Browsing Category: MACIERZYŃSTWO

Jak zachować wspomnienia, czyli kurs „Dziecko w albumie”

Pewnie widziałyście je już wiele razy albo chociaż obiło się Wam o uszy. Project Life. Albumy, których zazwyczaj się komuś zazdrości. Starannie wybrane zdjęcia, urocze naklejki, ozdobne karteczki z zapiskami wspomnień i ważnych wydarzeń. Pięknie udokumentowana codzienność. Powiem wprost – marzę o takim albumie (a właściwie albumach, bo przecież na jednym na pewno by się nie skończyło)!

Robiłam już do nich kilka podejść, ale ostatecznie zawsze rezygnowałam, bo czułam się przytłoczona – nadmiarem inspiracji, nadmiarem dostępnych gadżetów i brakiem pomysłu na to, od czego zacząć. I choć planowałam zrobić taki album już od ponad trzech lat, to ciągle brakowało mi tego impulsu, który popchnąłby mnie od marzeń w stronę czynów. Na szczęście pojawił się ktoś, kto rozumie te wszystkie rozterki i wątpliwości. Co więcej, ten ktoś stworzył cały kurs online, który pomaga wyznaczyć kierunek działania oraz zmotywować do pracy. Tym kimś jest Mira Jurecka z Family Portraits, a wspomniany wcześniej kurs to „Dziecko w albumie”.

Ten  kurs zawiera WSZYSTKIE informacje, które są niezbędne do rozpoczęcia przygody z tworzeniem albumów. Zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie kiedykolwiek zadawałam, przeprowadza przez wszystkie etapy tworzenia albumu, a także zawiera mnóstwo przykładów i inspiracji. Wszystko jest wytłumaczone bardzo szczegółowo, a na dodatek zobrazowane na zdjęciach, co dla mnie (wzrokowca) jest sporym ułatwieniem. W kursie znajdziecie wiele przydatnych porad dotyczących fotografowania dzieci, sposobu wydruku zdjęć, formy tworzenia zapisków, ale także podpowiedzi co robić, gdy chcemy uwiecznić w albumie chwile, od których minęło już dużo czasu, jak dokumentować ciążę, jak przedstawiać nastolatków, jak sobie radzić z brakiem czasu na tworzenie itp…A nie mówiłam, że jest tu wszystko? 😉

Kurs jest stworzony przez Mamę dla Mam, co oznacza, że autorka doskonale wie, jak się pracuje z niemowlakiem na rękach, jakie problemy możemy napotkać na swojej drodze i podpowiada, jak sobie z nimi radzić. Kurs zawiera także wiele podpowiedzi innych mam, które fotografują swoje dzieci i tworzą piękne albumy, co stanowi dodatkową motywację i inspirację. „Dziecko w albumie” to także okazja do zgarnięcia przydatnych kodów rabatowych oraz gratisów do wydruku!

Zbliżają się Święta, a zaraz za nimi czas podsumowań i noworocznych postanowień. A może jednym z nich będzie stworzenie pięknego albumu Project Life? 🙂 Ja wpisuję to na swoją listę planów i uzbrojona w wiedzę z kursu jestem pełna optymizmu, że tym razem mi się uda!

Dla tych z Was, które też chcą, ale nie wiedzą od czego zacząć, mam kod rabatowy na kurs „Dziecko w albumie” Family Portraits.

Użyjcie kodu ZORGANIZOWANA, aby uzyskać 10% zniżki! (kod jest ważny do końca miesiąca)

A osoby poszukujące inspiracje zapraszam na specjalną grupę na Facebooku „Dziecko w albumie” 🙂

*Zdjęcia: Mira Jurecka.

Prezenty dla miłośników porządku i organizacji (2017)

Nastał dobry czas dla wszystkich osób, dla których zorganizowane życie to priorytet. Wraz z modą na minimalizm i produktywność w wielu sklepach pojawiły różnego rodzaju gadżety, które mają za zadanie pomóc nam uporządkować przestrzeń wokół nas i zaplanować życie tak, by został czas na to, co najważniejsze. Dlatego też zakup prezentów dla miłośników porządku i organizacji będzie w tym roku nie tylko prosty, ale też stosunkowo tani – świetnie, prawda? 🙂

Przygotowałam dla Was małe zestawienie gadżetów, które wpadły mi w oko. Wszystkie są aktualnie dostępne w sklepach.

