Browsing Category: PORADY

Kiedy zacząć przygotowania do Świąt?

Jeśli lubisz robić wszystko na ostatnią minutę, stać w długich kolejkach, frustrować się brakiem towaru na półkach i zarywać noce, to ten wpis nie jest dla Ciebie! Jeśli jednak jesteś typem osoby, która lubi być przygotowana, mieć wszystko zaplanowane i pod kontrolą, to kontynuuj czytanie!

Szczerze mówiąc nie planowałam poruszać tego tematu na blogu, ale po publikacji tego wpisu na Facebooku dostałam tyle pytań i wiadomości, że czuję się zobowiązana go rozwinąć. Zatem w dzisiejszym wpisie opiszę krok po kroku, kiedy i jak zacząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia oraz na jakim jestem aktualnie etapie z moimi przygotowaniami.

Kiedy zacząć przygotowania do Świąt?

Oczywiście proponuję już teraz! Ale spokojnie, nie namawiam do włączania świątecznej muzyki i strojenia choinki! Większość przygotowań na tym etapie wymaga jedynie jednego spokojnego popołudnia, kartki papieru i długopisu. Pomocny będzie też Niezbędnik Świąteczny. Moim zdaniem na początku listopada dobrze jest już mieć zarysowany swój świąteczny plan.

Jak zacząć przygotowania do Świąt?

  • zastanów się gdzie i z kim spędzisz świąteczne dni (jeśli planujesz wyjazd, pomyśl już o rezerwacji biletów, noclegów itp.);
  • jeśli organizujesz u siebie wigilijną kolację, policz ile osób będziesz gościć, zastanów się nad menu i podziałem obowiązków wśród bliskich;
  • zrób listę wszystkich osób, które chcesz obdarować – uwzględnij absolutnie wszystkich! Dla każdej z tych osób ustal realny budżet prezentowy, a następnie zapisz sobie pomysły na prezenty;
  • rozważ samodzielne wykonanie prezentów, zapisz pomysły (tutaj znajdziesz wiele inspiracji)
  • zapisz prezentową listę w telefonie, by mieć ją pod ręką podczas zakupów – nigdy nie wiesz, kiedy trafi się jakaś promocja, a pamięć bywa ulotna!
  • poluj na promocje, sprawdzaj gazetki i portale internetowe, które informują o korzystnych okazjach cenowych (ja aktualnie korzystam z Qpony)
  • zastanów się, w jaki sposób zapakujesz prezenty
  • zrób listę przepisów, które chcesz wypróbować
  • przejrzyj świąteczne dekoracje i zastanów się, czy musisz coś dokupić lub naprawić

Właściwie to takie rozważania są całkiem przyjemne! Lubię na coś czekać, a już w szczególności na Święta, ekscytacja na najwyższym poziomie!

Na jakim etapie są moje przygotowania?

Jak już pewnie może wiecie, prezenty świąteczne lubię kupować przez cały rok. Polowanie zaczynam już na zimowych wyprzedażach, choć zazwyczaj duża część kupionych wtedy prezentów rozchodzi się podczas urodzin i innych okazji. Jest to jednak zdecydowanie rewelacyjna pora na zakup bardzo przecenionych dekoracji świątecznych i akcesoriów do pakowania prezentów. Na początku roku kupiłam np. różne świąteczne pudełka na prezenty za całe 0,40 zł w KiKu – chyba przez tydzień chodziłam dumna, jak paw, że udało mi się skorzystać z tak rewelacyjnej okazji! Bodajże w styczniu kupiliśmy też balon w kształcie candy cane, który posłuży nam podczas tegorocznej świątecznej sesji zdjęciowej, a zapłaciliśmy za niego grosze (na jakiejś aukcji internetowej). Jak widać przygotowania do Świąt zaczynam zaraz po zakończeniu poprzednich, ale bez obaw, jesienią też można poszukać oszczędności! To dobra pora na zakup lampek choinkowych i papierów do pakowania, które niekoniecznie muszą mieć świąteczny motyw, ale jak najbardziej można je w tym celu wykorzystać (np. papier złoty, srebrny, biały, czerwony, w gwiazdy…). Takie naprawdę intensywne polowanie na prezenty zaczęłam w tym roku dopiero na wakacjach, a szczyt moich poszukiwań wypada akurat teraz. Jestem bardzo zadowolona, bo mam już prezenty dla wszystkich dzieci w rodzinie, a to zazwyczaj był największy problem. Czeka mnie jeszcze zakup kilku drobiazgów do kalendarzy adwentowych i będę mogła zamknąć ten temat. Dla pozostałych członków rodziny wszystkie prezenty planujemy mieć do końca tego miesiąca (więc kurier jest ostatnio u mnie bardzo częstym gościem).

