Browsing Category: MACIERZYŃSTWO

Domowa świąteczna sesja zdjęciowa 2016

Takie amatorskie grudniowe sesje zdjęciowe stają się już powoli naszą tradycją. Co prawda zastanawiam się czasem, czy nie byłoby łatwiej zapłacić komuś za zrobienie kilku profesjonalnych zdjęć (efekt na pewno byłby lepszy), ale w sumie mimo licznych perypetii sprawiają mi one na tyle dużo przyjemności, że raczej zostaniemy przy tej opcji. Tak jest nam wygodniej (może pstrykać zdjęcia w dowolnej chwili), taniej i niezaprzeczalnie bardziej emocjonująco!

Planowanie świątecznych sesji zdjęciowych zaczynam kilka tygodni wcześniej. Poszukuję idealnych kostiumów, przeglądam moje tablice na Pinterest i próbuję mniej więcej określić, jaki efekt chcę osiągnąć. Dwa lata temu się udało, w zeszłym roku niezbyt. Ninka chorowała, ja byłam w pierwszym trymestrze ciąży i jakoś tak brakowało nam energii, żeby to wszystko należycie ogarnąć. Zdjęcia co prawda są, ale nie wyszły tak, jak sobie zaplanowałam. Ninka się buntowała, na widok aparatu chciała mi go od razu wyrwać, wszystko jest rozmazane i ciemne, no niezbyt urokliwe. Dlatego w tym roku wiedziałam, że przy dwójce dzieci sama sobie ze zdjęciami nie poradzę, więc ich robienie zaplanowałam na słoneczny niedzielny poranek, gdy Mąż był w domu.

Oczywiście nie obyło się bez wpadek i to na samym początku! Ze wszystkich osób na całym świecie akurat siebie nigdy bym nie posądzała o wyładowaną baterię w aparacie, bo ZAWSZE tego pilnuję. No cóż, nie tym razem. Scenografia była już przygotowana, dzieci przebrane i upozowane, a nam miga czerwona lampka. Myślałam, że wyrwę sobie włosy z głowy z frustracji! Wszystkie zdjęcia robiliśmy więc w systemie „5 minut ładowania, 3 minuty fotografowania”. Udręka!

Na dodatek po tej krótkiej początkowej przymusowej przerwie Ninka postanowiła się obrazić i za nic nie chciała usiąść koło brata. On za to był bardzo zadowolony ze swojego położenia i w efekcie udało nam się zrobić mu kilka indywidualnych zdjęć (przy akompaniamencie lamentu siostry, który jakoś mu nie przeszkadzał).

Jednym z moich największych marzeń było zrobienie dzieciom zdjęcia w identycznych piżamkach. Nawet nie wiecie jak szybko zaczęłam przeklinać ten pomysł! Ninka nosi ubranka w rozmiarze 98, a Karolek 68. Niestety większość niemowlęcych rozmiarówek kończy się na 92…Przekopałam chyba 90% sklepów internetowych i albo nie było w ogóle 98 albo był, ale brakowało 68 (74 też nie było). W końcu trafiłam w H&M na pajacyki w serduszka i to w obydwóch pożądanych rozmiarach! Po chwili namysłu, czy serduszka będą wystarczająco świąteczne i unisexowe zdecydowałam się na zakup. Ku mej rozpaczy okazały się być dużo za duże, ale na szczęście miały ściągacze w kostkach, więc jakoś się na tych moich dzieciach ułożyły…Uffff…Można robić zdjęcia!

Druga tura zdjęć była robiona w przebraniach. Wiem, że nie każdy lubi takie zabawy, ale ja uwielbiam patrzeć na te malutkie elfiki, mikołajki, reniferki i inne urocze maluchy, więc kostiumy musiały być! Tutaj również pojawił się mały problem z rozmiarami dla Ninki, więc założyłam jej po prostu czerwone legginsy, bluzeczkę z reniferem (F&F), któremu po naciśnięciu świeci się nos oraz rogi renifera. Z kolei Karolek był od stóp do głów elfem (F&F) i moim zdaniem wypadł w tej roli wyśmienicie! Tak oto udało mi się uchwycić dwóch pomocników Mikołaja!

Przyznam szczerze, że choć momentami robiło mi się gorąco z emocji, to jednak ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektów naszej domowej sesji i już się zastanawiam, jak się wystylizujemy do rodzinnego sylwestrowego zdjęcia!

Czy Wy też robicie sobie świąteczne zdjęcia? Samodzielnie czy u fotografa? Jestem bardzo ciekawa, jakie macie w tym temacie doświadczenia!

12 prezentów dla miłośników porządku i organizacji

Moim skromnym zdaniem kupowanie prezentów dla osób ceniących ład i porządek jest pestką. Wystarczy skupić się na prezentach praktycznych – pudełka, gadżety pomocne przy planowaniu czy piękny zeszyt zawsze sprawią dużo przyjemności – wiem po sobie! Dlatego dziś przygotowałam zestawienie upominków dla osób, które mają manię organizowania, ale zwracają też uwagę na walory estetyczne przedmiotów, którymi się otaczają. Może macie takie osoby w gronie swoich najbliższych lub poniższy przewodnik pomoże sprecyzować Waszą prywatną listą życzeń?

