Browsing Category: ZORGANIZOWANA MAMA

Jak znaleźć czas dla siebie?

Zdanie często przypisywane młodym mamom, choć tak naprawdę padające z ust nas wszystkich, bez względu na płeć, wiek, czy wykonywany zawód…

Nie mam czasu dla siebie!

Och ileż to już razy narzekałam na to, że wszyscy mogą robić to, co chcą, a ja biedna nie mogę wygospodarować nawet minuty na swoje potrzeby.Narzekałam tak długo, że aż mi się to znudziło i postanowiłam ten czas dla siebie wygospodarować! Bo nie ukrywajmy – sam się nie znajdzie! Na szczęście przy odrobinie dobrych chęci można sobie wszystkie obowiązki tak zorganizować, by móc cieszyć się chwilą dla siebie.

Oto kilka wskazówek:

black_gold_rn1

CO MASZ NA MYŚLI MÓWIĄC „CZAS DLA SIEBIE”

To niby oczywiste, ale często gdy już mamy wolną chwilę, to nie bardzo wiemy, co z nią zrobić. To dlatego, że nie sprecyzowaliśmy wcześniej, czym jest dla nas ta wyczekiwana chwila dla siebie. Czy chcę ją poświęcić na czytanie książki? A może wolę poćwiczyć albo porobić na drutach? Ile dokładnie czasu mi to zajmie?

ZASTANÓW SIĘ, NA CO TRACISZ CZAS?

Teraz, kiedy już wiesz, na co chcesz przeznaczyć te cenne minuty w ciągu dnia, przeanalizuj swoje zwyczaje i określ, na co marnujesz czas. Facebook pewnie będzie królował na tych listach! Ale nie tylko! Ja na przykład marnowałam czas na bezsensowne snucie się w kółko po mieszkaniu, od pokoju do pokoju, ni to sprzątając, ni to układając rzeczy w szafkach, a to wyglądając przez okno…Taka typowa bezproduktywna krzątanina. Dopiero teraz uświadamiam sobie, ile czasu przez to traciłam!

ZREZYGNUJ Z CZEGOŚ

Ok, analizujesz swój plan dnia i nie dostrzegasz żadnej luki w harmonogramie? Może więc pora z czegoś zrezygnować? W dzisiejszych czasach tak bardzo chcemy być idealne w każdej dziedzinie życia, zapominając o tym, że czasem nie jest to tego warte! Z czego ja zrezygnowałam w ostatnich tygodniach? Między innymi z publikowania postów na blogu trzy razy w tygodniu oraz z prasowania ubrań od razu po zdjęciu ich z suszarki. Marnowałam na to wiele wieczorów, a tak naprawdę niektórych rzeczy wcale nie trzeba było prasować lub można je z powodzeniem wyprasować dopiero przed założeniem. Owszem, stracę na tym więcej prądu, ale mam czas dla siebie wieczorami.

RYTUAŁY I NAWYKI

Zawsze będę podkreślać, jak dużo daje mi unormowany tryb życia. To, że wiem dokładnie co i o której robimy, daje mi możliwość świadomego dysponowania pozostałym czasem. To, że wyrabiam w sobie pewne codzienne nawyki sprawia, że nie marnuję czasu na drobiazgi. Jeśli rano wyciągnę naczynia ze zmywarki, to przez cały dzień będę mogła wkładać do niej na bieżąco brudne naczynia po posiłkach, a co za tym idzie wieczorem tylko wrzucić tabletkę i dodać nabłyszczacz i ją włączyć, zamiast wkurzać się przez cały dzień na stos naczyń w zlewie i męczyć się z nimi wieczorem. Róbmy wszystko, by wieczorem zapewnić sobie przyjemny poranek, bo dzięki temu uda nam się więcej zrealizować.

UWZGLĘDNIJ CZAS DLA SIEBIE W PLANIE DNIA I TYGODNIA

Wiadomo, że jak coś jest na liście zadań, to musi być zrealizowane, prawda? Potraktujmy czas dla siebie, jak każde inne zadanie. Ba! Jedno z najważniejszych zadań, bo przecież człowiek zrelaksowany i szczęśliwy jest bardziej produktywny! Znając dzienny i tygodniowy plan swojej rodziny z łatwością znajdziesz chwilę dla siebie. Ja na przykład miesiąc temu postanowiłam wrócić do aktywności fizycznej. Plan zakładał basen, marsze i treningi w domu. Jak znalazłam na to czas? Wiem, że na basen potrzebuję 1,5h. Dlatego chodzę pływać w niedzielę o 7:30 rano, bo wiem, że w domu jest Mąż i zajmie się dziećmi. Na marsze chodzę dwa razy w tygodniu po 19. Wracam akurat na porę snu. Treningi w domu robię późnym popołudniem, Karolek drzemie, a Ninka mi asystuje, traktujemy to jako formę zabawy. Wszystkie te czynności mam wpisane w kalendarz i bardzo na nie czekam! Możesz też na przykład ustalić, że w każdy poniedziałek i czwartek uczysz się szydełkować, we wtorki i piątki biegasz itd.