Jeśli chodzi o świąteczne przepisy, to póki co na Wigiliach jesteśmy gośćmi, a nie gospodarzami, więc ograniczam się jedynie do ciastek, ciast i innych deserów. W naszym domu są już dwie tradycyjne słodkości, które pojawiają się każdego roku, ale zawsze staram się wypróbować choć jedną nowość (z nadzieją, że stanie się naszą tradycją, moim popisowym deserem i powodem zachwytów całej rodziny – póki co bez sukcesów na tym polu haha). Aktualnie intensywnie przeglądam blogi kulinarne i szukam świątecznych inspiracji.

Co do dekoracji, to nie planuję większych zakupów. Mam w piwnicy kilka pudeł świątecznych dekoracji, chyba w każdym stylu, wzorze i kolorze (nic nie poradzę na to, że tak obsesyjnie kocham Święta!), więc prawdopodobnie skończy się na jakimś drobiazgu upolowanym w TKMaxx i tyle (oczywiście teraz, gdy to napisałam, to zapewne jak na złość zaraz w Pepco albo KiKu pojawi się pełno rewelacyjnych i tanich dekoracji, którym nie będę mogła się oprzeć!).

Szukam jeszcze pomysłów na zapakowanie prezentów, ale chyba wykorzystam po prostu szary (lub biały!) papier i urocze czarno-złote taśmy, które kupiłam jakiś czas temu w Biedronce. Ogólnie kusi mnie złoto i czerń, więc zapewne pójdę w tym kierunku…Kto wie, może wykorzystam przy okazji złotą farbę w spray’u…? Mam jeszcze trochę czasu na zastanowienie się! Papiery kupuję przez cały rok, więc w razie, gdy jakiś pomysł okaże się być niewypałem, mam spory zapas kół ratunkowych 😉

 

Jestem bardzo ciekawa, kiedy Wy zaczynacie przygotowania i co uwzględniacie na swojej liście zadań? Czy Wy też kupujecie tak szybko prezenty?

 

Test produktów Prouvé

Czasy, gdy wszystkie produkty do sprzątania pachniały cytrusami, lasem lub morską bryzą, powoli odchodzą w niepamięć. Coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że sprzątanie nie musi być wyłącznie skuteczne, może też być po prostu przyjemne. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam wyniki testu produktów marki Prouvé, która jest nowością na naszym rynku, a w swojej ofercie oprócz perfum dla kobiet i mężczyzn, ma także produkty do domu – i na nich się oczywiście skupię w tym wpisie. Na stronie internetowej firmy znalazłam taką informację:

„Poznając nasze produkty uśmiechniesz się co najmniej trzy razy. Pierwszy raz, jak poczujesz piękny zapach. Drugi raz, gdy sprawdzisz ich działanie, a trzeci, gdy zobaczysz ich cenę.”

Brzmi intrygująco, prawda? 🙂 Zaczynamy!

PIERWSZE WRAŻENIE

Do przetestowania miałam kilka produktów z różnych kategorii i pierwszą rzeczą, którą zauważyłam po otworzeniu paczki był…zapach. Generalnie kartony nie pachną, wręcz przeciwnie, a tutaj, choć produkty były szczelnie zamknięte, paczka po prostu ładnie pachniała.

Produkty są bardzo dopracowane wizualnie, białe, minimalistyczne, po prostu och i ach. Na odwrocie znajdują się między innymi szczegółowe informacje dotyczące przeznaczenia danego środka, sposobu jego użycia, a także pięknie rozrysowane nuty zapachowe.

Większość produktów znajduje się w butlach, do których można domówić końcówki (spryskiwacz lub flip-top).

TEST PRODUKTÓW

Zawsze przy okazji testowania produktów do sprzątania czuję się zobowiązana podkreślić, że ponieważ sprzątam regularnie, to nie mam w domu na tyle dużego brudu, by móc obiektywnie określić, jaka jest pełna skuteczność danego środka. O ile jestem w stanie przez tydzień nie myć kabiny prysznicowej, by zgromadził się na niej jakiś osad z mydła, to w tak krótkim okresie czasu raczej nie wyhoduję grubej warstwy pleśni, kurzu czy rdzy. Mimo to mam nadzieję, że moje spostrzeżenia będą dla Was przydatne!