Poniżej 12 pomysłów na prezenty, wszystkie poniżej 90 zł (a większość duuuużo tańsza!):

prezenty-1

Planer tygodniowy Stradivarius 29,90 zł – przyznaję, że umieściłam go na tej liście, bo sama go sobie sprezentowałam tydzień temu i od razu polubiłam! Pomijając fakt, że jest w moim ukochanym pudrowym kolorze i ma urocze złote kropeczki, jego dużą zaletą jest kompaktowy rozmiar (zmieści się w każdej torebce) oraz przyjemny w użytkowaniu poziomy układ tygodnia. Fakt, trzeba w tym notesiku pisać drobnym maczkiem, ale mi to nie przeszkadza. Wpisuję do niego wszystkie zadania, nawet te błahe, których nie uwzględniam w naszym głównym kalendarzu. Wspominałam już, że jest pudrowy w złote kropki? 😀

Rodzinny planner miesięczny 2017 MaMy Kalendarz 40 zł – moim zdaniem gadżet niezbędny w każdej większej rodzinie. Wszystkie plany na widoku i w jednym miejscu. Czego chcieć więcej?

Kalendarz Bershka 49,90 zł – chyba nie muszę argumentować, dlaczego kalendarz w jakiejkolwiek postaci jest świetnym prezentem dla kogoś, kto kocha planować…Oczywiście dobrze jest wcześniej podpytać, czy obdarowywana osoba nie kupiła już przypadkiem kalendarza na własną rękę, ale z drugiej strony z własnego doświadczenia wiem, że jeden kalendarz więcej nie jest kłopotem hihi zawsze można go przeznaczyć na jakiś konkretny cel, na przykład zrobić z niego kalendarz fitnessowy lub blogowy 🙂

 

prezenty-2

Długopis „Willow Story” Rzeczownik 9 zł – mam, więc z ręką na sercu polecam! Jedne z najlepiej wydanych 9 zł w moim życiu, nie przesadzam! Pomijając fakt, że te długopisy są po prostu śliczne, są też bardzo przyjemne w użytkowaniu. Dosłownie płyną po kartce, nie brudzą i fajnie leżą w ręce. Jeśli szukacie jakiegoś małego gadżetu dla zorganizowanej osoby, to jest to bardzo dobry pomysł.

Zestaw karteczek samoprzylepnych Bershka 39,90 zł – czyż nie są urocze? Te karteczki zadowolą każdą fankę planowania! Bardzo podoba mi się to, że w jednym zestawie jest ich tak dużo. Doskonałe do szkoły, pracy i domowego planowania.

Everyday Plans zestaw naklejek Love Me Party 90 zł – najdroższa propozycja w tym zestawieniu, ale moim zdaniem warta uwagi. W tej cenie dostajemy bowiem nie 100, nie 200, a dokładnie 1486 naklejek! Docelowo są one przeznaczone dla Happy Plannera, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystać je w każdym innym kalendarzu czy plannerze. Nie ukrywam, że chętnie bym je wkleiła także do swojego 😉

 

prezenty-3

Notes „Kwiaty i cytrusy” Rzeczownik 45 zł – wszelkiego rodzaju notesy są zawsze dobrym pomysłem, bo przecież zawsze znajduje się coś nowego do zapisania, prawda? Szczególnie teraz, gdy idea bullet journalingu robi się w Polsce coraz bardziej popularna! Zresztą pomysłów na wykorzystanie notesu jest bardzo wiele, tutaj znajdziecie ich aż 35!

Zestaw washi tape „Rose Gold” Love Me Party 45 zł – w skład zestawu wchodzi 7 taśm, a najbardziej urzekło mnie w nich to, że są różnej szerokości. Te cieniutkie są idealne do mniejszych plannerów, na przykład do zaznaczaniu wyjazdów obejmujących kilka dni i tym podobnych wydarzeń. No ja bym takim prezentem była zachwycona! Nie można mieć za dużo washi tape 😉

Kosmetyczka „Figi” Rzeczownik 47 zł – kosmetyczka może służyć zgodnie z przeznaczeniem, ale może też zostać piórnikiem albo pięknym organizerem do torebki. Świetnie sprawdzi się także w łazience, jako miejsce przechowywania drobiazgów (np. gumek do włosów).

 

prezenty-4

Kosz trzcinowy z rączkami Stradivarius 89,90 zł – wspominałam już na początku wpisu, że wszelkiego rodzaju pudełka, pojemniki i kosze są idealnym prezentem dla miłośników organizacji. Myślę, że w moim domu jest ich kilkadziesiąt, a jeśli wliczyć jeszcze organizery w szufladach i garderobie, to pewnie dojdziemy do okolicy setki. To po prostu wspaniała oszczędność miejsca i świetny sposób na szybki porządek w domu. Prezent trafiony w 100%, bo zawsze znajdzie się coś, co można do takiego koszyka włożyć.

