Browsing Category: DIY

Project Life – ile czasu trzeba poświęcić na zrobienie albumu?

Jestem z siebie niezwykle dumna – jest koniec stycznia, a ja już mogę skreślić jedną pozycję z mojej listy planów na ten rok! Mowa o stworzeniu albumu Project Life (jeśli nie wiecie, na czym to polega, to zajrzyjcie do Kasi z Worqshop). Ku mojemu dużemu zaskoczeniu udało mi się w dość krótkim czasie zrobić album za cały rok 2017, a teraz zabieram się za tworzenie na bieżąco tego na 2018. W międzyczasie będę też nadrabiać zaległości z poprzednich lat, bo całkowicie mnie to wciągnęło! W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać, ile czasu zajęły mi poszczególne etapy tworzenia albumu i tym samym udowodnić, że wcale nie jest to tak czasochłonna rozrywka, jak pozornie może się wydawać!

ETAP 1 : Zbieranie wszystkich zdjęć w jednym miejscu

czas trwania: w zależności od osoby, u mnie około miesiąca

Tak, przez prawie miesiąc kopiowałam w wolnych chwilach zdjęcia z Dropbox (zapisywały mi się tam automatycznie) na dysk. Jest to dla mnie nauczka, by robić to na bieżąco i taki jest też plan na ten rok. Jeśli wszystkie zdjęcia zgrywacie na bieżąco w jedno miejsce, to znacznie ułatwi Wam to sprawę. Ja dodatkowo od razu segreguję zdjęcia z podziałem na miesiące. Kiedyś bawiłam się w zmienianie nazwy każdego zdjęcia według schematu „data-wydarzenie/miejsce”, ale zrezygnowałam z tego pomysłu, gdy tylko na świecie pojawiły się dzieci – zdjęć było za dużo, a czasu za mało. Więc pozostaję jedynie przy segregacji według lat i miesięcy. Przy okazji dobrze jest też pousuwać zdjęcia niewyraźne, nieudane itd.

ETAP 2: Wybieranie zdjęć do wywołania

czas trwania: u mnie 3 wieczory (około pół godziny na każdy miesiąc)

Z każdego miesiąca wybierałam najciekawsze zdjęcia, nie mając jeszcze wtedy za bardzo wizji rozkładówek w albumie, więc były to trochę przypadkowe wybory. Żałuję, że nie wprowadziłam w życie jednej z wielu ciekawych porad z kursu „Dziecko w albumie” i po prostu nie rozpisałam/rozrysowałam sobie wszystkiego na kartce. Dlaczego tego nie zrobiłam? Głównie dlatego, że zamówiłam sobie dwa rodzaje koszulek do albumu i nie byłam jeszcze pewna, który układ bardziej mi się spodoba. W sumie nadal nie jestem tego pewna i po prostu je mieszam 😉

(zdjęcia wywołuję online, tym razem w fotolab.pl)

ETAP 3: Segregowanie wywołanych zdjęć

czas trwania: około 60 minut

Gdy dotarły do mnie zdjęcia (było ich niecałe 300), zaczęłam je rozdzielać do kopert, segregując według miesięcy. Zależało mi  na tym, by w albumie pojawiały się chronologicznie. Przy okazji robiłam małą selekcję i jeśli okazywało się, że jakieś zdjęcie nie wyszło aż tak fajnie, jak oczekiwałam, to odkładałam je na bok.

ETAP 4: Wkładanie zdjęć i kart do albumu

czas trwania: u mnie dwa popołudnia, w sumie około 4 godzin

Mój album dzieli się na miesiące. Niektóre zajmują dwie strony, inne dziesięć, ale na początku każdego miesiąca zawsze pojawia się karta z jego nazwą. W zestawach znajdują się karty z napisami i rysunkami oraz karty journalingowe, na których opisuję miejsca, które odwiedziliśmy, zapisuję zabawne anegdotki itp. Większość z nich pełni jednak funkcję dekoracyjną i uwielbiam efekt, który dają! Przyznam szczerze, że na początku wybieranie zdjęć i kart szło mi trochę powoli, ale z czasem nabrałam wprawy i leciałam jak burza!