  • Książka „Twój rok z bullet bookiem” Marcia Mihotich. Zapewne widzieliście recenzje tej książki na wielu blogach. Ja na razie miałam okazję tylko pobieżnie przejrzeć ją w księgarni, ale zdecydowanie jest na mojej wish liście! Jest to poradnik pokazujący krok po kroku jak stworzyć swój jedyny i niepowtarzalny spersonalizowany notes/kalendarz. Takie rozwiązanie kusi mnie już chyba od dwóch lat, ale brakowało mi właśnie takiego przewodnika, w którym cały proces tworzenia będzie opisany krok po kroku. Idealny projekt na okres świąteczno-noworoczny! Polecam w ciemno! 😉

  • Tablica planner / Stradivarius / 39,90 zł. Stradivarius to ostatnio skarbnica uroczych gadżetów do planowania i to w bardzo przystępnych cenach! Taka tablica świetnie sprawdzi się w kuchni lub przedpokoju, można na niej rozpisać najważniejsze daty z życia całej rodziny.

  • Kalendarz 2018 / Stradivarius / 39,90 zł. Kolejna propozycja ze Stradivariusa to uroczy pudrowy kalendarz na 2018 rok. W ofercie znajdziecie też inne wersje kolorystyczne, a także duży wybór mniejszych notesów i tygodniowych plannerów (sama mam jeden i chętnie z niego korzystam). Jest w czym wybierać!

  • Szkatułka z diamentem / Stradivarius / 39,90 zł. Obiecuję, że to ostatnia propozycja z tego sklepu! 😉 Stylowy, nowoczesny i minimalistyczny organizer na biżuterię w kształcie diamentu. Kolejna rzecz, którą chętnie widziałabym u siebie! Wspaniały pomysł na efektowny prezent za przyzwoite pieniądze.

  • Bloczek z naklejkami / Bershka / 49,90 zł. Świetny gadżet dla osób, które lubią ozdabiać notatki w swoich kalendarzach, pamiętnikach itp. Miałam tego typu naklejki w moim zeszłorocznym kalendarzu i uważam, że są urocze! Zdecydowanie sprawią dużą radość nie tylko nastolatkom 😉

  • Zestaw karteczek samoprzylepnych / Bershka / 15,90 zł. Przyznam szczerze, że jestem od tego typu drobiazgów lekko uzależniona i zawsze znajduję usprawiedliwienie, by kupić kolejne, ale gdy tak teraz o tym myślę, to stwierdzam, że faktycznie często ich używam! To kolejny gadżet, który przyda się osobie lubiącej planowanie na papierze, świetnie sprawdzi się jako dodatek do notesu czy kalendarza!

  • Duży kosz druciany / H&M / 79,90 zł. Nie znam ani jednej osoby, która kocha organizację, a nie znosi koszy, pudełek i innych pojemników. Są one po prostu niezbędne, gdy chcemy zachować w domu porządek, a jednocześnie nie przemęczyć się przy tym zbytnio. Dlatego jedną z moich prezentowych propozycji jest ten miedziany kosz z H&M (występuje też w wersji czarnej). Jest bardzo uniwersalny, nie ma nachalnego wzoru, który mógłby się komuś nie spodobać, a jego kolor można w razie potrzeby bez problemu zmienić przy pomocy farby w spray’u. Bardzo podobne można upolować także np. w Pepco, KiK-u i tym podobnych sklepach, za o wiele niższą cenę. Skoro mowa o pojemnikach, to warto sprawdzić, co ma w swojej ofercie IKEA, w szczególności polecam np. pojemnik KLUNKA, który docelowo jest koszem na pranie, a u mnie rewelacyjnie sprawdza się w przedpokoju jako pojemnik na zabawki do piaskownicy, parasole i inne rzeczy do zabaw na zewnątrz. A na dodatek kosztuje tylko 29, 99 zł i ma piękny minimalistyczny wzór, który na pewno spodoba się wszystkim miłośnikom skandynawskiego stylu!

