Browsing Category: SPRZĄTANIE

Jak sprzątać przy małych dzieciach?


Mamą dwójki dzieci jestem od 20 miesięcy. Przez ten czas zrozumiałam, że stwierdzenie „jedno dziecko jest jak jedno, a dwójka jak dwadzieścia” jest bardzo prawdziwe. Niemal każda (pozornie banalna) czynność, przy dwójce maluchów staje się bardziej skomplikowana. Ubieranie (siebie i ich), przygotowywanie posiłków (o konsumowaniu nawet nie wspominam!), zakupy, spacery…Mogłabym tak wymieniać bardzo długo! Jedną z czynności, która stała się nie lada wyczynem, jest również oczywiście sprzątanie. Bądźmy szczere – zmęczenie, wieczny chaos i brak czasu nie są czynnikami sprzyjającymi posiadaniu sterylnie czystego domu. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale bałagan bardzo mnie frustruje, więc zachowanie względnego porządku jest istotne dla mojego zdrowia psychicznego 😉 Wypracowałam więc sobie pewien schemat działania, przy którym sprzątanie z małymi dziećmi w domu staje się realne i wykonalne. Nie gwarantuję jednak, że porządek potrwa długo! 😉

  1. OBNIŻ SWOJE OCZEKIWANIA. Smutne, ale prawdziwe. Nie ma co oczekiwać, że dom będzie błyszczeć, jak za „starych, dobrych czasów”. Ba! O ile przy jednym dziecku sprzątanie bywało jeszcze wykonalne, to przy większej ilości dzieci może być trudniej i trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować nową sytuację (chyba właśnie stałam się sprzątaniowym coachem… 😉 ). Co to oznacza w praktyce? Ustalenie nowych priorytetów, oczywiście. Zastanów się, co jest dla Ciebie najważniejsze – jakie warunki muszą być spełnione, żebyś uznała, że masz w domu w miarę czysto i mogła spać spokojnie, bez zamartwiania się, że zaniedbujesz dom? Dla mnie są to naczynia (na bieżąco myte w zmywarce), zrobione pranie i poodkurzane podłogi. Tyle. Jak widzisz nie ma tu mycia lamp, zeskrobywania resztek mydlin z zakamarków kabiny prysznicowej i innych absorbujących czynności. Pewne rzeczy naprawdę mogą (a często muszą) poczekać. I tyle! Czy to oznacza, że od 20 miesięcy nie ścierałam kurzy i nie myłam okien? Nie! Zrobiłam to wtedy, gdy miałam odpowiednie warunki, nic na siłę. Żegnaj perfekcjonizmie!
  2. ROZBIJ GŁÓWNE ZADANIA NA MNIEJSZE CZYNNOŚCI. Takie, które zajmują mało czasu. Nie musisz zamykać się w łazience na godzinę, żeby ją posprzątać. Możesz umyć umywalkę po porannym myciu zębów, wyszorować wannę podczas drzemki dzieci (choć szczerze mówiąc wtedy to najlepiej samemu się zdrzemnąć), a wieczorem zdezynfekować toaletę. Nie zapominajmy również o tym, że pewne zadania mogą być wykonywane w tym samym czasie (czyli nie trzeba patrzeć bezmyślnie na czajnik, w którym gotuje się woda, można w tym czasie opróżnić zmywarkę). Oczywiście mała systematyczność w naszych priorytetowych zadaniach też nie zaszkodzi. Dla mnie oznacza to, że każdego dnia włączam jedną pralkę prania, jak również zawsze rano wyciągam ze zmywarki czyste naczynia, żebym przez cały dzień mogła na bieżąco wkładać do niej te brudne i włączyć ją wieczorem. Te czynności stały się już nawykiem, a wręcz częścią moich porannych rytuałów (żegnajcie czasy, gdy rytuałem była poranna prasówka nad kubkiem gorącej herbaty – takie rzeczy to tylko na Instagramie! 😉 )
  3. TRZYMAJ ŚRODKI CZYSTOŚCI W WYGODNYCH MIEJSCACH. A właściwie dogodnych. Takich, gdzie będą potrzebne i używane. Bo tak szczerze mówiąc, to jeśli mój syn słodko drzemie w swoim łóżeczku, które stoi zaraz obok drzwi garderoby, gdzie na jednej z półek stoją środki czystości, to chyba jest oczywiste, że za żadne skarby świata tam nie pójdę, prawda? Przecież nie zaryzykuję, że się obudzi i pozbawi mnie tych cennych chwil spokoju! Dlatego środki do czyszczenia łazienki mam w łazience, te do kuchni w kuchni itd. To na wypadek, gdyby coś mi odbiło i zamiast wykorzystać czas drzemki dzieci na oglądanie ulubionego serialu, zechciałabym zmarnować go na pucowanie mojego białego zlewu 😉 A tak na poważnie, to mając te środki w zasięgu ręki, łatwiej jest stosować się do punktu 2 (patrz wyżej). Ważne! Wszyscy tu jesteśmy dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi, ale tak dla spokoju sumienia przypominam, że choć środki czyszczące mają być w zasięgu naszych rąk, to od dziecięcych łapek trzymamy je z daleka (jak najwyżej lub odpowiednio zabezpieczone).
  4. ZAJMIJ CZYMŚ DZIECI NA CZAS SPRZĄTANIA. Z noworodkiem nie ma problemu, ale dzieci bardziej mobilne trudno utrzymać w miejscu…Można spróbować je unieruchomić na chwilę w krzesełku, łóżeczku, bujaczku itp. Starsze dzieci czymś zająć – kolorowaniem (bardzo polecam wodne kolorowanki), bajką itp. Ja często wkładam moją dwójkę do łóżeczka Karolka, mocuję wszystkie szczebelki, żeby nie mieli jak wyjść, wrzucam im kilka zabawek i dzięki temu mogę np. spokojnie umyć podłogę.
  5. ANGAŻUJ INNYCH DO POMOCY. Wspólne większe sprzątanie w weekend, gdy mąż jest w domu? Jak najbardziej! Wielkie porządki, gdy dzieci są u babci? Bardzo chętnie! Błagam, szanujmy swoje zdrowie i nie zamęczajmy się, nie bierzmy wszystkiego na siebie! Opieka nad dziećmi jest już sama w sobie wystarczająco wyczerpująca! 😉

