Jak zorganizować małą łazienkę + test ekologicznych środków do prania

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że większość łazienkowych inspiracji jest stworzona z myślą o bezdzietnych singlach, zafascynowanych ideą minimalizmu? Nie ukrywam, że bardzo mi się podobają te białe wnętrza z kwiatami, dopasowanymi kolorystycznie kosmetykami i szklanymi umywalkami, ale po chwili zachwytu zawsze przychodzi refleksja – gdzie w takiej łazience ukryć dziecięcą wanienkę, niezliczone ilości zabawek do kąpieli, wszystkie moje kosmetyki i inne gadżety, które posiadają magiczną moc upiększania? No gdzie? Oczywiście można kupić składaną wanienkę Stokke i mieć część problemów z głowy, ale ja wolałam wydać 20 zł na tą z IKEI, więc rozterki pozostały. Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam, jak bardzo moja łazienka różni się od tych pokazywanych w katalogach oraz zaprezentować, jakie organizacyjne rozwiązania w niej zastosowałam. Raczej wątpię, żeby ktokolwiek chciał sobie te zdjęcia zapisać i podziwiać, ale tym razem chodzi o kwestie praktyczne. Wiem, że większość osób mieszkających w blokach ma podobne problemy, więc to właśnie z myślą o Was powstał ten wpis!

Na początek krótkie wyjaśnienie. Nasze mieszkanie kupiliśmy wiosną ubiegłego roku, poprzedni właściciele zrobili w nim generalny remont. Były już w nim położone podłogi, pomalowane ściany, wstawione nowe drzwi, no i gotowa łazienka. Niczego w niej nie zmienialiśmy, więc jej obecny układ jest zasługą poprzedniego właściciela. Moim zdaniem wykazał się on dużym sprytem i udało mu się wycisnąć z niej jak najwięcej, dzięki czemu ja mogę teraz wcisnąć do niej całkiem sporo niezbędnych rzeczy. Na przykład wykorzystał przestrzeń nad toaletą i zrobił tam dodatkowe półki. Wybrał też podwieszaną szafkę pod umywalkę, dzięki czemu zyskałam trochę miejsca pod spodem. Drobiazgi, ale jestem z nich zadowolona. Ubolewam jedynie bardzo nad brakiem wanny, ale na szczęście wnętrze kabiny prysznicowej też można jakoś zagospodarować.

To co? Gotowi na zwiedzanie naszej mikroskopijnej łazienki? 🙂

Zaczniemy od wspomnianych wcześniej półek nad toaletą. To tam przechowuję większość kosmetyków. Osobno moje, osobno Męża i osobno dzieci. Z oczywistych względów ja mam do dyspozycji całą półkę i największy pojemnik, no nie mogło być inaczej! Wykorzystałam pojemniki, które miałam jeszcze w starym mieszkaniu – nie są może zbytnio reprezentacyjne i zdecydowanie wolę ich używać w zamkniętych szafkach, ale do tej pory nie znalazłam niczego lepszego, więc są, jakie są. W dużym pojemniku trzymam te kosmetyki, których używam najczęściej. Obok, w małym przezroczystym pojemniku (bystre oczka dostrzegą, że jest to opakowanie po patyczkach do uszu) trzymam kosmetyki o małych pojemnościach, bo strasznie ciężko było je odnaleźć w tym dużym. Na wyższej półce jest pojemnik z kosmetykami męskimi i drugi, z dziecięcymi.

Szafka pod umywalką ma dwie szuflady, w tym górna składa się z dwóch mniejszych. Lewa strona zawiera wszystkie akcesoria do włosów – szczotki, grzebienie oraz osobne pojemniki na gumki i spinki Ninki oraz moje. Wszystko przechowuję w malutkich pojemnikach, ponieważ inaczej traciłabym za dużo czasu na poszukiwania konkretnej rzeczy. Druga górna szuflada to głównie artykuły higieniczne, również w mniejszych pojemnikach. Szuflada dolna to miejsce na lokówki, prostownice, golarki i tym podobne gadżety oraz akcesoria do rytuałów pielęgnacyjnych, czyli na przykład maseczki.

