Browsing Category: OSZCZĘDZANIE

Mój nowy sposób na oszczędzanie i kontrolowanie wydatków

Halo, haaalo! Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Wiem po statystykach, że tak! Bardzo się cieszę, że nadal wpadacie tu w poszukiwaniu organizacyjnego i oszczędnościowego natchnienia 🙂 Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, które otrzymałam podczas mojej blogowej nieobecności!

Potrzebowałam odrobiny odpoczynku, ale nie myślcie, że w tym czasie próżnowałam! Co to, to nie! 😉 Powolutku, bez presji czasu, wprowadzałam kolejne zmiany i udoskonalenia w naszym domu, a teraz przyszła pora na to, by się nimi z Wami podzielić. Nie chcę obiecywać, że będę pisać regularnie, 3 razy w tygodniu itp, ale mogę zapewnić, że postaram się pisać wtedy, gdy poczuję natchnienie, czyli pewnie kilka razy w miesiącu. Mam nadzieję, że ten brak harmonogramu nie będzie Wam przeszkadzał, a wręcz docenicie ten dreszczyk niepewności hihi 😉

Dziś chciałabym Wam krótko opisać nasz nowy sposób na oszczędzanie i kontrolowanie wydatków. Wiecie, że zawsze poszukuję systemu idealnego i co chwilę testuję nowe rozwiązania, ponieważ poprzednie nie spełniają w 100% moich oczekiwań. Tym razem zainspirował mnie…Facebook! A właściwie pewien cytat, który pewnego dnia pojawił się na mojej tablicy. Nie powtórzę go dokładnie, ale sens był mniej więcej taki: „NIE OSZCZĘDZAJ TEGO, CO ZOSTAŁO CI PO WSZYSTKICH WYDATKACH, LECZ WYDAWAJ TO, CO ZOSTAŁO, PO ODŁOŻENIU OSZCZĘDNOŚCI”. Autorem tych słów jest Warren Buffett, więc wierzę, że wie, co mówi! W moim przypadku interpretacja jest następująca: „OSZCZĘDNOŚCI ODKŁADAJ NA POCZĄTKU MIESIĄCA, A DOPIERO POTEM ROZDYSPONUJ TO, CO CI ZOSTAŁO”. Do tej pory moje oszczędzanie wyglądało tak: wielkie plany i obietnice na początku miesiąca, pilnowanie się przez pierwsze dni, a po upływie kilkunastu dni duże zaskoczenie („Gdzie się podziały nasze pieniądze?!?”), połączone z gorliwymi obietnicami poprawy po następnej wypłacie…

Muszę tu wspomnieć, że aktualnie odkładamy pieniądze na 3 różne cele:

1. Pieniądze dla Córki – odkładamy 1 zł za każdy dzień Jej życia. W praktyce wygląda to tak, że wpłacamy na osobne konto jednorazowo wartość odpowiadającą ilości dni w miesiącu (np. w maju 30 zł). W ten sposób na Jej 18 urodziny będziemy mieli zgromadzone (bez wysiłku!) ponad 6,500 zł!

2. 52 tygodnie oszczędzania – ten sposób już znacie 🙂 Mam nadzieję, że nadal jesteście ze mną i dzielnie wrzucacie złotówki do słoika / skarbonki / czegokolwiek innego!

3. Budżet awaryjny – pieniądze z tej puli przeznaczamy na większe zakupy (np. fotelik do samochodu), naprawy oraz inne nieprzewidziane wydatki. Dążymy do tego, by zawsze była tam pewna kwota.

Zainspirowana wypowiedzią pana Buffetta, pieniądze na te cele zaczęłam odkładać na początku miesiąca i od tej pory jestem trochę spokojniejsza – mam pewność, że nasz minimalny plan oszczędnościowy jest zrealizowany.

Oszczędności ogarnięte, czas na domowy budżet! Na podstawie tabelek, które nadal skrupulatnie uzupełniam, jestem już w stanie określić, ile średnio wydajemy na konkretne kategorie wydatków. I tu pojawia się nowość!

colorful-360080_1280

Znacie stary sposób na trzymanie pieniędzy w kopertach? Sprawdziłam – działa!

Przede wszystkim potwierdza się tu znana teoria głosząca, że podstawą oszczędności jest operowanie gotówką, ponieważ widać wyraźnie, ile pieniędzy nam ubywa. To prawda!