Wnioski? Nie ma magicznej sztuczki, która sprawi, że sprzątanie przy małych dzieciach będzie szybkie, łatwe i skuteczne. Bez odrobiny wysiłku i zaangażowania się nie obejdzie, niestety. Ale bez przesadnego perfekcjonizmu też można mieć uporządkowany dom. Może nie taki, który przez całą dobę jest gotowy na test białej rękawiczki, ale do tego jeszcze kiedyś dojdziemy – gdy dzieci pójdą na studia 😉

PS. Listy kontrolne pomocne podczas sprzątania znajdują się w Niezbędniku Zorganizowanej

Test produktów Prouvé

Czasy, gdy wszystkie produkty do sprzątania pachniały cytrusami, lasem lub morską bryzą, powoli odchodzą w niepamięć. Coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że sprzątanie nie musi być wyłącznie skuteczne, może też być po prostu przyjemne. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam wyniki testu produktów marki Prouvé, która jest nowością na naszym rynku, a w swojej ofercie oprócz perfum dla kobiet i mężczyzn, ma także produkty do domu – i na nich się oczywiście skupię w tym wpisie. Na stronie internetowej firmy znalazłam taką informację:

„Poznając nasze produkty uśmiechniesz się co najmniej trzy razy. Pierwszy raz, jak poczujesz piękny zapach. Drugi raz, gdy sprawdzisz ich działanie, a trzeci, gdy zobaczysz ich cenę.”

Brzmi intrygująco, prawda? 🙂 Zaczynamy!

PIERWSZE WRAŻENIE

Do przetestowania miałam kilka produktów z różnych kategorii i pierwszą rzeczą, którą zauważyłam po otworzeniu paczki był…zapach. Generalnie kartony nie pachną, wręcz przeciwnie, a tutaj, choć produkty były szczelnie zamknięte, paczka po prostu ładnie pachniała.

Produkty są bardzo dopracowane wizualnie, białe, minimalistyczne, po prostu och i ach. Na odwrocie znajdują się między innymi szczegółowe informacje dotyczące przeznaczenia danego środka, sposobu jego użycia, a także pięknie rozrysowane nuty zapachowe.

Większość produktów znajduje się w butlach, do których można domówić końcówki (spryskiwacz lub flip-top).

