Browsing Category: WNĘTRZA

Bezpieczne rośliny do pokoju dziecka

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to na pewno nie umknęła Waszej uwadze moja nagła i wielka fascynacja roślinami! Chcę wprowadzić do domu jak najwięcej zieleni, więc gdy tylko mam okazję, to zaglądam do działów ogrodniczych w dużych marketach budowlanych (bo tylko tam mogę swobodnie wjechać wózkiem z dostawką…). I szczerze mówiąc przy wyborze nowych roślin kierowałam się dotychczas tylko i wyłącznie względami estetycznymi, zapominając całkowicie o tym, że niektóre z nich mogą stanowić zagrożenie dla moich dzieci. Co prawda Ninka nigdy nie wykazywała większego zainteresowania roślinami doniczkowymi, z góry zakładając chyba, że są elementem dekoracyjnym, a nie potencjalnym jedzeniem, ale nie mam gwarancji, że Karolek będzie miał do tego taki sam stosunek…Oznacza to, że mam jeszcze tylko kilka miesięcy względnego spokoju w tym temacie, bo gdy tylko zacznie raczkować, to jego chęć odkrywania świata może zacząć stanowić problem lub wręcz niebezpieczeństwo. Postanowiłam zatem przyjrzeć się baczniej ogólnodostępnym (i kuszącym swoim wyglądem) roślinom i wybrać te, które można bez obaw postawić w zasięgu rączek nieletnich (a także psów i kotów!).

Oto krótka lista bezpiecznych roślin do pokoju dziecka:

ZIELISTKA

182655_zielistka_763990

Urządzamy

SANSEWIERIA

sansewieria_uprawa5

Świat Kwiatów

NEFROLEPIS WYNIOSŁY (rodzaj paprotki)

z11571318qpaprocie-domowe-nefrolepis-wyniosly-n-exaltata

Ładny Dom

FIOŁEK AFRYKAŃSKI

49910_288a9c9f05df2f2b_1024x768_crop_rozmiar-niestandardowy

Urządzamy

CHAMEDORA WYTWORNA (palma koralowa)

chamaedora-elegens

Naradka

GERBERA

gerbera-doniczkowa1950

Budujesz

TRZYKROTKA PASIASTA

186557_pasiatka-zwisla_778171

Urządzamy

PEPEROMIA

kwiaty_doniczkowe_peperomia_1024861

Wymarzony Ogród

 

Nie będę się rozpisywać na temat sposobu pielęgnacji powyższych roślin, ponieważ zdecydowanie nie jestem w tym temacie ekspertem, ale jestem przekonana, że każda zainteresowana osoba znajdzie bez problemu mnóstwo wskazówek w Internecie (chociażby klikając w linki pod zdjęciami).

Niestety, 80% roślin, które planowałam kupić, lub – o zgrozo! – już nabyłam, nie powinny znajdować się w pobliżu dzieci. Troszkę się zasmuciłam, ponieważ pomijając kwestie estetyczne, niektóre z nich wymieniałam we wpisie o tym, jakie rośliny oczyszczają powietrze, więc strata jest podwójna. Pocieszam się jednak tym, że mogę wyeksponować je na wyższych półkach, choć nie ukrywam, że nie mogę przeboleć tego, że nie postawię sobie pięknej monstery na podłodze w salonie:

c264d8cc2344acb9bd3ccce218185593

Hege in France

Oprócz monstery i podobnego do niej filodendrona, na zakazaną listę trafiły jeszcze między innymi skrzydłokwiat, zamiokulkas (który bardzo ceniłam sobie za to, że jest ponoć niezniszczalny…), oleander, hiacynty (ze względu na intensywny zapach, ale nie wiem, czy będę w stanie odmówić ich sobie w grudniu), kaktusy (tutaj oczywiście winowajcą są kolce, ale na szczęście są jeszcze inne sukulenty), a także gwiazda betlejemska (kolejna grudniowa roślina).

Jakie rośliny macie w swoich domach? Co bierzecie pod uwagę przy ich wyborze?