  • Przepisownik w puszce „Ziołowy ogród” / Rzeczownik / 169,90 zł. Ostatnia propozycja to produkt ze sklepu, do którego staram się nie zaglądać zbyt często, bo najchętniej wykupiłabym cały asortyment! Ten cudowny przepisownik kryje w sobie zestaw kart do zapisywania własnych przepisów i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że używając go każdy poczuje się jak Bree z „Gotowych na wszystko”, po prostu nie ma innej opcji! 😉

Mam nadzieję, że tym małym przewodnikiem ułatwię Wam poszukiwania idealnych prezentów dla miłośników porządku i organizacji! A może są jakieś produkty, które dodalibyście do tej listy? 🙂

Minimalizm w dziecięcym pokoiku – czy jest potrzebny?

Kilka miesięcy temu, w szczytowej fazie mojego organizacyjnego kryzysu, o którym pisałam tutaj, do naszego mieszkania weszła Moja Mama, spojrzała znacząco na wszystkie porozrzucane po podłodze zabawki, następnie na moją załamaną minę i powiedziała „Musisz się pozbyć części zabawek, bo oszalejesz!„. Miała rację. Każdą sekundę spędzałam na podnoszeniu, przekładaniu, chowaniu, układaniu, i tak w kółko. Utrzymanie porządku było zdecydowanie łatwiejsze, gdy Karolek nie był mobilny, a Ninka nie przechodziła fazy buntu. Latem ich bałaganiarstwo osiągnęło apogeum, każdy dzień zaczynali od wyciągania zabawek z pudeł i roznoszenia ich po wszystkich kątach, gubiąc przy okazji kluczowe elementy układanek, nakrętki mazaków, magnesy, klocki i wszystkie inne drobiazgi, które musiałam potem wyławiać spod kanapy i szafki na RTV. Było tego faktycznie za dużo i choć wcześniej wyniosłam do piwnicy trzy (!) duże worki z zabawkami, to ich ilość nadal rosła. Moja mama miała rację, musiałam się pozbyć części rzeczy, bo ten nadmiar nie był dobry ani dla mnie ani tym bardziej dla dzieci, które w tym chaosie nie potrafiły się na niczym skupić. Stopniowo zaczęłam więc robić przegląd zabawek, wyrzucam te zepsute, a te sprawne (ale nielubiane lub nieużywane) wynoszę do piwnicy z zamiarem sprzedania ich na pchlim targu (pewnie dopiero na wiosnę).

Optymistycznie zakładam, że w kwestii minimalizmu w dziecięcym pokoiku powoli widzę światełko w tunelu, a ponieważ po pozbyciu się nadmiaru zabawek zauważyłam też kilka pozytywnych skutków ubocznych w zachowaniu moich dzieci, to postanowiłam się nimi z Wami podzielić, w ramach inspiracji do porządków.

  • KREATYWNOŚĆ. „Za naszych czasów do zabawy wystarczył zwykły patyk!” – ile razy słyszeliście takie zdanie? No właśnie! Jest w nim 100% racji! Im mniej dostępnych rzeczy, tym większa konieczność uruchomienia wyobraźni, a gdy już dziecko pobudzi swoją kreatywność, to pomysły na zabawy będą nieograniczone!
  • WIĘKSZY SPOKÓJ. Gdy moje dzieci były niemowlętami, zawsze byłam wyczulona na nadmierną stymulację ich zmysłów. Nie brałam noworodków na zakupy do głośnych i zatłoczonych galerii handlowych, nie kupowałam głośnych zabawek do łóżeczka, nie otaczałam przedmiotami w krzykliwych kolorach. Wiedziałam, że spokój i harmonia są dla nich ważne. Jednak z czasem coraz bardziej o tym zapominałam, a gdy trochę podrosły, to już całkowicie straciłam czujność w tym aspekcie. A przecież one nadal nie lubią nadmiaru bodźców! Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że wraz ze zmniejszeniem ilości zabawek, zmniejszyła się też ilość histerii bez powodu.
  • NAUKA DZIELENIA SIĘ. Nie mają wyjścia, muszą podzielić się kredkami, bo jest tylko jeden komplet. Czy zdarzają się kłótnie o klocki? Oczywiście, że tak! Ale z każdym dniem widzę, że Ninka i Karolek coraz lepiej ze sobą współpracują i potrafią nawet przez 10 minut (sukces!) siedzieć w ciszy przy stoliku i razem się bawić.
  • DŁUŻSZA SAMODZIELNA ZABAWA. Wcześniej, przy ogromnej ilości zabawek, moje dzieci brały jedną do ręki, po czym po sekundzie łapały za kolejną, tak bardzo je kusiła. Teraz potrafią trochę dłużej skupić się na jednej zabawce, poświęcić im więcej swojej uwagi, rozpracować na wszystkie sposoby.
  • MNIEJ SPRZĄTANIA. Nauka sprzątania to u nas seria wzlotów i upadków. Jednego dnia robią to chętnie, a drugiego protestują głośnym płaczem. Z oczywistych względów łatwiej jest sprzątać mniej rzeczy, nawet nam, dorosłym. Zatem mniejsza ilość zabawek = mniejszy bałagan = większy zapał do sprzątania!

Jak widać zalet minimalizmu w dziecięcym pokoiku jest sporo i dotyczy to nie tylko zabawek, ale też różnego rodzaju akcesoriów, dekoracji, ubrań, a nawet mebli. Czy Wy też uważacie, że mniej znaczy lepiej? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w tym temacie!

 

PS. Niebawem pokażę Wam (w końcu!) jak wygląda pokoik dzieci po metamorfozie, wraz ze szczegółami dotyczącymi sposobów przechowywania różnych rzeczy, o które tak często pytacie 🙂

DIY prezent w słoiku

Największe prezentowe wyzwanie? Obdarowywanie osoby, która ma wszystko! W takiej sytuacji świetnie sprawdzą się prezenty w słoiku, o których pisałam Wam już w zeszłym roku. Bo kto nie lubi dostawać uroczych drobiazgów? Ja zdecydowanie lubię! I wiem, że czasem sprawiają one więcej przyjemności, niż jeden większy prezent!

Zawartość słoika możemy w pełni dostosować do preferencji obdarowywanej osoby. Dla miłośniczki wypieków można skomponować zestaw z foremkami do ciasteczek i sypkimi składnikami. Dla imprezowicza możemy spakować miniaturkę alkoholu, kilka cukierków, paczuszkę z konfetti i małe gadżety przydatne przy robieniu zdjęć (sztuczne wąsy itp.). Można też skomponować chorobowy zestaw ratunkowy, drobiazgi dla dzieci albo zestaw małego łakomczucha. To właśnie uwielbiam w tym pomyśle – nieograniczone możliwości!

Ja pokażę Wam dziś mały zestaw do domowego SPA – w sam raz dla mamy, cioci, kuzynki czy przyjaciółki! Do jego zrobienia wykorzystałam duży słój po oliwkach – dobrze jest czasem przejść się przez wszystkie alejki w supermarkecie, bo niektóre produkty mają rewelacyjne opakowania, które można potem wielokrotnie wykorzystać (na przykład ten słoik przez jakiś czas służył mi jako świecznik). Pokrywkę pomalowałam miedzianym sprayem (wcześniej była czarna), a środek wyłożyłam cienką kolorową bibułą.

Do środka włożyłam kilka drobiazgów, między innymi maseczki, lakiery do paznokci, kilka miniaturek kosmetyków, świeczki, gumki i tym podobne. Lubię, gdy te drobiazgi są utrzymane w podobnej kolorystyce. W tym roku przygotowałam dwie wersje kolorystyczne – jedna jest pastelowa, a druga typowo świąteczna.

Jak Wam się podobają takie prezenty? 

 

Domowa świąteczna sesja zdjęciowa 2016

Takie amatorskie grudniowe sesje zdjęciowe stają się już powoli naszą tradycją. Co prawda zastanawiam się czasem, czy nie byłoby łatwiej zapłacić komuś za zrobienie kilku profesjonalnych zdjęć (efekt na pewno byłby lepszy), ale w sumie mimo licznych perypetii sprawiają mi one na tyle dużo przyjemności, że raczej zostaniemy przy tej opcji. Tak jest nam wygodniej (może pstrykać zdjęcia w dowolnej chwili), taniej i niezaprzeczalnie bardziej emocjonująco!

