Browsing Category: PORADY

Jak sprzątać przy małych dzieciach?


Mamą dwójki dzieci jestem od 20 miesięcy. Przez ten czas zrozumiałam, że stwierdzenie „jedno dziecko jest jak jedno, a dwójka jak dwadzieścia” jest bardzo prawdziwe. Niemal każda (pozornie banalna) czynność, przy dwójce maluchów staje się bardziej skomplikowana. Ubieranie (siebie i ich), przygotowywanie posiłków (o konsumowaniu nawet nie wspominam!), zakupy, spacery…Mogłabym tak wymieniać bardzo długo! Jedną z czynności, która stała się nie lada wyczynem, jest również oczywiście sprzątanie. Bądźmy szczere – zmęczenie, wieczny chaos i brak czasu nie są czynnikami sprzyjającymi posiadaniu sterylnie czystego domu. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale bałagan bardzo mnie frustruje, więc zachowanie względnego porządku jest istotne dla mojego zdrowia psychicznego 😉 Wypracowałam więc sobie pewien schemat działania, przy którym sprzątanie z małymi dziećmi w domu staje się realne i wykonalne. Nie gwarantuję jednak, że porządek potrwa długo! 😉

  1. OBNIŻ SWOJE OCZEKIWANIA. Smutne, ale prawdziwe. Nie ma co oczekiwać, że dom będzie błyszczeć, jak za „starych, dobrych czasów”. Ba! O ile przy jednym dziecku sprzątanie bywało jeszcze wykonalne, to przy większej ilości dzieci może być trudniej i trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować nową sytuację (chyba właśnie stałam się sprzątaniowym coachem… 😉 ). Co to oznacza w praktyce? Ustalenie nowych priorytetów, oczywiście. Zastanów się, co jest dla Ciebie najważniejsze – jakie warunki muszą być spełnione, żebyś uznała, że masz w domu w miarę czysto i mogła spać spokojnie, bez zamartwiania się, że zaniedbujesz dom? Dla mnie są to naczynia (na bieżąco myte w zmywarce), zrobione pranie i poodkurzane podłogi. Tyle. Jak widzisz nie ma tu mycia lamp, zeskrobywania resztek mydlin z zakamarków kabiny prysznicowej i innych absorbujących czynności. Pewne rzeczy naprawdę mogą (a często muszą) poczekać. I tyle! Czy to oznacza, że od 20 miesięcy nie ścierałam kurzy i nie myłam okien? Nie! Zrobiłam to wtedy, gdy miałam odpowiednie warunki, nic na siłę. Żegnaj perfekcjonizmie!
  2. ROZBIJ GŁÓWNE ZADANIA NA MNIEJSZE CZYNNOŚCI. Takie, które zajmują mało czasu. Nie musisz zamykać się w łazience na godzinę, żeby ją posprzątać. Możesz umyć umywalkę po porannym myciu zębów, wyszorować wannę podczas drzemki dzieci (choć szczerze mówiąc wtedy to najlepiej samemu się zdrzemnąć), a wieczorem zdezynfekować toaletę. Nie zapominajmy również o tym, że pewne zadania mogą być wykonywane w tym samym czasie (czyli nie trzeba patrzeć bezmyślnie na czajnik, w którym gotuje się woda, można w tym czasie opróżnić zmywarkę). Oczywiście mała systematyczność w naszych priorytetowych zadaniach też nie zaszkodzi. Dla mnie oznacza to, że każdego dnia włączam jedną pralkę prania, jak również zawsze rano wyciągam ze zmywarki czyste naczynia, żebym przez cały dzień mogła na bieżąco wkładać do niej te brudne i włączyć ją wieczorem. Te czynności stały się już nawykiem, a wręcz częścią moich porannych rytuałów (żegnajcie czasy, gdy rytuałem była poranna prasówka nad kubkiem gorącej herbaty – takie rzeczy to tylko na Instagramie! 😉 )
  3. TRZYMAJ ŚRODKI CZYSTOŚCI W WYGODNYCH MIEJSCACH. A właściwie dogodnych. Takich, gdzie będą potrzebne i używane. Bo tak szczerze mówiąc, to jeśli mój syn słodko drzemie w swoim łóżeczku, które stoi zaraz obok drzwi garderoby, gdzie na jednej z półek stoją środki czystości, to chyba jest oczywiste, że za żadne skarby świata tam nie pójdę, prawda? Przecież nie zaryzykuję, że się obudzi i pozbawi mnie tych cennych chwil spokoju! Dlatego środki do czyszczenia łazienki mam w łazience, te do kuchni w kuchni itd. To na wypadek, gdyby coś mi odbiło i zamiast wykorzystać czas drzemki dzieci na oglądanie ulubionego serialu, zechciałabym zmarnować go na pucowanie mojego białego zlewu 😉 A tak na poważnie, to mając te środki w zasięgu ręki, łatwiej jest stosować się do punktu 2 (patrz wyżej). Ważne! Wszyscy tu jesteśmy dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi, ale tak dla spokoju sumienia przypominam, że choć środki czyszczące mają być w zasięgu naszych rąk, to od dziecięcych łapek trzymamy je z daleka (jak najwyżej lub odpowiednio zabezpieczone).
  4. ZAJMIJ CZYMŚ DZIECI NA CZAS SPRZĄTANIA. Z noworodkiem nie ma problemu, ale dzieci bardziej mobilne trudno utrzymać w miejscu…Można spróbować je unieruchomić na chwilę w krzesełku, łóżeczku, bujaczku itp. Starsze dzieci czymś zająć – kolorowaniem (bardzo polecam wodne kolorowanki), bajką itp. Ja często wkładam moją dwójkę do łóżeczka Karolka, mocuję wszystkie szczebelki, żeby nie mieli jak wyjść, wrzucam im kilka zabawek i dzięki temu mogę np. spokojnie umyć podłogę.
  5. ANGAŻUJ INNYCH DO POMOCY. Wspólne większe sprzątanie w weekend, gdy mąż jest w domu? Jak najbardziej! Wielkie porządki, gdy dzieci są u babci? Bardzo chętnie! Błagam, szanujmy swoje zdrowie i nie zamęczajmy się, nie bierzmy wszystkiego na siebie! Opieka nad dziećmi jest już sama w sobie wystarczająco wyczerpująca! 😉