U nas aktualnie mieszkają dwa skrzydłokwiaty, piękny grubosz, moja ukochana sansewieria, jakiś nieznany mi sukulent, jakiś inny nieznany mi kwiat, bazylia i mięta, a na balkonie jeszcze chwilowo pelargonie, które niebawem zastąpię białymi wrzosami. Ewidentnie rozkręciłam się w tym zakresie! 😉

DIY personalizowana wycieraczka

Kto by pomyślał, że podczas, gdy zaprojektowanie nowej kuchni poszło mi bardzo szybko, to znalezienie banalnych przedmiotów codziennego użytku okaże się tak frustrujące? Kosz na pranie, kosz na śmieci i wycieraczka. Trzy rzeczy, które (choć niezbędne) pojawiły się u nas na końcu. Może włączył mi się jakiś dziwny przekorny mechanizm w głowie, nakazujący utrudniać to, co jest najłatwiejsze? Zmęczenie? Sama nie wiem. Na kosz na śmieci mam usprawiedliwienie – nietypowe wymiary ze względu na konieczność zamontowania pod zlewem małego bojlera. Kosz na pranie też jestem w stanie wytłumaczyć – łazienka w stylu nowoczesnym, a większość koszy wydawała mi się zbyt vintage. No i były za małe. Albo za duże. Albo bez klapki. Lub z głupią klapką. Kolor też grał rolę, oczywiście! No ale wycieraczka? I tak nikt na nią nie zwraca uwagi, prawda? Otóż ja zwracam i chciałam mieć coś fajnego, innego. Dlatego zdecydowałam się na małe DIY. Jak zwykle banalnie proste, tanie i szybkie w wykonaniu!

Potrzebne będą:

  • wycieraczka (u mnie IKEA Sindal za 19,99 zł)
  • drukarka
  • nożyczki
  • kilka szpilek
  • farba w sprayu w dowolnym kolorze lub farba i pędzel
  • pomysł

Wykonanie:

Po pierwsze trzeba wymyślić napis lub wzór, który chcemy umieścić na wycieraczce (im mniej detali, tym lepiej). Pierwotnie chciałam stworzyć jakiś och niezwykle zabawny napis, no boki zrywać, ale zrobił się taki upał, że jedyne, co z siebie wykrzesałam, to energia na stworzenie napisu „hi!” czcionką Arial ha ha, tyle na temat kreatywności latem!

Po wymyśleniu napisu, tworzymy plik tekstowy np. w Wordzie i drukujemy. Następnie precyzyjnie wycinamy wzór (no ok, nie musi być AŻ TAK precyzyjnie, bo małe niedociągnięcia nie będą się raczej rzucać w oczy).

Kartkę z szablonem przyczepiamy do wycieraczki (jak widać nie posiadam szpilek, więc wykorzystałam igły, sprawdzą się też pinezki).

Sprayujemy (bardzo dziwnie wygląda to słowo…) lub malujemy wzór na wycieraczce. Znów przydała mi się próbka farby do ścian – byłam pewna, że mam farby w sprayu w przynajmniej kilku kolorach, a okazało się, że mam 4 złote…CZTERY. Nie wiem, po co. Nie wiem też skąd, ktoś mi je chyba podrzucił, żebym wyszła na maniaczkę…Już mi się nawet przy tych temperaturach nie chciało w to wnikać. Najważniejsze, że znalazła się ostatnia próbka farby i pędzel!

Po pomalowaniu zostawiamy do wyschnięcia (ja wystawiłam na słońce, bo musiałam ze wszystkim zdążyć przed pobudką Córki z drzemki – każda minuta miała tu znaczenie!).

Po wyschnięciu napisu odczepiamy kartkę z szablonem i…wystawiamy wycieraczkę za drzwi! 🙂

Gotowe! A nie mówiłam, że u mnie zawsze najprostsze pod słońcem DIY? Nie ma co się przemęczać! 😉

DIY – metamorfoza stolika IKEA LÄTT

Nie da się ukryć, że minęło sporo czasu od mojego ostatniego DIY, ale czy jest lepszy moment na powrót do zabawy w majsterkowicza, niż urządzanie nowego domu? Mam teraz głowę pełną pomysłów, więc korzystam z tej dobrej energii i staram się zrobić jak najwięcej – póki mi się chce! Obstawiam, że wraz z nadejściem upalnego lata mogę mieć trochę mniej zapału do machania pędzlem…

Aktualnie spędzam sporo czasu na urządzaniu dziecięcego pokoiku – jest on sporym wyzwaniem ze względu na swoje skromne gabaryty, a z wiadomych względów chciałam tam upchnąć jak najwięcej! Ninka uwielbia to pomieszczenia od chwili, gdy weszła do niego po raz pierwszy i zobaczyła tylko wielką pustkę. Wydała z siebie gromkie wooooooow i już wiedzieliśmy, że to będzie jej przestrzeń. A ponieważ nasze dziecię jest na etapie intensywnego rozwoju umiejętności plastycznych, to w pokoiku nie mogło zabraknąć stolika i krzesełek, czyli idealnego miejsca do pracy dla półtorarocznego dziecka. Wybraliśmy dla niej zestaw LÄTT z IKEI, którego cena wynosi 89 zł. Przy białych stylowych mebelkach wyglądał on jednak nieco mizernie, więc zdecydowałam się na małą metamorfozę. Cel? Stworzenie (ładnego) mini centrum plastycznego!