Pod szafką znalazło się miejsce na produkty, na które nie chcę zbyt często patrzeć, ale niestety robię to prawie codziennie, czyli środki do prania. Wiem, że w różnych domach pralki są w różnych pomieszczeniach, ale u nas jest w łazience, więc wszystko, co związane z praniem (oprócz suszarki) trzymam właśnie tutaj. Po lewej środki do prania (na końcu wpisu znajdziecie moją opinię o dwóch nowościach, które testuję – powinny zainteresować wszystkie osoby, dla których ważna jest ekologia oraz te, które mieszkają z alergikami), a po prawej akcesoria i środki używane dużo rzadziej. Lubię to rozwiązanie, ponieważ jest maksymalnym wykorzystaniem dostępnej przestrzeni, a jednocześnie nie rzuca się w oczy.

No i czas na słynną wanienkę! Tak, dobrze widzicie – stoi sobie dumnie na pralce i nie mam zamiaru upychać jej po kątach! Po pierwsze nie mam już wolnych kątów, a po drugie zbyt często jej używamy. Wygląda głupio? Owszem! Ale żyjemy w normalnym domu, a nie katalogu. Poza tym wnętrze wanienki też wykorzystuję – przechowuję w nim pojemnik z zabawkami do kąpieli, a czasem ląduje tam też nocnik (choć ten, ku mej wielkiej radości, jest ostatnio w ciągłym użyciu). Mogłabym ją postawić na podłodze, ale nie jestem przekonana, czy byłaby to zmiana na plus. Tym bardziej, że w okolicy pralki panuje duża pustka. W moim marzeniach miałam nad nią powieszoną małą półeczkę, na której mogłyby stać zrobione przeze mnie detergenty, oczywiście w pięknych szklanych pojemnikach i obowiązkowo z kolorową wstążką, ale bliskość junkersa przekreśliła te plany. Ściana jest więc pusta, mogę tam najwyżej powiesić jakiś plakat, dla zaspokojenia potrzeb estetycznych…

Kabinę prysznicową wykorzystuję do przechowywania kolejnych kosmetyków – mamy zarówno półeczkę narożną, jak i przyczepione dwie dodatkowe na bocznej ścianie. Drobiazgi typu maszynki do golenia i silikonowa szczoteczka, mają swoje osobne miejsce w małej szklance, bo wiecznie przelatywały przez kratkę, co doprowadzało mnie do szału (takie pierdoły czasem potrafią naprawdę uprzykrzyć życie…).

I to wszystko! Po raz kolejny moja jedyna (a zarazem najważniejsza) organizacyjna rada jest następująca – inwestujcie w różnej wielkości pojemniki! A najlepiej wykorzystujcie te, które już macie pod ręką (np. słoiczki).

Dla tych, którzy dotrwali do końca, mam obiecaną recenzję środków do prania. Lubię testować takie nowinki, bo otwierają mi oczy na wiele kwestii. Szczególnie teraz, gdy od kilku miesięcy zmagamy się z dziwnymi uczuleniami Ninki, zwracamy wyjątkową uwagę na to, z czym ma kontakt jej skóra. Wyeliminowanie z diety alergenów nie przyniosło dużej poprawy, więc nadal poszukujemy źródła jej problemów. A ponieważ ostatnio wysypka pojawia się w miejscach obcieranych przez ubrania, to zaczęliśmy podejrzewać środki do prania. Dlatego z dużą nadzieją wypróbowałam dwa nowe produkty.

Pierwszym z nich jest Ekologiczny proszek do prania CLEVER FREE. Nie zawiera substancji, które szkodzą środowisku, jest hipoalergiczny oraz wydajny, a na dodatek producent zapewnia, że jest bardzo skuteczny. Szczerze mówiąc w przypadku tego proszku obawiałam się tylko jednej rzeczy – że pranie będzie po nim bardzo sztywne. Znam ten efekt z prania w niektórych proszkach dla niemowląt i zawsze mi to przeszkadzało. Dlatego też zawsze nałogowo dodawałam do prania duże ilości płynu do płukania. Używając ekologicznego proszku, logiczne było dla mnie, że bez sensu byłoby dodawać do prania płyn, bo z ekologią nie miałoby to już wiele wspólnego. Na szczęście moje obawy okazały się niesłuszne – pranie wyszło miękkie i faktycznie czyste. To znaczy umówmy się – na te cholerne plamy z marchewki to już chyba nic nie pomoże, ale inne „standardowe” zabrudzenia zniknęły bez śladu.

Drugim testowanym przeze mnie produktem jest Clovin II Septon – dezynfekujący, bezfosforanowy proszek do prania. Nazwa długa, ale skład już nie, spokojnie. Przeznaczony jest do pełnej dezynfekcji w warunkach domowych. Likwiduje naprawdę sporą ilość wszelakich paskudztw, które mogą czaić się w naszej pościeli, ręcznikach i ubraniach. Ze względu na swoje właściwości jest świetny dla osób z alergiami skórnymi, czyli coś dla nas. Tutaj również miałam podobne obawy, co do tego, jakie pranie będzie w dotyku, ale znów byłam pozytywnie zaskoczona. Jest miękkie i takie…czyste. Nie potrafię tego określić, takie naprawdę porządnie wyprane. Myślę, że warto mieć choć jedno opakowanie takiego proszku i na przykład używać go na przykład do prania pościeli po chorobie. Na stronie producenta znajdziecie więcej informacji na temat jego właściwości dezynfekujących.

Przejdźmy do ceny – czy opłaca się kupić takie środki? Proszek ekologiczny kosztuje 18,99 zł za 1,68 kg. Proszek dezynfekujący kosztuje 29,99 zł za 3 kg. Porównałam je z cenami proszków przeznaczonych dla niemowląt, ponieważ to one uchodzą za te najdelikatniejsze i najbardziej bezpieczne pod względem składu. I tak, hipoalergiczna Lovela kosztuje 21,99 zł za 1,625 kg (ceny na podstawie drogerii online Rossmann). Bobini kosztuje 22,99 zł za 1,8 kg. Zwykły Vizir o pojemności 2,85 kg kosztuje 34,99 zł. Powiedziałabym więc, że ceny są porównywalne. Niezaprzeczalnie najbezpieczniej byłoby zrobić własny proszek do prania i płyn do płukania, ale bądźmy szczerzy – nie każdy ma na to czas i ochotę (choć zawsze warto spróbować!).

PS. Nie jestem jeszcze w stanie określić, w jakim stopniu zmiana proszku wpłynęła na stan skóry naszej Ninki, ale na dzień dzisiejszy widzę, że nie pojawiają się nowe zmiany, a te dotychczasowe trochę się zmniejszają, więc może jesteśmy na dobrej drodze…

Ufffffff…wyszedł mi z tego całkiem długi wpis! Koniecznie podzielcie się swoimi patentami na małe łazienki oraz zdradźcie, czy jesteście zwolennikami ekologicznego prania!

ZORGANIZOWANA
  • Cudnie zorganizowana! <3 Ja nie mam tego problemu bo mam naprawdę mało rzeczy i kosmetyków 😀 Tak samo mam z ubraniami 😉 W mieszkaniu dużo przestrzeni- z wyjątkiem pokojów dzieci 😛

  • Marta

    Podobną sytuację mieliśmy u naszej córki i niestety wiele produktów z tych hipo…dla dzieci nie pomagało, dopiero Dzidziuś balsam do prania, bez płynu do płukania okazał się najlepszym. W przypadku trudniejszych plan(bo kto zakaże prawie dwulatce biegać i jeść kisiel malinowy),wspomagam się Vanishem i po nim dokładnie płucze.
    Organizacja u Ciebie jak zawsze na 5 🙂
    P.S.Miło Cię znowu ‚czytac ‚ 🙂

    • Taaaaak, u nas też Vanish ciągle w ruchu 😉 Zastanawiam się, które z dzieci bardziej się brudzi, ale chyba jest remis 😛
      PS. Dziękuję :*

  • Fajny post, a te szare pojemniki bardzo mi się podobają. I też mam małą łazienkę…zresztą nie tylko łazienkę😅

  • Agata mama Zuzi

    Ja na wanienkę znalazłam miejsce pod sufitem. Mam bardzo małą łazienkę, mniej niż 2 na 2 metry, ale za to mam wysokie sufity. Mąż wywiercił w brzegu wanienki dwie małe dziury i powiesił na hakach 😃

  • Anna

    Na plamy z marchewki spróbuj gotowania z wodą utlenioną, u nas większość się sprała 🙂

  • Kasia Kochanowska

    Moj mąż pod sufitem przykręcił do ściany haczyki. wanienka z IKEA ma taki „kołnierz” ,za który zawieszaliśmy ją kiedy nie była używana.