Wnioski? Nie ma magicznej sztuczki, która sprawi, że sprzątanie przy małych dzieciach będzie szybkie, łatwe i skuteczne. Bez odrobiny wysiłku i zaangażowania się nie obejdzie, niestety. Ale bez przesadnego perfekcjonizmu też można mieć uporządkowany dom. Może nie taki, który przez całą dobę jest gotowy na test białej rękawiczki, ale do tego jeszcze kiedyś dojdziemy – gdy dzieci pójdą na studia 😉

PS. Listy kontrolne pomocne podczas sprzątania znajdują się w Niezbędniku Zorganizowanej

„Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku” – recenzja

Do śmietników na całym świecie trafia 1,3 miliarda ton żywności rocznie. Marnujemy co drugie jabłko i co trzecią wyłowioną z jeziora albo morza rybę. Tyle jedzenia wystarczyłoby do nakarmienia 3 miliardów ludzi.

Dane statystyczne, które pojawiają się już we wstępie książki „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku” autorstwa Sylwii Majcher, robią wrażenie. Myślę, że każdemu z nas od czasu do czasu przychodzi na myśl, że być może wyrzucamy odrobinę za dużo jedzenia i w głębi duszy obiecujemy  sobie poprawę, ale dopiero gdy zobaczymy, jak ten problem wygląda w skali naszego kraju, kontynentu lub świata, wówczas dociera do nas w pełni, że pora skończyć z obietnicami, czas przejść do działania.

Przestaliśmy szanować jedzenie” pisze autorka i trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Ja sama, choć staram się planować posiłki, a na swoim blogu promuję  robienie przemyślanych zakupów, mam na swoim koncie spektakularne (i regularne) wpadki związane z pleśniejącym pieczywem, gnijącymi ziemniakami i zepsutym serem ukrytym w rogu lodówki. Lektura tej książki była więc dla mnie niezwykle inspirująca i motywująca, bo zrozumiałam, że na nic zda się znajomość teorii, jeśli nie będziemy jej stosować w praktyce i to w 100%, a nie wybiórczo.

