Browsing Category: MODA I URODA

Jak stworzyć i zorganizować spójną garderobę?

Co przychodzi Ci na myśl, gdy widzisz hasło „zorganizowana garderoba”? Ja oczami wyobraźni widzę białe pomieszczenie, na środku którego stoi wieszak, a na nim równiutko zawieszone ubrania w kolorze czarnym, białym i ewentualnie szarym lub beżowym. Wszystko na takich samych wieszakach, ma się rozumieć. Pod spodem w równym rządku stoi kilka par klasycznych butów. Obok jedna torebka. Masz podobną wizję? Nie da się ukryć, że większości osób zorganizowana szafa kojarzy się z szafą minimalistyczną, wręcz ascetyczną. Ale czy tak musi być?

Pora na wyznanie, które rozczaruje wiele osób (a na pewno te, które prosiły mnie o wpis o minimalistycznej garderobie) – mam całkiem sporo ubrań. Daleko mi do posiadania modnej od kilku lat capsule wardrobe, zdecydowanie nie byłabym w stanie ograniczyć się do np. 36 elementów garderoby. Ale czy to oznacza, że w mojej szafie panuje totalny chaos, kupuję ubrania bez opamiętania i wydaję na to mnóstwo pieniędzy? Nie, nie i nie!

Słowo klucz na dziś to SPÓJNOŚĆ. Do tego dążę w swojej garderobie i właśnie owa spójność sprawia, że zawsze wiem, czego szukać na zakupach oraz mam pewność, że kupuję rzeczy, które do siebie pasują i są w jednym (moim!) stylu. Moja garderoba jest przemyślana, ale nie narzucam sobie nierealnych ograniczeń. Ilość ubrań mnie nie przytłacza, więc łatwo jest je zorganizować. Spójność w połączeniu z porządkiem daje duet idealny, dzięki któremu nie ma mowy o marnowaniu czasu, energii i pieniędzy! Wystarczy odnaleźć swój styl i kierować się nim podczas zakupów. W dzisiejszym wpisie opowiem o tym, jak krok po kroku tworzyłam moją spójną i zorganizowaną garderobę, ale muszę na początku lojalnie uprzedzić, że nie jest to zadanie na jedno popołudnie. Ale spokojnie, zacząć można w każdej chwili! 🙂

 

SPÓJNA I ZORGANIZOWANA GARDEROBA KROK PO KROKU

 

1. POMYSŁY I INSPIRACJE. Zaczyna się przyjemnie, bo która z nas nie lubi wertować gazet lub szukać pomysłów na Pinterest? Ja uwielbiam i od kilku lat niestrudzenie tworzę tablicę ze stylizacjami, które wpadły mi w oko. Jeśli też to robisz, to pierwsze zadanie prawie skończone. Jeśli to Twoje początki, to wybierz sposób przechowywania inspiracji i zacznij je gromadzić. Możesz wycinać je z gazet i wklejać do zeszytu, możesz surfować po Internecie i zapisywać ciekawe zdjęcia w folderach lub skorzystać np. ze wspomnianego wcześniej Pinterest. Zbieraj wszystko, co Cię inspiruje – gotowe stylizacje, ale też zdjęcia na których jest biżuteria, buty, pomysły na palety kolorystyczne. Cokolwiek, co Ci się spodoba. W 95% przypadków wystarczy potem jeden rzut oka, by zdefiniować, jaki styl jest bliski Twojemu sercu.

2. OKREŚL PREFEROWANY STYL. Wcale nie musi być jeden! U mnie dominuje minimalizm, ale pojawiają się też akcenty boho i sportowe. Może u Ciebie będzie się mieszać na przykład styl romantyczny z rockowym?

3. OKREŚL PALETĘ BARW. Tutaj znowu zazwyczaj wystarczy jedno spojrzenie na zgromadzone inspiracje, by móc stwierdzić, czy preferujesz kolory stonowane, pastele, a może radosny mix żywych barw. W tym momencie zachęcam również do chociażby pobieżnego zrobienia analizy kolorystycznej i wybrania do swojej palety barw tych kolorów, w których faktycznie będzie Ci do twarzy (przydatne linki umieszczę na końcu tego wpisu). Warto określić kolory bazowe, kolory dodatkowe oraz akcenty kolorystyczne. U mnie dominują kolory neutralne, wśród dodatkowych dżins i khaki, a w akcentach bardzo często pojawia się moja ukochana czerwień! Idealnie byłoby również stworzyć dwie palety kolorystyczne, w zależności od sezonów. Wiosną i latem wybrać kolory  jaśniejsze, bardziej żywe, a jesienią i zimą ciemniejsze, stonowane. Oprócz kolorów, skup się też na wzorach, które często pojawiają się w Twoich inspiracjach. Paski, kropki, a może kwiaty…?