ETAP 5: Dodawanie opisów do kart

czas trwania: dwa wieczory, u mnie około 4 godzin

Myślę, że wiele osób wypełnia karty journalingowe od razu podczas wkładania zdjęć i ja zapewne też tak będę robić przy regularnym tworzeniu albumu w tym roku, ale przy tym z 2017 zrobiłam z tego kolejny etap. Tak mi było wygodniej, bo wkładanie zdjęć i kart wiąże się z małym bałaganem, więc chciałam najpierw mieć już to z głowy, a potem na spokojnie zasiąść do spisywania wspomnień.

I gotowe! 🙂

Myślę, że przy sprawnej organizacji tworzenie całorocznego kalendarza nie powinno zająć więcej, niż dwa tygodnie, a przy szybciej zamówionych zdjęciach tydzień powinien być wystarczający (przy założeniu, że poświęcimy na to kilka godzin dziennie).

Poniżej znajdziecie pełną listę wszystkich produktów, z których korzystałam podczas tworzenia mojego albumu (wszystkie zakupy robiłam w Family Portraits):

Jak widzicie nie ma tu żadnych ozdób – wykorzystałam jedynie kilka świątecznych naklejek, które miałam w domu i to na razie tyle szaleństw z mojej strony.  Oczywiście bardzo podobają mi się albumy, w których dużo się dzieje, bo dzięki temu stają się naprawdę wyjątkowe, ale chciałam najpierw przetestować wersję minimalistyczną, a wszelkiego rodzaju naklejki, stemple itp. będę dodawać stopniowo. Poza tym zdecydowałam się na dość dużo różnorodnych zestawów kart, które mieszam i tworzę z nich swoje kompozycje, więc jak na mnie to i tak jest już dużo kolorów i wzorów! 😉

JAKIE BŁĘDY POPEŁNIŁAM PODCZAS TWORZENIA ALBUMU PROJECT LIFE?

  • Rozmiar zdjęć, które robiłam przez cały zeszły rok. W 70% były to zdjęcia kwadratowe, czego kompletnie nie wzięłam pod uwagę zamawiając koszulki do albumu. W związku z tym musiałam domówić białe czyste karty w rozmiarze 4×6 i używać ich jako tła do moich kwadratowych zdjęć. Prawdopodobnie zdecyduję się jeszcze ozdobić je naklejkami, washi tape itp. Teraz robię już zdjęcia prostokątne, głównie w poziomie, bo tak wyglądają najlepiej (moim zdaniem, oczywiście).
  • Za mało kart. Musiałam domawiać je w trakcie tworzenia albumu, bo choć starałam się, żeby na stronie pojawiała się tylko jedna lub dwie, to jednak moja początkowa ilość to było zdecydowanie za mało. Szczególnie, że karty z różnych zestawów nie zawsze do siebie pasowały, więc części nie wykorzystałam. Poza tym wybór kart jest tak duży, że trudno im się oprzeć!
  • Za dużo wywołanych zdjęć. Przy ich wyborze każda uchwycona sytuacja wydawała mi się istotna, każda drzemka, zabawa i posiłek, ale ostatecznie okazało się, że część zdjęć wywołałam zbyt pochopnie. Nie pasowały do siebie, nie były spójne kolorystycznie, nie układały się w ciekawą historię czy w jakikolwiek sposób w spójną całość. W tym roku będę do tego podchodzić bardziej rozważnie i przede wszystkim planować rozkładówki albumu z wyprzedzeniem!

Mimo początkowych obaw, czy na pewno mam na to czas i czy rzeczywiście jest mi to niezbędne do życia, nie żałuję ani sekundy poświęconej na tworzenie albumu! Tworzę go głównie z myślą o dzieciach i to dla nich skrupulatnie spisuję wszystkie szczegóły – będą mieli piękną pamiątkę! Jeśli więc tworzenie albumu Project Life od dawna chodzi Wam po głowie, to nie zastanawiajcie się dłużej, tylko po prostu zacznijcie!

