Browsing Category: PORADY

Co spakować na weekendowy wyjazd?

Pakowanie walizki. Dla wielu osób najmniej przyjemny punkt przygotowań do wyjazdu. Dla mnie po prostu kolejna czynność do odhaczenia z listy zadań. Im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że właściwie lubię się pakować. Może po prostu dlatego, że ostatnio tak rzadko gdzieś wyjeżdżamy? Dawno, dawno temu, gdy jeszcze byłam bardzo aktywna zawodowo, co chwilę zdarzały mi się krótkie wyjazdy służbowe i chyba wtedy nauczyłam się kilku sztuczek, które znacznie usprawniają cały proces. W dzisiejszym wpisie postaram się odpowiedzieć na pytanie, co spakować na weekendowy wyjazd, by na miejscu uniknąć rozterek typu „Jak mogłam o tym zapomnieć?” i zbyt ciężkiego bagażu! Piszę o wyjeździe weekendowym, ponieważ na taki akurat się wybieram i wykorzystałam okazję do porobienia zdjęć, ale większość rad można wykorzystać także podczas dłuższych podróży.

 

PRZYGOTOWANIA:

  1. Sprawdź prognozę pogody. Ja ostatnio korzystam z norweskiej strony yr.no (spokojnie, jest wersja angielska), która ponoć sprawdza się w 100% . Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego warto wiedzieć, jakie warunki atmosferyczne będą panować w miejscu, do którego się wybierasz…Sprawdzaj prognozę regularnie, ponieważ te długoterminowe często się zmieniają – może nie jakoś drastycznie, ale jednak. Ja na przykład muszę się przepakować, ponieważ prognozy właśnie się zmieniły i prawdopodobnie będzie o wiele cieplej, niż zakładałam (nie żebym narzekała, ale to całkowicie zmienia zawartość mojej walizki!).
  2. Zaplanuj swoją aktywność. Najlepiej jak najbardziej szczegółowo. Co innego spakujesz jadąc na weekend z koleżankami, a co innego wybierając się na zwiedzanie czy górskie wędrówki. Ja jadę na weekend do Pragi i już teraz wiem, że podstawą mojej garderoby będą rzeczy wygodne, ponieważ planujemy przejść to miasto wzdłuż i wszerz. Nie muszę zatem brać ani rzeczy eleganckich ani na przykład stroju kąpielowego. Ma być ładnie i wygodnie.
  3. Wybierz paletę kolorystyczną. Wiesz już mniej więcej, jakiego typu ubrań potrzebujesz, więc teraz wybierz jedną paletę kolorów, według której wybierzesz konkretne ubrania. Da Ci to pewność, że wszystko będzie do siebie pasować i znacznie zawęzi wybór. Pamiętaj, że ilość miejsca w walizce jest ograniczona!
  4. Wybierz ubrania, buty i akcesoria. Dość popularną metodą ograniczenia ilości rzeczy do spakowania jest zastosowanie schematu 5-4-3-2-1. Pod każdą cyferką kryje się kategoria ubrań (czyli ich ilość). Np. 5 akcesoriów, 4 góry, 3 pary butów, 2 doły, 1 sukienka. Problem w tym, że takich schematów znalazłam w Internecie mnóstwo, każdy inny. Trudno tu zatem mówić o jakiejś uniwersalności tego rozwiązania, ale mimo wszystko dobrze jest mieć gdzieś z tyłu głowy świadomość, że ilość branych przez nas ubrań powinna się ograniczyć do zaledwie kilku sztuk. Ja planowałam zabrać 5 akcesoriów (okulary przeciwsłoneczne, zegarek, naszyjnik, torebkę i szal), 4 góry (2 t-shirty, biała uniwersalna bluzka, cieplejsza bluza), 3 doły (2 pary dżinsów i szorty), 2 pary butów (sportowe i sandały), 1 sukienkę. Dodatkowo 4 komplety bielizny i 2 okrycia wierzchnie. Oczywiście zadowolona z siebie już wszystko wyprasowałam i spakowałam na potrzeby tego wpisu i planowałam już jechać z tak skompletowaną walizką, ale temperatura ma podskoczyć z 22’C na 29’C, co sprawia, że muszę wszystko przepakować i w miejsce grubszych rzeczy wrzucić coś bardziej letniego. Pamiętaj, że część z tych ubrań możesz ubrać na podróż (najlepiej te największe/najgrubsze) i dzięki temu zaoszczędzić trochę miejsca w walizce! Ja lubię rozwiesić sobie wszystko najpierw na wieszaku i dokładnie przemyśleć, co do czego pasuje, co kiedy ubiorę itd.
  5. Sprawdź, co gwarantuje hotel. Ponieważ pakujemy nie tylko ubrania, ale także inne przydatne rzeczy, warto sprawdzić dokładnie, co zastaniemy w miejscu noclegu. Coraz częściej nie trzeba wozić ze sobą suszarki, ręczników czy nawet niektórych kosmetyków, ponieważ wszystko zapewnia hotel.