Ponadto, gdy wiemy dokładnie, ile pieniędzy chcemy przeznaczyć w danym miesiącu np. na ubrania, łatwiej jest nam kontrolować się podczas zakupów.

Jak to wygląda w praktyce?

Na początku ustalamy (wspólnie!) budżet na konkretne kategorie wydatków. Posługujemy się tabelkami z naszym budżetem domowym, ale oczywiście bierzemy też pod uwagę okoliczności i staramy się przewidzieć, na co być może trzeba będzie wydać trochę więcej (np. któreś z nas potrzebuje nowych butów, zbliża się termin zapłaty za ubezpieczenie samochodu itp.)

Następnie przygotowujemy określoną ilość kopert i zapisujemy na nich kwotę oraz jej przeznaczenie. Wypełniamy koperty ustaloną ilością pieniędzy.

Na zakupy idziemy z konkretną kopertą lub częścią jej zawartości.

Np. jakiś czas temu wybrałam się do Rossmanna z kopertą z pieniędzmi na kosmetyki oraz z kwotą na wydatki dziecięce. Przy kasie (nie było kolejki) poprosiłam o wystawienie dwóch  paragonów i zapłaciłam osobno za rzeczy z konkretnych kategorii. Kasjerka powiedziała mi, że coraz częściej widuje klientów z kopertami i chyba sama wypróbuje ten sposób – kupiła już nawet koperty 😉 Jest to więc chyba dość popularny sposób 🙂 Oczywiście nie zawsze jest czas na takie cudowanie – w takich sytuacjach po powrocie do domu przekładam pieniądze z jednej koperty do drugiej. Nie zapominam też o zabraniu paragonu do późniejszej analizy.

Jeśli pod koniec miesiąca okaże się, że np. w kopercie ze środkami na chemię domową macie zaskakująco dużo, a brakuje Wam na chleb, to śmiało możecie przekładać pieniądze z jednej koperty do drugiej – w końcu to Wasze pieniądze! Jeśli zostanie Wam po trochę z każdej kategorii to może warto dołożyć tę kwotę do konta oszczędnościowego? Choć ja bym to pewnie w euforii wydała, bo przecież taką postawę trzeba sobie jakoś wynagrodzić 😉

.

System zadziałał – miesiąc skończyliśmy na plusie!

W maju znowu próbujemy 🙂 Z jedną małą uwagą – koperty zastąpiłam woreczkami strunowymi, które zajmują trochę mniej miejsca, są bardziej elastyczne i można je wielokrotnie otwierać i zamykać 🙂

.

Jak Wam się podoba ten sposób – spróbujecie?

Koniecznie dajcie mi znać, o czym chcielibyście poczytać w najbliższym czasie! 🙂

.

Zainteresował Was temat oszczędzania? Zerknijcie tutaj!:

Jak stworzyć idealny system kontroli wydatków?

Moje wrażenia po 1,5 miesiąca kontroli finansów.

Moja zakupowa taktyka.

Finansowy planner do wydruku.

Projekt 5 – łatwy sposób na oszczędzanie.

Czy warto porównywać ceny?

Ile kosztuje (moje) dziecko

Budżet domowy zaczęłam prowadzić, gdy byłam w 3 trymestrze ciąży (wpis z tamtego czasu znajdziecie tutaj). To właśnie wtedy (tak, dopiero wtedy) dotarło do mnie, że powinniśmy zacząć poważniej podchodzić do kwestii naszych wydatków. Szczerze mówiąc byłam przerażona tym, jak sobie poradzimy. Absolutnie nie chodzi mi tu o to, by narzekać na zarobki, bo nie są takie złe, ale raczej o to, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i im więcej zarabialiśmy, tym więcej wydawaliśmy…a że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, to jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, że nagle będziemy mieli do wydania o…no właśnie, o ile mniej? 200zł? 500zł 1000zł? 2000zł? Zaczęłam szperać w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Znalazłam wiele artykułów, które poruszały ten temat, ale…bez konkretów. Stwierdzenie typu :”To, ile wydasz na dziecko, zależy od tego, czy będziesz kupować tanie rzeczy czy drogie” jakoś do mnie nie przemawiało. Był początek sierpnia, do terminu porodu zostały mi prawie 3 miesiące (jak się później okazało, czasu było jednak trochę mniej), więc postanowiłam zacząć szczegółowo zapisywać wydatki na dziecko – dla zaspokojenia własnej ciekawości, by podzielić się wiedzą z innymi, na przyszłość. Dziś pokażę Wam wyniki moich skrupulatnych wyliczeń. Jestem bardzo ciekawa, jak wypadnę na tle czytających to mam 😉