Książka „Gotuję, nie marnuję” jest podzielona na dwie części. W pierwszej autorka wymienia 5 zasad niemarnowania żywności i po kolei opisuje każdą z nich. Jest mowa o planowaniu, ograniczaniu, przechowywaniu, przetwarzaniu oraz wykorzystywaniu resztek. Są porady dotyczące robienia idealnej listy zakupów, mrożenia, pasteryzacji, interpretowania terminów ważności produktów…Jest tu wszystko, co musicie wiedzieć w teorii. Jest również przykład tygodniowego menu, w którym nic się nie marnuje!

Druga część zawiera konkretne przepisy kulinarne, w których wykorzystywane są resztki. Przepisy są pogrupowane według najczęściej marnowanych składników, co jest rewelacyjnym rozwiązaniem! Mnie najbardziej zainteresowała część dotycząca pieczywa oraz owoców. Przepisy są proste, nie wymagają użycia skomplikowanych sprzętów kuchennych, więc nie ma wymówek! Najbardziej podoba mi się to, że autorka podała sposoby na wykorzystanie tego, co zazwyczaj ląduje w śmietniku. Jest więc przepis na bulion warzywny z obierek, chipsy z obierek ziemniaków albo sałatkę z resztkami wędlin (które są w czołówce najczęściej wyrzucanych produktów spożywczych). Kreatywność przede wszystkim!

Co zrobiłam po lekturze książki „Gotuję, nie marnuję”? Przede wszystkim przejrzałam wszystkie moje kuchenne zapasy, żeby upewnić się, czy nadają się jeszcze do spożycia. Następnie wybrałam te produkty, które są przeze mnie permanentnie pomijane podczas przygotowywania posiłków (bo nie mam na nie pomysłu) i znalazłam kilka przepisów na dania, w których możemy je wykorzystać. Postanowiłam też stworzyć sobie małą ściągę z rozpiską, jak wykorzystywać resztki z naszych ulubionych dań. Wracam też do skrupulatnego planowania posiłków, przygotowywania wielu składników wcześniej (np. mrożenia paczuszek z owocami na smoothies, które często psuły się, zanim zdążyliśmy je wykorzystać) i robienia zakupów z dokładną listą, bez odstępstw i kaprysów! A nie mówiłam, że poczułam się zainspirowana? 🙂 Będzie bez resztek, bez zbędnych wydatków, a przy okazji zdrowiej!

Kochani, jeśli zaczynacie przygodę z planowaniem posiłków (lub brakuje Wam do tego motywacji), jeśli chcecie zaoszczędzić na jedzeniu, jeśli nie jest Wam obojętne to, jak wiele jedzenia się marnuje i jeśli lubicie odkrywać nowe przepisy kulinarne, to książka Sylwii Majcher jest dla Was! Jak pisze autorka „ograniczenie marnowania żywności to już nie fanaberia, tylko konieczność”. Pamiętajmy o tym dokonując naszych codziennych wyborów – zero waste to styl życia możliwy do osiągnięcia dla każdego, wystarczy tylko chcieć! 🙂

Moje ulubione książki o finansach

Połowa zeszłego lata upłynęła mi na ożywionych dyskusjach z moją przyjaciółką na temat finansów, oszczędzania i inwestowania pieniędzy. Obie byłyśmy bardzo zdeterminowane, by w końcu ogarnąć tą sferę naszego życia, więc każdą wolną chwilę spędzałyśmy na czytaniu książek i blogów o tej tematyce, a następnie dzieleniu się swoimi przemyśleniami i wymyślaniu skutecznej strategii, dzięki której w niedalekiej przyszłości będziemy obrzydliwie bogate 😉 Oczywiście jak to często u mnie bywa, po drodze gdzieś tam straciłam zapał do działania, pochłonęły mnie inne sprawy, nowe hobby i nowe obowiązki, ale wraz z początkiem roku postanowiłam wrócić do niektórych publikacji, jeszcze raz je przejrzeć i wyciągnąć z nich to, co najważniejsze. I gdy tak patrzyłam na ten stosik książek przy moim łóżku, to pomyślałam sobie, że w zasadzie jest to dobry temat na wpis! Oto więc one – moje ulubione książki o finansach, które na pewno zainspirują Was do przejęcia kontroli nad domowym budżetem i zmienią Wasze podejście do kwestii zarządzania pieniędzmi.