EDIT: Ostatecznie spakowałam:

  • małą torebkę przez ramię (resztę upchnę w torbie do wózka)
  • okulary
  • dżinsy
  • dżinsowe szorty
  • 3 koszulki z krótkim rękawem
  • 1 białą bluzkę z krótkim rękawem
  • 1 kombinezon, który pełni funkcję sukienki
  • 1 bluzę
  • rozpinaną dżinsową koszulę
  • cienką czarną parkę z kapturem
  • sandały
  • sportowe buty
  • bieliznę

 

PAKOWANIE:

Chcę Wam pokazać, jak spakowałam to wszystko do najmniejszej walizeczki, jaką posiadam, czyli walizki kabinowej z Ochnika. Jest naprawdę malutka, ale zaskakująco pojemna. Właściwie to spokojnie mogłam spakować się do czegoś większego, bo jedziemy samochodem, ale chciałam udowodnić sobie, że się zmieszczę! Na początku wybrałam sobie ubrania na podróż – sportowe buty, które zajmują sporo miejsca, bluzę (wyruszamy o świcie, więc może być jeszcze chłodno) i dżinsy. Pozostałe ubrania wylądowały w walizce. Zastosowałam popularną metodę rolowania (tutaj znajdziesz wiele instruktażowych filmików) i ułożyłam wszystkie ubrania na dnie walizki.

Buty włożyłam do ochronnego woreczka (w tym przypadku jest woreczek na mrożonki z IKEI) i położyłam z boku walizki, ponieważ nie zajmują dużo miejsca. Gdyby były większe, ułożyłabym je po prostu na samym dole walizki, a ubrania wokół i na górze.

Bieliznę również można zrolować lub poskładać do mniejszych rozmiarów i (a) włożyć do butów, (b) poukładać w wolnych przestrzeniach po bokach walizki, (c) włożyć do organizera. Ja wybrałam ostatnią opcję, ponieważ miałam jeszcze trochę miejsca. W dużej kosmetyczce zmieściłam majtki, biustonosze (złożone w pół), skarpetki i zrolowaną piżamę).  Dorzuciłam też woreczek na brudną bieliznę.

Bardzo fajnym sposobem jest pakowanie każdego kompletu ubrań do osobnego woreczka. Ja nie odczuwam potrzeby robienia tego z moimi ubraniami, ale zrobię tak z ubrankami dzieci. Właściwie chyba zrobię cały osobny wpis na temat pakowania dzieci, bo to temat rzeka!

 

PAKOWANIE KOSMETYKÓW:

W tym przypadku jestem wielką zwolenniczką różnej wielkości kosmetyczek. Lubię mieć ich kilka, dwie to absolutne minimum – jedna na kosmetyki do pielęgnacji, a druga na kosmetyki do makijażu. Zazwyczaj jest jeszcze trzecia, z niezbędnikami do torebki. Na ten konkretny wyjazd mogę zabrać ze sobą co chcę, bo jak już wspominałam jedziemy samochodem, ale oczywiście należy pamiętać, że na podróż samolotem trzeba spakować mniejsze pojemności kosmetyków. Ja chętnie zbieram różnego rodzaju próbki i miniaturki i później wykorzystuję je przy okazji wyjazdów. Mam też zestaw pustych 100ml pojemników, do których w razie potrzeby przelewam np. szampon i odżywkę do włosów. Moja główna kosmetyczka jest bardzo pojemna, więc zmieszczą się w niej kosmetyki dla całej rodziny, a ona sama idealnie wchodzi w drugą część walizki.

Co spakowałam?

  • żel pod prysznic (miniaturka)
  • maszynka do golenia
  • szampon (przelałam do mniejszego pojemnika)
  • odżywka do włosów (miniaturka)
  • balsam do ciała (próbki)
  • olejek do mycia twarzy (normalnej wielkości)
  • pianka do mycia twarzy (normalnej wielkości)
  • tonik (normalnej wielkości)
  • krem do twarzy (próbki)
  • suchy szampon (miniaturka)
  • lakier do włosów (miniaturka)
  • krem do rąk
  • krem do stóp
  • dezodorant
  • pasta do zębów
  • szczoteczka do zębów
  • nić dentystyczna
  • szczotka do włosów
  • krem z filtrem
  • kosmetyki do makijażu

 

POZOSTAŁE DROBIAZGI:

Obowiązkowo pakuję jeszcze ładowarki (można je schować np. do etui po okularach, żeby się nie plątały po walizce), aparat fotograficzny i tablet. Oczywiście pakuję też lekarstwa, plastry i kilka innych przydatnych moim zdaniem gadżetów, ale idą one raczej do torby z wózka lub torebki. Wiem już, że w moim przypadku nie ma sensu pakowanie miliona gazet, książek, kalendarzy i tym podobnych, bo po prostu nie będę miała na to czasu…Jedna lektura na drogę wystarczy, bo ostatecznie i tak większość podróży upłynie mi na odpowiadaniu na dwa pytania: „Dokąd jedziemy?” i „Daleko jeszcze?” 😉

 

Czy teraz wiesz już, co spakować na weekendowy wyjazd i jak to zrobić? Mam nadzieję, że tak! Jeśli znasz jakieś inne podróżne triki, podziel się nimi w komentarzu – chętnie skorzystamy z Twojego doświadczenia! 

 

Test produktów Perfect House

Jestem przekonana, że już je gdzieś wcześniej widzieliście. Nietypowe butelki, obietnica przyjemnego sprzątania i boskich zapachów…Kojarzycie? Już od jakiegoś roku trafiam co chwilę na recenzje produktów z serii Perfect House i wszystkie są pozytywne, więc gdy pojawiła się możliwość ich przetestowania, to po prostu nie mogłam odmówić! Nie będę opisywać szczegółowo przeznaczenia każdego produktu – po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni (wirtualnie, oczywiście) na stronę producenta, gdzie wszystko jest pięknie wypunktowane.

Tym razem może daruję sobie stopniowe budowanie napięcia i wyrażę swoją opinię już na początku – jestem z tych produktów zadowolona, bardzo zadowolona. ALE…weźcie pod uwagę fakt, że żaden produkt nie posprząta za Was, więc przy ich użytkowaniu trzeba włożyć w sprzątanie tyle samo wysiłku, co przy konkurencyjnych produktach, samo się nie zrobi (jak mawia Ewa Chodakowska). Różnica między Perfect House, a innymi produktami dostępnymi na rynku tkwi moim zdaniem już w samej nazwie. To nie są środki do czyszczenia, to są kosmetyki do wnętrz. Sprzątamy niby normalnie, ale o wiele przyjemniej. Nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na to, jak pachną moje środki do czyszczenia. Nie uświadamiałam sobie, że ich drażniący zapach to kolejny powód, dla którego większość z nas nie lubi sprzątać. A jednak! Uwierzcie mi, różnica jest ogromna. Nie bez powodu wszystkie osoby, które testują Perfect House tak bardzo zachwycają się ich zapachem. Jest tak przyjemny, że aż mi było dziwnie – jakbym myła zlew perfumami! 😉

Przejdźmy do meritum, czyli produktów, które przetestowałam:

  • Płyn do mycia łazienki BATHROOM – to od niego zaczęłam testowanie i z miejsca oczarował mnie jego zapach, który trochę przypomina mi męsskie perfumy. Ciężko mi natomiast wypowiedzieć się na temat siły działania płynu – sprzątam regularnie, więc nie mam grubych warstw mydlin do usunięcia, ale z takim typowym 1-2 dniowym osadem poradził sobie błyskawicznie. Zauważyłam też, że armatura łazienkowa bardzo się błyszczała po użyciu tego płynu, chyba może bardziej, niż zazwyczaj. Według mojego nosa zapach utrzymał się jakieś 2-3 godziny (przy otwartych na oścież drzwiach).
  • Profesjonalny płyn do mycia powierzchni szklanych GLASS – wypróbowałam go na razie na wszystkich lustrach w naszym domu. Według producenta gwarantuje krystaliczny blask – ciężko mi to ocenić po pierwszym razie, chyba wcześniej nie przypatrywałam się tak dokładnie swoim lustrom i teraz nie mam porównania…Ale zdecydowanie mogę stwierdzić, że myło się szybko i bez smug. Czekam na trochę lepszą pogodę, żeby przetestować ten płyn podczas mycia okien! Co do zapachu – mam wrażenie, że jest dużo mniej intensywny, chyba bardziej kwiatowy, nie jestem do końca pewna, może zapach tego łazienkowego tak mnie zamroczył 😉
  • Profesjonalne mleczko do mycia i pielęgnacji mebli FURNITURE – Uuuuuuu no to jest mój faworyt i miłość od pierwszego powąchania! Poradził sobie ze śladami po mazakach na naszym białym stole, więc ma duży plus. Producent informuje, że zawiera on składnik antystatyczny, dzięki któremu kurz się nie osadza…Hmmm…Siedzę właśnie przy wspomnianym wcześniej stole i faktycznie, minęła doba, a on nadal jest zaskakująco czysty, więc jestem skłonna potwierdzić tą teorię. Zapach utrzymywał się przez kilka godzin, co jest sporym sukcesem, bo przecież to nie jest odświeżacz do powietrza, tylko kosmetyk do mebli. Jak dla mnie super produkt!
  • Profesjonalny płyn do mycia kuchni KITCHEN – relację z testowania pokazywałam na Instagramie i uprzedzałam tam, że będę myć kuchenkę, na której wcześniej gotował Mąż. Posypały się wyrazy współczucia i solidarności, za które bardzo dziękuję hihi, ale nie było tak źle! Jak już wcześniej wspominałam, mieszkanie sprzątam raczej regularnie, więc tutaj też nie miałam do czynienia z kilkutygodniowym brudem, a jedynie zachlapaniami z poprzedniego dnia, dlatego nie jestem w stanie ocenić, jak produkt poradziłby sobie z trudniejszymi zabrudzeniami. W przypadku naszych śladów po intensywnym gotowaniu fasolki po bretońsku, płyn poradził sobie nieźle. Nasza kuchenka ma szklaną płytę i szczerze mówiąc, gdy polerowałam ją do sucha, to pierwszy raz aż skrzypiała przy pocieraniu papierowym ręcznikiem! Więc mniemam, że była porządnie wyczyszczona. Ogromnym plusem jest dla mnie to, że z płynu nie robi się piana. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to zawsze denerwuje! Ach no i oczywiście zapach znów na plus! Tym razem porównałam go do perfum mojej koleżanki, ale to piękny zapach, więc absolutnie nie jest to obelga! Ubolewam jedynie nad tym, że mój biały granitowy zlew wymaga czyszczenia środkiem z wybielaczem – zwykłe produkty nie radzą sobie z drobnymi przebarwieniami, które pojawiają się na nim dość często. Ale znalazłam na to sposób – najpierw coś wybielającego, a potem perfumowany płyn 🙂
  • Profesjonalny płyn do mycia naczyń DISHES – mam zmywarkę, więc od lat nie zmywałam ręcznie (taka jestem leniwa i wygodnicka), ale oczywiście musiałam sprawdzić działanie tego płynu. Na obiekt eksperymentów wybrałam talerzyk po kaszce synka. Poczekałam, aż trochę zaschnie (kaszka, nie syn), żeby było trudniej i zabrałam się do mycia. Podoba mi się, że płyn jest zamknięty w pojemniku z dozownikiem, bo nie ma ryzyka przelania produktu, a jest on wydajny, więc szkoda by było go niepotrzebnie marnować. Zapach płynu owocowy, przyjemny, ale nie w moim klimacie. Przy czym jak teraz o tym myślę, to użycie takiego aromatu przy czymś, co ma kontakt z naczyniami jest w sumie uzasadnione… 😉 Co do działania – miseczka także była skrzypiąca, kaszka zmyła się bez szorowania, więc znów plusik.
  • Profesjonalny żel w formie koncentratu do czyszczenia powierzchni gładkich, płytek, gresu, PCV FLOOR – zapach wprawił mnie w ekstazę, nie żartuję! Ten żel także pachnie perfumami, trochę męsko, może orientalnie, już się gubię w tych zapachach, ale są niezaprzeczalnie piękne! Żel wydaje się być bardzo wydajny, właśnie ze względu na swoją formułę. Wystarczyło niewiele, żeby wiadro wypełniło się dużą ilością pachnącej piany. Nie mam zastrzeżeń co do czystości podłogi, ale zapach utrzymał się krócej, niż myślałam. Może to wina tego, że mam irytujący zwyczaj odmierzania wszystkiego „na oko” bez czytania instrukcji, więc żelu być może było za mało…
  • Perfumowana woda do prasowania IRONING – jedyny produkt, którego nie zdążyłam przetestować, jakoś tak odwlekam zawsze przykry obowiązek prasowania… 😉 Mogę się jedynie wypowiedzieć na temat zapachu, który jest bardzo świeży, dokładnie taki, jaki powinno mieć pranie suszone na świeżym powietrzu!

Podsumowując – produkty Perfect House na pewno się Wam spodobają, jeśli lubicie się otaczać pięknymi zapachami! To zdecydowanie ich cecha charakterystyczna i główny powód, dla którego sprzątanie przy ich użyciu jest o wiele przyjemniejsze. Podoba mi się ich wydajność, podobają mi się opakowania i podoba mi się szata graficzna etykiet. Wiem, że to nie świadczy o jakości produktu, ale dla mnie to dowód na to, że są przemyślane. Proponuję Wam zacząć od BATHROOM, KITCHEN lub FURNITURE – po ich wypróbowaniu nabierzecie ochoty na więcej, gwarantuję! 🙂