PS. A jeśli potrzebujecie inspiracji, to dołączcie do grupy na FB „Dziecko w albumie” 🙂

Jak zachować wspomnienia, czyli kurs „Dziecko w albumie”

Pewnie widziałyście je już wiele razy albo chociaż obiło się Wam o uszy. Project Life. Albumy, których zazwyczaj się komuś zazdrości. Starannie wybrane zdjęcia, urocze naklejki, ozdobne karteczki z zapiskami wspomnień i ważnych wydarzeń. Pięknie udokumentowana codzienność. Powiem wprost – marzę o takim albumie (a właściwie albumach, bo przecież na jednym na pewno by się nie skończyło)!

Robiłam już do nich kilka podejść, ale ostatecznie zawsze rezygnowałam, bo czułam się przytłoczona – nadmiarem inspiracji, nadmiarem dostępnych gadżetów i brakiem pomysłu na to, od czego zacząć. I choć planowałam zrobić taki album już od ponad trzech lat, to ciągle brakowało mi tego impulsu, który popchnąłby mnie od marzeń w stronę czynów. Na szczęście pojawił się ktoś, kto rozumie te wszystkie rozterki i wątpliwości. Co więcej, ten ktoś stworzył cały kurs online, który pomaga wyznaczyć kierunek działania oraz zmotywować do pracy. Tym kimś jest Mira Jurecka z Family Portraits, a wspomniany wcześniej kurs to „Dziecko w albumie”.

Ten  kurs zawiera WSZYSTKIE informacje, które są niezbędne do rozpoczęcia przygody z tworzeniem albumów. Zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie kiedykolwiek zadawałam, przeprowadza przez wszystkie etapy tworzenia albumu, a także zawiera mnóstwo przykładów i inspiracji. Wszystko jest wytłumaczone bardzo szczegółowo, a na dodatek zobrazowane na zdjęciach, co dla mnie (wzrokowca) jest sporym ułatwieniem. W kursie znajdziecie wiele przydatnych porad dotyczących fotografowania dzieci, sposobu wydruku zdjęć, formy tworzenia zapisków, ale także podpowiedzi co robić, gdy chcemy uwiecznić w albumie chwile, od których minęło już dużo czasu, jak dokumentować ciążę, jak przedstawiać nastolatków, jak sobie radzić z brakiem czasu na tworzenie itp…A nie mówiłam, że jest tu wszystko? 😉

Kurs jest stworzony przez Mamę dla Mam, co oznacza, że autorka doskonale wie, jak się pracuje z niemowlakiem na rękach, jakie problemy możemy napotkać na swojej drodze i podpowiada, jak sobie z nimi radzić. Kurs zawiera także wiele podpowiedzi innych mam, które fotografują swoje dzieci i tworzą piękne albumy, co stanowi dodatkową motywację i inspirację. „Dziecko w albumie” to także okazja do zgarnięcia przydatnych kodów rabatowych oraz gratisów do wydruku!

Zbliżają się Święta, a zaraz za nimi czas podsumowań i noworocznych postanowień. A może jednym z nich będzie stworzenie pięknego albumu Project Life? 🙂 Ja wpisuję to na swoją listę planów i uzbrojona w wiedzę z kursu jestem pełna optymizmu, że tym razem mi się uda!

Dla tych z Was, które też chcą, ale nie wiedzą od czego zacząć, mam kod rabatowy na kurs „Dziecko w albumie” Family Portraits.

Użyjcie kodu ZORGANIZOWANA, aby uzyskać 10% zniżki! (kod jest ważny do końca miesiąca)

A osoby poszukujące inspiracje zapraszam na specjalną grupę na Facebooku „Dziecko w albumie” 🙂

*Zdjęcia: Mira Jurecka.

Kalendarz adwentowy 2017

Nasz tegoroczny kalendarz adwentowy jest wreszcie gotowy! Były momenty, gdy nie byłam pewna, czy zdążę go zrobić na czas, ale ufffff udało się!