WYDATKI NA DZIECKO

6685,55zł. Mało? Dużo? W sam raz? Sama nie wiem…

Jak widzicie wydatki nie były zbytnio rozłożone w czasie. Prawdziwe zakupy zaczęłam robić dopiero w październiku. To nie było najłatwiejsza ciąża, bardzo bałam się o jej finał, więc kupiłam tylko to, co będzie nam potrzebne w szpitalu. Z resztą się wstrzymywałam, bo bałam się, że zapeszę (taka nowoczesna, a wierzy w zabobony, no wstyd!). W rezultacie, gdy Ninka przyszła na świat w 38 tygodniu ciąży, my nie mieliśmy dla niej nawet łóżeczka… Ale za to potem zaczęliśmy szaleć. Dosłownie. Działałam totalnie na oślep. Wysyłałam Męża po różne gadżety, których nigdy potem nie użyłam. Nakupowałam zabawek, którymi dziecko nie potrafi się jeszcze bawić. No i te rozkoszne malutkie ubranka, z których wyrosła, zanim zdążyłam jej ubrać! Eh…Wiecie jak to jest przy pierwszym dziecku 😉

Ale przejdźmy może do wyjaśnienia kilku szczegółów z tabelki:

Ta duża kwota w kategorii „Akcesoria” w październiku to wózek. Był to prezent od Mojej Mamy, ale postanowiłam uwzględnić go w tych podliczeniach, żeby na przyszłość wiedzieć, jaki to koszt.

Większe sumy w kategorii „Zdrowie” to szczepionki.

Dużo pieniędzy wydajemy na mleko modyfikowane – zamawiam je głównie przez internet, bo ciężko je dostać, a i ceny bywają skrajnie różne np. puszka 400g w Super Pharm kosztuje 38zł, a w jednej z internetowych aptek kupiłam ją za 26zł…

Dzięki wspaniałomyślności naszych bliskich, udało nam się zmniejszyć wydatki na pieluszki – dają je nam w prezencie, zamiast kolejnej grzechotki. Polecam Wam takie rozwiązanie – pieluchy ZAWSZE się przydadzą!

Co do ubranek to sprawa jest trudna – na rynku jest tyle pięknych rzeczy, że trudno się zdecydować! I trudno sobie odmówić! No właśnie – SOBIE. Bo w tych pierwszych miesiącach ubieramy dziecko właściwie dla siebie…Porobiłam dużo zapasów na wyprzedażach, ale teraz znacznie przystopowałam – widać to w tabelce baaaardzo wyraźnie! Aktualnie jestem w trakcie dokonywanie selekcji ubranek – część zostawię, a część sprzedam i dzięki temu zyskam (bezboleśnie) pieniądze na kolejne.

Przez moment miałam straszną ochotę na kupowanie Nince różnych trendy zabawek (która mama nie wzdycha do produktów Maileg?), ale namyśle zdecydowałam, że na razie skupię się na tworzeniu jej osobistej biblioteczki – lubi oglądać książeczki, a na maskotki przyjdzie jeszcze czas.

.

Mam pewne obawy, że z upływem czasu będzie mi coraz trudniej odmówić temu ślicznemu dziubkowi, dlatego korzystam (finansowo!) z tego, że jeszcze nie wie, na czym polega wymuszanie kupna zabawki płaczem 😉

SAMSUNG CSC

Teraz, gdy znacie już prawie wszystkie moje finansowe sekrety, czas na Was!

Zdradzicie mi w komentarzach, ile wydajecie na swoje dzieci? 🙂

Porównywanie cen – czy warto?

Tym, którym nie chce się czytać całego wpisu, odpowiadam od razu – WARTO! 😉

Na początek trochę matematyki.