Czysty dom w godzinę

Nic tak bardzo nie motywuje do sprzątania, jak telefon z informacją o tym, że wybierają się do nas niezapowiedziani goście! Oczywiście wiadomo, wszyscy słyszymy standardowe: Nieeee, nie musisz sprzątać, nie musisz nic szykować do jedzenia, my tylko na chwilę!, ale wiadomo, jak jest. Nie chcemy, by ktoś natknął się na porozrzucane klocki i dwudniowe naczynia w zlewie. Jeśli funkcjonujecie podobnie, jak moja rodzina, to zakładam, że u Was też porządek jest tylko przez pierwsze minuty po posprzątaniu (czas ten wydłuża się, jeśli dzieci trochę pośpią w ciągu dnia). Ale zaraz potem bałagan zaczyna się powoli kumulować. I choć mam swoje codzienne rytuały, które pomagają mi trzymać to wszystko (w miarę) w ryzach, i choć mam opracowany swój plan sprzątania, to i tak  takie nagłe wizyty stawiają mnie na baczność. Szczególnie, gdy wypadają w weekend, bo wtedy nasze mieszkanie jest jedną wielką salą zabaw (wiadomo, tata w domu). Sytuacja brzmi znajomo? Dzisiaj opiszę Wam w skrócie, co robię, gdy do wizyty niezapowiedzianych gości zostaje mi godzinka. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku!

  • Nawet jeśli na zewnątrz jest trzaskający mróz, to ja zawsze otwieram wszystkie okna i wietrzę pokoje. Zapalam też przynajmniej jedną świeczkę zapachową.
  • Sprzątanie zaczynam od końca mojego mieszkania, czyli od pokoju dzieci. Oczywiście nie mam czasu na generalne porządki. Przez „sprzątanie” rozumiem „wrzucenie zabawek do najbliższego pudła, a ubrań do szafy”. Ścielę też łóżeczka, jeśli jest taka konieczność.
  • Następnie przechodzę do sypialni. Tu również ścielę łóżko, a ewentualne porozrzucane ubrania wrzucam do garderoby. Nie bawię się w dokładne składanie i układanie rzeczy w równe stosiki, bo czas leci, a ja i tak co chwilę odrywam się od pracy, żeby sprawdzić, co robią dzieci. Oczywiście ciągle zostawiam otwarte okna.
  • W moim mieszkaniu okropnie szybko się kurzy, więc łapię za chusteczki nasączone środkiem do czyszczenia mebli i bardzo powierzchownie je przecieram. Właściwie głównie ze względu na zapach, jaki zostaje po ich użyciu (właśnie to sobie uświadomiłam).
  • Następnym etapem jest łazienka. Nie ma co się łudzić, goście na 99% z niej skorzystają. Czasu nie jest zbyt dużo, więc ja skupiam się na dwóch najważniejszych punktach – toalecie i umywalce. Do tej pierwszej wlewam środek do czyszczenia, żeby miał czas zadziałać. Następnie szybko przecieram umywalkę i ewentualnie lustro. Pałętające się niepotrzebnie kosmetyki wrzucam do koszyczka. Myję toaletę w środku i na zewnątrz. Rozwieszam ładnie ręczniki i upewniam się, że mam świeży ręcznik dla gości przy umywalce. Strzepuję też dywanik łazienkowy i wszystkie rzeczy stojące na podłodze kładę na pralce, bo niebawem wkroczę tam z odkurzaczem.
  • Przechodzę do salonu. Układam ładnie wszystkie poduszki na kanapie, chowam zabawki (do pudeł, a jakże!) i przecieram z kurzu stolik kawowy i inne meble. Zapalam świeczkę i wietrzę. Dzieci lokuję z dala od świeczki 😉
  • Kuchnia. Najgorzej…Tutaj zawsze się coś dzieje! Staram się na bieżąco chować naczynia do zmywarki, ale robię jeszcze rundkę po domu, żeby upewnić się, że nie zabłąkał się gdzieś jakiś kubek. Mam białą kuchenkę i zlew, więc obowiązkowo muszę je przemyć, bo widać na nich każdą plamkę. Ścieram okruchy z blatów, zapalam świeczkę i wytrzepuję kuchenny dywanik.
  • Odkurzam, odkurzam, odkurzam…
  • Gotowe! Zamykam okna, nastawiam wodę na herbatę i przy odrobinie szczęścia mam jeszcze chwilę, by spojrzeć w lustro i ogarnąć swoją skromną osobę.