Metalowy stojak na gazety H&M 79,90 zł – argumenty jak wyżej, tylko z bardziej konkretnym przeznaczeniem. Taki stojak może być też sorterem na pocztę i dokumenty, pojemnikiem na kolorowanki dzieci albo nawet stelażem na dekoracje. Cudowny i uniwersalny.

„Tokimeki” Marie Kondo około 20 zł – druga część popularnej i momentami kontrowersyjnej (ze względu na różnice kulturowe) „Magii sprzątania”. Można mieć różne opinie na temat stosunku autorki do posiadanych przez nas przedmiotów, ale nie zmienia to faktu, że książka o takiej tematyce będzie miłym upominkiem dla maniaków porządku.

 

To tyle moich propozycji na dziś – mam nadzieję, że ułatwią Wam poszukiwanie idealnych prezentów dla Waszych zorganizowanych bliskich i znajomych! 🙂

Jak wygląda nasz typowy dzień

W końcu jest! Wpis, który planowałam od prawie dwóch lat, w końcu doczekał się swojej premiery. Przez ten czas wiele się w naszym życiu zmieniło, przybyło nam dzieci i metrów kwadratowych, ale wydaje mi się, że teraz w końcu jest idealny moment na to, by spełnić Wasze życzenia i pokazać, w którym momencie dnia udaje mi się posprzątać, ile czasu poświęcam na zabawę z dziećmi oraz kiedy i w jaki sposób wykorzystuję swój wolny czas! Przygotujcie sobie kawę lub herbatę i ciasteczko, bo to będzie baaaaardzo długi wpis! 🙂

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że za chwilę zaprezentuję Wam bardzo ogólny zarys naszego dnia. Oczywiście jego przebieg zależy od wielu okoliczności. Bez względu na wszystko staramy się jednak trzymać pewnego rytmu, którego nauczyły się nasze dzieci, ponieważ głęboko wierzę, że uporządkowany dzień daje im duże poczucie bezpieczeństwa, a nam z kolei ta przewidywalność pozwala na zaplanowanie i zrealizowanie różnych planów. Absolutnie nie twierdzę jednak, że jest to jedyny słuszny sposób organizowania dnia – po prostu u nas się sprawdza. Nasze dzieci funkcjonują w cyklach 3-godzinnych, których kulminacyjnym punktem jest zawsze posiłek, dlatego też wpis podzieliłam na kilka głównych części, właśnie według tego schematu.

  • 7:00

Dzień zaczynamy zawsze o tej godzinie, nawet w weekendy (niestety). Pierwszą rzeczą, którą robię rano, jest włączenie pralki (pranie zazwyczaj wrzucam do niej już dzień wcześniej). Zaraz po przebudzeniu dzieci dostają mleko, które ja szykuję (rano podaję też różne witaminy i ewentualne leki), podczas gdy Mąż przebiera dzieci. Zanim przyjdą do salonu, udaje mi się jeszcze wypić szklankę wody z cytryną. Następnie ja karmię Karolka, Ninka karmi się sama, a Mąż szykuje się pracy. Kiedyś jadaliśmy razem śniadania, ale odkąd pojawił się kolejny maluch, jestem rano skutecznie unieruchomiona przez co najmniej piętnaście minut, więc Mąż je w pracy, żeby nie tracić czasu. Z domu wychodzi około 7:30, a my tym samym zostajemy sami na wieeeele godzin.

Zaraz po jedzeniu Ninka rusza do zabawy (aktualnie polega ona głównie na wożeniu po całym domu różnych rzeczy w wózku dla lalek lub budowaniu bardzo wysokich wież z Duplo), a ja ścielę łóżka i wietrzę mieszanie, po czym poświęcam uwagę Karolkowi (inspiracji do zabaw z tak małym dzieckiem szukam zazwyczaj w Internecie, na końcu wpisu zamieszczę różne przydatne linki, gdyby ktoś miał ochotę zgłębić temat).

Około 8:00 Karolek wędruje do koszyka na kółkach, który stoi w salonie, a my z Ninką jemy wspólnie śniadanie. Ostatnio staram się podawać je w trochę ciekawszej formie, a szczególnie upodobałam sobie wycinanie kształtów z chleba, warzyw i owoców (kilka linków z pomysłami zamieszczę na końcu wpisu). Po śniadaniu nadchodzi czas na mój krótki poranny rytuał pielęgnacyjny, który stosuję od kilku miesięcy (po lekturze książki Sekrety urody Koreanek). Całość, wraz z myciem zębów, czesaniem się i ubieraniem, zajmuje mi jakieś 15 minut. Potem przychodzi pora na poranną toaletę Ninki, czyli mycie zębów, czesanie się i tym podobne. Następnie razem wyciągamy pranie z pralki i je rozwieszamy (Ninka podaje), rozładowujemy zmywarkę (również wspólnie), po czym ja zabieram się za szybkie ogarnianie kuchni po porannym gotowaniu, a Ninka wraca do samodzielnej zabawy. Specjalnie na potrzeby tego wpisu sprawdziłam, ile czasu zajmują mi niektóre czynności domowe. I na przykład rozładowanie zmywarki i włożenie do niej naczyń po śniadaniu trwa u mnie średnio około 4 minuty. Ot taka ciekawostka! Umycie kuchenki i zlewu (zachciało mi się białego, to teraz pokutuję) trwa maksymalnie 5 minut. Nie jest to więc aż tak czasochłonne, jak może się wydawać.

