Browsing Category: LIFESTYLE

Wesołych Świąt!

Czego mogę Wam życzyć z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia? Myślę, że tego samego, czego życzę samej sobie…

RODZINNYCH ŚWIĄT, podczas których docenimy to, że dane jest nam spędzić je razem.

SPOKOJU, który przyda nam się po wielu dniach troszkę niepotrzebnej przedświątecznej gonitwy.

ZDROWIA, bo choć to banał, to jednak nie ma niczego ważniejszego (wiem, co mówię, ostatnie dwa lata z rzędu musieliśmy w Wigilię odwiedzać pogotowie…)

SZCZĘŚCIA i radości z małych, pozornie nieistotnych chwil i rzeczy.

SPEŁNIENIA MARZEŃ, a raczej siły i determinacji, by podjąć się ich realizacji!

Wesołych Świąt! 🙂

Urodziny w stylu boho

Wyjątkowe okazje wymagają wyjątkowej oprawy, wiadomo. Urodziny dziecka zawsze są dniem szczególnym (i przy okazji niezwykle sentymentalnym), a u nas w tym roku powód do świętowania był odrobinę większy, niż zazwyczaj. Nie wiem, czy wiecie, ale urodziny Ninki wypadają równo tydzień przed moimi. A ponieważ ona skończyła 3 latka, a ja skończę 30, to uznałam, że jest to jedyna i niepowtarzalna okazja do zrobienia nam wspólnego przyjęcia urodzinowego! Potęga liczb zadziałała na mnie wyjątkowo inspirująco i snucie planów zaczęłam już wiele miesięcy temu. Wiedziałam jedno – będą to urodziny w stylu boho, bo dawno nie widziałam równie pięknych dekoracji! Poza tym za rok pewnie Ninka będzie już miała jakieś życzenia w tym zakresie, na salony wejdą Świnki Peppy, kucyki Pony albo cała ekipa Psiego Patrolu, więc korzystam z okazji, że jeszcze mam tu decydujący głos! Jeśli Wy też jesteście w tak komfortowej sytuacji i macie ochotę urządzić przyjęcie w tym stylu boho, to poniżej znajdziecie kilka podpowiedzi, jak osiągnąć zamierzony efekt:

  • WIANEK Z KWIATÓW. Obowiązkowy element każdego boho przyjęcia! Chciałabym tu teraz zabłysnąć swoim talentem i pokazać własnoręcznie zrobiony wianek, ale nie, nie tym razem, nie w tym życiu…Jestem bardzo kiepska w pracach manualnych, więc wianki dla Ninki i dla siebie zamówiłam online (tutaj). Jeśli jednak macie ochotę zrobić swój wianek samodzielnie, to tutaj możecie znaleźć instrukcję.

  • DEKORACJE ZWIĄZANE Z NATURĄ. Ja zdecydowałam się na girlandę z kwiatów (goździków). Znalazłam na podwórku idealny patyk, który zawiesiłam na ścianie, a z niego spuściłam kilka białych sznurków, na których zamocowałam (zawiązałam) kwiaty. Wyszło pięknie! Kwiaty powkładałam też do wazonów oraz udekorowałam nimi talerze ze słodkościami. Dodatkowo do dekoracji wykorzystałam eukaliptus (nie pamiętam niestety jaka to odmiana) oraz gipsówkę.

  • NAGI TORT. Bardzo chciałam go mieć, kusił  mnie swoją prostą formą i hasłami typu „Tort w 15 minut”. Faktycznie nie jest trudny do zrobienia, a z nieocenioną pomocą mojego Męża był wręcz banalnie łatwy! Korzystaliśmy z kilku przepisów, które połączyliśmy w jedną logiczną całość i oto efekt:

  • SŁODKIE PRZEKĄSKI. Oprócz tortu podaliśmy małe pączki i babeczki z kremem waniliowym, czyli generalnie w jedno popołudnie pogwałciłam z nawiązką wszystkie zasady dotyczące zdrowego odżywiania, które funkcjonują w naszym domu! Ale co tam, urodziny ma się tylko raz w roku!