  • ŚRODKI DO PRANIA

Przetestowałam dwa – żel do prania tkanin ciemnych i czarnych (23 zł/1000 ml) oraz perfumowaną odżywkę do tkanin (23 zł/1000 ml). Żel do ciemnych tkanin ciężko mi ocenić – moja czerń nadal jest czarna, choć może faktycznie bez jakiegoś delikatnego nalotu. Zapach ciężko mi określić, w moim odczuciu nie jest zbyt intensywny. O ile ten żel nie zrobił na mnie większego wrażenia, to już perfumowaną odżywką jestem zachwycona! Pachnie obłędnie (wanilia, gruszka, czekolada!), zapach utrzymuje się długo, a pranie jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Uwielbiam i bardzo polecam!

  • KUCHNIA

Pierwszym produktem, który przetestowałam z tej kategorii, jest odtłuszczacz (16,00 zł/500 ml). Tutaj znowu mam problem z zapachem, bo jakoś go za bardzo nie czułam podczas używania. Tzn. jest, owszem, ale nie jest mocny (taki bardziej owocowy). Choć właściwie w kuchni to może i plus. Środek jest skuteczny, myłam nim kuchenkę i okap, zadziałał bez zarzutu. Kolejny produkt, to mój mały hit – pianka neutralizująca przykre zapachy (16,00 zł/250 ml). Jest to faktycznie pianka, na dodatek dość gęsta i różniąca się od zwykłych mydeł w płynie. Skóra jest po niej czysta, pachnąca (kwiatowe nuty) i absolutnie nie jest przesuszona. Skutecznie usuwa przykre zapachy (testowałam na czosnku i rybie). Naprawdę świetny produkt!

  • ŁAZIENKA

W łazience przetestowałam spray do mycia kabin prysznicowych (13,00 zł/500 ml). Ma dość mocny malinowy zapach, co powinno spodobać się fanom owocowych nut. Według producenta wystarczy spryskać nim kabinę, odczekać chwilę i spłukać, ale ja jakoś zawsze odczuwam potrzebę szorowania, co też uczyniłam i tym razem. W efekcie kabina była czysta, błyszcząca i pachnąca, choć zapach nie utrzymał się jakoś bardzo długo.

  • PRODUKTY UNIWERSALNE

Uniwersalne, bo do zastosowania w różnych pomieszczeniach, wedle potrzeb. Z tej kategorii sprawdziłam dwa produkty: aksamitne mleczko do czyszczenia (14,00 zł/500 ml) oraz żel do usuwania kamienia i rdzy (13,00 zł/500 ml). Ten pierwszy zachwycił mnie zapachem, który nie dość, że jest piękny (podejrzewam, że to drzewo sandałowe tak mnie urzekło), to jeszcze długo się utrzymuje. Konsystencja mleczka faktycznie jest aksamitna, więc nie ma obaw o porysowanie powierzchni. Ładnie czyści, nie pozostawia białego osadu (wręcz przeciwnie, nadaje połysk). To mój kolejny hit z oferty Prouvé! Z kolei żel do usuwania kamienia i rdzy jest po prostu…skuteczny. Miałam za mało rdzy, by sprawdzić go w ciężkim warunkach, ale przy moim kranie spisał się znakomicie.

  • INNE

W moje ręce wpadł również świetny zestaw worków podróżnych (strasznie żałuję, że nie miałam ich przy sobie, gdy jechałam do Pragi!). Są śliczne, idealnie wpisują się w moją estetykę, ale oczywiście poza tym podoba mi się ich ogólne przeznaczenie – służą do segregowania bielizny podczas wyjazdów. Prawda, że miła alternatywa dla zwykłej reklamówki foliowej? 🙂 Kosztują 25 zł za 2 sztuki i są całkiem spore (musiałam je poskładać do zdjęć, by zmieściły się w kadrze!).

PODSUMOWANIE

Produkty Prouvé polecam każdej osobie, która ceni sobie w domu piękne zapachy – są naprawdę wyjątkowe! Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych preferencji (ja na przykład nie lubię owocowych zapachów), ale jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Produkty są skuteczne i używa się ich przyjemnie, czyli główny cel zrealizowany. Wiem, że kwestia ekologii i bezpieczeństwa stosowanych środków jest dla Was bardzo ważna, dlatego pozwolę sobie znów zacytować, co producent mówi na ten temat:

„Czy Prouvé dba o środowisko? Na każdym z naszych opakowań znajdziesz znaczek „Yes, we care”, ponieważ odpowiedź brzmi: tak, dbamy. Tak, zależy nam. Dbamy o środowisko, ale nie udajemy, że mamy w 100% naturalne środki. Wykorzystujemy najnowsze nowinki techniczne i odkrycia w dziedzinie chemii, by Twoje życie było łatwiejsze. Ograniczamy do minimum alergeny, parabeny, SLS-y i wybielacze. Nasze formuły są biodegradowalne, a opakowania nadają się w całości do recyklingu. Produkty testujemy wyłącznie na sobie, nigdy nie na zwierzętach.”