Na tym etapie Karolek zazwyczaj już smacznie śpi, więc jeśli jest poniedziałek, środa lub piątek, to zabieram się za bardziej szczegółowe sprzątanie, a w pozostałe dni dołączam do zabawy Ninki lub angażuję ją w jakieś inne prace, na przykład robimy wspólnie porządek w jakiejś szufladzie. Jeśli obserwujcie mnie na Instagramie, to pewnie zauważyliście, że od niedawna urządzam Nince „domowy żłobek” (tzw. toddler school). Często zaplanowane przeze mnie aktywności realizujemy właśnie o tej porze dnia. Jeśli się nie uda, to „naukę” przekładamy na później.

Co dokładnie robię w te dni, na które mam zaplanowane sprzątanie? Po ogarnięciu kuchni zabieram się za ścieranie kurzy, szybkie przetarcie łazienki (prysznic, umywalka, toaleta, lustro), a następnie odkurzanie. Jeśli starcza mi czasu, to myję podłogę. Jeśli nie, to robię to wieczorem lub liczę na to, że uda się następnym razem (od nieumytej podłogi jeszcze nikt przecież nie umarł!). Po posprzątaniu zaczynam szykować drugie śniadanie dla Ninki.

  • 10:00

Karolek dostaje kolejną porcję mleka, a Ninka je drugie śniadanie. Potem zazwyczaj przechodzimy do sypialni i cała aktywność ma miejsce na naszym łóżku. Ninka przynosi tam kolejne książki i zabawki, a ja staram się porobić coś z Karolkiem (zazwyczaj zestaw ćwiczeń, które poleciła nam wykonywać fizjoterapeutka).

O 11:00 zaczynamy akcję „wyciszanie przed snem”, czyli czytamy i przytulamy się, aż Ninka zaśnie. Zazwyczaj Karolek, którego trzymam wtedy między nogami, też już zaczyna przysypiać, więc przy odrobinie szczęścia o 11:30 mam już długo wyczekiwany czas dla siebie. Co wtedy robię? Na pewno nie sprzątam i zdecydowanie nigdy nie odsypiam nieprzespanej nocy (jeśli taka się zdarzy), bo szkoda mi na to czasu. Te 1,5 godziny staram się wykorzystać na przyjemności, blogowanie, czytanie, manicure…Zależy od dnia, ale o tym szczegółowo napiszę chyba w osobnym poście, żeby niepotrzebnie nie przedłużać 🙂

  • 13:00

Dzieci są już wyspane, więc możemy przystąpić do kolejnego posiłku. W przypadku Ninki jest to zupka, Carlos ponownie delektuje się mlekiem (już się nie mogę doczekać rozszerzania diety!). Jeśli tylko pogoda sprzyja, po jedzeniu zaczynamy się szykować do wyjścia na spacer (latem staramy się być na dworze jak najczęściej, ale jesienią i zimą wychodzimy maksymalnie dwa razy dziennie). Większość potrzebnych rzeczy pakuję wieczorem poprzedniego dnia, ale i tak udaje nam się wyjść najwcześniej o 14:00 (musimy się wszyscy ubrać + ja pomalować). Długość spaceru w dużej mierze zależy głównie od tego, co zaplanowałam na obiad. Jeśli coś, co można przygotować szybko, to wracamy na 15:30. Jeśli coś skomplikowanego, to odpowiednio szybciej (lub przygotowuję część obiadu wcześniej albo poprzedniego dnia). Podczas spaceru często robię też szybkie zakupy, ale głównym celem wyjścia jest pozwolenie Nince wybiegać się na świeżym powietrzu. W tym czasie je przygotowane przeze mnie przekąski (tutaj możecie zobaczyć przykład).

  • 16:00

Obiad już prawie gotowy, czekamy na powrót Taty do domu, a w międzyczasie Karolek znów pije mleko. Staram się, żebyśmy obiad jedli wspólnie, ale jeśli jest gotowy szybciej, to nie potrafimy się powstrzymać (Ninka KOCHA jeść!). To, co robimy później, zależy od dnia tygodnia. Są dni, kiedy Mój Mąż idzie na siłownię. Są dni, kiedy ja idę na basen. 2 lub 3 razy w tygodniu idziemy całą rodziną na spacer albo bawimy się z dziećmi w domu, nie ma reguły – jesteśmy w trakcie ustalania jakiegoś harmonogramu.

Około 18:00 wypada podwieczorek.

18:30 to czas wielkiego poruszenia w naszym domu – zaczynamy kąpać dzieci. Jeśli gdzieś wychodziliśmy, to zawsze staramy się wrócić na tą godzinę.

  • 19:00

Czas na mleko dla dzieci. Po nakarmieniu Karolka nadchodzi czas na jego przytulanie się z Tatą, Ninka wykorzystuje każdą minutę na zabawę, a ja zamykam się na co najmniej kilkanaście minut w łazience i mam ich wszystkich w nosie! To jest mój czas na prysznic, wieczorną pielęgnację i wyciszenie się po całym dniu wzmożonej uwagi.