latt-stolik-dzieciecy-i-krzes-a-bia-y__71395_PE186815_S4

KROK 1 – Malowanie

Tutaj dałam plamę już na starcie, niestety. Każdy, kto od jakiegoś czasu śledzi bloga, wie doskonale, że mam małą obsesję na punkcie testerów farb Luxens. Oczywiste więc było dla mnie, że skoro tyle razy malowałam nimi różnego rodzaju powierzchnie, to tym razem także. Jest to jednak farba do ścian i sufitów, a więc ma pewne wady, może niezbyt widoczne na pierwszy rzut oka, ale jednak…Choć malowało się szybko i wystarczyła tylko jedna warstwa, by stolik i krzesła pokryły się pięknym odcieniem matowej bieli, to jednak podczas użytkowania mebelki trochę się rysują, zostają gdzieniegdzie ciemne kreski. Dlatego moja rada (także dla siebie na przyszłość) jest następująca – należy zachować rozum przy półce z farbami! W przyszłości planuję zetrzeć tą farbę i pomalować mebelki białą bejcą albo czymś innym, co nadaje się do drewna. Póki co, jest dobrze, choć nie idealnie, ale kto by się tam przejmował…W przyszłości rozważam pomalowanie szyny na inny kolor, położenie na blat ceraty, żeby zapobiec potencjalnym uszkodzeniom, pomalowanie nóg na inny kolor, dodanie poduszek na siedzenia krzesełek…Taki mały stolik, a tyle możliwości!

KROK 2 – Dodatki

Zależało mi na tym, żeby moja mała artystka miała łatwy dostęp do wszystkich niezbędnych artykułów plastycznych, bez konieczności wstawania z krzesełka. Zdecydowałam się na najtańsze, ale też moim zdaniem najlepsze rozwiązanie, czyli wykorzystanie produktów z serii BYGEL, dostępnych w IKEI. Szyna, którą zamontowaliśmy na boku stolika, kosztowała całe 5 zł, a pojemniki (wybrałam białe, żeby móc w przyszłości ewentualnie jakoś je ozdobić) kosztowały 2 zł (za sztukę).

KROK 3 – Radość z tworzenia

Ja mam satysfakcję, bo stworzyłam dziecku wygodne miejsce do kreatywnych zabaw, a dziecko się cieszy, bo w końcu ma swój kącik i wszystko w zasięgu rączek! Oczywiście do pojemników można wrzucić co tylko wyobraźnia nam podpowie, u nas jest tam co chwilę co innego! Ich dużą zaletą jest też to, że można je w dowolnej chwili zdjąć z szyny i schować lub dla własnej wygody po prostu postawić na stoliku – tak, jak to zrobiła Ninka:

Na ścianie obok stolika można też na przykład zawiesić organizery na prasę i włożyć do nich czyste kartki lub zamontować półki na inne niezbędne gadżety. My na razie ograniczyliśmy się do wykorzystania przestrzeni na stole, ponieważ miejsce na ścianie przyda nam się do czegoś innego 🙂

  • Koszt całego projektu szacuję na około 110 zł.
  • Czas wykonania – jeden dzień na malowanie i schnięcie farby, 10 minut na montowanie szyny.
  • Stopień trudności – banał! 🙂

 

Jak zaprojektować pokój bez pomocy profesjonalisty?

Jak zaprojektować pokój bez pomocy profesjonalisty | ZORGANIZOWANA

Niby taka prosta rzecz. Bo co to za filozofia udać się do sklepu meblowego, a następnie zajść do działu z dekoracjami, wrzucić trochę rzeczy do koszyka, a potem ustawić w pokoju? Pestka! Okazuje się jednak (i wiem to z własnego doświadczenia), że tworzenie nowego wizerunku pomieszczenia może być bardzo męczącym zadaniem – nie bez powodu powstał zawód projektanta i dekoratora wnętrz! Jednak mając trochę czasu, cierpliwości oraz garść przydatnych wskazówek, każdy z nas może podjąć się samodzielnego zaprojektowania wnętrza. Oto moje porady:

ZBIERZ POMYSŁY

Rozpoczynanie działania bez choćby mętnej wizji tego, jaki chcemy osiągnąć efekt, jest dużą stratą czasu, a może nawet pieniędzy. Warto poświęcić trochę czasu na przeglądanie magazynów wnętrzarskich lub stron internetowych o tej tematyce, by wiedzieć dokładnie, co nam się podoba. Polecam lekturę mojego wpisu o tym, jak stworzyć moodboard – niezawodny podczas projektowania wnętrz!