  • FINANSOWY NINJA Michał Szafrański. Autor i książka, których chyba nie trzeba nikomu przedstawiać! Absolutny nr 1, uwielbiam tą książkę i w pełni zgadzam się z osobami, które twierdzą, że powinna się ona znaleźć wśród lektur obowiązkowych w szkołach. Niezwykle przemyślana, wyczerpuje chyba większość tematów związanych z finansami, prawdziwa skarbnica wiedzy i porad. Mój egzemplarz ma chyba milion poprzyklejanych karteczek, notatek, a nawet mały zeszyt, w którym rozrysowywałam sobie przepływ naszych pieniędzy. To naprawdę świetna książka, wciąż do niej wracam i uważam, że każdy powinien przeczytać ją przynajmniej raz w życiu!
  • FINANSE DOMOWE KROK PO KROKU. Praktyczny zeszyt ćwiczeń. Alicja Zalewska-Choma. Autorka znana jest Wam pewnie jako Oszczędnicka 🙂 Jej książka składa się z 52 zadań, docelowo po jednym na każdy dzień tygodnia w roku, ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zadania realizować szybciej (ja tak zrobiłam). Każde zadanie jest szczegółowo opisane, zawiera ciekawe i praktyczne porady oraz miejsce na własne notatki. Wszystko napisane prostym językiem i dzięki Alicji finanse wydają się jakieś takie mniej przerażające 😉 Bardzo polecam, na pewno się Wam spodoba!
  • BOGATY OJCIEC, BIEDNY OJCIEC Robert T. Kiyosaki oraz BOGATY ALBO BIEDNY, PO PROSTU RÓŻNI MENTALNIE T. Harv Eker. Ujęłam te książki w jednym punkcie, bo moim zdaniem w pewnym sensie są do siebie podobne. Obie uświadomiły mi, że powinnam zmienić swój stosunek do pieniędzy, jeśli chcę, żeby moja sytuacja finansowa uległa poprawie. I nie chodzi wcale tylko o to, że wydaję kasę na bzdury (chociaż to oczywiście też), ale o to, jak o pieniądzach myślę. Obie książki zawierają dużo ciekawych porad, choć nie da się ukryć, że część treści to takie trochę lanie wody. Można z nich jednak wyciągnąć dla siebie sporo wartościowych informacji, więc moim zdaniem warto je przeczytać. Osobiście znam kilka osób, które po lekturze książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” postanowiły założyć swoje firmy i do tej pory świetnie sobie radzą, więc można powiedzieć, że jest to lektura inspirująca 🙂
  • SEKRETY AMERYKAŃSKICH MILIONERÓW Thomas J. Stanley, William D. Danko. Wbrew pozorom nie jest to poradnik, jak szybko stać się milionerem 😉 Jest to praca socjologiczna dwóch uczonych, którzy badali źródła zamożności milionerów mieszkających w małych miasteczkach w USA. Zawiera duuuużo danych statystycznych, ale bez obaw, na ich podstawie autorzy sformułowali też praktyczne porady. Ciekawa lektura, choć już może nie aż tak obowiązkowa 😉

Czytacie książki o finansach? Macie jakieś ulubione, które polecacie? 

 

 

Fot. KaboomPics

Kiedy zacząć przygotowania do Świąt?

Jeśli lubisz robić wszystko na ostatnią minutę, stać w długich kolejkach, frustrować się brakiem towaru na półkach i zarywać noce, to ten wpis nie jest dla Ciebie! Jeśli jednak jesteś typem osoby, która lubi być przygotowana, mieć wszystko zaplanowane i pod kontrolą, to kontynuuj czytanie!

Szczerze mówiąc nie planowałam poruszać tego tematu na blogu, ale po publikacji tego wpisu na Facebooku dostałam tyle pytań i wiadomości, że czuję się zobowiązana go rozwinąć. Zatem w dzisiejszym wpisie opiszę krok po kroku, kiedy i jak zacząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia oraz na jakim jestem aktualnie etapie z moimi przygotowaniami.

Kiedy zacząć przygotowania do Świąt?

Oczywiście proponuję już teraz! Ale spokojnie, nie namawiam do włączania świątecznej muzyki i strojenia choinki! Większość przygotowań na tym etapie wymaga jedynie jednego spokojnego popołudnia, kartki papieru i długopisu. Pomocny będzie też Niezbędnik Świąteczny. Moim zdaniem na początku listopada dobrze jest już mieć zarysowany swój świąteczny plan.