WYKORZYSTUJ CZAS

Jeśli jeździsz do pracy samochodem, możesz wykorzystać ten czas na słuchanie podcastów lub naukę języków obcych. Jeśli jeździsz pociągiem, możesz czytać, rysować, słuchać muzyki czy medytować – co tylko zechcesz! Do pracy na piechotę? Toż to okazja do posłuchania czegoś, trening i dbałość o środowisko w jednym – super! Inny przykład? Manicure i pedicure robię podczas wspólnego oglądania filmu lub serialu, czyli łączę dwa w jednym.

DELEGUJ ZADANIA

Naprawdę nie wszystko trzeba robić osobiście…

BĄDŹ OFFLINE

Wszyscy o tym piszą, ale warto powtórzyć – dobrze jest regularnie odłączyć się od telefonów i komputerów…Albo chociaż je wyciszyć!

PODEJDŹ DO TEMATU REALISTYCZNIE

Unikniesz rozczarowań! Nie od razu Rzym zbudowano i nie zawsze uda się zrealizować plan – nawet jeśli jego wykonanie to przyjemność. Jeśli się uda, to super! Jeśli nie, to bez większego żalu. Małe kroczki też są ok!

Poniżej znajdziecie kilka moich starych wpisów, które mogą Was zainteresować oraz jeden ciekawy artykuł związany bezpośrednio z tematem czasu dla siebie 🙂

Jak wygląda nasz typowy dzień?

Zorganizowane poranki

Dobre weekendowe nawyki

Jak znaleźć czas na treningi?

Co robić codziennie, by mieć zawsze uporządkowany dom?

Jak stworzyć plan sprzątania dostosowany do trybu życia?

Relax, You Have 168 Hours This Week

 

W powyższych wpisach znajdziecie wiele podpowiedzi na temat tego, jak zaplanować swój dzień, by wycisnąć z niego jak najwięcej, a przy okazji mieć też porządek. A poniżej krótka rozpiska mojego tygodnia, którą obiecałam jakiś czas temu. Przypomnę, że taki 100% czas dla siebie mam w godzinach 11:30-13:00 (kiedy dzieci śpią) oraz w zależności od dnia po powrocie Męża z pracy, czyli po 17:00 (przy czym dzielimy się tym wolnym czasem, bo on przecież też musi mieć chwilę na swoje pasje).

PONIEDZIAŁKI: poranną przerwę poświęcam głównie na czytanie ulubionych blogów. Oprócz tego robię szkice wpisów, a jeśli pogoda sprzyja robię zdjęcia. Przy okazji uczę się fotografii (na razie baaardzo mozolnie…). Popołudnia spędzamy rodzinnie, jeśli jest fajna pogoda, to wychodzimy na spacer. Z kolei wieczorem o 19:00 wychodzę z koleżanką na marsz.

WTORKI: Wtorki i środy są bardzo podobne. Wspominałam kiedyś, że Liga Mistrzów całkowicie pochłania Mojego Męża, więc właśnie w te dni tworzę wpisy na bloga – zarówno przed południem, jak i po położeniu dzieci spać. We wtorki Mąż chodzi na siłownię, więc popołudniu ćwiczę w domu z Ninką. Jednego dnia jogę (także taką dla maluchów), a drugiego „normalny” trening.

ŚRODY: Mniej więcej tak, jak wyżej.

CZWARTKI: Podczas pierwszej przerwy znów relaksuję się czytając zaległe artykuły albo oglądając coś na YouTube. Często weryfikuję też, co udało mi się do tego dnia zrobić z mojej tygodniowej listy zadań i wprowadzam ewentualne zmiany lub nadrabiam zaległości. Po pracy Mąż ma swój trening, ja się bawię w tym czasie z dziećmi, a o 19:00 znów wyruszam na marsz. Po 20:30 włączamy Narcos, a ja mam przy tym czas na paznokcie, maseczki itp.