Po więcej szczegółów i w celu zapoznania się z całą ofertą marki, zapraszam na stronę internetową Prouvé!

 

Co spakować na weekendowy wyjazd?

Pakowanie walizki. Dla wielu osób najmniej przyjemny punkt przygotowań do wyjazdu. Dla mnie po prostu kolejna czynność do odhaczenia z listy zadań. Im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że właściwie lubię się pakować. Może po prostu dlatego, że ostatnio tak rzadko gdzieś wyjeżdżamy? Dawno, dawno temu, gdy jeszcze byłam bardzo aktywna zawodowo, co chwilę zdarzały mi się krótkie wyjazdy służbowe i chyba wtedy nauczyłam się kilku sztuczek, które znacznie usprawniają cały proces. W dzisiejszym wpisie postaram się odpowiedzieć na pytanie, co spakować na weekendowy wyjazd, by na miejscu uniknąć rozterek typu „Jak mogłam o tym zapomnieć?” i zbyt ciężkiego bagażu! Piszę o wyjeździe weekendowym, ponieważ na taki akurat się wybieram i wykorzystałam okazję do porobienia zdjęć, ale większość rad można wykorzystać także podczas dłuższych podróży.

 

PRZYGOTOWANIA:

  1. Sprawdź prognozę pogody. Ja ostatnio korzystam z norweskiej strony yr.no (spokojnie, jest wersja angielska), która ponoć sprawdza się w 100% . Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego warto wiedzieć, jakie warunki atmosferyczne będą panować w miejscu, do którego się wybierasz…Sprawdzaj prognozę regularnie, ponieważ te długoterminowe często się zmieniają – może nie jakoś drastycznie, ale jednak. Ja na przykład muszę się przepakować, ponieważ prognozy właśnie się zmieniły i prawdopodobnie będzie o wiele cieplej, niż zakładałam (nie żebym narzekała, ale to całkowicie zmienia zawartość mojej walizki!).
  2. Zaplanuj swoją aktywność. Najlepiej jak najbardziej szczegółowo. Co innego spakujesz jadąc na weekend z koleżankami, a co innego wybierając się na zwiedzanie czy górskie wędrówki. Ja jadę na weekend do Pragi i już teraz wiem, że podstawą mojej garderoby będą rzeczy wygodne, ponieważ planujemy przejść to miasto wzdłuż i wszerz. Nie muszę zatem brać ani rzeczy eleganckich ani na przykład stroju kąpielowego. Ma być ładnie i wygodnie.
  3. Wybierz paletę kolorystyczną. Wiesz już mniej więcej, jakiego typu ubrań potrzebujesz, więc teraz wybierz jedną paletę kolorów, według której wybierzesz konkretne ubrania. Da Ci to pewność, że wszystko będzie do siebie pasować i znacznie zawęzi wybór. Pamiętaj, że ilość miejsca w walizce jest ograniczona!
  4. Wybierz ubrania, buty i akcesoria. Dość popularną metodą ograniczenia ilości rzeczy do spakowania jest zastosowanie schematu 5-4-3-2-1. Pod każdą cyferką kryje się kategoria ubrań (czyli ich ilość). Np. 5 akcesoriów, 4 góry, 3 pary butów, 2 doły, 1 sukienka. Problem w tym, że takich schematów znalazłam w Internecie mnóstwo, każdy inny. Trudno tu zatem mówić o jakiejś uniwersalności tego rozwiązania, ale mimo wszystko dobrze jest mieć gdzieś z tyłu głowy świadomość, że ilość branych przez nas ubrań powinna się ograniczyć do zaledwie kilku sztuk. Ja planowałam zabrać 5 akcesoriów (okulary przeciwsłoneczne, zegarek, naszyjnik, torebkę i szal), 4 góry (2 t-shirty, biała uniwersalna bluzka, cieplejsza bluza), 3 doły (2 pary dżinsów i szorty), 2 pary butów (sportowe i sandały), 1 sukienkę. Dodatkowo 4 komplety bielizny i 2 okrycia wierzchnie. Oczywiście zadowolona z siebie już wszystko wyprasowałam i spakowałam na potrzeby tego wpisu i planowałam już jechać z tak skompletowaną walizką, ale temperatura ma podskoczyć z 22’C na 29’C, co sprawia, że muszę wszystko przepakować i w miejsce grubszych rzeczy wrzucić coś bardziej letniego. Pamiętaj, że część z tych ubrań możesz ubrać na podróż (najlepiej te największe/najgrubsze) i dzięki temu zaoszczędzić trochę miejsca w walizce! Ja lubię rozwiesić sobie wszystko najpierw na wieszaku i dokładnie przemyśleć, co do czego pasuje, co kiedy ubiorę itd.
  5. Sprawdź, co gwarantuje hotel. Ponieważ pakujemy nie tylko ubrania, ale także inne przydatne rzeczy, warto sprawdzić dokładnie, co zastaniemy w miejscu noclegu. Coraz częściej nie trzeba wozić ze sobą suszarki, ręczników czy nawet niektórych kosmetyków, ponieważ wszystko zapewnia hotel.