Jak zacząć przygotowania do Świąt?

  • zastanów się gdzie i z kim spędzisz świąteczne dni (jeśli planujesz wyjazd, pomyśl już o rezerwacji biletów, noclegów itp.);
  • jeśli organizujesz u siebie wigilijną kolację, policz ile osób będziesz gościć, zastanów się nad menu i podziałem obowiązków wśród bliskich;
  • zrób listę wszystkich osób, które chcesz obdarować – uwzględnij absolutnie wszystkich! Dla każdej z tych osób ustal realny budżet prezentowy, a następnie zapisz sobie pomysły na prezenty;
  • rozważ samodzielne wykonanie prezentów, zapisz pomysły (tutaj znajdziesz wiele inspiracji)
  • zapisz prezentową listę w telefonie, by mieć ją pod ręką podczas zakupów – nigdy nie wiesz, kiedy trafi się jakaś promocja, a pamięć bywa ulotna!
  • poluj na promocje, sprawdzaj gazetki i portale internetowe, które informują o korzystnych okazjach cenowych (ja aktualnie korzystam z Qpony)
  • zastanów się, w jaki sposób zapakujesz prezenty
  • zrób listę przepisów, które chcesz wypróbować
  • przejrzyj świąteczne dekoracje i zastanów się, czy musisz coś dokupić lub naprawić

Właściwie to takie rozważania są całkiem przyjemne! Lubię na coś czekać, a już w szczególności na Święta, ekscytacja na najwyższym poziomie!

Na jakim etapie są moje przygotowania?

Jak już pewnie może wiecie, prezenty świąteczne lubię kupować przez cały rok. Polowanie zaczynam już na zimowych wyprzedażach, choć zazwyczaj duża część kupionych wtedy prezentów rozchodzi się podczas urodzin i innych okazji. Jest to jednak zdecydowanie rewelacyjna pora na zakup bardzo przecenionych dekoracji świątecznych i akcesoriów do pakowania prezentów. Na początku roku kupiłam np. różne świąteczne pudełka na prezenty za całe 0,40 zł w KiKu – chyba przez tydzień chodziłam dumna, jak paw, że udało mi się skorzystać z tak rewelacyjnej okazji! Bodajże w styczniu kupiliśmy też balon w kształcie candy cane, który posłuży nam podczas tegorocznej świątecznej sesji zdjęciowej, a zapłaciliśmy za niego grosze (na jakiejś aukcji internetowej). Jak widać przygotowania do Świąt zaczynam zaraz po zakończeniu poprzednich, ale bez obaw, jesienią też można poszukać oszczędności! To dobra pora na zakup lampek choinkowych i papierów do pakowania, które niekoniecznie muszą mieć świąteczny motyw, ale jak najbardziej można je w tym celu wykorzystać (np. papier złoty, srebrny, biały, czerwony, w gwiazdy…). Takie naprawdę intensywne polowanie na prezenty zaczęłam w tym roku dopiero na wakacjach, a szczyt moich poszukiwań wypada akurat teraz. Jestem bardzo zadowolona, bo mam już prezenty dla wszystkich dzieci w rodzinie, a to zazwyczaj był największy problem. Czeka mnie jeszcze zakup kilku drobiazgów do kalendarzy adwentowych i będę mogła zamknąć ten temat. Dla pozostałych członków rodziny wszystkie prezenty planujemy mieć do końca tego miesiąca (więc kurier jest ostatnio u mnie bardzo częstym gościem).

Jeśli chodzi o świąteczne przepisy, to póki co na Wigiliach jesteśmy gośćmi, a nie gospodarzami, więc ograniczam się jedynie do ciastek, ciast i innych deserów. W naszym domu są już dwie tradycyjne słodkości, które pojawiają się każdego roku, ale zawsze staram się wypróbować choć jedną nowość (z nadzieją, że stanie się naszą tradycją, moim popisowym deserem i powodem zachwytów całej rodziny – póki co bez sukcesów na tym polu haha). Aktualnie intensywnie przeglądam blogi kulinarne i szukam świątecznych inspiracji.