TEST PRODUKTÓW

Zawsze przy okazji testowania produktów do sprzątania czuję się zobowiązana podkreślić, że ponieważ sprzątam regularnie, to nie mam w domu na tyle dużego brudu, by móc obiektywnie określić, jaka jest pełna skuteczność danego środka. O ile jestem w stanie przez tydzień nie myć kabiny prysznicowej, by zgromadził się na niej jakiś osad z mydła, to w tak krótkim okresie czasu raczej nie wyhoduję grubej warstwy pleśni, kurzu czy rdzy. Mimo to mam nadzieję, że moje spostrzeżenia będą dla Was przydatne!

  • ŚRODKI DO PRANIA

Przetestowałam dwa – żel do prania tkanin ciemnych i czarnych (23 zł/1000 ml) oraz perfumowaną odżywkę do tkanin (23 zł/1000 ml). Żel do ciemnych tkanin ciężko mi ocenić – moja czerń nadal jest czarna, choć może faktycznie bez jakiegoś delikatnego nalotu. Zapach ciężko mi określić, w moim odczuciu nie jest zbyt intensywny. O ile ten żel nie zrobił na mnie większego wrażenia, to już perfumowaną odżywką jestem zachwycona! Pachnie obłędnie (wanilia, gruszka, czekolada!), zapach utrzymuje się długo, a pranie jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Uwielbiam i bardzo polecam!

  • KUCHNIA

Pierwszym produktem, który przetestowałam z tej kategorii, jest odtłuszczacz (16,00 zł/500 ml). Tutaj znowu mam problem z zapachem, bo jakoś go za bardzo nie czułam podczas używania. Tzn. jest, owszem, ale nie jest mocny (taki bardziej owocowy). Choć właściwie w kuchni to może i plus. Środek jest skuteczny, myłam nim kuchenkę i okap, zadziałał bez zarzutu. Kolejny produkt, to mój mały hit – pianka neutralizująca przykre zapachy (16,00 zł/250 ml). Jest to faktycznie pianka, na dodatek dość gęsta i różniąca się od zwykłych mydeł w płynie. Skóra jest po niej czysta, pachnąca (kwiatowe nuty) i absolutnie nie jest przesuszona. Skutecznie usuwa przykre zapachy (testowałam na czosnku i rybie). Naprawdę świetny produkt!

  • ŁAZIENKA

W łazience przetestowałam spray do mycia kabin prysznicowych (13,00 zł/500 ml). Ma dość mocny malinowy zapach, co powinno spodobać się fanom owocowych nut. Według producenta wystarczy spryskać nim kabinę, odczekać chwilę i spłukać, ale ja jakoś zawsze odczuwam potrzebę szorowania, co też uczyniłam i tym razem. W efekcie kabina była czysta, błyszcząca i pachnąca, choć zapach nie utrzymał się jakoś bardzo długo.

  • PRODUKTY UNIWERSALNE

Uniwersalne, bo do zastosowania w różnych pomieszczeniach, wedle potrzeb. Z tej kategorii sprawdziłam dwa produkty: aksamitne mleczko do czyszczenia (14,00 zł/500 ml) oraz żel do usuwania kamienia i rdzy (13,00 zł/500 ml). Ten pierwszy zachwycił mnie zapachem, który nie dość, że jest piękny (podejrzewam, że to drzewo sandałowe tak mnie urzekło), to jeszcze długo się utrzymuje. Konsystencja mleczka faktycznie jest aksamitna, więc nie ma obaw o porysowanie powierzchni. Ładnie czyści, nie pozostawia białego osadu (wręcz przeciwnie, nadaje połysk). To mój kolejny hit z oferty Prouvé! Z kolei żel do usuwania kamienia i rdzy jest po prostu…skuteczny. Miałam za mało rdzy, by sprawdzić go w ciężkim warunkach, ale przy moim kranie spisał się znakomicie.

  • INNE

W moje ręce wpadł również świetny zestaw worków podróżnych (strasznie żałuję, że nie miałam ich przy sobie, gdy jechałam do Pragi!). Są śliczne, idealnie wpisują się w moją estetykę, ale oczywiście poza tym podoba mi się ich ogólne przeznaczenie – służą do segregowania bielizny podczas wyjazdów. Prawda, że miła alternatywa dla zwykłej reklamówki foliowej? 🙂 Kosztują 25 zł za 2 sztuki i są całkiem spore (musiałam je poskładać do zdjęć, by zmieściły się w kadrze!).