USTAL PLAN DZIAŁANIA

Jeśli planujesz remont, a nie urządzasz od podstaw, to zastanów się – czy są jakieś meble, które możesz wykorzystać? Czy będą wymagać renowacji? Może jakiś projekt DIY? Skup się na dużych meblach (sofa, szafa itp.), ponieważ to one są najbardziej widoczne i grają główną rolę w każdym pomieszczeniu. Jeśli czegoś Ci brakuje lub musisz wymienić – zapisz na liście zakupów. Następnie przyjrzyj się pod tym samym kątem innym elementom wnętrza – zasłonom, poduszkom, dodatkom. Czy pasują to schematu kolorystycznego, który planujesz tam wprowadzić? Co możesz wykorzystać?

W przypadku całkiem pustego wnętrza zadanie jest teoretycznie dużo prostsze, choć przekonałam się, że nie zawsze. Powód? W pustym pokoju trudno wyobrazić sobie gabaryty potencjalnych mebli, przestrzeń wydaje się być dużo większa, niż w rzeczywistości, dlatego…

NIE ROZSTAWAJ SIĘ  Z MIARKĄ

Oraz notesem i ołówkiem! Mierz wszystko (najlepiej kilkakrotnie), rysuj, zapisuj, skreślaj i zapisuj na nowo. We wpisie o planowaniu przeprowadzki pokazałam, jak na kartce z rozrysowanym planem pokoju naklejałam małe karteczki z wymiarami mebli. Oczywiście nie jest to jedyny sposób – w Internecie można znaleźć mnóstwo programów pomocnych przy projektowaniu wnętrz. Wadą tych darmowych jest to, że zazwyczaj możemy korzystać z ograniczonej bazy mebli, więc nie zawsze uda nam się stworzyć projekt idealny, ale taka zabawa na pewno w większości przypadków nie będzie stratą czasu.

Poniżej kilka propozycji programów:

Bez względu na to, która opcja bardziej do Ciebie przemawia, zawsze zmierz kilka razy, zanim coś kupisz! W mojej sypialni „na oko” mieściły się 3 meble więcej! 😉

NIE BÓJ SIĘ KOPIOWANIA

Oczywiście nie chodzi o to, żebyśmy nagle wszyscy mieszkali w identycznych domach, jakie aktualnie widzimy na Pinterest, ale w przypadku braku pomysłu naprawdę nie jest grzechem skorzystanie z cudzych rozwiązań – w końcu wolnoć Tomku w swoim domku! Bardzo lubię patrzeć na detale w cudzych wnętrzach – jak są ułożone poduszki, jak udekorowane półki…Zbieram takie pomysły i wprowadzam je w życie, gdy brakuje mi weny.

NIE KUPUJ WSZYSTKIEGO ZA JEDNYM RAZEM

Wiem, że takie rozwiązanie jest kuszące – szczególnie, gdy poluje się na okazje online i produkty jakoś tak same wpadają do koszyka…Ale dobrze jest czasem przespać się z jakimś pomysłem, żeby potem nie żałować zakupu. W pierwszym odruchu chciałam na przykład od razu kupić mnóstwo organizerów do kuchennych szuflad. Moja kuchnia była wtedy jeszcze na etapie projektowania u stolarza…Na szczęście poszłam po rozum do głowy i odłożyłam zakup na później. Bez niektórych rzeczy naprawdę da się przez kilka dni (a czasem i tygodni!) przeżyć. Warto zachować rozwagę szczególnie w przypadku kosztownych zakupów – czy na pewno nie uda się gdzieś znaleźć tego samego produktu w niższej cenie?

NIE ZNIECHĘCAJ SIĘ NIEPOWODZENIAMI

Niejednokrotnie będzie tak, że zamówiony przez Ciebie mebel nie spełni Twoich oczekiwań, a ze sklepu online zniknie nagle wymarzony żyrandol (grrrr!). To się zdarza i jest wpisane w każdy realizowany projekt (kto ogląda telewizyjne programy o urządzaniu wnętrz, ten doskonale wie, co mam na myśli!). Ale najważniejsze jest przecież to, że podjęło się wyzwanie, a efekt końcowy na pewno będzie piękny – i tego się trzymajmy! 🙂

Jak stworzyć moodboard?

