Browsing Category: MACIERZYŃSTWO

Jak sprzątać przy małych dzieciach?


Mamą dwójki dzieci jestem od 20 miesięcy. Przez ten czas zrozumiałam, że stwierdzenie „jedno dziecko jest jak jedno, a dwójka jak dwadzieścia” jest bardzo prawdziwe. Niemal każda (pozornie banalna) czynność, przy dwójce maluchów staje się bardziej skomplikowana. Ubieranie (siebie i ich), przygotowywanie posiłków (o konsumowaniu nawet nie wspominam!), zakupy, spacery…Mogłabym tak wymieniać bardzo długo! Jedną z czynności, która stała się nie lada wyczynem, jest również oczywiście sprzątanie. Bądźmy szczere – zmęczenie, wieczny chaos i brak czasu nie są czynnikami sprzyjającymi posiadaniu sterylnie czystego domu. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale bałagan bardzo mnie frustruje, więc zachowanie względnego porządku jest istotne dla mojego zdrowia psychicznego 😉 Wypracowałam więc sobie pewien schemat działania, przy którym sprzątanie z małymi dziećmi w domu staje się realne i wykonalne. Nie gwarantuję jednak, że porządek potrwa długo! 😉

  1. OBNIŻ SWOJE OCZEKIWANIA. Smutne, ale prawdziwe. Nie ma co oczekiwać, że dom będzie błyszczeć, jak za „starych, dobrych czasów”. Ba! O ile przy jednym dziecku sprzątanie bywało jeszcze wykonalne, to przy większej ilości dzieci może być trudniej i trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować nową sytuację (chyba właśnie stałam się sprzątaniowym coachem… 😉 ). Co to oznacza w praktyce? Ustalenie nowych priorytetów, oczywiście. Zastanów się, co jest dla Ciebie najważniejsze – jakie warunki muszą być spełnione, żebyś uznała, że masz w domu w miarę czysto i mogła spać spokojnie, bez zamartwiania się, że zaniedbujesz dom? Dla mnie są to naczynia (na bieżąco myte w zmywarce), zrobione pranie i poodkurzane podłogi. Tyle. Jak widzisz nie ma tu mycia lamp, zeskrobywania resztek mydlin z zakamarków kabiny prysznicowej i innych absorbujących czynności. Pewne rzeczy naprawdę mogą (a często muszą) poczekać. I tyle! Czy to oznacza, że od 20 miesięcy nie ścierałam kurzy i nie myłam okien? Nie! Zrobiłam to wtedy, gdy miałam odpowiednie warunki, nic na siłę. Żegnaj perfekcjonizmie!
  2. ROZBIJ GŁÓWNE ZADANIA NA MNIEJSZE CZYNNOŚCI. Takie, które zajmują mało czasu. Nie musisz zamykać się w łazience na godzinę, żeby ją posprzątać. Możesz umyć umywalkę po porannym myciu zębów, wyszorować wannę podczas drzemki dzieci (choć szczerze mówiąc wtedy to najlepiej samemu się zdrzemnąć), a wieczorem zdezynfekować toaletę. Nie zapominajmy również o tym, że pewne zadania mogą być wykonywane w tym samym czasie (czyli nie trzeba patrzeć bezmyślnie na czajnik, w którym gotuje się woda, można w tym czasie opróżnić zmywarkę). Oczywiście mała systematyczność w naszych priorytetowych zadaniach też nie zaszkodzi. Dla mnie oznacza to, że każdego dnia włączam jedną pralkę prania, jak również zawsze rano wyciągam ze zmywarki czyste naczynia, żebym przez cały dzień mogła na bieżąco wkładać do niej te brudne i włączyć ją wieczorem. Te czynności stały się już nawykiem, a wręcz częścią moich porannych rytuałów (żegnajcie czasy, gdy rytuałem była poranna prasówka nad kubkiem gorącej herbaty – takie rzeczy to tylko na Instagramie! 😉 )
  3. TRZYMAJ ŚRODKI CZYSTOŚCI W WYGODNYCH MIEJSCACH. A właściwie dogodnych. Takich, gdzie będą potrzebne i używane. Bo tak szczerze mówiąc, to jeśli mój syn słodko drzemie w swoim łóżeczku, które stoi zaraz obok drzwi garderoby, gdzie na jednej z półek stoją środki czystości, to chyba jest oczywiste, że za żadne skarby świata tam nie pójdę, prawda? Przecież nie zaryzykuję, że się obudzi i pozbawi mnie tych cennych chwil spokoju! Dlatego środki do czyszczenia łazienki mam w łazience, te do kuchni w kuchni itd. To na wypadek, gdyby coś mi odbiło i zamiast wykorzystać czas drzemki dzieci na oglądanie ulubionego serialu, zechciałabym zmarnować go na pucowanie mojego białego zlewu 😉 A tak na poważnie, to mając te środki w zasięgu ręki, łatwiej jest stosować się do punktu 2 (patrz wyżej). Ważne! Wszyscy tu jesteśmy dorosłymi i odpowiedzialnymi ludźmi, ale tak dla spokoju sumienia przypominam, że choć środki czyszczące mają być w zasięgu naszych rąk, to od dziecięcych łapek trzymamy je z daleka (jak najwyżej lub odpowiednio zabezpieczone).
  4. ZAJMIJ CZYMŚ DZIECI NA CZAS SPRZĄTANIA. Z noworodkiem nie ma problemu, ale dzieci bardziej mobilne trudno utrzymać w miejscu…Można spróbować je unieruchomić na chwilę w krzesełku, łóżeczku, bujaczku itp. Starsze dzieci czymś zająć – kolorowaniem (bardzo polecam wodne kolorowanki), bajką itp. Ja często wkładam moją dwójkę do łóżeczka Karolka, mocuję wszystkie szczebelki, żeby nie mieli jak wyjść, wrzucam im kilka zabawek i dzięki temu mogę np. spokojnie umyć podłogę.
  5. ANGAŻUJ INNYCH DO POMOCY. Wspólne większe sprzątanie w weekend, gdy mąż jest w domu? Jak najbardziej! Wielkie porządki, gdy dzieci są u babci? Bardzo chętnie! Błagam, szanujmy swoje zdrowie i nie zamęczajmy się, nie bierzmy wszystkiego na siebie! Opieka nad dziećmi jest już sama w sobie wystarczająco wyczerpująca! 😉

Wnioski? Nie ma magicznej sztuczki, która sprawi, że sprzątanie przy małych dzieciach będzie szybkie, łatwe i skuteczne. Bez odrobiny wysiłku i zaangażowania się nie obejdzie, niestety. Ale bez przesadnego perfekcjonizmu też można mieć uporządkowany dom. Może nie taki, który przez całą dobę jest gotowy na test białej rękawiczki, ale do tego jeszcze kiedyś dojdziemy – gdy dzieci pójdą na studia 😉

PS. Listy kontrolne pomocne podczas sprzątania znajdują się w Niezbędniku Zorganizowanej

Pomysły na rodzinne Walentynki

Zawsze dziwiłam się, jak ktoś może nie lubić Walentynek! Przecież to niezwykle uroczy dzień, który umila nam oczekiwanie na wiosnę, podczas którego wszyscy kochamy się jeszcze bardziej niż zazwyczaj, zajadamy czekoladki, dmuchamy różowe baloniki, zachwycamy się bukietami kwiatów i oglądamy romantyczne komedie – no czego tu nie lubić? 😉 Wiem, wiem, powinniśmy okazywać sobie uczucia każdego dnia, Walentynki to czysta komercja, róż jest tandetny, a czekoladki tuczą, ale to nie zmienia faktu, że ja Walentynki obchodzę i darzę niezwykłą sympatią! Do tej pory nie angażowaliśmy w nie dzieci, poza jednym zdjęciem z serduszkiem, które udało mi się im zrobić rok temu, ale w tym roku wpadło mi do głowy kilka ciekawych pomysłów na to, jak zorganizować rodzinne Walentynki, więc niniejszym od 2018 dodaję ten dzień do naszej listy rodzinnych tradycji 🙂

Oto moje propozycje:

  • Listy/kartki Walentynkowe dla wszystkich członków rodziny. Czyż to nie będzie piękna pamiątka? Oczywiście malutkie dzieci jeszcze nie zrozumieją o co chodzi, ale te starsze z pewnością docenią! Można napisać pełen emocji list, można wymyślić lub zacytować wiersz(-yk) albo stworzyć jeden schemat i co roku udzielać odpowiedzi na takie same pytania np. „Kocham, gdy…”, „Kocham razem z Tobą…”, „Kocham Twoje…” itp. Kartki, które napiszę dla moich dzieci będę im chować do ich pudeł z pamiątkami 🙂
  • Drobne upominki. Nie jest to punkt obowiązkowy, wiele osób sprzeciwia się kupowaniu prezentów z byle okazji, ale pamiętajmy, że upominek możemy wykonać sami, możemy zaangażować w to dzieci i podkreślać, że robimy to z miłości i oczywiście dla kogoś, kogo bardzo kochamy! Wiecie, te wszystkie rozczulające odciski rączek, laurki itp. Fajna zabawa i miła pamiątka.
  • Walentynkowe gry i zabawy. Pomysłem, który bardzo mi się spodobał jest Walentynkowa odmiana poszukiwania skarbów – w tym przypadku  szukamy serduszek ukrytych w całym domu! Serca mogą być wycięte z papieru lub w jakiejkolwiek innej formie. Dzieci dostają koszyczki i ruszają na polowanie – wygrywa ten, kto znajdzie najwięcej serc. Inne pomysły to np. Walentynkowe bingo lub Walentynkowa wersja popularnej gry „kółko-krzyżyk”, tylko np. z sercami w dwóch kolorach. Można też po prostu wspólnie pokolorować jakieś obrazek, oczywiście związany tematycznie z Walentynkami (np. któryś z tych).
  • Wspólne dekorowanie. Ten punkt zawsze się u mnie pojawia, a to dlatego, że to prosty i często również (wbrew pozorom) tani sposób na wprowadzenie do domu odświętnej atmosfery. Wystarczy kilka czerwonych i różowych balonów, kilka rozrzuconych gdzieniegdzie serduszek (idealne zadanie dla dzieci!), no i może jakiś napis LOVE w ramce – i to wszystko, Walentynkowe dekoracje gotowe! 🙂 Moje dzieci uwielbiają pomagać przy takich czynnościach i jestem przekonana, że Wasze również chętnie się zaangażują!
  • Walentynkowe zdjęcia. Odkąd prowadzę album Project Life, to każda okazja jest dla mnie jeszcze bardziej warta uwiecznienia. Możemy porobić sobie zdjęcia z różnymi gadżetami (np. takimi), przebrać się lub po prostu ubrać na czerwono, różowo lub w coś z wzorem w serca.
  • Walentynkowe menu. Najlepsze zostawiłam na koniec! I wcale nie mam na myśli trudnych i wykwintnych dań, afrodyzjaków i innych bajerów. Mam na myśli proste i smaczne jedzenie, które wywoła uśmiech na twarzy każdego domownika. Jajko sadzone w kształcie serca, serduszka wycięte z kromek chleba, pieczone warzywa w kształcie serc (np. ziemniaki, bataty, cukinia), ale też różowe koktajle, różowe naleśniki (barwione burakiem), no i oczywiście ulubiona pizza w kształcie serca! Nie zapominajmy też o wspaniałej rozrywce, jaką jest wspólne robienie i dekorowanie ciasteczek 🙂

A Wy jak planujecie spędzić ten dzień? Obchodzicie Walentynki?

Z dziećmi w restauracji – zestaw ratunkowy

Jestem mamą od ponad trzech lat, ale zdecydowanie nie uważam się za ekspertkę w tej dziedzinie. Jest jednak pewna kwestia związana z wychowywaniem dzieci, której jestem pewna na 100% – dziecko jest niegrzeczne wtedy, gdy jest głodne, zmęczone, znudzone lub przestymulowane. Albo wszystko na raz, jeśli mamy pecha 😉 W przypadku naszych dzieci ta teoria potwierdza się zawsze, więc robimy co możemy, żeby uniknąć niesprzyjających okoliczności. Jednak wyjście do restauracji niesie ze sobą spore ryzyko wystąpienia przynajmniej dwóch z powyższych czynników – dziecko prawdopodobnie będzie głodne oraz znudzone oczekiwaniem na posiłek. Mieszanka wybuchowa! Przyznam szczerze, że z Ninką wychodzenie do restauracji było łatwizną, w porównaniu do tego, jakie atrakcje funduje nam Karolek. Jest on bowiem trochę bardziej ekspresyjny i targają nim często różne emocje, co w połączeniu z jego niezwykłą ruchliwością bywa dość kłopotliwe w sytuacjach, które wymagają siedzenia w jednym miejscu. Problemy zaczęły się, gdy skończył rok, nie potrafił jeszcze chodzić, za to obudziła się w nim ogromna chęć przygód. Próbował wychodzić z krzesełka, raczkując uciekał na drugi koniec sali, próbował się wspinać na stoły…Błagam, powiedzcie, że Wasze dzieci też tak czasem mają! 😉 Musieliśmy pogodzić się z tym, że metody wychowawcze, które działały na Ninkę, niekoniecznie będą się sprawdzać w przypadku jej brata i…cóż, wykazać się większym sprytem i kreatywnością. Bo oczywiście zaprzestanie jadania na mieście nie wchodziło w grę, za bardzo lubimy takie rozrywki 😉 I tak oto wpadłam na pomysł stworzenia „zestawu ratunkowego”, który mogę zabrać ze sobą do restauracji (ale też do poczekalni u lekarza, na podróż samochodem itd.). Głównym celem jest zajęcie tego naszego ruchliwego robaczka i utrzymanie go w krzesełku przez cały czas oczekiwania na posiłek. Oczywiście jeśli w restauracji jest kącik dla dzieci, to część problemu mamy z głowy, ale nie zawsze mamy tyle szczęścia. Nie przedłużając już zbyt długo, przechodzę do meritum:

RESTAURACYJNY ZESTAW RATUNKOWY:

  • śliniaczek
  • zestaw dziecięcych sztućców
  • grube słomki (odrobinę przeze mnie skrócone)
  • mokre chusteczki
  • małe kredki (ostatnio Karolek używa takiej)
  • mała kolorowanka (można też wydrukować kilka obrazków w dowolnym formacie, np. tutaj)
  • kilka małych autek
  • kilka klocków Duplo (wraz z ludzikami)
  • kilka małych zwierzątek
  • proste puzzle (np. uwielbiane przez nas CzuCzu)
  • naklejki (ostatnio w Biedronce były bardzo fajne zestawy za 5 zł)
  • książeczka
  • kolorowanka wodna (np. taka)
  • niezapychające przekąski (np. chrupki kukurydziane, mus w tubce itp.)

*Oczywiście nie trzeba brać wszystkiego, można stworzyć kilka zestawów i zabierać je zamiennie 🙂

JAK UŁATWIĆ SOBIE WYJŚCIA DO RESTAURACJI Z DZIEĆMI?

  • Upewnij się, że dziecko jest wyspane i dostosuj porę posiłku do jego stałego rytmu dnia.
  • Wybierz rodzinną restaurację, w której są dostępne krzesełka dla dzieci, miejsce do przewijania i inne udogodnienia, ale przede wszystkim taką, w której nie panuje grobowa cisza, bo wtedy każde jęknięcie dziecka będzie Cię stresować 😉
  • Zapewnij dziecku odpowiednią ilość miejsca przy stole.
  • Zorientuj się wcześniej, jakie menu jest serwowane w restauracji i już wcześniej zdecyduj, co będzie jadło dziecko – zamów to w pierwszej kolejności, żeby skrócić czas oczekiwania.

Mam nadzieję, że tych kilka porad sprawi, że Wasze wyjścia do restauracji z dziećmi będą przebiegać bezstresowo i bezproblemowo! 🙂 Jakie są Wasze doświadczenia z wychodzenia do restauracji z dziećmi?

Project Life – ile czasu trzeba poświęcić na zrobienie albumu?

Jestem z siebie niezwykle dumna – jest koniec stycznia, a ja już mogę skreślić jedną pozycję z mojej listy planów na ten rok! Mowa o stworzeniu albumu Project Life (jeśli nie wiecie, na czym to polega, to zajrzyjcie do Kasi z Worqshop). Ku mojemu dużemu zaskoczeniu udało mi się w dość krótkim czasie zrobić album za cały rok 2017, a teraz zabieram się za tworzenie na bieżąco tego na 2018. W międzyczasie będę też nadrabiać zaległości z poprzednich lat, bo całkowicie mnie to wciągnęło! W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać, ile czasu zajęły mi poszczególne etapy tworzenia albumu i tym samym udowodnić, że wcale nie jest to tak czasochłonna rozrywka, jak pozornie może się wydawać!

ETAP 1 : Zbieranie wszystkich zdjęć w jednym miejscu

czas trwania: w zależności od osoby, u mnie około miesiąca

Tak, przez prawie miesiąc kopiowałam w wolnych chwilach zdjęcia z Dropbox (zapisywały mi się tam automatycznie) na dysk. Jest to dla mnie nauczka, by robić to na bieżąco i taki jest też plan na ten rok. Jeśli wszystkie zdjęcia zgrywacie na bieżąco w jedno miejsce, to znacznie ułatwi Wam to sprawę. Ja dodatkowo od razu segreguję zdjęcia z podziałem na miesiące. Kiedyś bawiłam się w zmienianie nazwy każdego zdjęcia według schematu „data-wydarzenie/miejsce”, ale zrezygnowałam z tego pomysłu, gdy tylko na świecie pojawiły się dzieci – zdjęć było za dużo, a czasu za mało. Więc pozostaję jedynie przy segregacji według lat i miesięcy. Przy okazji dobrze jest też pousuwać zdjęcia niewyraźne, nieudane itd.

ETAP 2: Wybieranie zdjęć do wywołania

czas trwania: u mnie 3 wieczory (około pół godziny na każdy miesiąc)

Z każdego miesiąca wybierałam najciekawsze zdjęcia, nie mając jeszcze wtedy za bardzo wizji rozkładówek w albumie, więc były to trochę przypadkowe wybory. Żałuję, że nie wprowadziłam w życie jednej z wielu ciekawych porad z kursu „Dziecko w albumie” i po prostu nie rozpisałam/rozrysowałam sobie wszystkiego na kartce. Dlaczego tego nie zrobiłam? Głównie dlatego, że zamówiłam sobie dwa rodzaje koszulek do albumu i nie byłam jeszcze pewna, który układ bardziej mi się spodoba. W sumie nadal nie jestem tego pewna i po prostu je mieszam 😉

(zdjęcia wywołuję online, tym razem w fotolab.pl)

ETAP 3: Segregowanie wywołanych zdjęć

czas trwania: około 60 minut

Gdy dotarły do mnie zdjęcia (było ich niecałe 300), zaczęłam je rozdzielać do kopert, segregując według miesięcy. Zależało mi  na tym, by w albumie pojawiały się chronologicznie. Przy okazji robiłam małą selekcję i jeśli okazywało się, że jakieś zdjęcie nie wyszło aż tak fajnie, jak oczekiwałam, to odkładałam je na bok.

ETAP 4: Wkładanie zdjęć i kart do albumu

czas trwania: u mnie dwa popołudnia, w sumie około 4 godzin

Mój album dzieli się na miesiące. Niektóre zajmują dwie strony, inne dziesięć, ale na początku każdego miesiąca zawsze pojawia się karta z jego nazwą. W zestawach znajdują się karty z napisami i rysunkami oraz karty journalingowe, na których opisuję miejsca, które odwiedziliśmy, zapisuję zabawne anegdotki itp. Większość z nich pełni jednak funkcję dekoracyjną i uwielbiam efekt, który dają! Przyznam szczerze, że na początku wybieranie zdjęć i kart szło mi trochę powoli, ale z czasem nabrałam wprawy i leciałam jak burza!

ETAP 5: Dodawanie opisów do kart

czas trwania: dwa wieczory, u mnie około 4 godzin

Myślę, że wiele osób wypełnia karty journalingowe od razu podczas wkładania zdjęć i ja zapewne też tak będę robić przy regularnym tworzeniu albumu w tym roku, ale przy tym z 2017 zrobiłam z tego kolejny etap. Tak mi było wygodniej, bo wkładanie zdjęć i kart wiąże się z małym bałaganem, więc chciałam najpierw mieć już to z głowy, a potem na spokojnie zasiąść do spisywania wspomnień.

I gotowe! 🙂

Myślę, że przy sprawnej organizacji tworzenie całorocznego kalendarza nie powinno zająć więcej, niż dwa tygodnie, a przy szybciej zamówionych zdjęciach tydzień powinien być wystarczający (przy założeniu, że poświęcimy na to kilka godzin dziennie).

Poniżej znajdziecie pełną listę wszystkich produktów, z których korzystałam podczas tworzenia mojego albumu (wszystkie zakupy robiłam w Family Portraits):

Jak widzicie nie ma tu żadnych ozdób – wykorzystałam jedynie kilka świątecznych naklejek, które miałam w domu i to na razie tyle szaleństw z mojej strony.  Oczywiście bardzo podobają mi się albumy, w których dużo się dzieje, bo dzięki temu stają się naprawdę wyjątkowe, ale chciałam najpierw przetestować wersję minimalistyczną, a wszelkiego rodzaju naklejki, stemple itp. będę dodawać stopniowo. Poza tym zdecydowałam się na dość dużo różnorodnych zestawów kart, które mieszam i tworzę z nich swoje kompozycje, więc jak na mnie to i tak jest już dużo kolorów i wzorów! 😉

JAKIE BŁĘDY POPEŁNIŁAM PODCZAS TWORZENIA ALBUMU PROJECT LIFE?

  • Rozmiar zdjęć, które robiłam przez cały zeszły rok. W 70% były to zdjęcia kwadratowe, czego kompletnie nie wzięłam pod uwagę zamawiając koszulki do albumu. W związku z tym musiałam domówić białe czyste karty w rozmiarze 4×6 i używać ich jako tła do moich kwadratowych zdjęć. Prawdopodobnie zdecyduję się jeszcze ozdobić je naklejkami, washi tape itp. Teraz robię już zdjęcia prostokątne, głównie w poziomie, bo tak wyglądają najlepiej (moim zdaniem, oczywiście).
  • Za mało kart. Musiałam domawiać je w trakcie tworzenia albumu, bo choć starałam się, żeby na stronie pojawiała się tylko jedna lub dwie, to jednak moja początkowa ilość to było zdecydowanie za mało. Szczególnie, że karty z różnych zestawów nie zawsze do siebie pasowały, więc części nie wykorzystałam. Poza tym wybór kart jest tak duży, że trudno im się oprzeć!
  • Za dużo wywołanych zdjęć. Przy ich wyborze każda uchwycona sytuacja wydawała mi się istotna, każda drzemka, zabawa i posiłek, ale ostatecznie okazało się, że część zdjęć wywołałam zbyt pochopnie. Nie pasowały do siebie, nie były spójne kolorystycznie, nie układały się w ciekawą historię czy w jakikolwiek sposób w spójną całość. W tym roku będę do tego podchodzić bardziej rozważnie i przede wszystkim planować rozkładówki albumu z wyprzedzeniem!

Mimo początkowych obaw, czy na pewno mam na to czas i czy rzeczywiście jest mi to niezbędne do życia, nie żałuję ani sekundy poświęconej na tworzenie albumu! Tworzę go głównie z myślą o dzieciach i to dla nich skrupulatnie spisuję wszystkie szczegóły – będą mieli piękną pamiątkę! Jeśli więc tworzenie albumu Project Life od dawna chodzi Wam po głowie, to nie zastanawiajcie się dłużej, tylko po prostu zacznijcie!

PS. A jeśli potrzebujecie inspiracji, to dołączcie do grupy na FB „Dziecko w albumie” 🙂

Jak zachować wspomnienia, czyli kurs „Dziecko w albumie”

Pewnie widziałyście je już wiele razy albo chociaż obiło się Wam o uszy. Project Life. Albumy, których zazwyczaj się komuś zazdrości. Starannie wybrane zdjęcia, urocze naklejki, ozdobne karteczki z zapiskami wspomnień i ważnych wydarzeń. Pięknie udokumentowana codzienność. Powiem wprost – marzę o takim albumie (a właściwie albumach, bo przecież na jednym na pewno by się nie skończyło)!

Robiłam już do nich kilka podejść, ale ostatecznie zawsze rezygnowałam, bo czułam się przytłoczona – nadmiarem inspiracji, nadmiarem dostępnych gadżetów i brakiem pomysłu na to, od czego zacząć. I choć planowałam zrobić taki album już od ponad trzech lat, to ciągle brakowało mi tego impulsu, który popchnąłby mnie od marzeń w stronę czynów. Na szczęście pojawił się ktoś, kto rozumie te wszystkie rozterki i wątpliwości. Co więcej, ten ktoś stworzył cały kurs online, który pomaga wyznaczyć kierunek działania oraz zmotywować do pracy. Tym kimś jest Mira Jurecka z Family Portraits, a wspomniany wcześniej kurs to „Dziecko w albumie”.

Ten  kurs zawiera WSZYSTKIE informacje, które są niezbędne do rozpoczęcia przygody z tworzeniem albumów. Zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie kiedykolwiek zadawałam, przeprowadza przez wszystkie etapy tworzenia albumu, a także zawiera mnóstwo przykładów i inspiracji. Wszystko jest wytłumaczone bardzo szczegółowo, a na dodatek zobrazowane na zdjęciach, co dla mnie (wzrokowca) jest sporym ułatwieniem. W kursie znajdziecie wiele przydatnych porad dotyczących fotografowania dzieci, sposobu wydruku zdjęć, formy tworzenia zapisków, ale także podpowiedzi co robić, gdy chcemy uwiecznić w albumie chwile, od których minęło już dużo czasu, jak dokumentować ciążę, jak przedstawiać nastolatków, jak sobie radzić z brakiem czasu na tworzenie itp…A nie mówiłam, że jest tu wszystko? 😉

Kurs jest stworzony przez Mamę dla Mam, co oznacza, że autorka doskonale wie, jak się pracuje z niemowlakiem na rękach, jakie problemy możemy napotkać na swojej drodze i podpowiada, jak sobie z nimi radzić. Kurs zawiera także wiele podpowiedzi innych mam, które fotografują swoje dzieci i tworzą piękne albumy, co stanowi dodatkową motywację i inspirację. „Dziecko w albumie” to także okazja do zgarnięcia przydatnych kodów rabatowych oraz gratisów do wydruku!

Zbliżają się Święta, a zaraz za nimi czas podsumowań i noworocznych postanowień. A może jednym z nich będzie stworzenie pięknego albumu Project Life? 🙂 Ja wpisuję to na swoją listę planów i uzbrojona w wiedzę z kursu jestem pełna optymizmu, że tym razem mi się uda!

Dla tych z Was, które też chcą, ale nie wiedzą od czego zacząć, mam kod rabatowy na kurs „Dziecko w albumie” Family Portraits.

Użyjcie kodu ZORGANIZOWANA, aby uzyskać 10% zniżki! (kod jest ważny do końca miesiąca)

A osoby poszukujące inspiracje zapraszam na specjalną grupę na Facebooku „Dziecko w albumie” 🙂

*Zdjęcia: Mira Jurecka.