PODSUMOWANIE

Produkty Prouvé polecam każdej osobie, która ceni sobie w domu piękne zapachy – są naprawdę wyjątkowe! Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych preferencji (ja na przykład nie lubię owocowych zapachów), ale jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Produkty są skuteczne i używa się ich przyjemnie, czyli główny cel zrealizowany. Wiem, że kwestia ekologii i bezpieczeństwa stosowanych środków jest dla Was bardzo ważna, dlatego pozwolę sobie znów zacytować, co producent mówi na ten temat:

„Czy Prouvé dba o środowisko? Na każdym z naszych opakowań znajdziesz znaczek „Yes, we care”, ponieważ odpowiedź brzmi: tak, dbamy. Tak, zależy nam. Dbamy o środowisko, ale nie udajemy, że mamy w 100% naturalne środki. Wykorzystujemy najnowsze nowinki techniczne i odkrycia w dziedzinie chemii, by Twoje życie było łatwiejsze. Ograniczamy do minimum alergeny, parabeny, SLS-y i wybielacze. Nasze formuły są biodegradowalne, a opakowania nadają się w całości do recyklingu. Produkty testujemy wyłącznie na sobie, nigdy nie na zwierzętach.”

Po więcej szczegółów i w celu zapoznania się z całą ofertą marki, zapraszam na stronę internetową Prouvé!

 

Test produktów Perfect House

Jestem przekonana, że już je gdzieś wcześniej widzieliście. Nietypowe butelki, obietnica przyjemnego sprzątania i boskich zapachów…Kojarzycie? Już od jakiegoś roku trafiam co chwilę na recenzje produktów z serii Perfect House i wszystkie są pozytywne, więc gdy pojawiła się możliwość ich przetestowania, to po prostu nie mogłam odmówić! Nie będę opisywać szczegółowo przeznaczenia każdego produktu – po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni (wirtualnie, oczywiście) na stronę producenta, gdzie wszystko jest pięknie wypunktowane.

Tym razem może daruję sobie stopniowe budowanie napięcia i wyrażę swoją opinię już na początku – jestem z tych produktów zadowolona, bardzo zadowolona. ALE…weźcie pod uwagę fakt, że żaden produkt nie posprząta za Was, więc przy ich użytkowaniu trzeba włożyć w sprzątanie tyle samo wysiłku, co przy konkurencyjnych produktach, samo się nie zrobi (jak mawia Ewa Chodakowska). Różnica między Perfect House, a innymi produktami dostępnymi na rynku tkwi moim zdaniem już w samej nazwie. To nie są środki do czyszczenia, to są kosmetyki do wnętrz. Sprzątamy niby normalnie, ale o wiele przyjemniej. Nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na to, jak pachną moje środki do czyszczenia. Nie uświadamiałam sobie, że ich drażniący zapach to kolejny powód, dla którego większość z nas nie lubi sprzątać. A jednak! Uwierzcie mi, różnica jest ogromna. Nie bez powodu wszystkie osoby, które testują Perfect House tak bardzo zachwycają się ich zapachem. Jest tak przyjemny, że aż mi było dziwnie – jakbym myła zlew perfumami! 😉

Przejdźmy do meritum, czyli produktów, które przetestowałam:

  • Płyn do mycia łazienki BATHROOM – to od niego zaczęłam testowanie i z miejsca oczarował mnie jego zapach, który trochę przypomina mi męsskie perfumy. Ciężko mi natomiast wypowiedzieć się na temat siły działania płynu – sprzątam regularnie, więc nie mam grubych warstw mydlin do usunięcia, ale z takim typowym 1-2 dniowym osadem poradził sobie błyskawicznie. Zauważyłam też, że armatura łazienkowa bardzo się błyszczała po użyciu tego płynu, chyba może bardziej, niż zazwyczaj. Według mojego nosa zapach utrzymał się jakieś 2-3 godziny (przy otwartych na oścież drzwiach).
  • Profesjonalny płyn do mycia powierzchni szklanych GLASS – wypróbowałam go na razie na wszystkich lustrach w naszym domu. Według producenta gwarantuje krystaliczny blask – ciężko mi to ocenić po pierwszym razie, chyba wcześniej nie przypatrywałam się tak dokładnie swoim lustrom i teraz nie mam porównania…Ale zdecydowanie mogę stwierdzić, że myło się szybko i bez smug. Czekam na trochę lepszą pogodę, żeby przetestować ten płyn podczas mycia okien! Co do zapachu – mam wrażenie, że jest dużo mniej intensywny, chyba bardziej kwiatowy, nie jestem do końca pewna, może zapach tego łazienkowego tak mnie zamroczył 😉
  • Profesjonalne mleczko do mycia i pielęgnacji mebli FURNITURE – Uuuuuuu no to jest mój faworyt i miłość od pierwszego powąchania! Poradził sobie ze śladami po mazakach na naszym białym stole, więc ma duży plus. Producent informuje, że zawiera on składnik antystatyczny, dzięki któremu kurz się nie osadza…Hmmm…Siedzę właśnie przy wspomnianym wcześniej stole i faktycznie, minęła doba, a on nadal jest zaskakująco czysty, więc jestem skłonna potwierdzić tą teorię. Zapach utrzymywał się przez kilka godzin, co jest sporym sukcesem, bo przecież to nie jest odświeżacz do powietrza, tylko kosmetyk do mebli. Jak dla mnie super produkt!
  • Profesjonalny płyn do mycia kuchni KITCHEN – relację z testowania pokazywałam na Instagramie i uprzedzałam tam, że będę myć kuchenkę, na której wcześniej gotował Mąż. Posypały się wyrazy współczucia i solidarności, za które bardzo dziękuję hihi, ale nie było tak źle! Jak już wcześniej wspominałam, mieszkanie sprzątam raczej regularnie, więc tutaj też nie miałam do czynienia z kilkutygodniowym brudem, a jedynie zachlapaniami z poprzedniego dnia, dlatego nie jestem w stanie ocenić, jak produkt poradziłby sobie z trudniejszymi zabrudzeniami. W przypadku naszych śladów po intensywnym gotowaniu fasolki po bretońsku, płyn poradził sobie nieźle. Nasza kuchenka ma szklaną płytę i szczerze mówiąc, gdy polerowałam ją do sucha, to pierwszy raz aż skrzypiała przy pocieraniu papierowym ręcznikiem! Więc mniemam, że była porządnie wyczyszczona. Ogromnym plusem jest dla mnie to, że z płynu nie robi się piana. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to zawsze denerwuje! Ach no i oczywiście zapach znów na plus! Tym razem porównałam go do perfum mojej koleżanki, ale to piękny zapach, więc absolutnie nie jest to obelga! Ubolewam jedynie nad tym, że mój biały granitowy zlew wymaga czyszczenia środkiem z wybielaczem – zwykłe produkty nie radzą sobie z drobnymi przebarwieniami, które pojawiają się na nim dość często. Ale znalazłam na to sposób – najpierw coś wybielającego, a potem perfumowany płyn 🙂
  • Profesjonalny płyn do mycia naczyń DISHES – mam zmywarkę, więc od lat nie zmywałam ręcznie (taka jestem leniwa i wygodnicka), ale oczywiście musiałam sprawdzić działanie tego płynu. Na obiekt eksperymentów wybrałam talerzyk po kaszce synka. Poczekałam, aż trochę zaschnie (kaszka, nie syn), żeby było trudniej i zabrałam się do mycia. Podoba mi się, że płyn jest zamknięty w pojemniku z dozownikiem, bo nie ma ryzyka przelania produktu, a jest on wydajny, więc szkoda by było go niepotrzebnie marnować. Zapach płynu owocowy, przyjemny, ale nie w moim klimacie. Przy czym jak teraz o tym myślę, to użycie takiego aromatu przy czymś, co ma kontakt z naczyniami jest w sumie uzasadnione… 😉 Co do działania – miseczka także była skrzypiąca, kaszka zmyła się bez szorowania, więc znów plusik.
  • Profesjonalny żel w formie koncentratu do czyszczenia powierzchni gładkich, płytek, gresu, PCV FLOOR – zapach wprawił mnie w ekstazę, nie żartuję! Ten żel także pachnie perfumami, trochę męsko, może orientalnie, już się gubię w tych zapachach, ale są niezaprzeczalnie piękne! Żel wydaje się być bardzo wydajny, właśnie ze względu na swoją formułę. Wystarczyło niewiele, żeby wiadro wypełniło się dużą ilością pachnącej piany. Nie mam zastrzeżeń co do czystości podłogi, ale zapach utrzymał się krócej, niż myślałam. Może to wina tego, że mam irytujący zwyczaj odmierzania wszystkiego „na oko” bez czytania instrukcji, więc żelu być może było za mało…
  • Perfumowana woda do prasowania IRONING – jedyny produkt, którego nie zdążyłam przetestować, jakoś tak odwlekam zawsze przykry obowiązek prasowania… 😉 Mogę się jedynie wypowiedzieć na temat zapachu, który jest bardzo świeży, dokładnie taki, jaki powinno mieć pranie suszone na świeżym powietrzu!