Dziś mały wstęp do większego wpisu o tym, jak samodzielnie zaprojektować wnętrze – zacznę od tego, jak stworzyć idealny moodboard!

CZYM JEST MOODBOARD?

Moodboard to tablica inspiracji, a dosłownie tablica nastroju. Stosowana głównie przez projektantów, architektów czy grafików, z powodzeniem może także przydać się nam, amatorom. Zresztą można ją stosować właściwie przy każdym projekcie – od planowania ślubu, przez wymyślanie stylizacji na wakacyjny wyjazd, aż po dekorowanie wnętrz naszych domów. Moodboard można stworzyć w wersji namacalnej lub wirtualnej. W tej pierwszej przyda nam się na przykład arkusz papieru lub tablica korkowa, do których będziemy przypinać wycinki gazet, kawałki materiałów itp. W wersji elektronicznej wystarczy odpowiedni program do tworzenia kolaży (więcej o tym w dalszej części).

JAK STWORZYĆ MOODBOARD?

Na etapie początkowym najlepiej działać intuicyjnie – wybierać interesujące nas zdjęcia / przedmioty bez głębszego zastanawiania się nad nimi. Ja swoje inspiracje zbierałam na Pinterest i na tym przykładzie zilustruję, jak może wyglądać cały proces. Przede wszystkim stworzyłam w tym celu osobną (sekretną, żeby nie zasypywać obserwujących mnie osób przypadkowymi zdjęciami) tablicę. Powiedzmy, że szukałam inspiracji na nową sypialnię. Oczywiście mam już tablicę z pomysłami na to pomieszczenie, ale nie każdy z nich „czułam” w tamtym momencie. Od chwili stworzenia nowej tablicy przypinałam do niej wszystko to, co wpadło mi w oko. Zdjęcia kompozycji kwiatowych, jakieś widoki, fajne wnętrza, ciekawe produkty – WSZYSTKO! Po zgromadzeniu około 10-20 zdjęć spojrzałam na tablicę jako całość – zauważyłam, że pewne wzory i kolory pojawiają się częściej, niż inne. Był to pierwszy trop! Usunęłam te zdjęcia, które nie pasowały i wizja od razu stała się jaśniejsza – w moim przypadku było oczywiste, że ciągnie mnie w stronę szarości i pudrowego różu.

Jak stworzyć moodboard ZORGANIZOWANA

Następnym krokiem było stworzenie pierwszej tablicy inspiracji, która miała być dla mnie przewodnikiem podczas poszukiwania konkretnych produktów pasujących do moich pomysłów. Tego typu tablic zrobiłam w ostatnim bardzo dużo, po kilka dla każdego pomieszczenia w nowym mieszkaniu, dzięki czemu w miarę szybko udało nam się z Mężem określić, co nam się podoba i czy na pewno mamy spójną wizję naszych wnętrz.

Sypialnia moodboard

Mając przed sobą mój moodboard mogłam przystąpić do przyjemnej, acz czasochłonnej czynności, czyli poszukiwania konkretnych produktów w konkretnych sklepach (o tym, gdzie najchętniej kupuję dekoracje do domu przeczytacie w przyszłym miesiącu). Zdjęcia produktów z listy zakupów można dodać do tablicy inspiracji, żeby stała się bardziej realnym projektem lub zapisać je osobno – jak komu wygodniej (tym bardziej, jeśli robimy tablicę na własny użytek). Ważne, żeby moodboard nie był stworzony ze zbyt dużej ilości zdjęć, bo stanie się chaotyczny – moim zdaniem 6 jest ilością optymalną.

Moodboard - produkty

PO CO TWORZYĆ MOODBOARD?

Po to, by nie błądzić! 🙂 Szczególnie, jeśli zmieniacie zdanie tak często, jak ja! Na każde pomieszczenie miałam już milion pomysłów, a moodboardy pomogły mi je usystematyzować i urzeczywistnić. Stworzenie kolażu zdjęć było też o tyle przydatne, że mogłam szybko dzielić się swoimi wizjami z bliskimi osobami, które dzięki temu wiedziały, co mi chodzi po głowie i mogły pomóc w poszukiwaniach dekoracji.

PRZYDATNE STRONY INTERNETOWE / PROGRAMY:

Pinterest

PicMonkey

Canva

Dropmark

InVision

GoMoodboard

PhotoScape

 

Tworzycie tablice inspiracji? Jeśli tak, to do jakich projektów je wykorzystujecie i jaką formą wybieracie – tradycyjną czy wirtualną?