Jak już wspominałam wcześniej, zmierzyłam czas takich przygotowań i wyszło mi równiutko 60 minut (a czyta się tak szybko, prawda?). Sprzątałam sama, w międzyczasie przebierając jeszcze Karolka, który oczywiście musiał akurat w tym momencie ulać (standard). Więc na moje oko dwie osoby dadzą radę ogarnąć wszystko w pół godziny, a jeśli macie starsze dzieci, to już w ogóle luksus – z ich pomocą będziecie gotowi w kwadrans! Teraz tylko rozsiąść się na kanapie i udawać, że u nas to zawsze jest tak czysto i pachnąco, no bez wysiłku niemalże! 😀

 

Elastyczny sposób planowania posiłków

Zastanawiacie się pewnie, co jeszcze można wymyślić w kwestii planowania posiłków, skoro ten temat był już wielokrotnie poruszany…Otóż można wypróbować sposób, który jest odpowiedzią na zarzuty typu „lubię jeść to, na co aktualnie mam ochotę, a nie to, co było zaplanowane z miesięcznym wyprzedzeniem„. No więc proszę bardzo, dziś prezentuję prosty i elastyczny sposób, który łączy w sobie odrobinę planowania z całkiem sporą dawką kulinarnej swobody!

Ta metoda jest dla Ciebie, jeśli:

  • dopiero zaczynasz przygodę z planowaniem posiłków i nie chcesz od razu rzucać się na głęboką wodę
  • nie oczekujesz spektakularnych oszczędności, ale trochę zależy Ci na obniżeniu wydatków na jedzenie
  • nie lubisz marnować jedzenia
  • masz określone preferencje smakowe

3j13xat5lm

Inspiracją do opracowania tej metody było spostrzeżenie mojego Męża, że właściwie prawie zawsze nasza lista zakupów wygląda tak samo. Faktycznie, mamy swoje ulubione smaki i chętnie (oraz regularnie) do nich wracamy. Myślę, że większość osób zauważa u siebie taką tendencję – jedni jadają tylko drób, inni preferują wołowinę, jedni zajadają się brukselką, a inni jej nie tkną…Oczywiście nikt nikomu nie zabrania kulinarnych eksperymentów, są wręcz wskazane, ale generalnie zawsze chętniej zjada się to, co już się zna.

ELASTYCZNY SPOSÓB PLANOWANIA POSIŁKÓW KROK PO KROKU:

1. Ułóż stałą listę zakupów (zostaw kilka pustych miejsc na dodatkowe produkty). Dzięki temu nie tylko zaoszczędzisz, ale przede wszystkim upewnisz się, że zawsze masz w domu wszystkie potrzebne składniki. Przed wyjściem na zakupy wydrukuj listę i wykreśl z niej te produkty, które jeszcze masz (i wiesz, że wystarczą w danym okresie czasu).

  • Na czym polega oszczędność? Po pierwsze, kupując stale te same produkty, lepiej orientujesz się w cenach i nie będziesz za nie przepłacać. Po drugie, masz listę zakupów o której wiesz, że jest w pełni wystarczalna, więc unikasz pokus kupowania dodatkowych produktów (oraz niepotrzebnych wycieczek do sklepu, bo akurat zabrakło śmietany). Po trzecie, regularnie robisz przegląd zapasów, więc nie marnujesz jedzenia.
  • Uwaga! Niech Was nie zmyli słowo „stała”, które wcale nie oznacza „nudna”! Nasza lista zakupów wcale nie jest wyjątkowo długa, ale absolutnie nie mam poczucia, że jemy w kółko to samo.
  • Możesz zrobić osobną krótką listę na produkty, które kupujesz na bieżąco (pieczywo, mięso, wędliny itp.).

2. Zrób listę dań, które możesz zrobić ze składników z listy. Możesz zacząć od obiadów lub od razu pójść na całość i rozpisać także śniadania, kolacje i przekąski. Warto poświęcić jedno popołudnie na przegląd książek kucharskich lub skorzystać z internetowych baz przepisów (niektóre z nich mają opcję wyszukiwania dań po składnikach, zamieściłam je na końcu wpisu).

  • Zachowaj umiar przy wybieraniu dań. Jeśli z góry wiesz, że wykonanie któregoś jest dla Ciebie zbyt trudne lub czasochłonne (albo niekoniecznie będzie smakować), to nie dodawaj go do listy, bo po co?
  • Jeśli znajdziesz danie, które wymaga kupna składników spoza Twojej listy, to śmiało dodaj je do listy przepisów – przecież chodzi tu o elastyczność i czerpanie przyjemności z jedzenia, prawda?

3. Zaplanuj posiłki na wybrany okres czasu lub po prostu powieś sobie listę dań i codziennie wybieraj, co ugotujesz – masz przecież pewność, że składniki są w lodówce.