Jak widać wcale nie potrzeba wiele, by urządzić urodziny w stylu boho! Te pomysły sprawdzą się świetnie także np. podczas wieczoru panieńskiego albo baby shower! A na dodatek był to niezwykle przyjemny powiew lata w środku jesieni!

PS. Oczywiście standardowo już nie obyło się bez małych wpadek… 😉 Po pierwsze, miałam w planach wspólną sesję zdjęciową z Ninką, na której ona będzie trzymać balon z cyfrą trzy, a ja z zero. Problem w tym, że w połowie dmuchania mojego zera skończył nam się hel w butli, a po marzeniach pozostał smętny flaczek. Próbowałam ratować sytuację odtwarzając tą scenkę z ozdobnymi cyframi do tortu w roli głównej, ale efekt nie był powalający. Dodatkowo pogoda była straszna, cały czas lało, a w domu było tak ciemno, że musieliśmy przez większą część dnia mieć zapalone światło, więc z oczywistych względów w takich warunkach zdjęcia wyszły fatalnie – akurat w ten ważny dzień, grrr…Ach no i oczywiście na dwie godziny przed przybyciem gości zorientowaliśmy się, że nie mamy żadnej patery, bo po co patera w domu, w którym nikt nigdy nie robił tortu? Na szczęście poratowała nas Moja Mama (dziękuję!). Szczerze mówiąc obstawialiśmy, że do tej listy dojdzie też ściągnięcie przez Karolka obrusu ze stołu, wraz z całym jedzeniem i dekoracjami, ale los łaskawie uchronił nas przed tą katastrofą (która wcale nie jest aż tak nieprawdopodobna!).

 

Jak umilić sobie jesień?

Jesień. Jedni uwielbiają ją za piękne kolory, zapach ogniska i smakowite przetwory. Inni zaś nie mogą znieść jej niskich temperatur, krótkich dni i generalnie faktu, że to przez nią skończyło się lato. Dla mnie jesień zawsze była długo wyczekiwanym czasem – w dzieciństwie ze względu na moje urodziny, które wypadają w październiku, a obecnie ze względu na cały szereg zalet, które niesie ze sobą ta pora roku. Odkrywam je stopniowo, a każda kolejna jesień przynosi następne powody, dla których tak bardzo ją lubię! Jeden powód przyniosła mi prawie 3 lata temu, kiedy to tydzień przed moimi urodzinami na świat przyszła Ninka. Teraz razem czekamy na jesień i wspólnie korzystamy z jej uroków. Większość naszych rozrywek to dla Was żadna nowość. Spacerujemy, zbieramy liście, kasztany i żołędzie, palimy świece, popijamy herbatki, czytamy książki pod kocem…Ale w tym roku mamy jeszcze trzy nowe sposoby na to, jak umilić sobie jesień i o tym właśnie będzie dzisiejszy wpis!

PRZYPRAWA DYNIOWA (PUMPKIN SPICE)

Jesienią pojawia się wszędzie, choć w Polsce (jeszcze!) nie wzbudza aż tak dużych emocji, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie o tej porze roku pumpkin spice jest właściwie wszędzie! Nie ma się jednak co dziwić, to niezwykle aromatyczna przyprawa, która wspaniale komponuje się z wieloma potrawami, nadając im wyjątkowy korzenny zapach i smak. Co najlepsze – możecie ją zrobić samodzielnie w domu i dodawać do ciast, zup, kawy, placków czy owsianek. Jest bardzo uniwersalna, możecie ją dostosować do swoich preferencji (zwiększając lub zmniejszając proporcje przypraw) i w efekcie stworzyć mieszankę, która będzie Wam umilać jesienne dni! W skład mojej mieszanki wchodzą:

  • 2 łyżeczki gałki muszkatałowej
  • 4 łyżeczki imbiru
  • 8 łyżeczek cynamonu
  • kilkanaście ziaren ziela angielskiego
  • 20 goździków

Ziele angielskie i goździki należy zmielić lub utłuc w moździerzu, wymieszać z pozostałymi składnikami i gotowe – smacznego!