Gdy zaczęłam przygodę z budżetem domowym, bardzo wyraźnie zobaczyłam, że dużo pieniędzy wydajemy na jedzenie (wstrętne żarłoki!). Nie odkryłam Ameryki zauważając, że te kwoty można w jakimś stopniu zmniejszyć. W podsumowaniu po 1,5 miesiąca kontroli wydatków pisałam Wam o tym, że dzięki planowaniu posiłków zaczęliśmy wydawać ok. 30% mniej na jedzenie – całkiem niezły wynik, prawda? Co więcej, w listopadzie, gdy w ogóle nie miałam głowy do gotowania (wiadomo – dziecko i takie tam), a zakupy spożywcze miały charakter spontanicznych zrywów i służyły zaspokajaniu smakowych zachcianek, nasze wydatki znów podskoczyły do góry, co jest kolejnym dowodem na to, że moja wcześniejsza metoda działała. W grudniu ogarnęłam się i w domu znów zaroiło się od karteczek z listami zadań i…listami zakupów tworzonymi po to, by przestać marnotrawić pieniądze na kuszące (acz niepotrzebne) produkty (ooooch te okrutnie pyszne batoniki, które bezczelnie patrzą na mnie z półek, gdy stoję w kolejce do kasy i prowokują mnie do złych uczynków – rozpusty finansowej i zaniechania diety).

Żeby nie być gołosłowną, przygotowałam mały wykres,który obrazuje nasze wydatki na jedzenie – od sierpnia 2014 do stycznia 2015:

wydatki na jedzenie

Zanim zaczęłam planować wydatki i posiłki, na jedzenie wydawaliśmy około 1000 zł miesięcznie. Dużo za dużo, aż wstyd mi to pisać. Na wstępie (sierpień) udało nam się zmniejszyć wydatki o jakieś 200-250 zł. Haniebny listopad jest bardzo widoczny na wykresie – nie dziwię się, że moja waga nie spadała, skoro ta linia tak wzrosła 😉 Popatrzcie, co się stało w styczniu – prawdziwy sukces, triumf i fanfary! 609,26 zł!!!! I wiecie co? Nie głodowaliśmy, jedliśmy 5 posiłków dziennie, dość zdrowych i całkiem smacznych 😉

Nadal uczę się sztuki planowania posiłków, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej – niebawem napiszę Wam szczegółowo, jak to teraz u mnie wygląda.

Ok, to tyle tytułem wstępu, a teraz konkrety.

Oprócz zapisywania CO kupuję, przez pierwsze miesiące zapisywałam też szczegółowo GDZIE robiłam zakupy. Na tej podstawie doszłam do wniosku, że najmniejsze kwoty wydaję w Biedronce, a na drugim miejscu w Kauflandzie – była to dość użyteczna informacja. Ograniczyliśmy się do robienia zakupów w tych dwóch sklepach i już.

Jakiś czas później trafiłam na słynny już artykuł Michała Szafrańskiego na temat deserku Monte – znacie? 🙂 Jeśli nie to koniecznie nadróbcie zaległości (tutaj)!

W skrócie – Michał porównał ceny tego produktu w różnych sklepach i wynik był szokujący! Najniższa cena wyniosła 4,26 zł, a najwyższa…7,30 zł!!! Szczęka mi opadła, gdy to przeczytałam, dosłownie mnie zamurowało! Po chwili przyszła jednak refleksja – ile razy ja przepłacam?

Mój Mąż śmieje się, że nasze tygodniowe listy zakupów są zazwyczaj takie same – hmmmm coś w tym jest… Ale skoro co chwilę kupujemy to samo, to gdzie powinniśmy to kupować, żeby wyszło NAJTANIEJ, a nie tylko TANIEJ?

Spojrzałam na nasze paragony – faktycznie była różnica! Np. makaron pełnoziarnisty – w Biedronce kosztuje 2,95 zł za 500 g (wyprodukowany dla Biedronki przez Lubella). W opolskim Kauflandzie wycofano wszystkie pełnoziarniste makarony Lubelli, więc kupiliśmy najtańszą (!) alternatywę – kosztowała 6,99 zł… Ok – może i jest w jakimś aspekcie lepszy, ale nie jestem aż tak wielką koneserką makaronów, by zauważyć różnicę 😉 Oczywiście to tylko pierwszy przykład z brzegu – nie zawsze porównanie wychodzi na korzyść Biedronki, a gdybym zapuściła się w inne rejony miasta to być może okazałoby się, że np. w Aldi jest jeszcze taniej. Chciałam Wam tylko pokazać, że te różnice rzeczywiście istnieją!