  • Ważne! Elastyczność nie jest równoznaczna z bezmyślnym marnotrawstwem – jeśli masz otwarty słoik z przecierem pomidorowym, to wykorzystaj go w pierwszej kolejności.
  • Nie wydziwiaj. Masz tyle możliwości, że na pewno każdego dnia znajdziesz coś pysznego, co zechcesz zjeść. Ten system nie polega na zamawianiu codziennie pizzy na kolację!

4. Tok myślenia podczas planowania posiłków ma duże znaczenie. Chodzi o to, by jeść to, co się lubi, ale mieć nad tym kontrolę – tylko wtedy da to pewne oszczędności i pozwoli uniknąć wyrzucania jedzenia. Nawet, jeśli nasz plan jest bardzo ogólny, to lepszy taki, niż żaden!

Poniżej zamieszczam Wam przykład naszego obiadowego menu na tydzień (i tego, jak dostosowujemy się do różnych okoliczności):

  • Poniedziałek. Początek tygodnia to u nas specyficzny moment. Często oznacza dojadanie resztek po niedzieli (bo na przykład byliśmy na rodzinnym obiedzie). Jeśli nie mamy tyle szczęścia, to zazwyczaj jemy coś bardzo prostego, na przykład makaron z sosem carbonara. Wykorzystujemy w ten sposób resztki wędlin z poprzedniego tygodnia. Na poniedziałek nigdy nie planuję obiadów mięsnych, ponieważ zależy mi na ich świeżości, a sklep, w którym zaopatrujemy się w mięso jest w poniedziałki nieczynny. Z kolei mięso kupione w poprzednim tygodniu jest już dawno zjedzone.
  • Wtorek. Mam już mięso, więc mogę przygotować coś, z czego będzie cieszyć się Mój Mąż (dla mnie mięso mogłoby nie istnieć). Lubię robić większe ilości i wykorzystywać je w innych posiłkach. Moim ulubionym przykładem jest zrobienie jednego dnia obiadu z pulpecikami z mięsa mielonego i wykorzystanie go na drugi dzień, na przykład dodając pulpeciki do sosu pomidorowego i podanie ich z makaronem. Kolejny przykład? Usmażone kawałki indyka (podane na przykład z warzywami), które na drugi dzień mogą wylądować w sosie curry.
  • Środa. Wykorzystuję resztki z poprzedniego dnia, jak wyżej.
  • Czwartek. 70% naszych obiadów zawiera makaron albo gnocchi (opcjonalnie kopytka), ponieważ wszyscy je tu uwielbiamy (z Ninką na czele), więc mamy przygotowaną długą listę różnych sosów, z którymi możemy je połączyć. Wszystkie robimy od podstaw, żeby było zdrowiej (ale jednocześnie mam pewność, że ich wykonanie zajmuje mało czasu). Naszymi faworytami są: sos carbonara, sos pomidorowy, szpinakowy z serem, brokułowy i proste pesto. Na życzenie Męża dodaję do nich czasem jakieś mięso. Gnocchi i kopytka to właściwie jedyne gotowe produkty w naszej lodówce – kupuję na wypadek, gdybym musiała przygotować obiad w dużym pośpiechu i nie miała czasu na bawienie się w długie lepienie i gotowanie kluseczek i tym podobnych.
  • Piątek. To u nas dzień dużych zakupów spożywczych, więc staram się wykorzystać jak najwięcej resztek. To idealna pora na zrobienie zapiekanek, tart lub placków. Jeśli decyduję się na zapiekankę ziemniaczaną, to gotuję od razu więcej ziemniaków – przydadzą się na sobotni obiad (można je podsmażyć) lub na przykład do sałatki ziemniaczanej.
  • Sobota. Początek weekendu nie jest u nas równoznaczny z odpoczynkiem. Mąż często jest w pracy, a ja na kursie, więc obiad musi być szybki. Klasyczne podsmażane ziemniaczki, kefir i jajko sadzone goszczą u nas bardzo często. Nie pogardzimy też pierogami!
  • Niedziela. W niedziele opcje obiadowe są trzy. 1. Jedziemy na obiad do rodziny i wtedy problem mamy zazwyczaj z głowy na dwa dni. 2. Jedziemy na jakąś wycieczkę i jemy w restauracji. 3. Jemy obiad w domu i wtedy zawsze robimy jakąś rybę oraz frytki z różnych warzyw. Jeśli zostaną mi kawałki ryby, to w poniedziałek staram się dodać je do sałatki albo wymieszać z ryżem i na przykład groszkiem, po czym uformować z tego pyszne kuleczki – idealne danie dla dwulatki!

Jak widzicie, ten system planowania posiłków wymaga bieżącej analizy stanu swoich zapasów, ale ponieważ ma się gotową listę dań oraz gwarancję posiadania wielu składników, gotowanie jest stosunkowo łatwe i bezstresowe, a daje przy tym poczucie dużej swobody, na której brak tak wiele osób narzeka przy tradycyjnym planowaniu posiłków.