Przygotowując go bazowałam na moim zeszłorocznym pomyśle, czyli na zrobieniu małych ponumerowanych paczuszek. W tym roku włożyłam je do pudła, które okleiłam świątecznym papierem. Papiery i ozdoby kupowałam w KiK i Pepco i szczerze mówiąc jestem bardzo zaskoczona tym, jak fajna jest tegoroczna świąteczna oferta tych sklepów!

Drobiazgi zapakowałam w różne kolorowe papiery, a motywem przewodnim były gwiazdki, złoto i srebro. Dla własnej wygody skorzystałam też z pomysłu z zeszłego roku i część prezencików włożyłam do białych torebek śniadaniowych.

Etykiety wydrukowałam na papierze z bloku technicznego, możecie je pobrać za darmo tutaj.

Nasze kalendarze będą postawione na wysokiej komodzie, bo w przeciwnym razie wszystkie paczuszki byłyby otwarte już 1 grudnia 😉

Będziemy je otwierać rodzinnie, popołudniami, bo wiele z nich zawiera gadżety do świątecznych zadań, przy których czasem przydatna będzie pomoc rodziców. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać!

A jak tam Wasze kalendarze adwentowe? Jesteście gotowi na wielkie odliczanie? 🙂

Jak zrobić kalendarz adwentowy?

Okres Adwentu zawsze był w naszym domu niezwykle ważnym czasem, ale oczywiście odkąd pojawiły się dzieci nabrał jeszcze większego znaczenia. Dwoję się i troję, by zaszczepić w nich miłość do tego wyjątkowego momentu w roku, a kalendarz adwentowy jest przecież jego nieodłącznym elementem! W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam nasz zeszłoroczny kalendarz, podzielić się pomysłem na tegoroczny oraz podpowiedzieć, jaka może być jego zawartość (bo wcale nie muszą to być tylko słodycze albo tylko zabawki!).

JAK ZROBIĆ KALENDARZ ADWENTOWY?

Pomysłów na to, w jakiej formie zrobić kalendarz jest tak wiele, że ciężko by było zmieścić je w jednym wpisie! Wszystko zależy od tego, jakie drobiazgi chcemy w nim umieścić, jaki mamy budżet, umiejętności, jak również ile mamy wolnego miejsca w domu 😉 Najpopularniejsze są kalendarze zawieszane na ścianie, ale nie jest to jedyna możliwość (tutaj znajdziecie całą masę inspiracji). W zeszłym roku zdecydowałam się na zapakowanie drobnych prezencików w torebki śniadaniowe i umieszczenie ich w specjalnym koszyku, który stał w kuchni:

Byłam z niego bardzo zadowolona i z tego względu postanowiłam, że w tym roku zrobię coś podobnego. Pojawił się tylko jeden mały problem – tym razem będę robić wersję podwójną, ponieważ uwzględnię już Karolka (rok temu miał 5 miesięcy i nie w głowie mu było rozpakowywanie prezentów). A skoro będzie dwa razy więcej paczuszek, to i zajmą one dwa razy więcej miejsca, więc nie ma szans, by zmieściły się w koszyku. Po długich namysłach uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zrobienie dla każdego dziecka osobnego pudełka (planuję okleić pudełka po butach świątecznym papierem). Paczuszki będą podobne do tych zeszłorocznych, ale jeśli któryś drobiazg nie zmieści się do torebki, to zapakuję go w papier i również umieszczę w pudełku. Postaram się zrobić je na tyle wcześniej, żebym mogła je Wam pokazać przynajmniej na tydzień przed rozpoczęciem Adwentu!

CO WŁOŻYĆ DO KALENDARZA ADWENTOWEGO?