Około 19:45 zaczynamy sprzątać zabawki, a także szykować ubranka na następny dzień, żeby potem nie krzątać się po tamtej części mieszkania. O 20:00 biorę Ninkę do sypialni, gdzie po krótkiej lekturze zasypia.

Wracam zazwyczaj o 20:30, Karolek już śpi lub odpływa, więc bierzemy się za wspólne robienie kolacji. Następnie ładujemy zmywarkę, myjemy butelki, szykujemy pranie…jednym słowem – ogarniamy.

To, co robimy wieczorem, też zależy od dnia tygodnia. Wiele zależy od tego…kto akurat gra mecz! Tak, jestem żoną fana piłki nożnej, więc gdy leci Liga Mistrzów, mam 100% czasu na swoje sprawy 😉 W te dni zazwyczaj bloguję. W pozostałe oglądamy seriale, robimy wspólnie zakupy online itp.

  • 22:00

Po tej godzinie zazwyczaj idę się już położyć. Niestety mam głupi nawyk przeglądania social media przed zaśnięciem, co często kończy się tak, że nagle budzi mnie spadający na moje czoło telefon…

Przed 23:00 Mąż karmi Karolka (zazwyczaj przez sen), po czym przychodzą do naszej sypialni. Ninka śpi w dziecięcym pokoiku, a łóżeczko Karolka na razie przystawiliśmy do naszego. Od kilku tygodni nasz synek nie je już w nocy – nawet, jeśli się przebudzi, to po chwili zasypia, więc następne karmienie wypada dopiero o 7 rano. Ale żeby była równowaga w przyrodzie, to od niedawna Ninka lubi się obudzić w nocy i przyjść do naszego łóżka. Czasem przenosimy ją z powrotem, ale często nikomu się nie chce, więc śpimy razem do rana.

 

Tak to mniej więcej u nas wygląda. Oczywiście są dni, kiedy mam lenia totalnego i przez pół dnia chodzimy w piżamach, strzepując co chwilę okruszki, które przyklejają nam się do stóp i obijając się o leżące wszędzie zabawki. Są też dni, kiedy dzieci płaczą na zmianę i nie da się zrobić właściwie nic, ale cóż – taki urok posiadania potomstwa! 🙂

 

*Więcej na temat tego, jak wygospodarować czas dla siebie oraz jak mniej więcej wygląda mój tydzień, opiszę w przyszłym miesiącu.

 

Poniżej znajdziecie linki do ciekawostek, o których wspominałam:

ZABAWY Z DZIECKIEM W WIEKU 0-12 MIESIĘCY:

TODDLER SCHOOL:

INSPIRUJĄCE POSIŁKI DLA DZIECI:

 

2 poniżej 2 – jak się przygotować i przetrwać

Gdy zachodzi się w ciążę mając roczne dziecko, oprócz standardowych gratulacji, słyszy się komentarze typu Podziwiam za odwagę! albo Teraz zobaczysz, co znaczy prawdziwe życie! Ponieważ najczęściej padały one z ust osób a) bezdzietnych, b) posiadających jedno dziecko, c) posiadających dwójkę dzieci z dużą różnicą wieku, postanowiłam nie przejmować się nimi zbytnio, ale nie ukrywam, że ziarenko niepokoju zostało zasiane…Dlatego uznałam, że spróbuję zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby przygotować się odpowiednio na pojawienie się nowego członka naszej rodziny i bynajmniej nie mam tu na myśli kompletowania wyprawki i urządzania pokoiku. Chodzi mi o konkretne działania, które po narodzinach drugiego dziecka ułatwią życie i…opiekę nad tym starszym! Oto wielki zbiór moich strategii, porad i doświadczeń:

Untitled

CZEGO NAUCZYĆ STARSZE DZIECKO?