Co do dekoracji, to nie planuję większych zakupów. Mam w piwnicy kilka pudeł świątecznych dekoracji, chyba w każdym stylu, wzorze i kolorze (nic nie poradzę na to, że tak obsesyjnie kocham Święta!), więc prawdopodobnie skończy się na jakimś drobiazgu upolowanym w TKMaxx i tyle (oczywiście teraz, gdy to napisałam, to zapewne jak na złość zaraz w Pepco albo KiKu pojawi się pełno rewelacyjnych i tanich dekoracji, którym nie będę mogła się oprzeć!).

Szukam jeszcze pomysłów na zapakowanie prezentów, ale chyba wykorzystam po prostu szary (lub biały!) papier i urocze czarno-złote taśmy, które kupiłam jakiś czas temu w Biedronce. Ogólnie kusi mnie złoto i czerń, więc zapewne pójdę w tym kierunku…Kto wie, może wykorzystam przy okazji złotą farbę w spray’u…? Mam jeszcze trochę czasu na zastanowienie się! Papiery kupuję przez cały rok, więc w razie, gdy jakiś pomysł okaże się być niewypałem, mam spory zapas kół ratunkowych 😉

 

Jestem bardzo ciekawa, kiedy Wy zaczynacie przygotowania i co uwzględniacie na swojej liście zadań? Czy Wy też kupujecie tak szybko prezenty?

 

Test produktów Prouvé

Czasy, gdy wszystkie produkty do sprzątania pachniały cytrusami, lasem lub morską bryzą, powoli odchodzą w niepamięć. Coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że sprzątanie nie musi być wyłącznie skuteczne, może też być po prostu przyjemne. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić Wam wyniki testu produktów marki Prouvé, która jest nowością na naszym rynku, a w swojej ofercie oprócz perfum dla kobiet i mężczyzn, ma także produkty do domu – i na nich się oczywiście skupię w tym wpisie. Na stronie internetowej firmy znalazłam taką informację:

„Poznając nasze produkty uśmiechniesz się co najmniej trzy razy. Pierwszy raz, jak poczujesz piękny zapach. Drugi raz, gdy sprawdzisz ich działanie, a trzeci, gdy zobaczysz ich cenę.”

Brzmi intrygująco, prawda? 🙂 Zaczynamy!

PIERWSZE WRAŻENIE

Do przetestowania miałam kilka produktów z różnych kategorii i pierwszą rzeczą, którą zauważyłam po otworzeniu paczki był…zapach. Generalnie kartony nie pachną, wręcz przeciwnie, a tutaj, choć produkty były szczelnie zamknięte, paczka po prostu ładnie pachniała.

Produkty są bardzo dopracowane wizualnie, białe, minimalistyczne, po prostu och i ach. Na odwrocie znajdują się między innymi szczegółowe informacje dotyczące przeznaczenia danego środka, sposobu jego użycia, a także pięknie rozrysowane nuty zapachowe.

Większość produktów znajduje się w butlach, do których można domówić końcówki (spryskiwacz lub flip-top).

TEST PRODUKTÓW

Zawsze przy okazji testowania produktów do sprzątania czuję się zobowiązana podkreślić, że ponieważ sprzątam regularnie, to nie mam w domu na tyle dużego brudu, by móc obiektywnie określić, jaka jest pełna skuteczność danego środka. O ile jestem w stanie przez tydzień nie myć kabiny prysznicowej, by zgromadził się na niej jakiś osad z mydła, to w tak krótkim okresie czasu raczej nie wyhoduję grubej warstwy pleśni, kurzu czy rdzy. Mimo to mam nadzieję, że moje spostrzeżenia będą dla Was przydatne!

  • ŚRODKI DO PRANIA

Przetestowałam dwa – żel do prania tkanin ciemnych i czarnych (23 zł/1000 ml) oraz perfumowaną odżywkę do tkanin (23 zł/1000 ml). Żel do ciemnych tkanin ciężko mi ocenić – moja czerń nadal jest czarna, choć może faktycznie bez jakiegoś delikatnego nalotu. Zapach ciężko mi określić, w moim odczuciu nie jest zbyt intensywny. O ile ten żel nie zrobił na mnie większego wrażenia, to już perfumowaną odżywką jestem zachwycona! Pachnie obłędnie (wanilia, gruszka, czekolada!), zapach utrzymuje się długo, a pranie jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Uwielbiam i bardzo polecam!