Planowanie świątecznych sesji zdjęciowych zaczynam kilka tygodni wcześniej. Poszukuję idealnych kostiumów, przeglądam moje tablice na Pinterest i próbuję mniej więcej określić, jaki efekt chcę osiągnąć. Dwa lata temu się udało, w zeszłym roku niezbyt. Ninka chorowała, ja byłam w pierwszym trymestrze ciąży i jakoś tak brakowało nam energii, żeby to wszystko należycie ogarnąć. Zdjęcia co prawda są, ale nie wyszły tak, jak sobie zaplanowałam. Ninka się buntowała, na widok aparatu chciała mi go od razu wyrwać, wszystko jest rozmazane i ciemne, no niezbyt urokliwe. Dlatego w tym roku wiedziałam, że przy dwójce dzieci sama sobie ze zdjęciami nie poradzę, więc ich robienie zaplanowałam na słoneczny niedzielny poranek, gdy Mąż był w domu.

Oczywiście nie obyło się bez wpadek i to na samym początku! Ze wszystkich osób na całym świecie akurat siebie nigdy bym nie posądzała o wyładowaną baterię w aparacie, bo ZAWSZE tego pilnuję. No cóż, nie tym razem. Scenografia była już przygotowana, dzieci przebrane i upozowane, a nam miga czerwona lampka. Myślałam, że wyrwę sobie włosy z głowy z frustracji! Wszystkie zdjęcia robiliśmy więc w systemie „5 minut ładowania, 3 minuty fotografowania”. Udręka!

Na dodatek po tej krótkiej początkowej przymusowej przerwie Ninka postanowiła się obrazić i za nic nie chciała usiąść koło brata. On za to był bardzo zadowolony ze swojego położenia i w efekcie udało nam się zrobić mu kilka indywidualnych zdjęć (przy akompaniamencie lamentu siostry, który jakoś mu nie przeszkadzał).

Jednym z moich największych marzeń było zrobienie dzieciom zdjęcia w identycznych piżamkach. Nawet nie wiecie jak szybko zaczęłam przeklinać ten pomysł! Ninka nosi ubranka w rozmiarze 98, a Karolek 68. Niestety większość niemowlęcych rozmiarówek kończy się na 92…Przekopałam chyba 90% sklepów internetowych i albo nie było w ogóle 98 albo był, ale brakowało 68 (74 też nie było). W końcu trafiłam w H&M na pajacyki w serduszka i to w obydwóch pożądanych rozmiarach! Po chwili namysłu, czy serduszka będą wystarczająco świąteczne i unisexowe zdecydowałam się na zakup. Ku mej rozpaczy okazały się być dużo za duże, ale na szczęście miały ściągacze w kostkach, więc jakoś się na tych moich dzieciach ułożyły…Uffff…Można robić zdjęcia!

Druga tura zdjęć była robiona w przebraniach. Wiem, że nie każdy lubi takie zabawy, ale ja uwielbiam patrzeć na te malutkie elfiki, mikołajki, reniferki i inne urocze maluchy, więc kostiumy musiały być! Tutaj również pojawił się mały problem z rozmiarami dla Ninki, więc założyłam jej po prostu czerwone legginsy, bluzeczkę z reniferem (F&F), któremu po naciśnięciu świeci się nos oraz rogi renifera. Z kolei Karolek był od stóp do głów elfem (F&F) i moim zdaniem wypadł w tej roli wyśmienicie! Tak oto udało mi się uchwycić dwóch pomocników Mikołaja!

Przyznam szczerze, że choć momentami robiło mi się gorąco z emocji, to jednak ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektów naszej domowej sesji i już się zastanawiam, jak się wystylizujemy do rodzinnego sylwestrowego zdjęcia!

Czy Wy też robicie sobie świąteczne zdjęcia? Samodzielnie czy u fotografa? Jestem bardzo ciekawa, jakie macie w tym temacie doświadczenia!