EDIT: Ostatecznie spakowałam:

  • małą torebkę przez ramię (resztę upchnę w torbie do wózka)
  • okulary
  • dżinsy
  • dżinsowe szorty
  • 3 koszulki z krótkim rękawem
  • 1 białą bluzkę z krótkim rękawem
  • 1 kombinezon, który pełni funkcję sukienki
  • 1 bluzę
  • rozpinaną dżinsową koszulę
  • cienką czarną parkę z kapturem
  • sandały
  • sportowe buty
  • bieliznę

 

PAKOWANIE:

Chcę Wam pokazać, jak spakowałam to wszystko do najmniejszej walizeczki, jaką posiadam, czyli walizki kabinowej z Ochnika. Jest naprawdę malutka, ale zaskakująco pojemna. Właściwie to spokojnie mogłam spakować się do czegoś większego, bo jedziemy samochodem, ale chciałam udowodnić sobie, że się zmieszczę! Na początku wybrałam sobie ubrania na podróż – sportowe buty, które zajmują sporo miejsca, bluzę (wyruszamy o świcie, więc może być jeszcze chłodno) i dżinsy. Pozostałe ubrania wylądowały w walizce. Zastosowałam popularną metodę rolowania (tutaj znajdziesz wiele instruktażowych filmików) i ułożyłam wszystkie ubrania na dnie walizki.

Buty włożyłam do ochronnego woreczka (w tym przypadku jest woreczek na mrożonki z IKEI) i położyłam z boku walizki, ponieważ nie zajmują dużo miejsca. Gdyby były większe, ułożyłabym je po prostu na samym dole walizki, a ubrania wokół i na górze.

Bieliznę również można zrolować lub poskładać do mniejszych rozmiarów i (a) włożyć do butów, (b) poukładać w wolnych przestrzeniach po bokach walizki, (c) włożyć do organizera. Ja wybrałam ostatnią opcję, ponieważ miałam jeszcze trochę miejsca. W dużej kosmetyczce zmieściłam majtki, biustonosze (złożone w pół), skarpetki i zrolowaną piżamę).  Dorzuciłam też woreczek na brudną bieliznę.

Bardzo fajnym sposobem jest pakowanie każdego kompletu ubrań do osobnego woreczka. Ja nie odczuwam potrzeby robienia tego z moimi ubraniami, ale zrobię tak z ubrankami dzieci. Właściwie chyba zrobię cały osobny wpis na temat pakowania dzieci, bo to temat rzeka!

 

PAKOWANIE KOSMETYKÓW:

W tym przypadku jestem wielką zwolenniczką różnej wielkości kosmetyczek. Lubię mieć ich kilka, dwie to absolutne minimum – jedna na kosmetyki do pielęgnacji, a druga na kosmetyki do makijażu. Zazwyczaj jest jeszcze trzecia, z niezbędnikami do torebki. Na ten konkretny wyjazd mogę zabrać ze sobą co chcę, bo jak już wspominałam jedziemy samochodem, ale oczywiście należy pamiętać, że na podróż samolotem trzeba spakować mniejsze pojemności kosmetyków. Ja chętnie zbieram różnego rodzaju próbki i miniaturki i później wykorzystuję je przy okazji wyjazdów. Mam też zestaw pustych 100ml pojemników, do których w razie potrzeby przelewam np. szampon i odżywkę do włosów. Moja główna kosmetyczka jest bardzo pojemna, więc zmieszczą się w niej kosmetyki dla całej rodziny, a ona sama idealnie wchodzi w drugą część walizki.

Co spakowałam?

