Browsing Category: OSZCZĘDZANIE

Jak kontrolować finanse?

W życiu każdej w miarę zorganizowanej osoby przychodzi taki moment, kiedy czuje, że musi się zorganizować jeszcze bardziej…

Ta myśl dopadła mnie kilka dni temu, ale jeszcze wtedy nie uświadamiałam sobie, której sfery życia dotyczy…Miałam uporządkowane ubrania, garnki poukładane według rozmiarów, zapasy kosmetyków odpowiednio przechowywane…Co jeszcze mogę zrobić?! I wtedy mnie olśniło! Mogę W KOŃCU uporządkować nasze wydatki i zacząć nad nimi panować (i widzieć efekty w postaci zwiększającej się kwoty na koncie oszczędnościowym)!

persSavings

Dlaczego do tej pory miałam z tym problem? Otóż za każdym razem, gdy postanawiałam, że od teraz w naszym domu królują takie słowa, jak „budżet” i „oszczędzanie”, wiązało się to z wprowadzaniem wielu (często nierealnych) ograniczeń. Określałam kwoty, które możemy wydać na jedzenie, ale brałam je z kosmosu. Określałam budżet na ubrania, ale nie brałam pod uwagę faktu, że np. przyszła zima i trzeba kupić kurtki, co automatycznie wiąże się z co najmniej dwukrotnym przekroczeniem założonej kwoty. Problem tkwił po prostu w tym, że zbyt szybko chciałam osiągnąć swój cel i przez to działałam zbyt pochopnie i chaotycznie.

Tym razem zdecydowałam się zabrać do tego na spokojnie – pokażę Wam, jak!

1. Zrobiłam bardzo dokładny research.

Sposobów na oszczędzanie jest wiele. Sposobów na ewidencjonowanie wydatków jest jeszcze więcej. Jak się w tym odnaleźć? Zróbcie research! Tylko w ten sposób przekonacie się o tym, jak inni ludzie radzą sobie z tym tematem i na tej podstawie będziecie w stanie określić, co odpowiada WAM i WASZEJ RODZINIE. Zastanówcie się, czy wolicie używać plików Excel, aplikacji w telefonie czy zwykłej kartki i długopisu? Wolicie planować budżet na dzień? Tydzień? Miesiąc? Na jakie kategorie go podzielicie? Która opcja będzie DLA WAS najłatwiejsza? Dobrze jest zorientować się, jakie macie opcje – chyba, że macie już w głowie pomysł na swój idealny system 🙂

2. Określiłam priorytety.

Podejmując się tego wyzwania wiedziałam jedno – nie będę w stanie określić konkretnego budżetu domowego (a co za tym idzie zacząć ŚWIADOMIE oszczędzać), dopóki nie będę konkretnie wiedzieć, na co (i ile) wydajemy co miesiąc nasze wypłaty. Znacie to uczucie, kiedy w połowie miesiąca okazuje się, że na koncie zostało Wam już bardzo, bardzo, baaaardzo mało pieniędzy i macie wrażenie, że ktoś ewidentnie musiał Was okraść, ale po bliższym przyjrzeniu się wyciągom z bankom z przerażeniem stwierdzacie, że to nie kradzież, a po prostu Wasza „lekka ręka” do wydawania pieniędzy na głupoty? No właśnie! Chcę wiedzieć, ile mnie te głupoty kosztują i jest to aktualnie mój główny cel – daję sobie czas do końca września na wyciągnięcie odpowiednich wniosków.

Gdy już będę wiedzieć, gdzie znikają moje pieniądze, wtedy będę w stanie bardzo konkretnie określić, jakie kwoty przeznaczać miesięcznie na konkretne cele.

3. Zaczęłam od razu!

Nie od początku miesiąca, nie od poniedziałku, ani tym bardziej nie po Nowym Roku – chcesz zacząć kontrolować wydatki? Dlaczego nie zaczniesz teraz!? Wiedziałam, że muszę kuć żelazo, póki gorące i zabrać się do roboty, póki miałam zapał i tak też zrobiłam. Oczywiście nie łudziłam się, że wszystkie paragony z pierwszej połowy miesiąca nagle cudownie się odnajdą (przechowuję tylko te z dużych zakupów, a reszta ląduje w śmietniku), ale co z tego? Zaczęłam 15.08., a część wydatków udało mi się odtworzyć dzięki bankowości online.

4. Stworzyłam SWOJE WŁASNE tabelki.

Z doświadczenia wiedziałam, że w moim przypadku najlepiej sprawdzi się prowadzenie domowej księgowości na piśmie, więc ruszyłam na poszukiwanie inspiracji. Owszem, w internecie roi się od darmowych szablonów do kontroli domowych budżetów, ale żaden nie odpowiadał mi w 100% – nie po to spędziłam tyle godzin na poszukiwaniu porad w internecie (patrz pkt 1), żeby teraz godzić się na jakieś półśrodki! Stworzyłam swoje własne szablony w Wordzie i jestem z nich bardzo zadowolona!