Podsumowując – produkty Perfect House na pewno się Wam spodobają, jeśli lubicie się otaczać pięknymi zapachami! To zdecydowanie ich cecha charakterystyczna i główny powód, dla którego sprzątanie przy ich użyciu jest o wiele przyjemniejsze. Podoba mi się ich wydajność, podobają mi się opakowania i podoba mi się szata graficzna etykiet. Wiem, że to nie świadczy o jakości produktu, ale dla mnie to dowód na to, że są przemyślane. Proponuję Wam zacząć od BATHROOM, KITCHEN lub FURNITURE – po ich wypróbowaniu nabierzecie ochoty na więcej, gwarantuję! 🙂

Czysty dom w godzinę

Nic tak bardzo nie motywuje do sprzątania, jak telefon z informacją o tym, że wybierają się do nas niezapowiedziani goście! Oczywiście wiadomo, wszyscy słyszymy standardowe: Nieeee, nie musisz sprzątać, nie musisz nic szykować do jedzenia, my tylko na chwilę!, ale wiadomo, jak jest. Nie chcemy, by ktoś natknął się na porozrzucane klocki i dwudniowe naczynia w zlewie. Jeśli funkcjonujecie podobnie, jak moja rodzina, to zakładam, że u Was też porządek jest tylko przez pierwsze minuty po posprzątaniu (czas ten wydłuża się, jeśli dzieci trochę pośpią w ciągu dnia). Ale zaraz potem bałagan zaczyna się powoli kumulować. I choć mam swoje codzienne rytuały, które pomagają mi trzymać to wszystko (w miarę) w ryzach, i choć mam opracowany swój plan sprzątania, to i tak  takie nagłe wizyty stawiają mnie na baczność. Szczególnie, gdy wypadają w weekend, bo wtedy nasze mieszkanie jest jedną wielką salą zabaw (wiadomo, tata w domu). Sytuacja brzmi znajomo? Dzisiaj opiszę Wam w skrócie, co robię, gdy do wizyty niezapowiedzianych gości zostaje mi godzinka. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku!

  • Nawet jeśli na zewnątrz jest trzaskający mróz, to ja zawsze otwieram wszystkie okna i wietrzę pokoje. Zapalam też przynajmniej jedną świeczkę zapachową.
  • Sprzątanie zaczynam od końca mojego mieszkania, czyli od pokoju dzieci. Oczywiście nie mam czasu na generalne porządki. Przez „sprzątanie” rozumiem „wrzucenie zabawek do najbliższego pudła, a ubrań do szafy”. Ścielę też łóżeczka, jeśli jest taka konieczność.
  • Następnie przechodzę do sypialni. Tu również ścielę łóżko, a ewentualne porozrzucane ubrania wrzucam do garderoby. Nie bawię się w dokładne składanie i układanie rzeczy w równe stosiki, bo czas leci, a ja i tak co chwilę odrywam się od pracy, żeby sprawdzić, co robią dzieci. Oczywiście ciągle zostawiam otwarte okna.
  • W moim mieszkaniu okropnie szybko się kurzy, więc łapię za chusteczki nasączone środkiem do czyszczenia mebli i bardzo powierzchownie je przecieram. Właściwie głównie ze względu na zapach, jaki zostaje po ich użyciu (właśnie to sobie uświadomiłam).
  • Następnym etapem jest łazienka. Nie ma co się łudzić, goście na 99% z niej skorzystają. Czasu nie jest zbyt dużo, więc ja skupiam się na dwóch najważniejszych punktach – toalecie i umywalce. Do tej pierwszej wlewam środek do czyszczenia, żeby miał czas zadziałać. Następnie szybko przecieram umywalkę i ewentualnie lustro. Pałętające się niepotrzebnie kosmetyki wrzucam do koszyczka. Myję toaletę w środku i na zewnątrz. Rozwieszam ładnie ręczniki i upewniam się, że mam świeży ręcznik dla gości przy umywalce. Strzepuję też dywanik łazienkowy i wszystkie rzeczy stojące na podłodze kładę na pralce, bo niebawem wkroczę tam z odkurzaczem.
  • Przechodzę do salonu. Układam ładnie wszystkie poduszki na kanapie, chowam zabawki (do pudeł, a jakże!) i przecieram z kurzu stolik kawowy i inne meble. Zapalam świeczkę i wietrzę. Dzieci lokuję z dala od świeczki 😉
  • Kuchnia. Najgorzej…Tutaj zawsze się coś dzieje! Staram się na bieżąco chować naczynia do zmywarki, ale robię jeszcze rundkę po domu, żeby upewnić się, że nie zabłąkał się gdzieś jakiś kubek. Mam białą kuchenkę i zlew, więc obowiązkowo muszę je przemyć, bo widać na nich każdą plamkę. Ścieram okruchy z blatów, zapalam świeczkę i wytrzepuję kuchenny dywanik.
  • Odkurzam, odkurzam, odkurzam…
  • Gotowe! Zamykam okna, nastawiam wodę na herbatę i przy odrobinie szczęścia mam jeszcze chwilę, by spojrzeć w lustro i ogarnąć swoją skromną osobę.