PIĄTKI: Rano kończę ewentualne blogowe zaległości, żeby nie przejmować się nimi przez weekend i mieć wszystko gotowe na poniedziałek. Popołudnia są już całkowicie dla rodziny – spacerujemy, robimy zakupy na następny tydzień itp.

SOBOTY: aktualnie od rana do 14:00 w każdą sobotę jestem na kursie, więc czas podróży wykorzystuję na czytanie lub tworzenie stron w aplikacji Project Life (moja aktualna obsesja!).

NIEDZIELE: o 7:30 chodzę na basen, po moim powrocie Mąż idzie na siłownię, a potem mamy czas wyłącznie dla rodziny. Staramy się spędzać je aktywnie, żeby nie kisić się w domu.

Czy udaje mi się zrobić dużo w ciągu tygodnia? Nie wiem. Bloguję, jestem aktywna fizycznie i mam zawsze pomalowane paznokcie. Więc to na plus. Nadal jednak nie mam czasu na naukę języków obcych, a wieczorami zasypiam nad książką…Czyli mam jeszcze nad czym pracować 😉

Jak Wy znajdujecie czas dla siebie? Na co go przeznaczacie?

2 urodzinki Ninki (motyw przewodni – lody!)

No i stało się! Jestem mamą dwulatki! Każdy spędzony z Ninką dzień daje nam nowe powody do uśmiechu, dlatego postanowiliśmy odwdzięczyć Jej się tym samym i przyjęcie urodzinowe zorganizować z motywem przewodnim, które zawsze wywołuje u niej ogromną falę radości i entuzjazmu. Chodzi oczywiście o lody! Ninka kocha je całym swoim dwuletnim serduszkiem (jak pewnie większość dzieci), więc mimo iż za oknem pogoda mało wakacyjna, to zaprosiliśmy do domu trochę lata tworząc w naszym salonie lodowy kącik. Zobaczcie, jak nam to wyszło 🙂

DEKORACJE:

Przyznam, że bardzo kusiło mnie zamówienie ogromnej ilości imprezowych gadżetów, ale rozsądek wziął górę. Zostało mi wiele akcesoriów jeszcze z zeszłorocznego przyjęcia, a że kolorystycznie były w miarę spójne, postanowiłam je wykorzystać.

Główne kolory to mięta i pudrowy róż. Dominującym wzorem miały być paski, ale skoro miałam kropki, niech będą kropki, co mi tam! 😉

Kubeczki i talerzyki są ze sklepu Party Mika, a foremki do babeczek (o ile dobrze pamiętam) kupiłam kiedyś w Pepco.

Duża złota dwójka to jedyna rzecz, którą kupiłam specjalnie na tą okazję w Funfetti Party Shop.

Brokatowa cyferka „2” pochodzi z zestawu, który kupiłam rok temu w TKMaxx.

Do dekoracji wykorzystałam również dużo darmowych materiałów do wydruku:

  • lodowa girlanda (Hello, Wonderful)
  • lodowe etykiety do prezentów (Mockeri oraz Oh Happy Day)
  • plakat (tak naprawdę jest to czyjeś logo, ale gdy zobaczyłam, że zawiera imię mojej urodzinowej dziewczynki, to od razu wiedziałam, że muszę je mieć! No po prostu cudowny zbieg okoliczności! Znalezione na Pinterest.)

Oprócz tego wydrukowałam lodowe kolorowanki, żeby Ninka miała dodatkową rozrywkę (Itsy Bitsy Fun).

MENU:

Po raz kolejny stwierdziłam, że najprostszym i najszybszym rozwiązaniem będzie zaserwowanie kilku zdrowych słodkości, choć oczywiście z wiadomych względów nie mogło też zabraknąć lodów! A ponieważ spędziliśmy ten dzień tylko we czwórkę, to nie musiałam cudować i się stresować tym, czy wszystko wyjdzie perfekcyjnie.

Przygotowałam:

  • nasze ulubione ostatnimi czasy ciasteczka bananowo-kokosowe (wg przepisu z Fresh Planet Flavor)
  • borówkowo-truskawkowe lody na patyku (po prostu zblendowałam owoce z jogurtem naturalnym, dodałam odrobinę miodu i zamroziłam)
  • klasyczne muffinki z jagodową konfiturą
  • a dla bardziej wymagających podniebień kupiliśmy dodatkowo lody w bardziej „dorosłych” smakach

Jeśli chcecie zrobić przyjęcie urodzinowe z lodowym motywem przewodnim dla trochę starszych dzieci (lub dorosłych, bo w sumie dlaczego nie?), to dodatkowo można do kilku miseczek wsypać różne rodzaje posypek do lodów, na pewno spotka się to z dużym entuzjazmem!