Dało mi to wszystko trochę do myślenia – czy nie byłoby dobrze poznać najkorzystniejsze ceny ulubionych produktów i np. dzięki temu wiedzieć, kiedy coś jest rzeczywiście w promocji, a kiedy przecena jest tylko sprytnym zabiegiem marketingowym? Mój Mąż specjalizuje się np. w pieluszkowych promocjach – wylicza, jaki jest koszt jednej sztuki i mówi „W sklepie X koszt wynosi 53 gr za sztukę, a w sklepie Y robią „promocję” z 58 gr za sztukę!” – bardzo podoba mi się takie myślenie i chcę je zastosować także podczas zakupów spożywczych.

Na początek zrobiłam sobie listę niezbędnych produktów spożywczych – czyli tego, co mamy zazwyczaj w lodówce i mojej „spiżarni”. Nie ma sensu porównywać cen produktów, które kupujemy bardzo rzadko – tzn. jeśli ktoś bardzo ma na to ochotę, to proszę bardzo 😉 Ja nie mam na to czasu, więc skupiam się na tych najważniejszych 🙂 Będę zapisywać, jakie są ich ceny w poszczególnych sklepach (najlepiej prowadzić obserwacje przez kilka miesięcy, choć mam nadzieję, ze odpowiednie wnioski nasuną się wcześniej). Jeśli z moich zapisków wyniknie, że np. fasola czerwona w puszce jest najtańsza w sklepie X i kosztuje tam 1,99 zł, to będę ją tam kupować, ALE jeśli zobaczę w gazetce reklamowej, że w sklepie Y jest promocja i kosztuje tam 1,49 zł, to kupię od razu kilka puszek, skoro i tak kupuję je co tydzień.

W jaki sposób zapisywać ceny?

Zakładając, że będziemy zapisywać informacje przez dłuższy czas, warto poświęcić kilka kartek więcej i zrobić osobną stronę na każdy produkt. Poniżej znajdziecie przykładową tabelkę (jeśli chcecie ją pobrać i wydrukować, kliknijcie w nazwę – dokument w Wordzie, byście mogli dowolnie ją edytować):

PORÓWNANIE CEN

PORÓWNANIE CEN

Co o tym myślicie? Spróbujecie? 🙂

PS. Jeśli nie chcecie tracić czasu na robienie tabelek, to zerknijcie na stronę Dla Handlu – znajdziecie tam aktualne koszyki cenowe. Niestety, nie dla wszystkich miast, ale i tak można wyciągnąć jakieś wnioski 🙂

1,5 miesiąca kontroli wydatków – sukces czy porażka?

Niedawno prezentowałam Wam moich 5 ulubionych blogów o tematyce oszczędzania, a dziś chciałabym podzielić się z Wami krótką refleksją na temat tego, czy mój system (oparty w dużej mierze na poradach z owych blogów) się sprawdza.

Zaczęłam w połowie sierpnia – pisałam Wam (tutaj), że nie chciałam zwlekać, skoro poczułam się natchniona do tego zadania i faktycznie dzięki temu udało mi się rozpocząć cały proces z dużą werwą i optymizmem.

Czy przez te 1,5 miesiąca chodziłam głodna? Nie.

Czy byłam brudna i zaniedbana? Nie.

Czy czułam żal, gdy odmawiałam sobie kupna czegoś, czego nie było na mojej liście zakupów? Taaa…Nie! Właściwie to nie!

Szczerze mówiąc, już na początku września, gdy coraz bardziej oswajałam się z nową sytuacją i zaczęłam się przestawiać na nowy tok myślenia, zaczęłam czuć SATYSFAKCJĘ, gdy odmawiałam sobie jakiegoś zakupu – nie ze sknerstwa, a z ROZSĄDKU!

Co więcej, Mój Mąż, który słynie przecież z tego, że czerpie dużą radość z wydawania pieniędzy (w czym dzielnie mu towarzyszyłam i pomagałam przez wiele lat) także zaczął zmieniać swoje nastawienie do tematu oszczędzania. Fakt, zajęło mu to trochę więcej czasu, ale warto było cierpliwie czekać na moment, w którym poprosił mnie, żebym wydzieliła mu specjalne miejsce, w którym będzie mógł odkładać dodatkowo zarobione pieniądze. Sukces! 🙂

Co robimy, aby mieć kontrolę nad naszymi wydatkami?