Jak już wspominałam wcześniej, zmierzyłam czas takich przygotowań i wyszło mi równiutko 60 minut (a czyta się tak szybko, prawda?). Sprzątałam sama, w międzyczasie przebierając jeszcze Karolka, który oczywiście musiał akurat w tym momencie ulać (standard). Więc na moje oko dwie osoby dadzą radę ogarnąć wszystko w pół godziny, a jeśli macie starsze dzieci, to już w ogóle luksus – z ich pomocą będziecie gotowi w kwadrans! Teraz tylko rozsiąść się na kanapie i udawać, że u nas to zawsze jest tak czysto i pachnąco, no bez wysiłku niemalże! 😀

 

Jak sprzątać w sezonie chorobowym?

teddy-562960_960_720

Po tym, jak w zeszłym tygodniu zaczęłam coraz częściej słyszeć od bliskich i znajomych złowrogie zdanie „Chyba coś mnie bierze…„, uświadomiłam sobie bolesną prawdę – mam w domu dwójkę dzieci, które w sezonie chorobowym najpewniej będą zarażać siebie nawzajem i nas przy okazji też (lub w odwrotną stronę). Oczywiście liczę na to, że ponieważ Ninka spędzi ten rok ze mną w domu, a nie w żłobku, to ilość zachorowań utrzyma się u nas na niskim poziomie, ale jak zawsze wolę być przygotowana. Nie będę pisać o profilaktyce, nie będę podawać przepisów na domowe syropy ani wychwalać jakichś aptecznych specyfików. Skupię się na tym, jak sprzątać i funkcjonować, gdy w naszym domu nastanie sezon chorobowy.

Co należy wyczyścić dokładniej:

  • klamki
  • włączniki światła
  • piloty
  • telefony
  • uchwyty szuflad w łazience (generalnie cała łazienka powinna zostać porządnie wyczyszczona)
  • uchwyt lodówki
  • zabawki (można je wyczyścić octem, a następnie ciepłą wodą z mydłem)
  • naczynia, z których korzystała chora osoba

Dodatkowo warto:

  • jak najczęściej myć ręce
  • wyprać w wysokiej temperaturze pościel, ręczniki, koce i inne rzeczy, z którymi chora osoba miała kontakt
  • zużyte chusteczki higieniczne wyrzucać od razu (lub wrzucać do plastikowego worka)
  • ograniczać wizyty chorej osoby w kuchni
  • po chorobie wymienić szczoteczki do zębów
  • jak najczęściej wietrzyć pomieszczenie, w którym przebywała chora osoba

Czego używać do sprzątania podczas choroby?

Zachęcam do lektury mojego wpisu o ekologicznym sprzątaniu – znajduje się tam cała lista olejków eterycznych, z których większość ma właściwości antybakteryjne i antywirusowe, czyli w sam raz na sezon chorobowy! 🙂

Jakie są Wasze sposoby na uniknięcie rozprzestrzeniania się zarazków?