5. Zrobiłam osobny segregator na nasze rodzinne finanse.

Po pierwsze – w tym projekcie porzuciłam pogoń za pięknem na rzecz praktyczności. Nie bawiłam się w jakieś upiększacze i wysublimowane czcionki – zwykłe tabelki w zupełności wystarczą!

Po drugie – podzieliłam segregator na kilka części, które są DLA MNIE odpowiednie i logiczne:

– miesięczne przychody

– miesięczne opłaty stałe (jednocześnie jest to dobry sposób na kontrolowanie tego, czy opłaty zostały faktycznie zrobione)

-miesięczne wydatki. Tu się zatrzymam na chwilkę. Ów tabelę podzieliłam na kilka kategorii, które są najbardziej odpowiednie DLA MOJEJ RODZINY. U jednych będzie miejsce na wydatki na zwierzęta (ja nie mam), a u innych na podróże (też nie mam, hmmm…). U mnie pojawiły się takie punkty, jak jedzenie, ale za to jest też osobna rubryka na jedzenie na mieście, które jest naszą dużą słabością (niedługo przekonamy się, jak bardzo kosztowną haha!). Mam też osobną rubrykę na kosmetyki, na ubrania, na zdrowie, na samochód… Długo dyskutowałam z Mężem o tym, jak powinna wyglądać ta tabelka i uważamy, że dla nas jest ona najbardziej odpowiednia 🙂 Pamiętajcie – to WY będziecie z niej korzystać, więc postarajcie się ją dostosować do siebie, a nie siebie do niej 😉

– miejsce na paragony z aktualnego miesiąca (Zanim wprowadzę dane do tabelki, zakreślam na paragonie datę, kwotę i opisuję kategorię. Jeśli w jednym miejscu kupiłam rzeczy z kilku kategorii to właśnie na paragonie rozbijam tę kwotę na części. W tym samym miejscu trzymam też paragony za produkty, które mogłabym potencjalnie w przyszłości reklamować – są spięte spinaczem, żeby nie pomieszały się z resztą i opisane ołówkiem. Po zakończeniu miesiąca te paragony powędrują gdzie indziej, a „zwykłe” rachunki wylądują w śmietniku)

– miejsce na paragony „do reklamacji”, które są już posegregowane na miesiące i ułożone chronologicznie). Ze względu na ich dużą objętość zostały one umieszczone w przezroczystej plastikowej kopercie, którą przykleiłam do wewnętrznej strony okładki segregatora (pozostałe części są w zwykłych koszulkach foliowych).

.

Jak widzicie nie jest to nic skomplikowanego, nie wymaga też dużo nakładu finansowego (pfff no to by też było!) ani poświęcenia dużej ilości czasu – wbrew pozorom wpisanie danych do tabelki i ich ewentualne podsumowanie trwa może z 10 minut.

Głęboko wierzę, że tym razem uda mi się osiągnąć sukces na tym polu 🙂

A jak to wygląda u Was? Macie swoje sposoby na ogarnięcie domowego budżetu? Podzielcie się nimi w komentarzach! 🙂

„Projekt 5” – najlepszy sposób na łatwe oszczędzanie!

Mój Mąż przypomniał mi o pewnej akcji oszczędnościowej, którą przeprowadzaliśmy w okresie narzeczeństwa, gdy zbieraliśmy pieniądze na naszą pierwszą pralkę :) Pomysł jest banalnie prosty, a co najlepsze – efekty są widoczne bardzo szybko!

Na czym polega „Projekt 5″?

Płacimy tylko gotówką, a za każdym razem, gdy dostaniemy resztę i znajdzie się wśród niej moneta 5 zł – do skarbonki!  Tylko tyle! Czyż nie jest to sposób idealny? ;)

Ostrzegam – na początku można odczuwać lekką frustrację, ponieważ 5 zł to jednak AŻ 5 zł, ale uwierzcie mi – z każdym dniem coraz łatwiej przychodziło mi rozstawanie się z tymi monetami, a pod koniec projektu wręcz obsesyjnie obliczałam, jakimi banknotami i monetami mam zapłacić w sklepie, żeby zwiększyć swoje szanse na dostanie „piątki”! :)

Niestety, nie pamiętam dokładnie, jaką kwotę udało nam się wtedy uzbierać, ale pamiętam, że była…satysfakcjonująca ;)

Spróbujcie – warto!