Jedynym punktem, którego nie udało mi się zrealizować (przeziębienie skutecznie odebrało mi chęć do kulinarnych popisów) jest zdrowy tort urodziny…Bardzo chciałam nim podbudować swoje matczyne ego, ale cóż, może za rok 😉 Przepis znajdziecie na blogu Szpinak Robi Bleee.

ATRAKCJE:

Oprócz kolorowania lodów nie planowałam jakichś wielkich atrakcji. Włączyliśmy playlistę z ulubionymi hitami Ninki („Boogie Woogie”, „Krasnoludki”, „Kaczuszki”, „Jagódki”…) i trochę potańczyliśmy, a potem robiliśmy zdjęcia, duuużo zdjęć! Pamiątkowa ramka, imitująca okienko lodziarni, była strzałem w dziesiątkę!

I to tyle z naszej urodzinkowej relacji. Następna imprezka już za kilka dni, w Halloween 😉

Jak wygląda nasz typowy dzień

W końcu jest! Wpis, który planowałam od prawie dwóch lat, w końcu doczekał się swojej premiery. Przez ten czas wiele się w naszym życiu zmieniło, przybyło nam dzieci i metrów kwadratowych, ale wydaje mi się, że teraz w końcu jest idealny moment na to, by spełnić Wasze życzenia i pokazać, w którym momencie dnia udaje mi się posprzątać, ile czasu poświęcam na zabawę z dziećmi oraz kiedy i w jaki sposób wykorzystuję swój wolny czas! Przygotujcie sobie kawę lub herbatę i ciasteczko, bo to będzie baaaaardzo długi wpis! 🙂

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że za chwilę zaprezentuję Wam bardzo ogólny zarys naszego dnia. Oczywiście jego przebieg zależy od wielu okoliczności. Bez względu na wszystko staramy się jednak trzymać pewnego rytmu, którego nauczyły się nasze dzieci, ponieważ głęboko wierzę, że uporządkowany dzień daje im duże poczucie bezpieczeństwa, a nam z kolei ta przewidywalność pozwala na zaplanowanie i zrealizowanie różnych planów. Absolutnie nie twierdzę jednak, że jest to jedyny słuszny sposób organizowania dnia – po prostu u nas się sprawdza. Nasze dzieci funkcjonują w cyklach 3-godzinnych, których kulminacyjnym punktem jest zawsze posiłek, dlatego też wpis podzieliłam na kilka głównych części, właśnie według tego schematu.

  • 7:00

Dzień zaczynamy zawsze o tej godzinie, nawet w weekendy (niestety). Pierwszą rzeczą, którą robię rano, jest włączenie pralki (pranie zazwyczaj wrzucam do niej już dzień wcześniej). Zaraz po przebudzeniu dzieci dostają mleko, które ja szykuję (rano podaję też różne witaminy i ewentualne leki), podczas gdy Mąż przebiera dzieci. Zanim przyjdą do salonu, udaje mi się jeszcze wypić szklankę wody z cytryną. Następnie ja karmię Karolka, Ninka karmi się sama, a Mąż szykuje się pracy. Kiedyś jadaliśmy razem śniadania, ale odkąd pojawił się kolejny maluch, jestem rano skutecznie unieruchomiona przez co najmniej piętnaście minut, więc Mąż je w pracy, żeby nie tracić czasu. Z domu wychodzi około 7:30, a my tym samym zostajemy sami na wieeeele godzin.

Zaraz po jedzeniu Ninka rusza do zabawy (aktualnie polega ona głównie na wożeniu po całym domu różnych rzeczy w wózku dla lalek lub budowaniu bardzo wysokich wież z Duplo), a ja ścielę łóżka i wietrzę mieszanie, po czym poświęcam uwagę Karolkowi (inspiracji do zabaw z tak małym dzieckiem szukam zazwyczaj w Internecie, na końcu wpisu zamieszczę różne przydatne linki, gdyby ktoś miał ochotę zgłębić temat).

