanszowanie – szczegóły znajdziecie tutaj) – dzięki temu zachowają swój kolor i konsystencję

– nie powinno się mrozić sałaty, ogórków i rzodkiewki, ponieważ zawierają dużo wody i po rozmrożeniu mogłyby być rozczarowujące – zarówno w smaku, jak i w konsystencji 😉

– drobne owoce, np. jagody, powinno się mrozić na tacce lub luźno ułożone, by zamroziły się osobno – szczególnie przydatne, gdy mrozimy w celu wykorzystania np. podczas późniejszego dekorowania ciast (te malinki w środku zimy!)

– wszystko to, co jest duże (kalafior, ananas itp.) przed zamrożeniem należy podzielić na mniejsze części

– i oczywiście wypadałoby wyjąć pestki 😉

Zastanawiacie się pewnie, który z tych punktów zignorowałam 😉 Właściwie to dwa! Nie blanszowałam marchewki – zamroziłam ją do późniejszego wykorzystania w zupie (robię głównie buliony warzywne), więc nie zależy mi na jej kolorze itp. Podobnie potraktowałam borówki – skoro i tak wrzucę je do koktajlu, to zamroziłam je przytulone do siebie w woreczku. Mrożę wszystko – pomarańcze, banany, liczi…Taka ze mnie rebeliantka 😉

PicMonkey Collage

Nie będę udawać, że robi się to wszystko błyskawicznie – przygotowanie porcji, które widzicie na zdjęciach zajęło mi ponad godzinę! Ale reszta tygodnia to była sielanka – każdego poranka po prostu sięgałam do zamrażalnika po wybrane produkty, rozmrażałam je i w południe miałam na stole pyszne smoothie!

Koniec z wymówkami!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Wspomniane wcześniej paczuszki z warzywami na zupę – pomysł, który (oczywiście!) Moja Mama stosuje od lat 😉

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

Ostatnio znalazłam w Rossmannie bardzo fajne woreczki do mrożenia, z miejscem na opisanie zawartości – trochę brakowało mi tego w moich starych woreczkach. Po pierwsze nie było gdzie zapisać takiej informacji, a po drugie woreczki były zbyt małe, by przykleić równo naklejkę. Po kilku dniach w zamrażalniku ananas wyglądał łudząco podobnie do mango, a szpinak do jarmużu, co troszkę mnie irytowało, bo nigdy nie byłam do końca pewna, co wyciągam z szuflady. Nowe woreczki są większe, więc wskoczyłam na wyższy stopień mrożonkowego wtajemniczenia  i zaczęłam mrozić całe kompozycje. To dopiero ułatwienie!

SAMSUNG CSC

SAMSUNG CSC

.

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła dla Was kilku ciekawych „bajerów” do wydrukowania – naklejki na mrożonki, spis zawartości zamrażalnika, mini ściąga z zamrażania

.

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać, dlaczego umieściłam ten post w kategorii „OSZCZĘDZAJ”. Proszę się przyznać – a ile razy wyrzuciliście owoce i warzywa, bo były już zgniłe / zjedzone przez muszki owocówki / ukryły się w lodówce? No właśnie. Dzięki mrożeniu możecie uniknąć wyrzucania pieniędzy do śmieci. Oczywiście zachęcam wszystkich do jedzenia świeżych produktów, szczególnie w sezonie (już się nie mogę doczekać tych truskawek mmm!), ale jeśli wiemy, że nie wykorzystamy produktu w całości, to mrożenie jest wspaniałym rozwiązaniem! Lub jeśli ma się prawie 28 lat, a owoce i warzywa przyjmuje się jedynie w formie papki (czyli na poziomie swojego 5 miesięcznego dziecka), wtedy też jest to fajna opcja 😉

.

Oszczędzamy, zdrowo się odżywiamy i jeszcze na dodatek sprawiamy przyjemność Mamie – dziękuję kochane mrożonki! Moje życie stało się lepsze 😉

PS. Moje naklejki na mrożonki znajdziecie tutaj!

ZORGANIZOWANA
  • jest jest zapotrzebowanie ja poproszę ! 🙂

    • zorganizowana

      Spróbuję uwinąć się z tym do końca lutego 🙂

  • Jeśli chodzi o owoce do koktajli, to podobno świetnie sprawdza się bardzo, bardzo dojrzały zamrożony banan – osobiście nigdy nie udało mi się tej opcji wypróbować, bo banany znikają u nas w domu w tempie błyskawicznym, żaden nie zdąży zbrązowieć 😉 Bo dobrze zrozumiałam, że rozmrażasz owoce przed ich zmiksowaniem?
    P.S. Po tych mrożonkach widzę, że nie tylko nasi mężowie muszą być jakąś zaginioną rodziną, ale mamy też ;D

    • zorganizowana

      Tak, rozmrażam przed miksowaniem. U mnie też banany jakoś nie chcą się uchować – zawsze ktoś z nas ma na nie „fazę” 😉
      PS. Hihi Twoja mama TEŻ??? No nie!!! To co – czekamy, aż Nina podrośnie i będziemy porównywać, czy jest podobna do Twoich synków? 😉

  • wow, nie wiedziałam , że można mrozić ananasa lub jabłka, jakoś się nigdy nie zastanawiałam nad tym. Super pomysł od dzisiaj będę to samo robić, przynajmniej porcję witamin dostarczę do organizmu. Świetny pomysł. Co do naklejek jeśli inni chcą to ja też, jak na razie używam tych samych woreczków co Ty , ale dobrze mieć w razie „W” opcje wydrukowania naklejek.