  • KUCHNIA

Pierwszym produktem, który przetestowałam z tej kategorii, jest odtłuszczacz (16,00 zł/500 ml). Tutaj znowu mam problem z zapachem, bo jakoś go za bardzo nie czułam podczas używania. Tzn. jest, owszem, ale nie jest mocny (taki bardziej owocowy). Choć właściwie w kuchni to może i plus. Środek jest skuteczny, myłam nim kuchenkę i okap, zadziałał bez zarzutu. Kolejny produkt, to mój mały hit – pianka neutralizująca przykre zapachy (16,00 zł/250 ml). Jest to faktycznie pianka, na dodatek dość gęsta i różniąca się od zwykłych mydeł w płynie. Skóra jest po niej czysta, pachnąca (kwiatowe nuty) i absolutnie nie jest przesuszona. Skutecznie usuwa przykre zapachy (testowałam na czosnku i rybie). Naprawdę świetny produkt!

  • ŁAZIENKA

W łazience przetestowałam spray do mycia kabin prysznicowych (13,00 zł/500 ml). Ma dość mocny malinowy zapach, co powinno spodobać się fanom owocowych nut. Według producenta wystarczy spryskać nim kabinę, odczekać chwilę i spłukać, ale ja jakoś zawsze odczuwam potrzebę szorowania, co też uczyniłam i tym razem. W efekcie kabina była czysta, błyszcząca i pachnąca, choć zapach nie utrzymał się jakoś bardzo długo.

  • PRODUKTY UNIWERSALNE

Uniwersalne, bo do zastosowania w różnych pomieszczeniach, wedle potrzeb. Z tej kategorii sprawdziłam dwa produkty: aksamitne mleczko do czyszczenia (14,00 zł/500 ml) oraz żel do usuwania kamienia i rdzy (13,00 zł/500 ml). Ten pierwszy zachwycił mnie zapachem, który nie dość, że jest piękny (podejrzewam, że to drzewo sandałowe tak mnie urzekło), to jeszcze długo się utrzymuje. Konsystencja mleczka faktycznie jest aksamitna, więc nie ma obaw o porysowanie powierzchni. Ładnie czyści, nie pozostawia białego osadu (wręcz przeciwnie, nadaje połysk). To mój kolejny hit z oferty Prouvé! Z kolei żel do usuwania kamienia i rdzy jest po prostu…skuteczny. Miałam za mało rdzy, by sprawdzić go w ciężkim warunkach, ale przy moim kranie spisał się znakomicie.

  • INNE

W moje ręce wpadł również świetny zestaw worków podróżnych (strasznie żałuję, że nie miałam ich przy sobie, gdy jechałam do Pragi!). Są śliczne, idealnie wpisują się w moją estetykę, ale oczywiście poza tym podoba mi się ich ogólne przeznaczenie – służą do segregowania bielizny podczas wyjazdów. Prawda, że miła alternatywa dla zwykłej reklamówki foliowej? 🙂 Kosztują 25 zł za 2 sztuki i są całkiem spore (musiałam je poskładać do zdjęć, by zmieściły się w kadrze!).

PODSUMOWANIE

Produkty Prouvé polecam każdej osobie, która ceni sobie w domu piękne zapachy – są naprawdę wyjątkowe! Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych preferencji (ja na przykład nie lubię owocowych zapachów), ale jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Produkty są skuteczne i używa się ich przyjemnie, czyli główny cel zrealizowany. Wiem, że kwestia ekologii i bezpieczeństwa stosowanych środków jest dla Was bardzo ważna, dlatego pozwolę sobie znów zacytować, co producent mówi na ten temat:

„Czy Prouvé dba o środowisko? Na każdym z naszych opakowań znajdziesz znaczek „Yes, we care”, ponieważ odpowiedź brzmi: tak, dbamy. Tak, zależy nam. Dbamy o środowisko, ale nie udajemy, że mamy w 100% naturalne środki. Wykorzystujemy najnowsze nowinki techniczne i odkrycia w dziedzinie chemii, by Twoje życie było łatwiejsze. Ograniczamy do minimum alergeny, parabeny, SLS-y i wybielacze. Nasze formuły są biodegradowalne, a opakowania nadają się w całości do recyklingu. Produkty testujemy wyłącznie na sobie, nigdy nie na zwierzętach.”

Po więcej szczegółów i w celu zapoznania się z całą ofertą marki, zapraszam na stronę internetową Prouvé!