Zebrałam wszystkie pomysły, które podesłaliście mi na Facebooku, poszperałam dodatkowo w Internecie i oto lista pomysłów na to, co włożyć do kalendarza:

  • zacznę od najpopularniejszego pomysłu – słodkości (my preferujemy te zdrowe 😉 )
  • kredki
  • plastelina
  • kreda
  • ciastolina
  • farby i pędzle
  • kolorowanki
  • naklejki
  • brokat i inne gadżety do zabaw kreatywnych
  • bańki mydlane
  • do kąpieli – zabawki, kulki barwiące wodę itp.
  • małe książeczki
  • spinki, gumki
  • małe puzzle
  • rękawiczki
  • skarpetki
  • autka
  • jojo
  • maskotki na palce
  • mała paczuszka Lego
  • zmywalne tatuaże
  • małe kucyki Pony
  • instrumenty muzyczne
  • piłeczki
  • zabawkowy zegarek
  • zabawkowa biżuteria
  • magnesy
  • małe świąteczne dekoracje
  • gumki, temperówki itp.
  • stempelki
  • karty do gry

Ta lista zapewne może być dłuższa, więc śmiało piszcie w komentarzach, co byście jeszcze do niej dodali, a ja będę na bieżąco uzupełniać 🙂

ZADANIA DO KALENDARZA ADWENTOWEGO

Wspaniała alternatywa dla wymienionych wyżej prezentów. W naszym kalendarzu zadania będą pewnie stanowić około 25% całości, ale z roku na rok chcę ich wprowadzać coraz więcej. Na razie chcę się skupić na tych, które zarówno Ninka, jak i Karolek będą w stanie faktycznie wykonać. Oto kilka pomysłów:

  • napisz list do Świętego Mikołaja
  • zrób świąteczne kartki
  • pomóż upiec świąteczne ciasteczka
  • pomóż udekorować pierniki
  • zrób płatki śniegu z papieru
  • zrób świąteczną girlandę
  • pokoloruj świąteczny obrazek
  • naucz się nowej kolędy
  • zrób ozdoby choinkowe z masy solnej
  • obejrzyj świąteczny film
  • przeczytaj świąteczną książkę
  • wymyśl świąteczne opowiadanie/bajkę
  • pomóż ozdobić choinkę

Kto ma jeszcze jakiś pomysł? 🙂

DROBIAZGI I ZADANIA Z NASZEGO TEGOROCZNEGO KALENDARZA

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć część drobiazgów, które wykorzystam w tym roku . Prezenciki kupowałam już od stycznia, więc wydatki pięknie mi się rozłożyły na 11 miesięcy. Kilka dni temu dokupiłam jedynie świąteczne naklejki i foremki do ciastek, ale już teraz wiem, że na tego typu drobiazgi będę polować podczas grudniowych wyprzedaży – będą jak znalazł na przyszły rok!

Do większości zadań postaram się dołączyć jakiś gadżet, bo sama karteczka dla nieczytającego dziecka może nie być zbyt atrakcyjna:

  • „Napisz list do Świętego Mikołaja” + kartka + koperta + kilka kredek + kilka naklejek
  • „Zrób świąteczne kartki” j/w, tylko więcej naklejek i dużo brokatu
  • „Pomóż upiec świąteczne ciasteczka” + foremka do ciastek
  • „Pomóż udekorować pierniki” + lukier we flamastrze + posypka
  • „Pokoloruj świąteczny obrazek” + obrazek + kredki

Być może dodam jeszcze jakieś zadania, ale to na razie główne pomysły. Wiadomo, że dzieci i tak nie odstępują mnie na krok, więc siłą rzeczy będą mi towarzyszyć przy wszystkich przygotowaniach 😉

Jestem bardzo ciekawa, jak będą wyglądać Wasze tegoroczne kalendarze? Co włożycie do środka? A jeśli jeszcze nie macie pomysłu, to mam nadzieję, że tym wpisem podpowiedziałam Wam, jak samodzielnie i bezproblemowo zrobić kalendarz adwentowy 🙂

Jak umilić sobie jesień?