5

Rozsądne zakupy odzieżowe

W poście dotyczącym oszczędności (możecie go przeczytać tutaj) obiecywałam, że podzielę się z Wami naszymi sposobami na wprowadzenie ładu i składu do naszych zakupów odzieżowych.

Zazwyczaj spontaniczne (a wręcz lekkomyślne), pochłaniały znaczną część naszych zasobów finansowych. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby być co chwilę „na minusie”, ale przecież trzeba się porządnie ubrać! Wszak jak Cię widzą, tak Cię piszą! ;) Uznaliśmy wspólnie, że z zakupów nie zrezygnujemy (przecież należy nam się ta chwila przyjemności, skoro pracujemy przez cały miesiąc!), ale będziemy je robić bardziej „z głową”.

Tylko skąd brać na to pieniądze?

cz.1 selekcja

 

Nasz sposób jest prosty – sprzedajemy to, czego nie nosimy! Na Allegro, wśród znajomych, wśród znajomych naszych znajomych…Polecam! Będziecie zaskoczeni tym, ile osób chętnie przejmie Wasze ubrania.

Oczywiście musimy się trzymać kilku prostych zasad:

– sprzedajemy za rozsądne ceny – np. t-shirt, który kupiłam rok temu, nosiłam kilka razy, jest w dobrym stanie, a kosztował 50zł, sprzedaję zazwyczaj za 15-20zł. Jeśli coś jest całkiem nowe i nigdy nie było noszone, sprzedaję za ok. 10% mniej, niż pierwotna cena. Osobiście wolę sprzedać kilka rzeczy za niższe kwoty i dzięki temu szybciej się ich pozbyć, niż trzymać kilka worów ubrań w domu, bo nie znalazłam kupca…

– sprzedajemy tylko to, co jest naprawdę w dobrym stanie – chyba, że zaznaczymy kupcowi, że produkt ma wady i on się na to zdecyduje. Po co szargać sobie opinię jakimiś „negatywami”?

Bardzo często sprzedaję moje ubrania w zestawach – może i zarabiam na tym mniej, ale na pewno szybciej.

 

Każdy ma swoją metodę selekcji ubrań. Ja stosuję się do kilku zasad:

– nie nosiłam przez ostatni rok? NA BOK!

– nie pasuje mi rozmiar? NA BOK!

– nie pasuje do żadnych innych ubrań w mojej szafie? NA BOK!

– nie pasuje mi wzór / kolor/ fason? NA BOK!

Następnie segreguję to, co poszło NA BOK :)

– nowe? SPRZEDAJĘ!

– noszone, ale w bardzo dobrym stanie? SPRZEDAJĘ!

– noszone, trochę zużyte? Dwie opcje: zostawiam na tzw. „PO DOMU” (niektórzy używają określenia „do sprzątania” lub „do biegania”) lub ODDAJĘ POTRZEBUJĄCYM

– noszone, totalnie zużyte, po prostu obciach? Robię z takich rzeczy SZMATKI :)Ścieram nimi kurze i takie tam, potem je piorę i znów wracają do obiegu – dzięki temu oszczędzam na ręcznikach papierowych i właściwie to jeszcze jestem na dodatek ekologiczna!

Taka selekcja ma na celu dwie rzeczy: pomóc nam zarobić łatwo pieniądze oraz zrobić miejsce w szafach (żeby mieć miejsce na nowe ubrania, a jakże!).

Po zrobieniu wstępnej selekcji przychodzi czas na dokładniejsze przyjrzenie się zawartości naszej garderoby, ale o tym kiedy indziej… :)

cz.2 zorganizowana szafa

Jak już wspominałam tutaj, zorganizowane i przemyślane zakupy są nieodłącznym elementem mojej nowej strategii oszczędzania. Co prawda wolałabym być bardziej spontaniczna i szalona w tej kwestii, ale cóż…Ekonomia ;)

poprzedniej części pokazałam Wam, w jaki sposób dokonać szybkiej selekcji Waszych zasobów odzieżowych i jak w rezultacie nie tylko pozbyć się zbędnych rzeczy, ale także zarobić na kolejne!

Tym razem chciałabym zaprezentować kilka prostych sposobów na zorganizowanie szafy – jaki to ma związek z rozsądnymi zakupami i oszczędzaniem? Bezpośredni!

Zorganizowana szafa to przejrzysta szafa – gołym okiem widać, czego nam brakuje, a czego mamy w nadmiarze, co ułatwi nam przemyślane zakupy!

Dodatkowo, w „przewietrzonej” szafie nie znajdziemy rzuconych w kąt koszulek, poplątanych naszyjników, pogniecionych spodni czy zaciągniętych swetrów – wszystko ma swoje miejsce, ma swoją przestrzeń i jest traktowane z należytym szacunkiem! Zadbane ubrania starczą nam na dłużej! Kolejna oszczędność!

