Minimalizm w dziecięcym pokoiku – czy jest potrzebny?

Kilka miesięcy temu, w szczytowej fazie mojego organizacyjnego kryzysu, o którym pisałam tutaj, do naszego mieszkania weszła Moja Mama, spojrzała znacząco na wszystkie porozrzucane po podłodze zabawki, następnie na moją załamaną minę i powiedziała „Musisz się pozbyć części zabawek, bo oszalejesz!„. Miała rację. Każdą sekundę spędzałam na podnoszeniu, przekładaniu, chowaniu, układaniu, i tak w kółko. Utrzymanie porządku było zdecydowanie łatwiejsze, gdy Karolek nie był mobilny, a Ninka nie przechodziła fazy buntu. Latem ich bałaganiarstwo osiągnęło apogeum, każdy dzień zaczynali od wyciągania zabawek z pudeł i roznoszenia ich po wszystkich kątach, gubiąc przy okazji kluczowe elementy układanek, nakrętki mazaków, magnesy, klocki i wszystkie inne drobiazgi, które musiałam potem wyławiać spod kanapy i szafki na RTV. Było tego faktycznie za dużo i choć wcześniej wyniosłam do piwnicy trzy (!) duże worki z zabawkami, to ich ilość nadal rosła. Moja mama miała rację, musiałam się pozbyć części rzeczy, bo ten nadmiar nie był dobry ani dla mnie ani tym bardziej dla dzieci, które w tym chaosie nie potrafiły się na niczym skupić. Stopniowo zaczęłam więc robić przegląd zabawek, wyrzucam te zepsute, a te sprawne (ale nielubiane lub nieużywane) wynoszę do piwnicy z zamiarem sprzedania ich na pchlim targu (pewnie dopiero na wiosnę).

Optymistycznie zakładam, że w kwestii minimalizmu w dziecięcym pokoiku powoli widzę światełko w tunelu, a ponieważ po pozbyciu się nadmiaru zabawek zauważyłam też kilka pozytywnych skutków ubocznych w zachowaniu moich dzieci, to postanowiłam się nimi z Wami podzielić, w ramach inspiracji do porządków.

  • KREATYWNOŚĆ. „Za naszych czasów do zabawy wystarczył zwykły patyk!” – ile razy słyszeliście takie zdanie? No właśnie! Jest w nim 100% racji! Im mniej dostępnych rzeczy, tym większa konieczność uruchomienia wyobraźni, a gdy już dziecko pobudzi swoją kreatywność, to pomysły na zabawy będą nieograniczone!
  • WIĘKSZY SPOKÓJ. Gdy moje dzieci były niemowlętami, zawsze byłam wyczulona na nadmierną stymulację ich zmysłów. Nie brałam noworodków na zakupy do głośnych i zatłoczonych galerii handlowych, nie kupowałam głośnych zabawek do łóżeczka, nie otaczałam przedmiotami w krzykliwych kolorach. Wiedziałam, że spokój i harmonia są dla nich ważne. Jednak z czasem coraz bardziej o tym zapominałam, a gdy trochę podrosły, to już całkowicie straciłam czujność w tym aspekcie. A przecież one nadal nie lubią nadmiaru bodźców! Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że wraz ze zmniejszeniem ilości zabawek, zmniejszyła się też ilość histerii bez powodu.
  • NAUKA DZIELENIA SIĘ. Nie mają wyjścia, muszą podzielić się kredkami, bo jest tylko jeden komplet. Czy zdarzają się kłótnie o klocki? Oczywiście, że tak! Ale z każdym dniem widzę, że Ninka i Karolek coraz lepiej ze sobą współpracują i potrafią nawet przez 10 minut (sukces!) siedzieć w ciszy przy stoliku i razem się bawić.
  • DŁUŻSZA SAMODZIELNA ZABAWA. Wcześniej, przy ogromnej ilości zabawek, moje dzieci brały jedną do ręki, po czym po sekundzie łapały za kolejną, tak bardzo je kusiła. Teraz potrafią trochę dłużej skupić się na jednej zabawce, poświęcić im więcej swojej uwagi, rozpracować na wszystkie sposoby.
  • MNIEJ SPRZĄTANIA. Nauka sprzątania to u nas seria wzlotów i upadków. Jednego dnia robią to chętnie, a drugiego protestują głośnym płaczem. Z oczywistych względów łatwiej jest sprzątać mniej rzeczy, nawet nam, dorosłym. Zatem mniejsza ilość zabawek = mniejszy bałagan = większy zapał do sprzątania!

Jak widać zalet minimalizmu w dziecięcym pokoiku jest sporo i dotyczy to nie tylko zabawek, ale też różnego rodzaju akcesoriów, dekoracji, ubrań, a nawet mebli. Czy Wy też uważacie, że mniej znaczy lepiej? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w tym temacie!

 

PS. Niebawem pokażę Wam (w końcu!) jak wygląda pokoik dzieci po metamorfozie, wraz ze szczegółami dotyczącymi sposobów przechowywania różnych rzeczy, o które tak często pytacie 🙂

ZORGANIZOWANA