 

JESIENNA WODA SMAKOWA

Jestem wielką fanką wody, w zasadzie oprócz herbat to jedyne, co piję. Bardzo lubię wody smakowe, ale zawsze jakoś rezygnowałam z nich jesienią, bo moja standardowa mieszanka, czyli cytryna, mięta i ogórek, jakoś nie pasowała mi do aury za oknem. Ostatnio jednak wpadłam na inne połączenie smakowe, które o tej porze roku jest wprost idealne! Jesienią do wody dodaję:

  • jabłko
  • gruszkę
  • śliwkę
  • laskę cynamonu

 

MIEDZIANA FARBA W SPRAY’U

Może być też złota lub srebrna, jak kto woli. Fazę ogromnej fascynacji niezwykłymi możliwościami farby w spray’u miałam na samym początku mojej przygody z blogowaniem. Wtedy w zasadzie każdy mój projekt DIY polegał na błyskawicznym zmienianiu koloru czegokolwiek, co wpadło w moje ręce. Od miseczek, przez butelki, po szyszki. Uwielbiałam te metamorfozy, ale z czasem mi się znudziły, więc pomysł na długo wyparłam ze swojej świadomości. Jednak niedawno odkryłam w piwnicy puszkę ze spray’em w kolorze miedzianym i pomyślałam, że ten kolor będzie idealny na jesień! Co więcej, takie metaliczne akcenty, a już w szczególności złote, ostatnio powracają do łask, więc dlaczego by tego nie wykorzystać? To bardzo szybki sposób na sprawienie sobie nowych dekoracji, a więc wspaniały jesienny projekt DIY. Możecie pomalować dynie, patyki, liście (wyjdzie z tego piękna girlanda!), żołędzie, słoiki i wiele innych! Tanio, prosto, a rozrywka na wiele długich wieczorów!

Oto trzy z moich nowych sposobów na to, jak umilić sobie jesień – a jakie są Wasze? Lubicie tę porę roku? 🙂

Praga z małymi dziećmi – kilka praktycznych porad

Wychodzę z założenia, że do każdej podróży należy się odpowiednio przygotować i nie mam tu na myśli tylko pakowania walizki, ale również, a może przede wszystkim, zdobycie jak największej ilości praktycznych informacji dotyczących miejsca, do którego się wybieramy. Szczególnie, gdy podróżujemy z dziećmi! Lubię dużo wiedzieć, więc przed naszym sierpniowym wyjazdem do Pragi standardowo zasiadłam przed komputerem z notatnikiem i zaczęłam robić listę wszystkich miejsc, które chcemy odwiedzić, cen biletów wstępu, rekomendowanych restauracji itp. (na końcu tego wpisu zamieściłam listę ze stronami internetowymi, z których najczęściej korzystałam). Standardowo już rzeczywistość w wielu przypadkach zweryfikowała moje ambitne plany, ale dzięki temu mam argument, żeby do Pragi wrócić i wszystko nadrobić! Absolutnie nie uważam się za znawcę tego miasta, ale jeśli Praga z małymi dziećmi to cel Twojej najbliższej podróży, to zerknij na kilka moich praktycznych porad, które (mam nadzieję!) rozwieją kilka wątpliwości i okażą się pomocne podczas wyjazdu.

  • CO SPAKOWAĆ? Na szczęście klimat w Czechach jest taki sam, jak w Polsce, więc nie trzeba się obawiać meteorologicznych zaskoczeń. O tym co i jak spakowałam na nasz weekendowy wyjazd pisałam tutaj. Najważniejsze – wygodne buty, bo chodzenia jest naprawdę sporo!
  • GDZIE NOCOWAĆ? Mam wrażenie, że większość osób lubi nocować jak najbliżej centrum, żeby być blisko wszystkich knajpek i atrakcji, ale przy małych dzieciach niekoniecznie jest to dobre rozwiązanie, chociażby ze względu na hałas. My wybraliśmy nocleg w dzielnicy oddalonej od centrum, ale jednocześnie znajdującej się blisko stacji metra (15 minut) i tramwajów (1 minuta). Bardzo polecam korzystać z komunikacji miejskiej, ponieważ jest świetnie zorganizowana i po prostu tania i wygodna. Poniżej mapka stacji praskiego metra – najwygodniej jest wysiąść na stacji Muzeum, Můstek lub Staroměstská i stamtąd ruszyć na zwiedzanie. My nocowaliśmy w dzielnicy Strasnicka (Praga 10), a do stacji Můstek mieliśmy około 15 minut metrem. Zaletą nocowania poza centrum są też oczywiście ceny. Wynajęliśmy cały apartament z tarasem (jechaliśmy w 6 osób, w tym 3 dzieci) za pośrednictwem booking.com i suma za wszystkich za dwie noce, włącznie z kosztami sprzątania itp. wyniosła 190 euro. Warto też zwrócić uwagę na parking, my szukaliśmy opcji z tym bezpłatnym.

  • METREM Z WÓZKAMI. Na powyższej mapce widać, że niektóre stacje metra są oznaczone jako te z udogodnieniami dla osób niepełnosprawnych (w tym również dla wózków). Czasem jest to standardowa winda, ale w niektórych miejscach można trafić na platformę, która zamontowana jest z boku schodów (porusza się żółwim tempem, ale najważniejsze, że działa). Na innych stacjach są ruchome schody, wystarczająco szerokie, by zmieścić się na nich z wózkiem. Progi przy wejściu do metra są niskie, więc wchodzenie jest bezproblemowe. W środku też jest na tyle dużo miejsca, że nie trzeba się obawiać, że wózek zatarasuje całe przejście. Dzieci poniżej 6 roku życia podróżują metrem za darmo. Za wózek się nie płaci. Bilety można kupić w automatach przy wejściu do metra (płatność bilonem lub kartą). Jest kilka opcji: 30 minut (wystarczy na przejazd przez wszystkie stacje jednej linii) 24 CZK, 90 minut 32 CZK, 24h 110CZK, 72h 310 CZK. Dzieci do 15 roku życia mają zniżkę 50%.
  • ZWIEDZANIE Z MAŁYMI DZIEĆMI. Szczerze mówiąc nie ma co się nastawiać na jakieś szalone eksplorowanie miasta, bo dla dzieci jest to no cóż, nudne…Trzeba zwolnić tempo, zaliczyć kilka lodziarni (albo punktów z pizzą sprzedawaną w kawałkach), nastawić się na przebieganie dzieci przez bańki mydlane, które są puszczane chyba na każdym skwerku i ogólnie coś, co ja patetycznie nazywam „chłonięciem atmosfery miasta”. Oczywiście jest kilka miejsc, które warto przy okazji wizyty w Pradze zobaczyć, ale umówmy się – robimy to dla siebie, niekoniecznie dla maluchów. Nie sądzę, żeby moja niespełna trzyletnia Ninka zarejestrowała, że była na Hradczanach, a roczny Karolek rozumiał, że oto ma robione zdjęcie na moście swojego imiennika. Dość męczącym doznaniem było dla nas wejście z wózkami na szczyt wzgórza zamkowego, by zobaczyć wszystkie zabytki. Było bardzo pod górkę, a na dodatek ponad 30’C, więc byliśmy już tak zmęczeni, że naprawdę w połowie drogi chcieliśmy zrezygnować. Chętnie się dowiem, czy istnieje inna opcja wejścia na górę, bo my zdecydowanie wybraliśmy jakąś wybitnie wymagającą trasę. Oczywiście było warto – widoki zachwycające! Na szczęście tego dnia  zabraliśmy na zwiedzanie dwa wózki, ponieważ (słusznie) przypuszczaliśmy, że Ninka będzie chciała odpocząć w połowie dnia i szczerze mówiąc była to świetna decyzja, bo nie wyobrażam sobie noszenia jej na rękach w takich okolicznościach. Już wolę pchać 😉 Poza tym atrakcje turystyczne są tak oblegane, że w tym tłumie wolałam mieć dzieci bezpiecznie zapięte w wózku…

Zatłoczony Most Karola

Widok na Pragę ze wzgórza zamkowego

 

  • ATRAKCJE DLA DZIECI W PRADZE. Jedno słowo: zoo! Nie mam co prawda zbyt dużego porównania, ale praskie zoo jest oszałamiające! Gigantyczny teren, wspaniałe wykorzystanie ukształtowania terenu, mnóstwo ciekawych zwierząt (warany z komodo, niedźwiedzie polarne, słonie, krokodyle, lwy…) i ogromna frajda dla dzieci! Ninka biegała w kółko jak nakręcona, była zachwycona i to jedyne, co zapamiętała z całego weekendowego wyjazdu. Wejście dla dorosłych kosztuje 200 CZK, ulgowy bilet to koszt 150 CZK, dzieci do 3 lat wchodzą za darmo. Na terenie znajduje się wiele punktów z jedzeniem, a przy samym wyjściu restauracja z zaskakująco tanimi daniami. W zoo spędziliśmy ponad 5 godzin, a i tak staraliśmy się zwiedzać je w szybkim tempie, więc spokojnie można je zwiedzać przez pół dnia. Zoo znajduje się w malowniczej dzielnicy Troja, a samochód można zaparkować na jednym z pobliskich parkingów, z których jeździ darmowy autobus pod samą bramę wejściową zoo. O ile dobrze pamiętam, płaciliśmy za parking 50 CZK. Jest też możliwość zaparkowania jeszcze bliżej zoo, ale koszt jest większy. Zoo było jedyną typową dziecięcą atrakcją, którą udało nam się zobaczyć podczas naszego wyjazdu, ale oprócz tego można też zabrać dzieci np. do oceanarium albo do Muzeum Lego. Praga ma też wiele wspaniałych placów zabaw i ogrodów, w których dzieci mogą trochę odpocząć od miejskiego zgiełku. Możliwości jest sporo i wszystko zależy od zainteresowań dzieci.

  • JEDZENIE. W dużych miastach zawsze można znaleźć odpowiednie dla siebie knajpki czy restauracje, w przypadku Pragi również. My odwiedziliśmy „U Fleků”i jest to zdecydowanie miejsce warte obejrzenia, ale można tam niepostrzeżenie wydać bardzo sporą kwotę (szczegóły tutaj). Myślę, że większości dzieci będą smakować tradycyjne knedliki, więc można wchodzić w ciemno do każdej czeskiej restauracji. Na naszej liście była też restauracja Vytopna, w której niektóre potrawy i napoje są dowożone kolejką wprost do stolika, więc dla dzieci spora frajda. Niestety nie zdążyliśmy już tam zajść, ale przy następnej wizycie w Pradze obowiązkowo! Poza tym na każdym roku czają się budki ze street foodem, więc zdecydowanie nikt głodny nie będzie, ceny są normalne, moim zdaniem stosunkowo adekwatne do wielkości porcji.

Czy Praga z małymi dziećmi to dobry pomysł? Oczywiście, że tak! Wierzę, że każda wspólna podróż to wspaniałe doświadczenie i choć dzieci może nie będą jej pamiętać tak dobrze, jak dorośli, to i tak warto! Pragę polecam z całego serca, ale zważywszy na długość tras do pokonania, koniecznie z wózkiem lub nosidłem.

Strony, z których korzystałam w ramach przygotowań do wyjazdu:

Złota Praga

Dziecko w podróży

Dziecko w drodze

Pokochaj Czechy

Prague Experience

Lonely Planet

Kids in Prague

 

WAŻNE!

Wyjeżdżając za granicę polecam wyrobić darmową kartę EKUZ oraz wykupić ubezpieczenie turystyczne – koszt to zaledwie kilka złotych za dzień, a lepiej się zabezpieczyć!