    • zorganizowana

      Ja mrożę właściwie wszystko, choć dzisiaj kuzynka przestrzegła mnie przed mrożeniem brzoskwini – ponoć wychodzi czarna papka :/ Ale o ile pozostaje smak i właściwości odżywcze to chyba mnie to nie zrazi! 😉
      Naklejki i inne rzeczy postaram się zrobić do końca miesiąca!

  • Chciałabym bardzo móc sobie pomrozić owoce i warzywa sezonowe. W akademiku moja lodówka ledwo mieści podstawowe produkty. 🙁 Super, że znalazłaś wyjście z sytuacji braku czasu na przygotowanie koktajli, ja się aktualnie właśnie borykam z tym problemem. Owoców jem sporo, dziś pierwszy raz jadłam awokado 🙂 W ogóle stawiam na zdrowe odżywianie, a przy okazji zmian żywienia odkryłam nowe ciekawe smaki, propozycje dań, inne niż powszechnie znane zastosowanie różnych produktów, a nawet polubiłam niektóre, które niekoniecznie kiedyś zadowalały moje kubki smakowe. Najważniejsze to zmienić podejście i się otworzyć. 🙂

    • zorganizowana

      Oj w akademiku to faktycznie może być ciężko o miejsce na mrożonki 🙁
      Jak wrażenia po awokado? 😀 Ja jadam, ale w sumie głównie w koktajlach albo w guacamole. Planuję, tak jak Ty, otworzyć się na nowe smaki – nie chcę sobie robić w przyszłości obciachu przed córką 😉 Zobaczymy, co z tego wyjdzie! Chyba też poszukam nowych dań, może to mnie przekona 😉

  • Czyli nie jestem jedyna co tak często dzwoni do mamy 😀 Rano, w ciągu dnia, na wieczór. Razem Tv nie oglądamy ,ale zawsze jak coś fajnego to od razu „number 5” i przełącz na to czy na tamto. Dobrze że mam podzielną uwagę mogę oglądać film i plotkować z mamą i co jakiś czas „…czekaj, czekaj bo ciekawy moment ” 😉 Wracając do mrożonek. Post po prostu spadł mi z nieba. Zastanawiałam się jak zrobić żeby mniej marnować warzyw. Planuję posiłki jednak życie czasem pisze inny scenariusz. I nie zawsze mam czas ugotować zaplanowaną zupę. Pracuję w soboty i jak po pracy idę na zakupy to się zdarzyło, że nie dostałam albo pora albo selera na mój ulubiony rosół a teraz problem z głowy. Największym plusem mrożenia jest to że w okresie jesienno – zimowym można skorzystać z promocji jak są na owoce a tak to nie zawsze korzystałam bo wiedziałam że nie wykorzystam. Teraz nie ma wymówki, że dbanie o zdrowie jest za drogie. Co do mrożenia gotowego jedzenia może podzielimy się wskazówkami. Pracuję na zmiany i nie zawsze mam czas gotować a chcę jeść domowy obiad. Myślałam o gotowaniu w jeden dzień większość dań. Mroziłam już podstawę czyli bigos, pierogi, gołąbki, mięso mielone przesmażone gotowe do sosu, mięsa pieczone. Co do listy, jak nie masz czasu to dam radę z wersją angielską.

    • zorganizowana

      Ja jestem w mamie zakochana i usycham z tęsknoty (mieszka w innym mieście), więc gorąca linia jest u nas non stop i dobrze mi z tym hihi! 😉

      Co do mrożonek – zgadzam się z Tobą, że dzięki nim można jeść zdrowiej i urozmaicać swoją dietę, bo niczego się nie marnuje i to jest super!

      Bardzo podoba mi się Twój pomysł z mrożeniem podstaw różnych dań – może uda mi się zebrać kilka takich rozwiązań i zrobię na ten temat osobny wpis – o ile wyrazisz zgodę, oczywiście 🙂

      • My z mamą mieszkamy w tym samym mieście ale każda z nas ma inne obowiązki i ciężko znaleźć czas aby się codziennie spotkać na „małą kawkę”. Dobrze że mam darmowe minuty 😀
        Proszę bardzo możesz skorzystać i stworzyć osobny wpis. Będzie mi bardzo miło, że cię trochę zainspirowałam 😉
        Mrożę jeszcze pieczywo (chleb i bułki) i nie muszę jeść „starych” bułek a w okresie świątecznym nie muszę robić zapasów i po świętach nie marnuje mi się pieczywo. Ciasto drożdżowe z makiem i serem też mroziłam.
        Pozdrawiam i dziękuję za super wpisy :*

        • zorganizowana

          Ach co by było bez tych darmowych minut? 😉
          Dziękuję za cenne porady! :*

  • Pomarańcze i grejpfruty też się dobrze sprawdzają przy mrożeniu? Wydawało mi się, że mają sporo wody i raczej się ich nie mrozi… Ja planuję w tym roku zrobić przetwory i właśnie mrożonki z sezonowych owoców – będzie przed sezonem jak znalazł. W tym roku robiłam dżem z truskawek i wyszedł super. Robiłam też teoretycznie drzem z wiśni, ale wyszedł bardziej gęsty sok – co też wcale mnie nie zasmuciło aż tak bardzo 😉

    • zorganizowana

      Jeśli chodzi o cytrusy to przed zamrożeniem najlepiej byłoby wycisnąć z nich sok i go zamrozić, ale (jak wspominałam w poście) ja i tak je blenduję po rozmrożeniu, więc zamrażam w kawałkach – nie straciły smaku, na szczęście! 🙂

      Masz jakiś sprawdzony przepis na dżem? Chętnie wypróbuję w tym roku! 🙂