4. OKREŚL SWOJE POTRZEBY I STYL ŻYCIA. Co robisz w ciągu dnia? Czy oczekuje się od Ciebie konkretnego ubioru? Może przez 70% tygodnia musisz być w koszuli i marynarce, a pozostałe 30% zawsze spędzasz aktywnie? A może tak, jak ja, opiekujesz się dzieckiem, pracujesz w domu, a okazje do wystrojenia się przytrafiają Ci się maksymalnie dwa razy w roku?

5. PORZĄDKI W SZAFIE. Moment, na który wszyscy czekali. Rytualne wyrzucenie całej zawartości szafy na podłogę i ostra selekcja zawartości, z uwzględnieniem wniosków wyciągniętych z poprzednich punktów. Co do mnie nie pasuje? W czym wyglądam źle? Czego nigdy nie noszę (i dlaczego!)? Na cały proces warto poświęcić kilka godzin, można zaprosić do domu wsparcie w postaci osób trzecich i rzetelnie przejrzeć każdą sztukę garderoby, zostawiając tylko to, co pasuje do stylu, który Ci się podoba, co dobrze na Tobie leży i jest spójne kolorystycznie. Rzeczy, których nie będziesz już nosić, spróbuj sprzedać – zdobędziesz w ten sposób pieniądze na nowe zakupy. Sprytnym sposobem na zweryfikowanie, co tak naprawdę nosimy, jest zawieszenie wieszaków w szafie w odwrotny sposób. Przy wyciąganiu ubrań odwieszamy je już prawidłowo. Po jakimś czasie będzie wyraźnie widać, które ubrania nie zostały nawet tknięte. Przyjęło się zasadę, że jeśli czegoś nie nosimy przez dwa lata, to można się tego pozbyć. Moim zdaniem rok w zupełności wystarcza na zweryfikowanie tej kwestii.

6. ZRÓB LISTĘ TEGO, CZEGO CI BRAKUJE. Ale wpisz na nią konkrety! Np. czarna koszula na guziki z kołnierzykiem zapinanym pod szyję, czerwona obcisła sukienka mini z długim rękawem, białe sportowe buty z przewiewnej tkaniny. Konkrety pozwolą uniknąć bezsensownych zakupów i sprawdzają się o wiele lepiej, niż lakoniczny zapis „buty” lub „sukienka”. Ja swoją listę zakupów zapisałam w aplikacji Trello, żeby mieć do niej stały dostęp, zarówno gdy robię zakupy stacjonarnie, jak i online.

7. ROZŁÓŻ ZAKUPY W CZASIE. Nie musisz kupować wszystkiego od razu! Na samym początku moja lista zakupów była niedorzecznie długa. Właściwie prawie cała moja garderoba wymagała wymiany, bo po ciążach nic na mnie nie pasowało i wszystko było nijakie. Ale posiadanie bardzo konkretnej listy zakupów sprawiło, że zamiast kręcić się w amoku po centrum handlowym, mogłam po prostu raz na jakiś czas zasiąść spokojnie przed komputerem i poświęcić chwilę na znalezienie dokładnie takiego produktu, jakiego potrzebuję i to w cenie, która mi odpowiada (niejednokrotnie z fajną zniżką, bo często większe zakupy, np. butów lub okryć wierzchnich, zostawiałam sobie na okres wyprzedaży). I tak miesiąc po miesiącu udało mi się powoli zrekonstruować moją garderobę bez większych strat w naszym domowym budżecie.

8. ZORGANIZUJ SZAFĘ. Nawet najpiękniejsza i najbardziej przemyślana garderoba nie spełni swojej funkcji, jeśli będzie jej towarzyszyć gigantyczny bałagan. Przede wszystkim, jeśli coś jest poupychane w szufladach, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że zapomnisz o tym, że to w ogóle masz. Po drugie, jeśli dbamy o nasze ubrania, to będą nam one dłużej służyć. Po trzecie, uporządkowana garderoba to gigantyczne ułatwienie podczas komponowania stylizacji, ponieważ dokładnie widać, co się w niej znajduje. Idealnie by było, gdyby wszystkie ubrania mogły wisieć i przez cały czas cieszyć nasze oko. Ale większość z nas musi oszczędzać przestrzeń i ubrania składać. Warto wtedy posegregować je tematycznie. Na półkach w mojej garderobie znajduje się kilka stosików, odpowiednio: góry, spodnie długie, krótkie spodenki (w sezonie wiosna/lato), ubrania sportowe, ubrania domowe. Wiszą natomiast sukienki, koszule i okrycia wierzchnie. Ubrania składam „standardowo”, ale gdybym miała wysuwane szuflady, to zdecydowałabym się poskładać je tak, jak ubrania dzieci, czyli zgodnie z metodą Konmari. Akcesoria znajdują się na półce pod ubraniami, posegregowane w opisanych pudłach. Na samym dole stoją buty, choć mam jeszcze w garderobie ukryty jeden regał (tam jednak przechowuję jedynie buty sportowe).

Znajdź taki system, który jest dla Ciebie najwygodniejszy! To bardzo ważne, bo już niejednokrotnie przekonałam się, że nabożne kopiowanie czyjegoś sposobu organizacji zazwyczaj się nie sprawdza. Składaj na różne sposoby, przewieszaj, wykorzystuj pomoce (np. pudła, organizery do szuflad itp.). Kombinuj, aż znajdziesz taki system, przy którym korzystanie z garderoby będzie przyjemnością! Uporządkowana szafa naprawdę pozwala na zaoszczędzenie czasu i nerwów, coś o tym wiem 😉

Inspiracje znajdziesz między innymi tutaj.

 

Co jeszcze możesz zrobić?

Jeśli mimo posiadania spójnej stylistycznie i kolorystycznie garderoby nadal każdego poranka zastanawiasz się, w co się ubrać, to proponuję poświęcić jedno popołudnie na zabawę w stylistę. Potrzebny Ci będzie dostęp do Internetu, aparat w telefonie i ewentualnie specjalna aplikacja (opcjonalnie). Przejrzyj swoje inspiracje i zobacz, które stylizacje możesz skopiować z ubrań, które już masz. Ułóż te ubrania na podłodze i zrób im zdjęcie. Zapisz w osobnym folderze lub w aplikacji. Proste? No pewnie! Opcja numer dwa (przydatna, gdy masz problem ze stworzeniem stylizacji z konkretnego produktu): wejdź na Pinterest i wpisz np. „red blazer outfit ideas„. Natychmiast wyskoczy Ci mnóstwo pomysłów na zestawy, w których główną rolę gra czerwona marynarka. Wybierz ten, który Ci się podoba i który możesz skomponować z ubrań, które masz już w szafie, a następnie zrób zdjęcie. W chwilach kryzysu pt. nie mam co na siebie włożyć, po prostu zerknij na zdjęcia 🙂

 

Przydatne linki:

  • ANALIZA KOLORYSTYCZNA:

Analiza kolorystyczna w domowych warunkach – blog Osobista Stylistka

Jaką porą roku jesteś?patinaa/YouTube

  • APLIKACJE DO ORGANIZACJI GARDEROBY:

ClosetSpace (Android, tutaj iOS)

Stylicious (Android, tutaj iOS)

Stylebook (iOS)

  • NARZĘDZIA DO TWORZENIA PALET KOLORYSTYCZNYCH:

Canva Color Palette Generator (tworzenie palet kolorystycznych ze zdjęć)

Adobe Color CC

Coolors

 

Tworzenie spójnej i zorganizowanej garderoby to zdecydowanie długi proces, ale z czasem przekonacie się, że naprawdę było warto! 🙂

 

 

Zdjęcie 1 – Kaboompics

Zdjęcie 2 – Priscilla Du Preez on Unsplash

Jak stworzyć plan pielęgnacji + moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji cz.2

Dzisiejszy post zacznę wyjątkowo, bo cytatem z jednej z moich ulubionych książek, czyli „Dziennika Bridget Jones” Helen Fielding:

Bycie kobietą jest gorsze od bycia rolnikiem – mamy tyle roboty z plewieniem i pryskaniem upraw: trzeba depilować nogi woskiem, golić pach, skubać brwi, ścierać pumeksem stopy, złuszczać i nawilżać naskórek, oczyszczać pory, farbować odrosty, malować rzęsy, piłować paznokcie, masować cellulitis, gimnastykować mięśnie brzucha. W dodatku te wszystkie zabiegi są tak precyzyjne, że wystarczy kilka dni, aby się całkiem zapuścić.

No właśnie. Okazuje się, że organizacja i regularność są ważne nie tylko przy sprzątaniu domu 😉 Jeśli Ty także łapiesz się na tym, że nie potrafisz sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz farbowałaś włosy albo nakładałaś na twarz maseczkę, to koniecznie rozważ stworzenie swojego planu pielęgnacji! Nie ukrywam, że moje dni są do siebie bardzo podobne (taką cenę płacę za chęć zapewnienia moim dzieciom uregulowanego trybu życia), w zasadzie często zlewają mi się w jedno i nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co jadłam wczoraj na śniadanie, a co dopiero kiedy robiłam peeling enzymatyczny! Ułożenie własnego planu pielęgnacji znacznie ułatwiło mi kontrolę nad tymi wszystkimi skomplikowanymi zabiegami i rytuałami. Można oczywiście dyskutować, czy jest to w ogóle potrzebne, ale pozwolę sobie przytoczyć jedno zdanie, które powinno wszystkich zmotywować: do wiosny zostały dwa miesiące!  Tak więc rozpoczęcie przygotowań do sezonu na krótkie rękawki i gołe nogi jest jak najbardziej wskazane 😉

Schemat tworzenia planu pielęgnacji jest bardzo prosty:

  • określ, jakie czynności chcesz wykonywać i jak często
  • oszacuj, ile czasu zajmują
  • przeanalizuj plan swojego dnia/tygodnia/miesiąca i zastanów się, kiedy możesz poświęcić czas na nowe pielęgnacyjne rytuały

W Internecie można znaleźć mnóstwo gotowych planów (np. tutaj), ale oczywiście są one jedynie inspiracją – każda z nas jest inna, każda skóra ma inne potrzeby, a i nasze dni wyglądają zupełnie inaczej.

Moim największym zaskoczeniem już 1,5 roku temu było to, jak mało czasu zajmuje mi poranne oczyszczanie twarzy zgodne z koreańskimi rytuałami pielęgnacyjnymi. Gdy o tym czytałam, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zajmie mi to co najmniej pół godziny, a w rzeczywistości trwa maksymalnie 5 minut. Łapię się na tym, że często nie robię czegoś tylko dlatego, że wydaje mi się to niezwykle czasochłonne, ale umówmy się – nałożenie na twarz maseczki trwa tyle samo, ile wklepanie kremu, a korzyści dla skóry są o wiele większe! Dlatego tak ważna jest świadomość tego, ile dana czynność zajmuje nam czasu i umiejętne wplecenie jej w nasze codzienne czynności. Np. hybrydy robię co drugą sobotę, zawsze podczas oglądania filmu lub dwóch odcinków ulubionego  serialu. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żebym w niedzielę rano czytała z dziećmi w łóżku książeczki, mając jednocześnie maskę na włosach i maseczkę na twarzy (choć te azjatyckie maski z podobiznami zwierząt wzbudzają w moim potomstwie lekką konsternację). Przyjemne z pożytecznym!

Cały plan pielęgnacji proponuję rozpisać na kartce lub możesz też skorzystać z poniższego szablonu 🙂 Możesz wpisać ogólne czynności lub nazwy konkretnych produktów, których będziesz używać, pełna dowolność! Gotowy plan możesz zalaminować, żeby nie zniszczył się zbyt szybko (jeśli planujesz trzymać go w łazience).

POBIERZ SZABLON PLANU PIELĘGNACJI DO WYDRUKU

MOJE ULUBIONE TANIE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CZ.2 (tutaj znajdziesz pierwszą część)

Wynajdywanie tanich i skutecznych kosmetyków jest moją wielką misją, a ponieważ poprzedni wpis o tej tematyce spotkał się ze sporym zainteresowaniem, to dziś mam kolejną porcję fajnych i przystępnych cenowo produktów, które przetestowałam na mojej suchej i wymagającej skórze i które sprawdziły się rewelacyjnie!

DO TWARZY

  • Sylveco. Łagodzący krem pod oczy (ok. 30 zł) Krem, który uratował skórę na moich powiekach na początku zimy! Nagle pojawiło się na nich kilka suchych i swędzących plam, na które nie pomagały żadne inne kremy, nawet te najdelikatniejsze, które podbierałam dzieciom. Ba, po użyciu niektórych skóra zaczynała mnie szczypać, oczy łzawić i było jeszcze gorzej. Na szczęście miałam w szufladzie mnóstwo próbek kremów Sylveco, a wśród nich wspomniany krem pod oczy, który zadziałał na moje powieki jak opatrunek. To było jak jakieś czary! Wyleczył moją skórę w 24 godziny, więc od razu pobiegłam do sklepu po więcej i od tej pory towarzyszy mi codziennie. Skóra jest po nim sprężysta i nawilżona, czyli dokładnie taka, jak powinna być!
  • Ziaja. Ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające jagody acai (ok. 11 zł) Baaaardzo się z tym serum polubiłam! Przede wszystkim dlatego, że już po zaledwie kilku dniach stosowania zauważyłam, że moja skóra jest o wiele gładsza w dotyku, a na dodatek przyjemnie odświeżona (serum ma konsystencję zbliżoną do żelu). Skóra jest napięta, wygląda świeżo i zdrowo, więc jestem bardzo zadowolona – szczególnie biorąc pod uwagę bardzo niską cenę!
  • Vianek. Intensywnie odżywczy krem do twarzy na noc (ok. 22 zł) Właściwie i Vianek i Sylveco mogę brać w ciemno, bo robią dokładnie to, co obiecuje producent i nigdy nie zdarzyły mi się po tych produktach żadne podrażnienia i tym podobne ekscesy. Ten krem dobrze nawilża i odżywia. Po prostu. Więcej mi nie trzeba, na noc idealny!
  • Sylveco. Odżywcza pomadka z peelingiem (ok. 11 zł) Mój absolutny hit, must have, kosmetyczny niezbędnik, no po prostu uwielbiam! Używam tej pomadki nałogowo, jest idealna na zimę, wspaniale złuszcza martwy naskórek i pozostawia usta nawilżone i natłuszczone. Wypróbujcie koniecznie!

DO CIAŁA

  • Ziaja Pro. Maska do rąk i paznokci  (ok. 14 zł) oraz Krem-maska do stóp głęboko odżywcza (ok. 19 zł). Świetne produkty, idealne na zimowe dolegliwości skórne (przesuszenie, zaczerwienienia, a nawet pęknięcia skóry). Moja skóra na dłoniach jest bardzo podrażniona ze względu na AZS, więc nie spodziewałam się jakichś spektakularnych efektów, ale jestem pozytywnie zaskoczona! Stosuję maskę wieczorem i naprawdę bardzo poprawiła stan mojej skóry – ukoiła, wygładziła i nawilżyła. Krem-maska do stóp też w 100% spełnia swoje zadanie. Na dodatek oba produkty bardzo przyjemnie pachną, no i są bardzo tanie, jak na tą pojemność (250ml) i niezwykle wydajne.
  • Ziaja. Peeling cukrowy do ciała z serii Świąteczne aromaty (ok. 11 zł). Uwielbiam cukrowe peelingi i choć często robię je też sama w domu, to jednak te ze sklepu przewyższają moje domowe w jednej kwestii – obłędnego zapachu! Na dodatek utrzymuje się on na ciele przez jakiś czas, no i skóra jest tak pięknie natłuszczona, że nie muszę stosować po ich użyciu balsamu do ciała. Świąteczne aromaty to zdecydowanie to, co lubię najbardziej, więc mam zrobione zapasy tych peelingów jeszcze na co najmniej kilka miesięcy. Moimi drugimi faworytami w tej kategorii są peelingi cukrowe Perfecta, szczególnie marcepanowy, choć ostatnio nie umiem go nigdzie znaleźć (mam nadzieję, że go nie wycofano!).
  • Ziaja. Multimodeling balsam brązujący do ciała (ok. 15 zł).  Bladość mojej skóry osiągnęła w grudniu stan krytyczny, więc jak co roku zaczęłam poszukiwania tego idealnego kosmetyku, który sprawi, że będę ślicznie brązowa (a nie pomarańczowa). Lubię balsamy stopniowo brązujące, bo ich zapach nie jest tak mocny, a przy okazji mam poczucie większej kontroli nad intensywnością koloru. A jeśli mogę się przy okazji lekko ujędrnić i wyszczuplić, to jest to jak wygrana na loterii! Ten balsam bardzo lubię za to, że nie wchłania się błyskawicznie, tylko mam chwilę na dokładne i równomierne wsmarowanie (a wręcz wmasowanie) go w ciało. Odcień opalenizny jest bardzo ciepły i moim zdaniem naturalny. Zapach jest delikatny, nie ma mowy o tym charakterystycznym samoopalaczowym smrodku 😉 Polecam!

DO WŁOSÓW

  • Pantene Pro-V, suchy szampon Volume Booster (ok. 15 zł). Suchy szampon, który zdetronizował zachwalany przeze mnie w poprzedniej części szampon Batiste. Ten pokochałam ze względu na to, że trochę łączy cechy suchego szamponu z lakierem do włosów. Po użyciu są odświeżone, uniesione i takie trochę bardziej sztywne. Moje włosy są raczej z tych cienkich i delikatnych, więc dla mnie to opcja idealna! Zauważyłam też, że po jego użyciu włosy nie elektryzują się tak bardzo pod czapką, co zimą jest ogromnym plusem!

Ależ się dziś rozpisałam! 🙂 Jak zawsze czekam na Wasze opinie i porady – czy stosujecie plan pielęgnacji? Jakie są Wasze ulubione kosmetyczne rytuały? Jakie produkty polecacie?

Moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji cz.1

Pewnego pięknego październikowego poranka, trzymając na rękach moją nowo narodzoną córeczkę, uświadomiłam sobie, że oto skończyły się czasy beztroskiego wydawania pieniędzy na bzdury. Dopiero wtedy, mając 27 lat, poczułam się dorosła. Zrozumiałam, że od teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, także finansowo. Że moje nieroztropne zakupy mogą kiedyś odbić się na jej przyszłości. Że muszę zapewnić jej dobry start w przyszłość. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że zostawianie połowy wypłaty w Douglasie już nie wchodzi w grę. Zdecydowałam, że aby osiągnąć nasze finansowe cele, musimy spróbować obniżyć koszty naszego życia. Jednym z pierwszych i oczywistych kroków było podjęcie prób planowania posiłków. Kolejnym ograniczenie wydatków na kosmetyki i ubrania. Z ubraniami bywa różnie, ale w przypadku kosmetyków okazało się to o wiele prostsze, niż wcześniej myślałam. Przekopałam Internet wzdłuż i wszerz, zaczytywałam się w milionach recenzji i rankingów, przetestowałam wszystko na własnej skórze, aż znalazłam produkty, które satysfakcjonują mnie zarówno pod względem działania, dostępności, jak i ceny. Większość z nich dostaniecie w Rossmannie, co jest bardzo fajne, biorąc pod uwagę fakt, że ostatnimi czasy chętnie robią promocje -49% 🙂 Poznajcie moje ulubione tanie kosmetyki – dziś te do pielęgnacji, a w przyszłości do makijażu.

DO TWARZY:

  • i want. Pianka do twarzy (ok. 25 zł) Produkt koreański i jeden z kilku etapów mojej pielęgnacji. Pianka, którą polecam chyba każdemu, kogo spotkam. Nic, absolutnie nic, nie daje efektu tak odświeżonej skóry, jak ta pianka. Skóra jest tak czysta, że aż skrzypi, ale nie jest przesuszona, tylko mocno napięta, rewelacja! Produkty tej marki są chyba dostępne tylko w drogeriach Hebe.
  • Ziaja. Oczyszczanie liście manuka, pasta przeciw zaskórnikom (7,99 zł) Najbardziej gruboziarnisty turbo-peeling, jaki kiedykolwiek miałam na twarzy. Zdecydowanie nie jest odpowiedni dla bardzo wrażliwej skóry, ale dla pozostałych jest świetny.To kolejny produkt, po którym skóra wydaje się być nieskazitelnie czysta i kolejny, w przypadku którego zużyłam już kilka opakowań (albo i kilkanaście, bo używa go też Mój Mąż). W 2014 roku był jednym z Best Beauty Buys magazynu InStyle. I słusznie, jest prawdziwym hitem za śmiesznie niską cenę.
  • Vianek. Nawilżający tonik – mgiełka do twarzy (ok. 18 zł) Moja skóra jest sucha, więc zaraz po wyjściu spod prysznica MUSZĘ nałożyć coś na twarz. Vianek wspaniale nawilża skórę, jest wydajny i pięknie pachnie. Wiele osób zachwala produkty tej marki, więc niebawem planuję przetestować więcej kosmetyków z tej serii.

DO CIAŁA:

  • Bielenda. Vegan friendly, masło do ciała kokosowe (ok. 15 zł) Bardzo przyjemne w użytkowaniu masło do ciała. Zapach kokosa nie jest intensywny (jak dla mnie mógłby być jeszcze mocniejszy!). Warto pamiętać, że jest to masło, a nie balsam, więc konsystencja jest bardzo gęsta, ale ja taką lubię. Muszę mocno nawilżać ciało i ten kosmetyk idealnie się do tego nadaje. Lubię opakowania, z których można wygrzebać produkt do samego dna i tak jest w tym przypadku – nic się nie marnuje! Plus za naturalne składniki.
  • Alterra. Dezodorant w sprayu jojoba i szałwia (ok. 10 zł) Dezodorant, który kupiłam pod wpływem recenzji na którymś blogu prezentującym kosmetyki z dobrym składem. Troszkę powątpiewałam, czy coś tego typu w ogóle będzie działać, ale przetestowałam go podczas największych upałów i naprawdę działa. Ma bardzo świeży, orzeźwiający zapach. To moje największe kosmetyczne zaskoczenie tego lata!
  • Isana. Żele pod prysznic (3,99 zł) Mój ulubiony to ten z kokosem i marakują, ale właściwie każdy żel Isana jest fajny i wspominałam już o nich wielokrotnie. Za śmiesznie niską cenę (w promocjach nawet za 2,99 zł) dostajemy produkt, który fajnie pachnie, dobrze się pieni i no cóż…po prostu myje. Przestawiłam się na nie już kilka lat temu i nie zapowiada się, żebym szukała innych, te odpowiadają mi w 100%. Jeśli jeszcze nigdy nie próbowaliście, to dajcie im szansę podczas następnej wizyty w Rossmannie.

DO WŁOSÓW:

  • Kallos. Szampon z proteinami mleka (poniżej 10 zł za 1000ml) Mój najukochańszy szampon do włosów, a w połączeniu z maską do włosów (która kosztuje ok. 5 zł) duet idealny. Używam ich od lat, robiąc raz na jakiś czas krótkie przerwy na jakiś inny produkt, ale ostatecznie zawsze okazuje się, że w moim przypadku Kallos jest bezkonkurencyjny. Bardzo dobrze nawilża, bosko pachnie, a po umyciu włosów nie ma problemów z rozczesywaniem. Kallos ma też w swojej ofercie wiele innych produktów, które mają różne właściwości i równie pięknie pachną, np. maski miodowe, waniliowe, czekoladowe, arganowe…Generalnie każdy znajdzie coś dla siebie. Warto spróbować! Produkty najczęściej widywałam w drogeriach Hebe i Natura.
  • Isana. Lakier do włosów (6,99 zł) W przypadku tego kosmetyku nie użyję słowa hit, ponieważ nie jest jakoś wybitnie zachwycający, ale jest to produkt z serii „skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać”. Po prostu dorwałam go kiedyś w promocji za 3,99 zł, spróbowałam i okazało się, że nie widzę różnicy w stosunku do lakierów dwa razy droższych. Robię więc sobie małe zapasy podczas promocji i jestem zadowolona. Lakier utrwala fryzurę, a na tym zależy mi najbardziej. Nie wierzę w cuda i nie oczekuję powalającej objętości, więc jest dla mnie bez różnicy, czy kupuję wersję Volume czy może Color Shine. Podsumowując: dobry produkt w dobrej cenie.
  • Batiste. Suchy szampon do włosów (16,99 zł) Wiedziałam, że w moim zestawieniu obowiązkowo znajdzie się jakiś suchy szampon do włosów i szczerze mówiąc byłam pewna, że będzie to Isana (10 zł), ale po licznych testach i namysłach stwierdzam, że Batiste jest lepszy. Fajnie odświeża, ładnie pachnie i mam wrażenie, że pozostawia mniej białego osadu, niż Isana (a wyczesanie go z ciemnych włosów trochę trwa, więc im mniej tym lepiej!). Polecam wszystkim osobom, które czasem potrzebują szybkiego odświeżenia, a nie mają czasu lub możliwości na umycie włosów.

To wszystko! Moje ulubione tanie kosmetyki do pielęgnacji, na które polecam Wam zwrócić uwagę podczas kolejnych zakupów drogeryjnych. Czasem niepotrzebnie trzymamy się swoich starych kosmetyków, zapominając o tym, że na dolnych półkach czają się świetne produkty w bardzo korzystnych cenach! Jeśli więc Waszym celem jest zmniejszenie wydatków na kosmetyki, to polecam przyjrzeć się szczególnie tym marek własnych (Rossmann zdecydowanie wiedzie tu prym).

Jakie tanie kosmetyki możecie polecić? Lubicie testować nowości czy raczej trzymacie się swoich standardowych zestawów? 🙂

 

Rozsądne zakupy odzieżowe

W poście dotyczącym oszczędności (możecie go przeczytać tutaj) obiecywałam, że podzielę się z Wami naszymi sposobami na wprowadzenie ładu i składu do naszych zakupów odzieżowych.

Zazwyczaj spontaniczne (a wręcz lekkomyślne), pochłaniały znaczną część naszych zasobów finansowych. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby być co chwilę „na minusie”, ale przecież trzeba się porządnie ubrać! Wszak jak Cię widzą, tak Cię piszą! ;) Uznaliśmy wspólnie, że z zakupów nie zrezygnujemy (przecież należy nam się ta chwila przyjemności, skoro pracujemy przez cały miesiąc!), ale będziemy je robić bardziej „z głową”.

Tylko skąd brać na to pieniądze?

cz.1 selekcja

 

Nasz sposób jest prosty – sprzedajemy to, czego nie nosimy! Na Allegro, wśród znajomych, wśród znajomych naszych znajomych…Polecam! Będziecie zaskoczeni tym, ile osób chętnie przejmie Wasze ubrania.

Oczywiście musimy się trzymać kilku prostych zasad:

– sprzedajemy za rozsądne ceny – np. t-shirt, który kupiłam rok temu, nosiłam kilka razy, jest w dobrym stanie, a kosztował 50zł, sprzedaję zazwyczaj za 15-20zł. Jeśli coś jest całkiem nowe i nigdy nie było noszone, sprzedaję za ok. 10% mniej, niż pierwotna cena. Osobiście wolę sprzedać kilka rzeczy za niższe kwoty i dzięki temu szybciej się ich pozbyć, niż trzymać kilka worów ubrań w domu, bo nie znalazłam kupca…

– sprzedajemy tylko to, co jest naprawdę w dobrym stanie – chyba, że zaznaczymy kupcowi, że produkt ma wady i on się na to zdecyduje. Po co szargać sobie opinię jakimiś „negatywami”?

Bardzo często sprzedaję moje ubrania w zestawach – może i zarabiam na tym mniej, ale na pewno szybciej.

 

Każdy ma swoją metodę selekcji ubrań. Ja stosuję się do kilku zasad:

– nie nosiłam przez ostatni rok? NA BOK!

– nie pasuje mi rozmiar? NA BOK!

– nie pasuje do żadnych innych ubrań w mojej szafie? NA BOK!

– nie pasuje mi wzór / kolor/ fason? NA BOK!

Następnie segreguję to, co poszło NA BOK :)

– nowe? SPRZEDAJĘ!

– noszone, ale w bardzo dobrym stanie? SPRZEDAJĘ!

– noszone, trochę zużyte? Dwie opcje: zostawiam na tzw. „PO DOMU” (niektórzy używają określenia „do sprzątania” lub „do biegania”) lub ODDAJĘ POTRZEBUJĄCYM

– noszone, totalnie zużyte, po prostu obciach? Robię z takich rzeczy SZMATKI :)Ścieram nimi kurze i takie tam, potem je piorę i znów wracają do obiegu – dzięki temu oszczędzam na ręcznikach papierowych i właściwie to jeszcze jestem na dodatek ekologiczna!

Taka selekcja ma na celu dwie rzeczy: pomóc nam zarobić łatwo pieniądze oraz zrobić miejsce w szafach (żeby mieć miejsce na nowe ubrania, a jakże!).

Po zrobieniu wstępnej selekcji przychodzi czas na dokładniejsze przyjrzenie się zawartości naszej garderoby, ale o tym kiedy indziej… :)

cz.2 zorganizowana szafa

Jak już wspominałam tutaj, zorganizowane i przemyślane zakupy są nieodłącznym elementem mojej nowej strategii oszczędzania. Co prawda wolałabym być bardziej spontaniczna i szalona w tej kwestii, ale cóż…Ekonomia ;)

poprzedniej części pokazałam Wam, w jaki sposób dokonać szybkiej selekcji Waszych zasobów odzieżowych i jak w rezultacie nie tylko pozbyć się zbędnych rzeczy, ale także zarobić na kolejne!

Tym razem chciałabym zaprezentować kilka prostych sposobów na zorganizowanie szafy – jaki to ma związek z rozsądnymi zakupami i oszczędzaniem? Bezpośredni!

Zorganizowana szafa to przejrzysta szafa – gołym okiem widać, czego nam brakuje, a czego mamy w nadmiarze, co ułatwi nam przemyślane zakupy!

Dodatkowo, w „przewietrzonej” szafie nie znajdziemy rzuconych w kąt koszulek, poplątanych naszyjników, pogniecionych spodni czy zaciągniętych swetrów – wszystko ma swoje miejsce, ma swoją przestrzeń i jest traktowane z należytym szacunkiem! Zadbane ubrania starczą nam na dłużej! Kolejna oszczędność!

Każdy ma swój sposób na uporządkowanie szafy – ja moją reorganizuję kilka razy w roku, w poszukiwaniu idealnego systemu (nadal szukam…).

Ogólny schemat pozostaje jednak zawsze mniej więcej taki sam:

WIESZAMY:

  • spodnie
  • spódnice
  • sukienki
  • koszule
  • marynarki
  • kurtki
  • płaszcze

SKŁADAMY:

  • swetry
  • koszulki
  • dżinsy
  • odzież „domową”

Poniżej przykład:

(źrodło)

 

Ja osobiście wolę drugą opcję, czyli…

Układanie według koloru:

– od najjaśniejszego do najciemniejszego lub

– według własnej inwencji twórczej ;)

(źródło)

To tyle w kwestii teorii i inspiracji – już niebawem pokażę Wam, w jaki sposób zorganizowałam moją szafę oraz jak tworzę listę (oszczędnych) zakupów odzieżowych!

cz.3 tworzenie listy zakupów

Ok, miejsce w szafie zrobione, wszystko pięknie poukładane, czas więc na stworzenie listy zakupów, a właściwie listy REALNYCH potrzeb ubraniowych.

Pierwszy krok polega na analizie rzeczy, których się pozbyłyśmy. Podam przykład z mojego życia: na kupce” do sprzedaży” notorycznie lądują u mnie t-shirty z nadrukami, kolorowe spodnie, obcisłe góry i spódniczki. Jaki z tego wniosek? NIE KUPOWAĆ TYCH RZECZY W PRZYSZŁOŚCI! Ewidentnie w nich nie chodzę, źle się w nich czuję, więc po co? Oczywiście i tak zawsze skusi mnie coś z „zakazanej listy”, ale walczę z tym ;)Idzie mi coraz lepiej!

Następnie musimy się zastanowić, czego TAK NAPRAWDĘ potrzebujemy i, co najważniejsze, CZY W OGÓLE potrzebujemy? Ja stosuję prostą metodę – jeśli podczas ubierania się kilka razy przejdzie mi przez myśl, że np. przydałby mi się czarny sweter, to wpisuję go na listę zakupów.

Taką listę biorę ze sobą na zakupy i kurczowo się jej trzymam!

Jednak nie oczekujcie ode mnie cudów – zdarza mi się wpaść w haniebny  zakupowy trans i zapomnieć o mojej akcji oszczędnościowej…Gdy nagle w moje ręce trafi okaz, którego nie ma na liście,a który bardzo do mnie przemawia to musi spełnić trzy kryteria:

– Czy jest dobrej jakości? Czy przetrwa dłużej, niż do pierwszego prania (i to ręcznego!)? Ta zasada tyczy się właściwie KAŻDEGO zakupu – pamiętajmy, że na pewnych rzeczach po prostu nie warto oszczędzać!

– Muszę być w tym czymś zakochana! Nie, że mi się podoba…Nie, że jest fajne, trendy i cool…Nie! Mam być w tym zakochana i moje życie będzie bez sensu, jeśli tego nie kupię!

– Muszę mieć pomysł na 3 stylizacje z wykorzystaniem tej zdobyczy – nie mniej! Żeby ułatwić sobie zadanie (przecież jestem zakochana i muszę TO mieć!) wymyślam banalne stylizacje typu: do tej sukienki ubiorę czarne czółenka (1 stylizacja), mogę też ubrać marynarkę (2 stylizacja) i właściwie to szare kozaczki też będą dobrze z nią wyglądać (3 stylizacja!), ale cóż – czasem można zaszaleć;)

W moim mniemaniu w rozsądnych zakupach odzieżowych nie chodzi o to, by pieniędzy nie wydawać w ogóle, ale o to, by kupić to, czego naprawdę potrzebujemy, co nam się szczerze podoba i w czym czujemy się i wyglądamy rewelacyjnie (a nie tylko poprawnie), co będzie nam długo służyć i co będzie po prostu WARTE wydania pieniędzy!

Udanych zakupów! :)