1. Budżet domowy

Wiecie już, że zaczęłam zapisywać wszystkie nasze dochody i wydatki. W miarę upływu czasu (i w miarę zdobywania nowych, użytecznych informacji) zdecydowałam się zmodyfikować jednak kategorie, na które dzielę nasze wydatki (dodałam nowe). Poszerzyłam też swój arsenał o arkusz kalkulacyjny ze strony Kobiece Finanse, który dostosowałam do własnych potrzeb. Ujednoliciłam kategorie w moim finansowym segregatorze i w arkuszu, aby wszystko było bardziej przejrzyste. Ponieważ arkusz jest stworzony jedynie do podsumowywania miesięcy i roku, wszystkie informacje zapisuję ręcznie przez cały miesiąc, po czym wklepuję do Excela. Wierzcie mi – wcale nie jest to tak czasochłonne, jak może się wydawać!

Ok, pewnie zastanawiacie się, na jakie kategorie podzieliliśmy wszystkie nasze wydatki – oto one:

1. DOCHODY:

– wypłata 1

– wypłata 2

– inne dochody

2. RACHUNKI I PŁATNOŚCI:

– kredyt

– czynsz

– śmieci

– prąd

– gaz

– internet

– telewizja

– telefony

3. CODZIENNE WYDATKI:

– jedzenie

– jedzenie na mieście

– odzież/obuwie/dodatki

– dziecko

– kosmetyki

– chemia domowa

-samochód

4. WYDATKI OKAZJONALNE:

– lekarz/apteka

– prezenty

– książki/gazety

– rozrywka

– do domu

– wyjazdy/ urlopy

– transport

5. WYDATKI NIEPRZEWIDZIANE/SPORADYCZNE:

– naprawy

– ubezpieczenia

– inne opłaty

Dodatkowo, aby mieć lepsze rozeznanie w pewnych kwestiach, rozpisuję też szczegółowo, gdzie wydajemy pieniądze np. w przypadku jedzenia i jedzenia na mieście.

Pod koniec miesiąca podsumowuję całość i wpisuję w tabelkę 🙂

Oprócz tego od tego miesiąca zaczęłam też zapisywać, ile pieniędzy mamy na kontach oszczędnościowych – optymistycznie zakładam, że te wartości będą stale rosnąć!

2. Planowanie posiłków i unikanie marnowania jedzenia

Czy naprawdę muszę jeszcze kogoś do tego przekonywać?

Może przemówią do Was liczby – dzięki planowaniu posiłków nasze tygodniowe wydatki na jedzenie zmniejszyły się średnio o około 30%! Warto? Warto!

Od jakiegoś czasu szykuję też Mężowi jedzenie do pracy. Przede wszystkim gotuję na obiad trochę większe porcje, żebym mogła dać Mu część na drugi dzień. Oprócz tego pakuję mu produkty, z których może sobie przygotować śniadanie (nie je w domu) oraz jakąś przekąskę na lunch – wybieram z lodówki to, co się już kończy, żeby się nie zmarnowało. Staram się przy tym, żeby mój głodomorek miał w brzuchu coś zdrowego i pożywnego, więc jest to podwójna korzyść 🙂

3. Listy zakupów i zdrowy rozsądek

Nadal trzymam się zasady, że duże zakupy robimy tylko raz w tygodniu i koniecznie z listą – działa!

Staramy się też unikać niepotrzebnych wizyt w centrach handlowych, żeby nic nas nie skusiło – też działa!

Pilnujemy też siebie nawzajem. Pytanie: „Czy naprawdę tego potrzebujesz?” pada u nas ostatnio bardzo często, ale…to działa! 🙂

.

Podsumowując:

Wszystkim osobom, które w połowie miesiąca zaczynają już odliczanie do kolejnej wypłaty polecam rozpoczęcie planowania budżetu domowego. Nie tylko dowiecie się, gdzie uciekają Wasze pieniądze, ale po jakimś czasie zaczniecie je oszczędzać – bez większego wysiłku!

Czyli…SUKCES! 🙂