Około 8:00 Karolek wędruje do koszyka na kółkach, który stoi w salonie, a my z Ninką jemy wspólnie śniadanie. Ostatnio staram się podawać je w trochę ciekawszej formie, a szczególnie upodobałam sobie wycinanie kształtów z chleba, warzyw i owoców (kilka linków z pomysłami zamieszczę na końcu wpisu). Po śniadaniu nadchodzi czas na mój krótki poranny rytuał pielęgnacyjny, który stosuję od kilku miesięcy (po lekturze książki Sekrety urody Koreanek). Całość, wraz z myciem zębów, czesaniem się i ubieraniem, zajmuje mi jakieś 15 minut. Potem przychodzi pora na poranną toaletę Ninki, czyli mycie zębów, czesanie się i tym podobne. Następnie razem wyciągamy pranie z pralki i je rozwieszamy (Ninka podaje), rozładowujemy zmywarkę (również wspólnie), po czym ja zabieram się za szybkie ogarnianie kuchni po porannym gotowaniu, a Ninka wraca do samodzielnej zabawy. Specjalnie na potrzeby tego wpisu sprawdziłam, ile czasu zajmują mi niektóre czynności domowe. I na przykład rozładowanie zmywarki i włożenie do niej naczyń po śniadaniu trwa u mnie średnio około 4 minuty. Ot taka ciekawostka! Umycie kuchenki i zlewu (zachciało mi się białego, to teraz pokutuję) trwa maksymalnie 5 minut. Nie jest to więc aż tak czasochłonne, jak może się wydawać.

Na tym etapie Karolek zazwyczaj już smacznie śpi, więc jeśli jest poniedziałek, środa lub piątek, to zabieram się za bardziej szczegółowe sprzątanie, a w pozostałe dni dołączam do zabawy Ninki lub angażuję ją w jakieś inne prace, na przykład robimy wspólnie porządek w jakiejś szufladzie. Jeśli obserwujcie mnie na Instagramie, to pewnie zauważyliście, że od niedawna urządzam Nince „domowy żłobek” (tzw. toddler school). Często zaplanowane przeze mnie aktywności realizujemy właśnie o tej porze dnia. Jeśli się nie uda, to „naukę” przekładamy na później.

Co dokładnie robię w te dni, na które mam zaplanowane sprzątanie? Po ogarnięciu kuchni zabieram się za ścieranie kurzy, szybkie przetarcie łazienki (prysznic, umywalka, toaleta, lustro), a następnie odkurzanie. Jeśli starcza mi czasu, to myję podłogę. Jeśli nie, to robię to wieczorem lub liczę na to, że uda się następnym razem (od nieumytej podłogi jeszcze nikt przecież nie umarł!). Po posprzątaniu zaczynam szykować drugie śniadanie dla Ninki.

  • 10:00

Karolek dostaje kolejną porcję mleka, a Ninka je drugie śniadanie. Potem zazwyczaj przechodzimy do sypialni i cała aktywność ma miejsce na naszym łóżku. Ninka przynosi tam kolejne książki i zabawki, a ja staram się porobić coś z Karolkiem (zazwyczaj zestaw ćwiczeń, które poleciła nam wykonywać fizjoterapeutka).

O 11:00 zaczynamy akcję „wyciszanie przed snem”, czyli czytamy i przytulamy się, aż Ninka zaśnie. Zazwyczaj Karolek, którego trzymam wtedy między nogami, też już zaczyna przysypiać, więc przy odrobinie szczęścia o 11:30 mam już długo wyczekiwany czas dla siebie. Co wtedy robię? Na pewno nie sprzątam i zdecydowanie nigdy nie odsypiam nieprzespanej nocy (jeśli taka się zdarzy), bo szkoda mi na to czasu. Te 1,5 godziny staram się wykorzystać na przyjemności, blogowanie, czytanie, manicure…Zależy od dnia, ale o tym szczegółowo napiszę chyba w osobnym poście, żeby niepotrzebnie nie przedłużać 🙂

  • 13:00

Dzieci są już wyspane, więc możemy przystąpić do kolejnego posiłku. W przypadku Ninki jest to zupka, Carlos ponownie delektuje się mlekiem (już się nie mogę doczekać rozszerzania diety!). Jeśli tylko pogoda sprzyja, po jedzeniu zaczynamy się szykować do wyjścia na spacer (latem staramy się być na dworze jak najczęściej, ale jesienią i zimą wychodzimy maksymalnie dwa razy dziennie). Większość potrzebnych rzeczy pakuję wieczorem poprzedniego dnia, ale i tak udaje nam się wyjść najwcześniej o 14:00 (musimy się wszyscy ubrać + ja pomalować). Długość spaceru w dużej mierze zależy głównie od tego, co zaplanowałam na obiad. Jeśli coś, co można przygotować szybko, to wracamy na 15:30. Jeśli coś skomplikowanego, to odpowiednio szybciej (lub przygotowuję część obiadu wcześniej albo poprzedniego dnia). Podczas spaceru często robię też szybkie zakupy, ale głównym celem wyjścia jest pozwolenie Nince wybiegać się na świeżym powietrzu. W tym czasie je przygotowane przeze mnie przekąski (tutaj możecie zobaczyć przykład).