  • SAMODZIELNEGO JEDZENIA. O ciąży dowiedziałam się, gdy Ninka miała 13 miesięcy. W tym czasie trwała już jej nauka posługiwania się widelcem i łyżką. Przy okazji zaczęliśmy też naukę picia z normalnego kubka. Aktualnie (22 miesiące) je i pije w pełni samodzielnie – wystarczy tylko postawić jej danie pod nos i dzięki temu nie tracę czasu na karmienie dwójki! W jaki sposób nauczyć dziecko samodzielnego jedzenia? Po prostu pozwalając mu jeść! O ile używanie widelca przychodzi raczej łatwo, to posługiwanie się łyżką wymaga już od dziecka większej koncentracji – trzeba się przygotować na bałagan i rozlewanie 90% zawartości talerza, ale na szczęście dzieci są bardzo zdeterminowane, a trening czyni mistrza! Podobnie jest z piciem – Ninka próbowała, wylewała, próbowała, wylewała, aż w końcu pewnego dnia zaczęła pić prawidłowo i teraz nie ma z tym już żadnych problemów.
  • SAMODZIELNEGO WCHODZENIA I SCHODZENIA ZE SCHODÓW. Nasze poprzednie mieszkanie mieściło się w bloku posiadającym windę – przy takich warunkach wyjście z domu z dwójką maluchów nie stanowiłoby problemu. Teraz jednak mieszkamy na pierwszym piętrze bez windy i każda wyprawa wymaga odpowiedniej strategii. Ponieważ Mąż znosi mi wózek rano na dół klatki schodowej (nie mogę dźwigać), wychodzę z domu z Karolkiem na rękach, a Ninka idzie ze mną za rączkę. Przy schodzeniu trzeba ją jeszcze trochę asekurować, ale wchodzi już samodzielnie, więc zmierzamy w dobrym kierunku. Grunt, że nie muszę znosić dwójki (+ torby)!
  • KORZYSTANIA Z NOCNIKA. To był nasz wielki plan na wakacje – pozbyć się pampersów! Niestety nic z tego nie wyszło, dziecko się buntuje i stanowczo odmawia współpracy w tym zakresie, ale nie zmienia to faktu, że gdyby udało się przewijać tylko jedno, to byłoby zarówno wygodniej, jak i taniej. Gratuluję i zazdroszczę wszystkim rodzicom, którzy mają już ten etap za sobą! A jeśli przy okazji dziecko jest już też bez smoczka, to w ogóle rewelacja!
  • SAMODZIELNEJ ZABAWY. U nas akurat nie było z tym nigdy problemu, Ninka potrafi się sama zabawić i to przez dość długi czas, ale mam świadomość, że są dzieci, które lubią mieć towarzystwo podczas rysowania czy budowania z klocków. Dobrze jest zacząć przyzwyczajać je do tego, że mama (lub tata) muszą na chwilę zająć się czymś innym, żeby po pojawieniu się rodzeństwa nie czuło się odrzucone.
  • CHODZENIA ZA RĄCZKĘ. Nie każdy chce kupować podwójny wózek, a na spacer jakoś wyjść trzeba! My zdecydowaliśmy się na zakup dostawki (X Rider 2 in 1, do kupienia tutaj), ale nie zawsze bierzemy ją ze sobą – czasem, szczególnie podczas krótkich spacerów, Ninka idzie sama, więc ważne jest dla mnie, żeby ze względów bezpieczeństwa szła jak najbliżej mnie. Przydatne także wtedy, gdy młodsze dziecko nosi się w nosidle lub chuście.
  • SPANIA W SWOIM ŁÓŻECZKU. Akurat w naszym przypadku było to nowe łóżeczko Ninki, ponieważ stare musiała oddać bratu. Zaczęliśmy ją przyzwyczajać do nowego łóżka już kilka miesięcy temu, żeby uniknąć sytuacji, w której miałaby zbyt dużo nowości i zmian na jeden raz. Co prawda Karolek śpi na razie w koszu obok naszego łóżka, ale przynajmniej jedną drzemkę w ciągu dnia spędza właśnie w starym łóżeczku Ninki i nie widzę sprzeciwu z jej strony.

JAK PRZYGOTOWAĆ DZIECKO NA MŁODSZE RODZEŃSTWO?

  • rozmowy – jestem przekonana, że dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje, więc dyskusje na temat pojawienia się rodzeństwa zaczęliśmy bardzo szybko, właściwie od samego początku ciąży.
  • książeczki – na początku uważałam, że ten pomysł to totalny niewypał, Ninka nie była w ogóle zainteresowana przeglądaniem książek o tej tematyce, po czym nagle na kilka tygodni przed narodzinami Karolka ukochała sobie książkę „Czekamy na dzidziusia” i do tej pory nie wypuszcza jej z rąk – lektura obowiązkowa przed zaśnięciem (razem z książką z tej samej serii pt. „Dzień malucha”, gdzie też pojawia się dzidziuś i jego starsza siostra).
  • zabawkowa lalka – kupiliśmy Nince dzidziusia, który pije z butelki i którego trzeba przewijać. Do tej pory bardzo chętnie bawi się tą lalką, ale przez kilka pierwszych dni po powrocie ze szpitala musieliśmy być bardzo czujni, bo brata też momentami traktowała jak zabawkę (na przykład próbowała go podnieść łapiąc za ubranko, dość intensywnie głaskała itp.). Jest to więc fajna opcja do oswojenia dziecka z wizją pojawienia się w domu niemowlaka, świetny punkt wyjścia do rozmów (a raczej opowiadań), ale ostrożności nigdy za wiele.
  • prezent od młodszego rodzeństwa – no cóż, młodszy brat wkupił się łaski siostry prezentując jej zestaw Play-Doh. Wydaje mi się, że doceniła ten gest 😉

IMG_20160815_164200-01

KILKA PRZYDATNYCH STRATEGII:

  • WYJŚCIA Z DOMU. Przede wszystkim z dwójką dzieci wyjście zajmuje zdecydowanie więcej czasu, niż z jednym – to niby oczywiste, a jednak po miesiącu złapałam się na tym, że biegam po domu z obłędem w oczach, zerkając nerwowo na zegarek, zamiast po prostu z góry przeznaczyć na wyjście więcej czasu. Kilka dni temu wpadł mi też do głowy pomysł na stworzenie listy kontrolnej, żeby mieć pewność, że niczego nie zapomniałam spakować do torby (przydatne szczególnie wtedy, gdy wychodzimy z domu rano, po ciężkiej nocy, kiedy to mój mózg nie pracuje na pełnych obrotach). Idealnie, jeśli większość przydatnych rzeczy przygotujemy poprzedniego dnia (więcej o tym za chwilę).
  • JAZDA SAMOCHODEM. A konkretnie wsiadanie i wysiadanie. Niby taka prosta czynność, ale dobrze jest obmyślić strategię jeszcze zanim wyjdziemy z domu. Niemowlę wkładamy do fotelika/nosidełka, w którym znosimy go do samochodu. Starsze dziecko idzie z nami za rączkę. Stawiamy fotelik po tej stronie, po której siedzi starszak i zapinamy go w jego foteliku. Następnie bierzemy nosidło, obchodzimy samochód i montujemy młodsze dziecko. A przy wysiadaniu odwrotnie – najpierw wyciągamy niemowlaka (bo nie jest mobilny, więc nie ucieknie), a dopiero potem starsze dziecko. Jeśli fotelik niemowlaka jest przymocowany do samochodu na stałe, wtedy znosimy niemowlę na rękach, starsze za rękę, a następnie w pierwszej kolejności wkładamy do auta dziecko młodsze. Starsze w tym czasie powinno na przykład trzymać nas za nogę (cokolwiek, byle mieć pewność, że stoi obok nas).
  • ZAKUPY. Zawsze z listą. Portfel i lista łatwo dostępne. Młodsze dziecko można włożyć w nosidle do wózka sklepowego, a starsze w nim posadzić. Na zakupy zawsze wychodzimy z przekąskami i czymś, co zapewni rozrywkę dziecku starszemu (naszym celem jest zatrzymanie dziecka w wózku). Samochód dobrze jest zaparkować w pobliżu wejścia, jak również blisko miejsca, w którym zostawia się sklepowe wózki.

JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ NA NOWY DZIEŃ (CZYLI CO ZROBIĆ WIECZOREM)?

  • przygotować ubrania na drugi dzień – dla siebie i dla dzieci
  • przygotować pieluszki i inne akcesoria do przewijania (dla jednego i drugiego dziecka)
  • położyć pieluchy tetrowe w miejscu, gdzie dziecko będzie karmione
  • przygotować naczynia i sztućce na śniadanie
  • spakować torbę do wózka na następny dzień

CZY JEST SENS TWORZYĆ PLAN DNIA?

Tak! Nie wyobrażam sobie, jak wyglądałby nasz dom i jak wyglądałabym ja, gdybyśmy nie mieli wstępnie określonych codziennych schematów i rytuałów! Niebawem pokażę Wam, jak dokładnie wygląda nasz dzień, ale już teraz mogę zdradzić, że dzięki trzymaniu się pewnych zasad moje dzieci śpią w tym samym czasie, a tym samym ja mam 1,5 godziny dla siebie – no bezcenne! Oczywiście kluczem do sukcesu jest elastyczność i niezbyt wysokie wymagania co do ilości rzeczy, którą uda nam się zrobić w ciągu dnia.

INNE PORADY

  • zakupy online są wprost idealnym rozwiązaniem w pierwszych tygodniach w powiększonym składzie
  • torba z prezentami na ciężkie momenty – przez całą ciążę gromadziłam różne drobiazgi, które planuję wykorzystać w kryzysowych sytuacjach, żeby zająć czymś Ninkę
  • przekąski na czas karmienia – małe dzieci potrafię jeść strasznie długo, więc trzymanie pod ręką szklanki wody i drobnej przekąski może nas czasem uchronić od śmierci głodowej!
  • gdy ktoś chce pomóc – nie odmawiaj!

Czy są tu jakieś mamy dzieci z małą różnicą wieku? Podzielcie się swoimi doświadczeniami i poradami! 🙂

Jak nauczyć dziecko porządku i organizacji?

Czy jest w ogóle sens uczyć dzieci porządku i organizacji, skoro i tak, jak to dzieci, będą bałaganić? Kiedy zacząć wpajać im odpowiednie zasady i jak to zrobić, żeby wilk był syty i owca cała (czyli żeby rodzice mieli mniej roboty, ale dziecko nie strzelało fochów)? O tym w dzisiejszym wpisie!

Na początku chciałabym zaznaczyć, że Moja Córka jest jak najbardziej normalna i jej stosunek do porządku jest raczej na tym samym poziomie, co jej rówieśników (20 miesięcy). Nasz dom w ciągu dnia wygląda tak, jak zapewne większość domów, w których urzęduje małe dziecko – zabawki można znaleźć wszędzie. Gdy już uda mi się zamknąć ten chaos w jednym pomieszczeniu, to efekt jest mniej więcej taki, jak na załączonym obrazku:

Na podłodze lala z gołą pupą, książki, zabawki do piaskownicy (jak wiadomo są niezbędne w mieszkaniu), porozrzucana ciastolina, a w ręku buła i mydlane bańki. Nasz codzienność! A jednak (w większości przypadków), gdy pada komunikat sprzątamy, to…sprzątamy. My, razem. Jest to więc możliwe do wykonania, a poniżej przedstawiam kilka porad, jak to zrobić:

  • IM WCZEŚNIEJ, TYM LEPIEJ! Warto wyrabiać w dziecku pewne odruchy, gdy tylko zacznie choć odrobinę pojmować, co się wokół niego dzieje. W końcu wrzucenie piłki do pojemnika może być dla niemowlaka świetną zabawą!
  • OGRANICZ ILOŚĆ ZABAWEK. To takie proste! Tak, jak w przypadku nas, dorosłych – im więcej posiadamy rzeczy, tym większy mamy bałagan. Po co więc dokładać sobie i dziecku roboty przez trzymanie na widoku kilku kartonów z kuszącymi zabawkami? Jedno pudełko wystarczy! Dziecku będzie łatwiej to później samodzielnie ogarnąć, a my zyskamy spokój wewnętrzny (i ład zewnętrzny).
  • SPRZĄTANIE OD RAZU PO ZAKOŃCZENIU ZABAWY. Zanim dziecko przejdzie do następnej aktywności, niech posprząta po poprzedniej. To kolejny nawyk, który można kształtować od najmłodszych lat. Na pewno przyda się też w dorosłym życiu!
  • NAKLEJKI NA PUDEŁKACH. Szczególnie przydatne w przypadku maluchów, które nie potrafią czytać – bo skąd niby mają wiedzieć, gdzie odłożyć puzzle? Z naklejkami nie będą już mieć takiej wymówki! Tutaj można pobrać fajne naklejki do wydruku (co prawda mają podpisy w języku angielskim, ale można je odciąć, jeśli komuś przeszkadzają).
  • PIOSENKA O SPRZĄTANIU. Brzmi głupio? Ale może warto spróbować? Czas trwania piosenki, to czas na sprzątanie zabawek z podłogi. My często słuchamy tego jakże skocznego utworu (ostrzegam, potrafi wryć się w pamięć na wiele godzin!):
  • POZWÓL POMAGAĆ. Dziecko garnie się do pomocy, a Ciebie to wkurza, bo przez to sprzątasz wolniej? Błąd! Chce pomagać, niech pomaga! Ninka ciągle biega ze szmatką i wyciera stoły. Na tym etapie mogę więc sobie spokojnie dyrygować nią z kanapy: „Rozlałaś wodę? Przynieś ściereczkę i wytrzyj!„. Chwilo trwaj!

Ok, ale to są porady dla małych dzieci, a co z większymi? Warto mieć świadomość tego, jakie zadania są odpowiednie do wieku i możliwości dziecka (oczywiście jak zawsze jest to tylko teoria, ogólny zarys – każdy rodzic zna swoje dziecko i wie, na co je stać i jakim zadaniom podoła):

2-3 LATA:

  • sprzątanie zabawek
  • wycieranie tego, co rozlały
  • ścieranie kurzy
  • utrzymanie czystości podczas spożywania posiłków
  • pomoc przy wkładaniu rzeczy do pralki (i przy wyciąganiu)
  • wyrzucanie rzeczy do śmieci
  • składanie ściereczek
  • podawanie niektórych przedmiotów (np. pampersów dla młodszego rodzeństwa)

4-5 LAT:

  • wszystkie poprzednie czynności
  • karmienie zwierząt
  • ścielenie łóżka
  • odkładanie sztućców na miejsce
  • przygotowanie prostych posiłków (np. kanapek z przygotowanych wcześniej przez rodziców składników)
  • zamiatanie małą miotełką
  • sprzątanie po posiłku
  • podlewanie kwiatów

6-7 LAT:

  • wszystkie poprzednie czynności
  • składanie ubrań
  • zamiatanie podłóg
  • pomoc przy wkładaniu naczyń do zmywarki/wyciąganie czystych naczyń ze zmywarki i odkładnie ich na miejsce (o ile dosięgną)
  • wynoszenie śmieci
  • parowanie skarpetek
  • grabienie liści
  • robienie sałatek

8-9 LAT:

  • wszystkie poprzednie czynności
  • szykowanie sobie śniadania do szkoły
  • odkurzanie
  • zmywanie naczyń
  • pomoc przy gotowaniu
  • opieka nad zwierzętami
  • samodzielne porządkowanie swoich szafek
  • zmywanie naczyń

10-11 LAT:

  • wszystkie poprzednie czynności
  • sprzątanie kuchni
  • sprzątanie łazienki
  • przygotowywanie prostych posiłków
  • koszenie trawnika

12+ LAT:

  • wszystkie poprzednie czynności
  • prasowanie
  • robienie zakupów z listą
  • opieka nad młodszym rodzeństwem

Jak widać całkiem sporo obowiązków możemy z czasem zrzucić na dzieci, więc chyba warto je do tego przyzwyczajać od najmłodszych lat? 😉

BONUS dla wszystkich subskrybentów Zorganizowanego Newslettera: dziś wieczorem otrzymacie na maila bardzo fajną i praktyczną listę kontrolną sprzątania dla dzieci! Kto się jeszcze nie zapisał, ten ma czas, żeby nadrobić zaległości!

lista kontrolna obowiązków domowych dla dzieci