  • żel pod prysznic (miniaturka)
  • maszynka do golenia
  • szampon (przelałam do mniejszego pojemnika)
  • odżywka do włosów (miniaturka)
  • balsam do ciała (próbki)
  • olejek do mycia twarzy (normalnej wielkości)
  • pianka do mycia twarzy (normalnej wielkości)
  • tonik (normalnej wielkości)
  • krem do twarzy (próbki)
  • suchy szampon (miniaturka)
  • lakier do włosów (miniaturka)
  • krem do rąk
  • krem do stóp
  • dezodorant
  • pasta do zębów
  • szczoteczka do zębów
  • nić dentystyczna
  • szczotka do włosów
  • krem z filtrem
  • kosmetyki do makijażu

 

POZOSTAŁE DROBIAZGI:

Obowiązkowo pakuję jeszcze ładowarki (można je schować np. do etui po okularach, żeby się nie plątały po walizce), aparat fotograficzny i tablet. Oczywiście pakuję też lekarstwa, plastry i kilka innych przydatnych moim zdaniem gadżetów, ale idą one raczej do torby z wózka lub torebki. Wiem już, że w moim przypadku nie ma sensu pakowanie miliona gazet, książek, kalendarzy i tym podobnych, bo po prostu nie będę miała na to czasu…Jedna lektura na drogę wystarczy, bo ostatecznie i tak większość podróży upłynie mi na odpowiadaniu na dwa pytania: „Dokąd jedziemy?” i „Daleko jeszcze?” 😉

 

Czy teraz wiesz już, co spakować na weekendowy wyjazd i jak to zrobić? Mam nadzieję, że tak! Jeśli znasz jakieś inne podróżne triki, podziel się nimi w komentarzu – chętnie skorzystamy z Twojego doświadczenia! 

 

Test produktów Perfect House

Jestem przekonana, że już je gdzieś wcześniej widzieliście. Nietypowe butelki, obietnica przyjemnego sprzątania i boskich zapachów…Kojarzycie? Już od jakiegoś roku trafiam co chwilę na recenzje produktów z serii Perfect House i wszystkie są pozytywne, więc gdy pojawiła się możliwość ich przetestowania, to po prostu nie mogłam odmówić! Nie będę opisywać szczegółowo przeznaczenia każdego produktu – po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni (wirtualnie, oczywiście) na stronę producenta, gdzie wszystko jest pięknie wypunktowane.

Tym razem może daruję sobie stopniowe budowanie napięcia i wyrażę swoją opinię już na początku – jestem z tych produktów zadowolona, bardzo zadowolona. ALE…weźcie pod uwagę fakt, że żaden produkt nie posprząta za Was, więc przy ich użytkowaniu trzeba włożyć w sprzątanie tyle samo wysiłku, co przy konkurencyjnych produktach, samo się nie zrobi (jak mawia Ewa Chodakowska). Różnica między Perfect House, a innymi produktami dostępnymi na rynku tkwi moim zdaniem już w samej nazwie. To nie są środki do czyszczenia, to są kosmetyki do wnętrz. Sprzątamy niby normalnie, ale o wiele przyjemniej. Nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na to, jak pachną moje środki do czyszczenia. Nie uświadamiałam sobie, że ich drażniący zapach to kolejny powód, dla którego większość z nas nie lubi sprzątać. A jednak! Uwierzcie mi, różnica jest ogromna. Nie bez powodu wszystkie osoby, które testują Perfect House tak bardzo zachwycają się ich zapachem. Jest tak przyjemny, że aż mi było dziwnie – jakbym myła zlew perfumami! 😉

Przejdźmy do meritum, czyli produktów, które przetestowałam:

  • Płyn do mycia łazienki BATHROOM – to od niego zaczęłam testowanie i z miejsca oczarował mnie jego zapach, który trochę przypomina mi męsskie perfumy. Ciężko mi natomiast wypowiedzieć się na temat siły działania płynu – sprzątam regularnie, więc nie mam grubych warstw mydlin do usunięcia, ale z takim typowym 1-2 dniowym osadem poradził sobie błyskawicznie. Zauważyłam też, że armatura łazienkowa bardzo się błyszczała po użyciu tego płynu, chyba może bardziej, niż zazwyczaj. Według mojego nosa zapach utrzymał się jakieś 2-3 godziny (przy otwartych na oścież drzwiach).
  • Profesjonalny płyn do mycia powierzchni szklanych GLASS – wypróbowałam go na razie na wszystkich lustrach w naszym domu. Według producenta gwarantuje krystaliczny blask – ciężko mi to ocenić po pierwszym razie, chyba wcześniej nie przypatrywałam się tak dokładnie swoim lustrom i teraz nie mam porównania…Ale zdecydowanie mogę stwierdzić, że myło się szybko i bez smug. Czekam na trochę lepszą pogodę, żeby przetestować ten płyn podczas mycia okien! Co do zapachu – mam wrażenie, że jest dużo mniej intensywny, chyba bardziej kwiatowy, nie jestem do końca pewna, może zapach tego łazienkowego tak mnie zamroczył 😉
  • Profesjonalne mleczko do mycia i pielęgnacji mebli FURNITURE – Uuuuuuu no to jest mój faworyt i miłość od pierwszego powąchania! Poradził sobie ze śladami po mazakach na naszym białym stole, więc ma duży plus. Producent informuje, że zawiera on składnik antystatyczny, dzięki któremu kurz się nie osadza…Hmmm…Siedzę właśnie przy wspomnianym wcześniej stole i faktycznie, minęła doba, a on nadal jest zaskakująco czysty, więc jestem skłonna potwierdzić tą teorię. Zapach utrzymywał się przez kilka godzin, co jest sporym sukcesem, bo przecież to nie jest odświeżacz do powietrza, tylko kosmetyk do mebli. Jak dla mnie super produkt!
  • Profesjonalny płyn do mycia kuchni KITCHEN – relację z testowania pokazywałam na Instagramie i uprzedzałam tam, że będę myć kuchenkę, na której wcześniej gotował Mąż. Posypały się wyrazy współczucia i solidarności, za które bardzo dziękuję hihi, ale nie było tak źle! Jak już wcześniej wspominałam, mieszkanie sprzątam raczej regularnie, więc tutaj też nie miałam do czynienia z kilkutygodniowym brudem, a jedynie zachlapaniami z poprzedniego dnia, dlatego nie jestem w stanie ocenić, jak produkt poradziłby sobie z trudniejszymi zabrudzeniami. W przypadku naszych śladów po intensywnym gotowaniu fasolki po bretońsku, płyn poradził sobie nieźle. Nasza kuchenka ma szklaną płytę i szczerze mówiąc, gdy polerowałam ją do sucha, to pierwszy raz aż skrzypiała przy pocieraniu papierowym ręcznikiem! Więc mniemam, że była porządnie wyczyszczona. Ogromnym plusem jest dla mnie to, że z płynu nie robi się piana. Nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to zawsze denerwuje! Ach no i oczywiście zapach znów na plus! Tym razem porównałam go do perfum mojej koleżanki, ale to piękny zapach, więc absolutnie nie jest to obelga! Ubolewam jedynie nad tym, że mój biały granitowy zlew wymaga czyszczenia środkiem z wybielaczem – zwykłe produkty nie radzą sobie z drobnymi przebarwieniami, które pojawiają się na nim dość często. Ale znalazłam na to sposób – najpierw coś wybielającego, a potem perfumowany płyn 🙂
  • Profesjonalny płyn do mycia naczyń DISHES – mam zmywarkę, więc od lat nie zmywałam ręcznie (taka jestem leniwa i wygodnicka), ale oczywiście musiałam sprawdzić działanie tego płynu. Na obiekt eksperymentów wybrałam talerzyk po kaszce synka. Poczekałam, aż trochę zaschnie (kaszka, nie syn), żeby było trudniej i zabrałam się do mycia. Podoba mi się, że płyn jest zamknięty w pojemniku z dozownikiem, bo nie ma ryzyka przelania produktu, a jest on wydajny, więc szkoda by było go niepotrzebnie marnować. Zapach płynu owocowy, przyjemny, ale nie w moim klimacie. Przy czym jak teraz o tym myślę, to użycie takiego aromatu przy czymś, co ma kontakt z naczyniami jest w sumie uzasadnione… 😉 Co do działania – miseczka także była skrzypiąca, kaszka zmyła się bez szorowania, więc znów plusik.
  • Profesjonalny żel w formie koncentratu do czyszczenia powierzchni gładkich, płytek, gresu, PCV FLOOR – zapach wprawił mnie w ekstazę, nie żartuję! Ten żel także pachnie perfumami, trochę męsko, może orientalnie, już się gubię w tych zapachach, ale są niezaprzeczalnie piękne! Żel wydaje się być bardzo wydajny, właśnie ze względu na swoją formułę. Wystarczyło niewiele, żeby wiadro wypełniło się dużą ilością pachnącej piany. Nie mam zastrzeżeń co do czystości podłogi, ale zapach utrzymał się krócej, niż myślałam. Może to wina tego, że mam irytujący zwyczaj odmierzania wszystkiego „na oko” bez czytania instrukcji, więc żelu być może było za mało…
  • Perfumowana woda do prasowania IRONING – jedyny produkt, którego nie zdążyłam przetestować, jakoś tak odwlekam zawsze przykry obowiązek prasowania… 😉 Mogę się jedynie wypowiedzieć na temat zapachu, który jest bardzo świeży, dokładnie taki, jaki powinno mieć pranie suszone na świeżym powietrzu!