Każdy ma swój sposób na uporządkowanie szafy – ja moją reorganizuję kilka razy w roku, w poszukiwaniu idealnego systemu (nadal szukam…).

Ogólny schemat pozostaje jednak zawsze mniej więcej taki sam:

WIESZAMY:

  • spodnie
  • spódnice
  • sukienki
  • koszule
  • marynarki
  • kurtki
  • płaszcze

SKŁADAMY:

  • swetry
  • koszulki
  • dżinsy
  • odzież „domową”

Poniżej przykład:

(źrodło)

 

Ja osobiście wolę drugą opcję, czyli…

Układanie według koloru:

– od najjaśniejszego do najciemniejszego lub

– według własnej inwencji twórczej ;)

(źródło)

To tyle w kwestii teorii i inspiracji – już niebawem pokażę Wam, w jaki sposób zorganizowałam moją szafę oraz jak tworzę listę (oszczędnych) zakupów odzieżowych!

cz.3 tworzenie listy zakupów

Ok, miejsce w szafie zrobione, wszystko pięknie poukładane, czas więc na stworzenie listy zakupów, a właściwie listy REALNYCH potrzeb ubraniowych.

Pierwszy krok polega na analizie rzeczy, których się pozbyłyśmy. Podam przykład z mojego życia: na kupce” do sprzedaży” notorycznie lądują u mnie t-shirty z nadrukami, kolorowe spodnie, obcisłe góry i spódniczki. Jaki z tego wniosek? NIE KUPOWAĆ TYCH RZECZY W PRZYSZŁOŚCI! Ewidentnie w nich nie chodzę, źle się w nich czuję, więc po co? Oczywiście i tak zawsze skusi mnie coś z „zakazanej listy”, ale walczę z tym ;)Idzie mi coraz lepiej!

Następnie musimy się zastanowić, czego TAK NAPRAWDĘ potrzebujemy i, co najważniejsze, CZY W OGÓLE potrzebujemy? Ja stosuję prostą metodę – jeśli podczas ubierania się kilka razy przejdzie mi przez myśl, że np. przydałby mi się czarny sweter, to wpisuję go na listę zakupów.

Taką listę biorę ze sobą na zakupy i kurczowo się jej trzymam!

Jednak nie oczekujcie ode mnie cudów – zdarza mi się wpaść w haniebny  zakupowy trans i zapomnieć o mojej akcji oszczędnościowej…Gdy nagle w moje ręce trafi okaz, którego nie ma na liście,a który bardzo do mnie przemawia to musi spełnić trzy kryteria:

– Czy jest dobrej jakości? Czy przetrwa dłużej, niż do pierwszego prania (i to ręcznego!)? Ta zasada tyczy się właściwie KAŻDEGO zakupu – pamiętajmy, że na pewnych rzeczach po prostu nie warto oszczędzać!

– Muszę być w tym czymś zakochana! Nie, że mi się podoba…Nie, że jest fajne, trendy i cool…Nie! Mam być w tym zakochana i moje życie będzie bez sensu, jeśli tego nie kupię!

– Muszę mieć pomysł na 3 stylizacje z wykorzystaniem tej zdobyczy – nie mniej! Żeby ułatwić sobie zadanie (przecież jestem zakochana i muszę TO mieć!) wymyślam banalne stylizacje typu: do tej sukienki ubiorę czarne czółenka (1 stylizacja), mogę też ubrać marynarkę (2 stylizacja) i właściwie to szare kozaczki też będą dobrze z nią wyglądać (3 stylizacja!), ale cóż – czasem można zaszaleć;)

W moim mniemaniu w rozsądnych zakupach odzieżowych nie chodzi o to, by pieniędzy nie wydawać w ogóle, ale o to, by kupić to, czego naprawdę potrzebujemy, co nam się szczerze podoba i w czym czujemy się i wyglądamy rewelacyjnie (a nie tylko poprawnie), co będzie nam długo służyć i co będzie po prostu WARTE wydania pieniędzy!

Udanych zakupów! :)

52-tygodniowe wyzwanie oszczędnościowe

Długo czekałam, aż zacznie się Nowy Rok i będę mogła rozpocząć 52-tygodniowe wyzwanie oszczędnościowe, o którym przeczytałam na Saving Every Day

W prosty sposób, odkładając pieniądze według poniższego planu, pod koniec roku będę miała dodatkowe 1 378,00zł! Miła perspektywa! 🙂

Zobaczcie, jakie to proste:

52

W pierwszym tygodniu roku odkładamy 1zł (w oryginale 1$), w drugim tygodniu 2zł, i tak dalej…W 52 tygodniu będziemy już mieć całkiem przyjemną sumę na drobne wydatki!