Jesień. Jedni uwielbiają ją za piękne kolory, zapach ogniska i smakowite przetwory. Inni zaś nie mogą znieść jej niskich temperatur, krótkich dni i generalnie faktu, że to przez nią skończyło się lato. Dla mnie jesień zawsze była długo wyczekiwanym czasem – w dzieciństwie ze względu na moje urodziny, które wypadają w październiku, a obecnie ze względu na cały szereg zalet, które niesie ze sobą ta pora roku. Odkrywam je stopniowo, a każda kolejna jesień przynosi następne powody, dla których tak bardzo ją lubię! Jeden powód przyniosła mi prawie 3 lata temu, kiedy to tydzień przed moimi urodzinami na świat przyszła Ninka. Teraz razem czekamy na jesień i wspólnie korzystamy z jej uroków. Większość naszych rozrywek to dla Was żadna nowość. Spacerujemy, zbieramy liście, kasztany i żołędzie, palimy świece, popijamy herbatki, czytamy książki pod kocem…Ale w tym roku mamy jeszcze trzy nowe sposoby na to, jak umilić sobie jesień i o tym właśnie będzie dzisiejszy wpis!

PRZYPRAWA DYNIOWA (PUMPKIN SPICE)

Jesienią pojawia się wszędzie, choć w Polsce (jeszcze!) nie wzbudza aż tak dużych emocji, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie o tej porze roku pumpkin spice jest właściwie wszędzie! Nie ma się jednak co dziwić, to niezwykle aromatyczna przyprawa, która wspaniale komponuje się z wieloma potrawami, nadając im wyjątkowy korzenny zapach i smak. Co najlepsze – możecie ją zrobić samodzielnie w domu i dodawać do ciast, zup, kawy, placków czy owsianek. Jest bardzo uniwersalna, możecie ją dostosować do swoich preferencji (zwiększając lub zmniejszając proporcje przypraw) i w efekcie stworzyć mieszankę, która będzie Wam umilać jesienne dni! W skład mojej mieszanki wchodzą:

  • 2 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • 4 łyżeczki imbiru
  • 8 łyżeczek cynamonu
  • kilkanaście ziaren ziela angielskiego
  • 20 goździków

Ziele angielskie i goździki należy zmielić lub utłuc w moździerzu, wymieszać z pozostałymi składnikami i gotowe – smacznego!

 

JESIENNA WODA SMAKOWA

Jestem wielką fanką wody, w zasadzie oprócz herbat to jedyne, co piję. Bardzo lubię wody smakowe, ale zawsze jakoś rezygnowałam z nich jesienią, bo moja standardowa mieszanka, czyli cytryna, mięta i ogórek, jakoś nie pasowała mi do aury za oknem. Ostatnio jednak wpadłam na inne połączenie smakowe, które o tej porze roku jest wprost idealne! Jesienią do wody dodaję:

  • jabłko
  • gruszkę
  • śliwkę
  • laskę cynamonu

 

MIEDZIANA FARBA W SPRAY’U

Może być też złota lub srebrna, jak kto woli. Fazę ogromnej fascynacji niezwykłymi możliwościami farby w spray’u miałam na samym początku mojej przygody z blogowaniem. Wtedy w zasadzie każdy mój projekt DIY polegał na błyskawicznym zmienianiu koloru czegokolwiek, co wpadło w moje ręce. Od miseczek, przez butelki, po szyszki. Uwielbiałam te metamorfozy, ale z czasem mi się znudziły, więc pomysł na długo wyparłam ze swojej świadomości. Jednak niedawno odkryłam w piwnicy puszkę ze spray’em w kolorze miedzianym i pomyślałam, że ten kolor będzie idealny na jesień! Co więcej, takie metaliczne akcenty, a już w szczególności złote, ostatnio powracają do łask, więc dlaczego by tego nie wykorzystać? To bardzo szybki sposób na sprawienie sobie nowych dekoracji, a więc wspaniały jesienny projekt DIY. Możecie pomalować dynie, patyki, liście (wyjdzie z tego piękna girlanda!), żołędzie, słoiki i wiele innych! Tanio, prosto, a rozrywka na wiele długich wieczorów!

Oto trzy z moich nowych sposobów na to, jak umilić sobie jesień – a jakie są Wasze? Lubicie tę porę roku? 🙂