Podsumowując – produkty Perfect House na pewno się Wam spodobają, jeśli lubicie się otaczać pięknymi zapachami! To zdecydowanie ich cecha charakterystyczna i główny powód, dla którego sprzątanie przy ich użyciu jest o wiele przyjemniejsze. Podoba mi się ich wydajność, podobają mi się opakowania i podoba mi się szata graficzna etykiet. Wiem, że to nie świadczy o jakości produktu, ale dla mnie to dowód na to, że są przemyślane. Proponuję Wam zacząć od BATHROOM, KITCHEN lub FURNITURE – po ich wypróbowaniu nabierzecie ochoty na więcej, gwarantuję! 🙂

Jak przedłużyć trwałość dyni?

Dynie są już teraz dosłownie wszędzie, a ponieważ są jednym z najbardziej uroczych symboli jesieni, zawitały też w moje skromne progi. W tym roku mam jednak zamiar ugościć je z trochę większą niż dotychczas troską, by uniknąć sytuacji z zeszłych lat, kiedy to nieodpowiednio zakonserwowane zaczynały zbyt szybko gnić na półkach. Brzmi znajomo? Od tej jesieni będzie to już tylko wspomnienie, ponieważ przygotowałam krótką instrukcję postępowania z dyniami, dzięki której ich trwałość przedłuży się przynajmniej do Świąt Bożego Narodzenia (albo i dłużej!).

pumpkins-936515_960_720

 

Jak przedłużyć trwałość dyni do dekoracji?

WYBÓR ODPOWIEDNIEJ DYNI. Chyba nie jest dla nikogo niespodzianką fakt, że moment zakupu dyni jest dość istotny w kontekście jej przyszłości. Najlepiej, jeśli będzie twarda i bez żadnych plam, wgnieceń i tym podobnych uszkodzeń.

KĄPIEL W WYBIELACZU. Do tego zabiegu dobrze jest przygotować wannę albo dużą miskę (w zależności od tego, jaką ilość dyni chcemy zakonserwować). Dynie wkładamy do środka i wlewamy mieszankę wybielacza i wody (w proporcji 1 do 10). Kąpiemy dynie przez około 10 minut, następnie wyciągamy i dokładnie osuszamy.

SMAROWANIE WAZELINĄ. Dla dodatkowej ochrony można dynie posmarować wazeliną, po czym dokładnie wypolerować je ściereczką.

 

Jak przedłużyć trwałość dyniowych latarni?

WYBÓR ODPOWIEDNIEJ DYNI. Jak wyżej 🙂

PRZYGOTOWANIE NARZĘDZI. Wszystkie noże, dłuta, foremki i inne narzędzia używane do wycinania różnych kształtów w dyni, należy wcześniej umyć w gorącej wodzie z dodatkiem mydła.

MIESZANKA PRZEDŁUŻAJĄCA TRWAŁOŚĆ. Mieszankę wybielacza i wody (tym razem w proporcjach 1 łyżka na litr) można przelać do odpowiedniego pojemnika i popsikać mieszanką wnętrze dyni. Pozostawić do wyschnięcia. Drugą opcją jest zrobienie mieszanki z 2 łyżek octu, 1 łyżki soku z cytryny i 1 litra wody, i wtarcie jej w całą zewnętrzną część dyni.

WAZELINA. Tym razem wazeliną warto posmarować także brzegi wyciętych przez nas wzorów. Uchroni to dynię przed zbyt szybkim namnażaniem bakterii oraz przed utratą wody. Nadmiar wazeliny można wytrzeć ściereczką lub papierowym ręcznikiem.

OCHRONA PRZED WARUNKAMI ATMOSFERYCZNYMI. Dynie nie powinny stać w pełnym słońcu, ale należy też unikać wystawiania ich na deszcz i niskie temperatury. Czyli generalnie należy je wyeksponować w osłoniętym miejscu.

OCHRONA PRZED WILGOCIĄ. Kojarzycie te małe woreczki z kuleczkami, które często wypadają z pudełek po butach? Są to torebki z pochłaniaczem wilgoci (silica gel) i warto je zbierać, ponieważ mogą się przydać w wielu sytuacjach, przy czym przedłużenie trwałości dyni zdecydowanie jest jedną z nich! Włożone do środka może nie wyglądają zbyt pięknie, ale działają 🙂

PS. Zamiast standardowej świeczki, która z oczywistych względów emituje dużo ciepła, można użyć świeczki na baterie 🙂