  • 16:00

Obiad już prawie gotowy, czekamy na powrót Taty do domu, a w międzyczasie Karolek znów pije mleko. Staram się, żebyśmy obiad jedli wspólnie, ale jeśli jest gotowy szybciej, to nie potrafimy się powstrzymać (Ninka KOCHA jeść!). To, co robimy później, zależy od dnia tygodnia. Są dni, kiedy Mój Mąż idzie na siłownię. Są dni, kiedy ja idę na basen. 2 lub 3 razy w tygodniu idziemy całą rodziną na spacer albo bawimy się z dziećmi w domu, nie ma reguły – jesteśmy w trakcie ustalania jakiegoś harmonogramu.

Około 18:00 wypada podwieczorek.

18:30 to czas wielkiego poruszenia w naszym domu – zaczynamy kąpać dzieci. Jeśli gdzieś wychodziliśmy, to zawsze staramy się wrócić na tą godzinę.

  • 19:00

Czas na mleko dla dzieci. Po nakarmieniu Karolka nadchodzi czas na jego przytulanie się z Tatą, Ninka wykorzystuje każdą minutę na zabawę, a ja zamykam się na co najmniej kilkanaście minut w łazience i mam ich wszystkich w nosie! To jest mój czas na prysznic, wieczorną pielęgnację i wyciszenie się po całym dniu wzmożonej uwagi.

Około 19:45 zaczynamy sprzątać zabawki, a także szykować ubranka na następny dzień, żeby potem nie krzątać się po tamtej części mieszkania. O 20:00 biorę Ninkę do sypialni, gdzie po krótkiej lekturze zasypia.

Wracam zazwyczaj o 20:30, Karolek już śpi lub odpływa, więc bierzemy się za wspólne robienie kolacji. Następnie ładujemy zmywarkę, myjemy butelki, szykujemy pranie…jednym słowem – ogarniamy.

To, co robimy wieczorem, też zależy od dnia tygodnia. Wiele zależy od tego…kto akurat gra mecz! Tak, jestem żoną fana piłki nożnej, więc gdy leci Liga Mistrzów, mam 100% czasu na swoje sprawy 😉 W te dni zazwyczaj bloguję. W pozostałe oglądamy seriale, robimy wspólnie zakupy online itp.

  • 22:00

Po tej godzinie zazwyczaj idę się już położyć. Niestety mam głupi nawyk przeglądania social media przed zaśnięciem, co często kończy się tak, że nagle budzi mnie spadający na moje czoło telefon…

Przed 23:00 Mąż karmi Karolka (zazwyczaj przez sen), po czym przychodzą do naszej sypialni. Ninka śpi w dziecięcym pokoiku, a łóżeczko Karolka na razie przystawiliśmy do naszego. Od kilku tygodni nasz synek nie je już w nocy – nawet, jeśli się przebudzi, to po chwili zasypia, więc następne karmienie wypada dopiero o 7 rano. Ale żeby była równowaga w przyrodzie, to od niedawna Ninka lubi się obudzić w nocy i przyjść do naszego łóżka. Czasem przenosimy ją z powrotem, ale często nikomu się nie chce, więc śpimy razem do rana.

 

Tak to mniej więcej u nas wygląda. Oczywiście są dni, kiedy mam lenia totalnego i przez pół dnia chodzimy w piżamach, strzepując co chwilę okruszki, które przyklejają nam się do stóp i obijając się o leżące wszędzie zabawki. Są też dni, kiedy dzieci płaczą na zmianę i nie da się zrobić właściwie nic, ale cóż – taki urok posiadania potomstwa! 🙂

 

*Więcej na temat tego, jak wygospodarować czas dla siebie oraz jak mniej więcej wygląda mój tydzień, opiszę w przyszłym miesiącu.

 

Poniżej znajdziecie linki do ciekawostek, o których wspominałam:

ZABAWY Z DZIECKIEM W WIEKU 0-12 MIESIĘCY:

TODDLER SCHOOL:

INSPIRUJĄCE POSIŁKI DLA DZIECI: