„Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku” – recenzja

Do śmietników na całym świecie trafia 1,3 miliarda ton żywności rocznie. Marnujemy co drugie jabłko i co trzecią wyłowioną z jeziora albo morza rybę. Tyle jedzenia wystarczyłoby do nakarmienia 3 miliardów ludzi.

Dane statystyczne, które pojawiają się już we wstępie książki „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku” autorstwa Sylwii Majcher, robią wrażenie. Myślę, że każdemu z nas od czasu do czasu przychodzi na myśl, że być może wyrzucamy odrobinę za dużo jedzenia i w głębi duszy obiecujemy  sobie poprawę, ale dopiero gdy zobaczymy, jak ten problem wygląda w skali naszego kraju, kontynentu lub świata, wówczas dociera do nas w pełni, że pora skończyć z obietnicami, czas przejść do działania.

Przestaliśmy szanować jedzenie” pisze autorka i trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Ja sama, choć staram się planować posiłki, a na swoim blogu promuję  robienie przemyślanych zakupów, mam na swoim koncie spektakularne (i regularne) wpadki związane z pleśniejącym pieczywem, gnijącymi ziemniakami i zepsutym serem ukrytym w rogu lodówki. Lektura tej książki była więc dla mnie niezwykle inspirująca i motywująca, bo zrozumiałam, że na nic zda się znajomość teorii, jeśli nie będziemy jej stosować w praktyce i to w 100%, a nie wybiórczo.

Książka „Gotuję, nie marnuję” jest podzielona na dwie części. W pierwszej autorka wymienia 5 zasad niemarnowania żywności i po kolei opisuje każdą z nich. Jest mowa o planowaniu, ograniczaniu, przechowywaniu, przetwarzaniu oraz wykorzystywaniu resztek. Są porady dotyczące robienia idealnej listy zakupów, mrożenia, pasteryzacji, interpretowania terminów ważności produktów…Jest tu wszystko, co musicie wiedzieć w teorii. Jest również przykład tygodniowego menu, w którym nic się nie marnuje!

Druga część zawiera konkretne przepisy kulinarne, w których wykorzystywane są resztki. Przepisy są pogrupowane według najczęściej marnowanych składników, co jest rewelacyjnym rozwiązaniem! Mnie najbardziej zainteresowała część dotycząca pieczywa oraz owoców. Przepisy są proste, nie wymagają użycia skomplikowanych sprzętów kuchennych, więc nie ma wymówek! Najbardziej podoba mi się to, że autorka podała sposoby na wykorzystanie tego, co zazwyczaj ląduje w śmietniku. Jest więc przepis na bulion warzywny z obierek, chipsy z obierek ziemniaków albo sałatkę z resztkami wędlin (które są w czołówce najczęściej wyrzucanych produktów spożywczych). Kreatywność przede wszystkim!

Co zrobiłam po lekturze książki „Gotuję, nie marnuję”? Przede wszystkim przejrzałam wszystkie moje kuchenne zapasy, żeby upewnić się, czy nadają się jeszcze do spożycia. Następnie wybrałam te produkty, które są przeze mnie permanentnie pomijane podczas przygotowywania posiłków (bo nie mam na nie pomysłu) i znalazłam kilka przepisów na dania, w których możemy je wykorzystać. Postanowiłam też stworzyć sobie małą ściągę z rozpiską, jak wykorzystywać resztki z naszych ulubionych dań. Wracam też do skrupulatnego planowania posiłków, przygotowywania wielu składników wcześniej (np. mrożenia paczuszek z owocami na smoothies, które często psuły się, zanim zdążyliśmy je wykorzystać) i robienia zakupów z dokładną listą, bez odstępstw i kaprysów! A nie mówiłam, że poczułam się zainspirowana? 🙂 Będzie bez resztek, bez zbędnych wydatków, a przy okazji zdrowiej!

Kochani, jeśli zaczynacie przygodę z planowaniem posiłków (lub brakuje Wam do tego motywacji), jeśli chcecie zaoszczędzić na jedzeniu, jeśli nie jest Wam obojętne to, jak wiele jedzenia się marnuje i jeśli lubicie odkrywać nowe przepisy kulinarne, to książka Sylwii Majcher jest dla Was! Jak pisze autorka „ograniczenie marnowania żywności to już nie fanaberia, tylko konieczność”. Pamiętajmy o tym dokonując naszych codziennych wyborów – zero waste to styl życia możliwy do osiągnięcia dla każdego, wystarczy tylko chcieć! 🙂

ZORGANIZOWANA
  • Justyna

    Ciekawa pozycja! Muszę koniecznie przeczytać. O bulionie z obierek słyszałąm, ale jakoś mnie to nie przekonuje 😉 bo nigdy nie szoruję idealnie warzyw przed obraniem, gdybym tak idealnie szorowała to bym je ze skórką od razu wykorzystywała.., Co nie zmienia faktu, że książkę wpisuję na listę do nabycia i przeczytania

  • Anna

    Na pewno przeczytam, dzięki za polecenie! 🙂 Co prawda ostatnio udaje mi się marnować coraz mniej jedzenia (mniej więcej raz w tygodniu przygotowuję jakieś danie, do którego wrzucam resztki warzyw czy serów, np. tartę lub zapiekankę + mam na lodówce karteczkę z listą produktów, które trzeba szybko zjeść), ale do ideału wciąż daleko. Z chęcią poczytam m.in. o tym, jak interpretować daty przydatności do spożycia i na które można przymknąć oko – wiadomo, że inaczej jest produktami suchymi, np. mąką czy makaronem, ale ostatnio miałam dylemat z przeterminowaną o kilka dni mozzarellą – no i w końcu jej nie zjedliśmy, bo bałam się trochę sensacji żołądkowych 😉