Przygotowałam też dla Was zestawienie kilku internetowych wyszukiwarek przepisów, bardzo pomocne przy układaniu menu!

Viva La Vita (Inteligentna Lodówka)

Puszka

Przepisy.pl

Co jemy?

Jestem bardzo ciekawa, czy tym sposobem przekonam do planowania posiłków tych najbardziej opornych! Jest to świetny wstęp do późniejszego „pełnego” planowania, ponieważ oducza ulegania wszystkim zachciankom, uczy kuchennej kreatywności, ale przy okazji daje nam pewność jedzenia tego, co lubimy 🙂

Jak zaplanować weekendowe porządki?

Kilka dni temu do mojego mieszkania wpadły promienie listopadowego słońca. W ciągu sekundy wiedziałam, jak spędzę zbliżający się długi weekend. I niestety nie mam na myśli długich wycieczek i romantycznych spacerów (choć na to też może znajdzie się czas). Mam na myśli sprzątanie, porządne sprzątanie. W ciągu tygodnia regularnie odkurzam, ścieram kurze i szoruję kabinę prysznicową, ale wspomniane wyżej słońce obnażyło efekty ciągłego działania w pośpiechu. Tu nachlapane, tam wypalcowane…Wykorzystam zatem fakt, że Mąż będzie przez kilka dni w domu i wspólnymi siłami nadrobimy wszystkie zaległości. Przy odrobinie szczęścia może utrzymamy porządek już do Świąt! Jeśli Wy też chcecie wykorzystać któryś weekend na totalną metamorfozę swojego domu, przeczytajcie mój krótki przewodnik o tym, jak zaplanować weekendowe porządki:

OPRACUJ STRATEGIĘ

Planowanie porządków zaczęłam od przejścia przez całe mieszkanie i zapisania, które strefy wymagają pracy. Uwzględniłam nie tylko sprzątanie, ale także organizowanie, bo bez tego nie będzie przecież spektakularnego efektu, prawda? Zapisałam zadania według pomieszczeń. Np. w kuchni planuję umyć piekarnik, przetrzeć fronty szafek, umyć okno i zrobić porządek w szafce z akcesoriami do pieczenia (to tak trochę w ramach przygotowania do Świąt). Dobrze jest przy okazji zerknąć na listę kontrolną (np. z Niezbędnika Zorganizowanej), bo czasem zapominamy o pozornie oczywistych rzeczach.

Gdy już dokładnie wiedziałam, co chcę zrobić, przyszedł czas na ustalenie, kiedy to zrobię. Wiadomo, że nie wszystko da się zaplanować co do minuty, ale warto mieć choć ogólny zarys tego, w jakiej kolejności będziemy sprzątać. Nie chcę na przykład szorować piekarnika, gdy Ninka kręci się w okolicy, dlatego sprzątanie kuchni zaplanowałam na porę jej drzemki.

Można też pójść o krok dalej i przygotować już wcześniej obiady na weekend, żeby nie odrywać się od pracy, podrzucić małe dzieci do dziadków, żeby nie przeszkadzały itd…Jak sprzątanie, to na całego!

PRZYGOTUJ ŚRODKI DO CZYSZCZENIA

Bo chyba nie ma nic bardziej denerwującego, niż gdy w połowie sprzątania, w brudnym dresie i z włosami w totalnym nieładzie, orientujesz się, że masz resztkę sprayu do mycia szyb…Przygotuj worki na śmieci, środki do czyszczenia, gąbki, ręczniki papierowe, wiadra i wszystko to, co uznasz za konieczne.

ZAANGAŻUJ POMOCNIKÓW

Mąż nie ma wyjścia – jest dorosłym domownikiem, więc jego udział jest obowiązkowy, bez względu na to, kto akurat gra mecz! Starsze dzieci też mogą pomóc, oczywiście w miarę swoich możliwości (tutaj znajdziecie podpowiedź, jakie zadania można powierzyć dzieciom w zależności od ich wieku). Jeśli może pomóc mama czy koleżanka, to jeszcze lepiej! Przy wyrzucaniu rzeczy dobrze mieć kogoś, kto nie ma sentymentu do naszego bałaganu.

NIE OCIĄGAJ SIĘ, DZIAŁAJ!

Jeśli postanowisz sobie, że zaczynasz akcję w sobotę rano, to nie wyleguj się w łóżku do 12:00! Wstań o rozsądnej porze, zjedz obfite śniadanie (energia się przyda), włącz ulubioną muzykę i do dzieła! Pod koniec dnia będziesz sobie dziękować za taką mobilizację!

 

Lubicie takie weekendowe sprzątaniowe zrywy czy wolicie rozłożyć pracę na części? 🙂