 

 

Moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji cz.1

Pewnego pięknego październikowego poranka, trzymając na rękach moją nowo narodzoną córeczkę, uświadomiłam sobie, że oto skończyły się czasy beztroskiego wydawania pieniędzy na bzdury. Dopiero wtedy, mając 27 lat, poczułam się dorosła. Zrozumiałam, że od teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, także finansowo. Że moje nieroztropne zakupy mogą kiedyś odbić się na jej przyszłości. Że muszę zapewnić jej dobry start w przyszłość. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że zostawianie połowy wypłaty w Douglasie już nie wchodzi w grę. Zdecydowałam, że aby osiągnąć nasze finansowe cele, musimy spróbować obniżyć koszty naszego życia. Jednym z pierwszych i oczywistych kroków było podjęcie prób planowania posiłków. Kolejnym ograniczenie wydatków na kosmetyki i ubrania. Z ubraniami bywa różnie, ale w przypadku kosmetyków okazało się to o wiele prostsze, niż wcześniej myślałam. Przekopałam Internet wzdłuż i wszerz, zaczytywałam się w milionach recenzji i rankingów, przetestowałam wszystko na własnej skórze, aż znalazłam produkty, które satysfakcjonują mnie zarówno pod względem działania, dostępności, jak i ceny. Większość z nich dostaniecie w Rossmannie, co jest bardzo fajne, biorąc pod uwagę fakt, że ostatnimi czasy chętnie robią promocje -49% 🙂 Poznajcie moje ulubione tanie kosmetyki – dziś te do pielęgnacji, a w przyszłości do makijażu.

DO TWARZY:

  • i want. Pianka do twarzy (ok. 25 zł) Produkt koreański i jeden z kilku etapów mojej pielęgnacji. Pianka, którą polecam chyba każdemu, kogo spotkam. Nic, absolutnie nic, nie daje efektu tak odświeżonej skóry, jak ta pianka. Skóra jest tak czysta, że aż skrzypi, ale nie jest przesuszona, tylko mocno napięta, rewelacja! Produkty tej marki są chyba dostępne tylko w drogeriach Hebe.
  • Ziaja. Oczyszczanie liście manuka, pasta przeciw zaskórnikom (7,99 zł) Najbardziej gruboziarnisty turbo-peeling, jaki kiedykolwiek miałam na twarzy. Zdecydowanie nie jest odpowiedni dla bardzo wrażliwej skóry, ale dla pozostałych jest świetny.To kolejny produkt, po którym skóra wydaje się być nieskazitelnie czysta i kolejny, w przypadku którego zużyłam już kilka opakowań (albo i kilkanaście, bo używa go też Mój Mąż). W 2014 roku był jednym z Best Beauty Buys magazynu InStyle. I słusznie, jest prawdziwym hitem za śmiesznie niską cenę.
  • Vianek. Nawilżający tonik – mgiełka do twarzy (ok. 18 zł) Moja skóra jest sucha, więc zaraz po wyjściu spod prysznica MUSZĘ nałożyć coś na twarz. Vianek wspaniale nawilża skórę, jest wydajny i pięknie pachnie. Wiele osób zachwala produkty tej marki, więc niebawem planuję przetestować więcej kosmetyków z tej serii.

DO CIAŁA:

  • Bielenda. Vegan friendly, masło do ciała kokosowe (ok. 15 zł) Bardzo przyjemne w użytkowaniu masło do ciała. Zapach kokosa nie jest intensywny (jak dla mnie mógłby być jeszcze mocniejszy!). Warto pamiętać, że jest to masło, a nie balsam, więc konsystencja jest bardzo gęsta, ale ja taką lubię. Muszę mocno nawilżać ciało i ten kosmetyk idealnie się do tego nadaje. Lubię opakowania, z których można wygrzebać produkt do samego dna i tak jest w tym przypadku – nic się nie marnuje! Plus za naturalne składniki.
  • Alterra. Dezodorant w sprayu jojoba i szałwia (ok. 10 zł) Dezodorant, który kupiłam pod wpływem recenzji na którymś blogu prezentującym kosmetyki z dobrym składem. Troszkę powątpiewałam, czy coś tego typu w ogóle będzie działać, ale przetestowałam go podczas największych upałów i naprawdę działa. Ma bardzo świeży, orzeźwiający zapach. To moje największe kosmetyczne zaskoczenie tego lata!
  • Isana. Żele pod prysznic (3,99 zł) Mój ulubiony to ten z kokosem i marakują, ale właściwie każdy żel Isana jest fajny i wspominałam już o nich wielokrotnie. Za śmiesznie niską cenę (w promocjach nawet za 2,99 zł) dostajemy produkt, który fajnie pachnie, dobrze się pieni i no cóż…po prostu myje. Przestawiłam się na nie już kilka lat temu i nie zapowiada się, żebym szukała innych, te odpowiadają mi w 100%. Jeśli jeszcze nigdy nie próbowaliście, to dajcie im szansę podczas następnej wizyty w Rossmannie.

DO WŁOSÓW:

  • Kallos. Szampon z proteinami mleka (poniżej 10 zł za 1000ml) Mój najukochańszy szampon do włosów, a w połączeniu z maską do włosów (która kosztuje ok. 5 zł) duet idealny. Używam ich od lat, robiąc raz na jakiś czas krótkie przerwy na jakiś inny produkt, ale ostatecznie zawsze okazuje się, że w moim przypadku Kallos jest bezkonkurencyjny. Bardzo dobrze nawilża, bosko pachnie, a po umyciu włosów nie ma problemów z rozczesywaniem. Kallos ma też w swojej ofercie wiele innych produktów, które mają różne właściwości i równie pięknie pachną, np. maski miodowe, waniliowe, czekoladowe, arganowe…Generalnie każdy znajdzie coś dla siebie. Warto spróbować! Produkty najczęściej widywałam w drogeriach Hebe i Natura.
  • Isana. Lakier do włosów (6,99 zł) W przypadku tego kosmetyku nie użyję słowa hit, ponieważ nie jest jakoś wybitnie zachwycający, ale jest to produkt z serii „skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać”. Po prostu dorwałam go kiedyś w promocji za 3,99 zł, spróbowałam i okazało się, że nie widzę różnicy w stosunku do lakierów dwa razy droższych. Robię więc sobie małe zapasy podczas promocji i jestem zadowolona. Lakier utrwala fryzurę, a na tym zależy mi najbardziej. Nie wierzę w cuda i nie oczekuję powalającej objętości, więc jest dla mnie bez różnicy, czy kupuję wersję Volume czy może Color Shine. Podsumowując: dobry produkt w dobrej cenie.
  • Batiste. Suchy szampon do włosów (16,99 zł) Wiedziałam, że w moim zestawieniu obowiązkowo znajdzie się jakiś suchy szampon do włosów i szczerze mówiąc byłam pewna, że będzie to Isana (10 zł), ale po licznych testach i namysłach stwierdzam, że Batiste jest lepszy. Fajnie odświeża, ładnie pachnie i mam wrażenie, że pozostawia mniej białego osadu, niż Isana (a wyczesanie go z ciemnych włosów trochę trwa, więc im mniej tym lepiej!). Polecam wszystkim osobom, które czasem potrzebują szybkiego odświeżenia, a nie mają czasu lub możliwości na umycie włosów.

To wszystko! Moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji, na które polecam Wam zwrócić uwagę podczas kolejnych zakupów drogeryjnych. Czasem niepotrzebnie trzymamy się swoich starych kosmetyków, zapominając o tym, że na dolnych półkach czają się świetne produkty w bardzo korzystnych cenach! Jeśli więc Waszym celem jest zmniejszenie wydatków na kosmetyki, to polecam przyjrzeć się szczególnie tym marek własnych (Rossmann zdecydowanie wiedzie tu prym).

Jakie tanie kosmetyki możecie polecić? Lubicie testować nowości czy raczej trzymacie się swoich standardowych zestawów? 🙂