Browsing Category: TWÓRZ

Domowa świąteczna sesja zdjęciowa 2016

Takie amatorskie grudniowe sesje zdjęciowe stają się już powoli naszą tradycją. Co prawda zastanawiam się czasem, czy nie byłoby łatwiej zapłacić komuś za zrobienie kilku profesjonalnych zdjęć (efekt na pewno byłby lepszy), ale w sumie mimo licznych perypetii sprawiają mi one na tyle dużo przyjemności, że raczej zostaniemy przy tej opcji. Tak jest nam wygodniej (może pstrykać zdjęcia w dowolnej chwili), taniej i niezaprzeczalnie bardziej emocjonująco!

Planowanie świątecznych sesji zdjęciowych zaczynam kilka tygodni wcześniej. Poszukuję idealnych kostiumów, przeglądam moje tablice na Pinterest i próbuję mniej więcej określić, jaki efekt chcę osiągnąć. Dwa lata temu się udało, w zeszłym roku niezbyt. Ninka chorowała, ja byłam w pierwszym trymestrze ciąży i jakoś tak brakowało nam energii, żeby to wszystko należycie ogarnąć. Zdjęcia co prawda są, ale nie wyszły tak, jak sobie zaplanowałam. Ninka się buntowała, na widok aparatu chciała mi go od razu wyrwać, wszystko jest rozmazane i ciemne, no niezbyt urokliwe. Dlatego w tym roku wiedziałam, że przy dwójce dzieci sama sobie ze zdjęciami nie poradzę, więc ich robienie zaplanowałam na słoneczny niedzielny poranek, gdy Mąż był w domu.

Oczywiście nie obyło się bez wpadek i to na samym początku! Ze wszystkich osób na całym świecie akurat siebie nigdy bym nie posądzała o wyładowaną baterię w aparacie, bo ZAWSZE tego pilnuję. No cóż, nie tym razem. Scenografia była już przygotowana, dzieci przebrane i upozowane, a nam miga czerwona lampka. Myślałam, że wyrwę sobie włosy z głowy z frustracji! Wszystkie zdjęcia robiliśmy więc w systemie „5 minut ładowania, 3 minuty fotografowania”. Udręka!

Na dodatek po tej krótkiej początkowej przymusowej przerwie Ninka postanowiła się obrazić i za nic nie chciała usiąść koło brata. On za to był bardzo zadowolony ze swojego położenia i w efekcie udało nam się zrobić mu kilka indywidualnych zdjęć (przy akompaniamencie lamentu siostry, który jakoś mu nie przeszkadzał).

Jednym z moich największych marzeń było zrobienie dzieciom zdjęcia w identycznych piżamkach. Nawet nie wiecie jak szybko zaczęłam przeklinać ten pomysł! Ninka nosi ubranka w rozmiarze 98, a Karolek 68. Niestety większość niemowlęcych rozmiarówek kończy się na 92…Przekopałam chyba 90% sklepów internetowych i albo nie było w ogóle 98 albo był, ale brakowało 68 (74 też nie było). W końcu trafiłam w H&M na pajacyki w serduszka i to w obydwóch pożądanych rozmiarach! Po chwili namysłu, czy serduszka będą wystarczająco świąteczne i unisexowe zdecydowałam się na zakup. Ku mej rozpaczy okazały się być dużo za duże, ale na szczęście miały ściągacze w kostkach, więc jakoś się na tych moich dzieciach ułożyły…Uffff…Można robić zdjęcia!

Druga tura zdjęć była robiona w przebraniach. Wiem, że nie każdy lubi takie zabawy, ale ja uwielbiam patrzeć na te malutkie elfiki, mikołajki, reniferki i inne urocze maluchy, więc kostiumy musiały być! Tutaj również pojawił się mały problem z rozmiarami dla Ninki, więc założyłam jej po prostu czerwone legginsy, bluzeczkę z reniferem (F&F), któremu po naciśnięciu świeci się nos oraz rogi renifera. Z kolei Karolek był od stóp do głów elfem (F&F) i moim zdaniem wypadł w tej roli wyśmienicie! Tak oto udało mi się uchwycić dwóch pomocników Mikołaja!

Przyznam szczerze, że choć momentami robiło mi się gorąco z emocji, to jednak ogólnie jestem bardzo zadowolona z efektów naszej domowej sesji i już się zastanawiam, jak się wystylizujemy do rodzinnego sylwestrowego zdjęcia!

Czy Wy też robicie sobie świąteczne zdjęcia? Samodzielnie czy u fotografa? Jestem bardzo ciekawa, jakie macie w tym temacie doświadczenia!

DIY proste ozdoby choinkowe

Muszę Was lojalnie uprzedzić, że 90% rzeczy, które pojawią się w tym miesiącu na blogu będzie inspirowane naturą. Oszalałam na punkcie dekoracji z gałązek iglaków, szyszek, orzechów i tym podobnych cudów, więc wszystko będzie się kręcić wokół nich. Nie zapomnę jednak o osobach, które w okresie świątecznym wolą trochę bardziej zaszaleć i będę opisywać także kilka innych dekoracyjnych wariantów – dla każdego coś miłego.

Jak zawsze moje projekty DIY są banalnie proste, ponieważ aktualnie poświęcenie się czemuś przez pół dnia jest dla mnie niewykonalne. Wszystko, czego się podejmuję nie zajmuje więcej, niż 30 minut. Ale najważniejsze, że efekt jest zadowalający, prawda?

Po tym wstępie zapraszam Was do części głównej, czyli prostych sposobów na personalizowane ozdoby choinkowe. Do ich wykonania potrzebne będą przezroczyste bombki oraz dowolne dodatki. Ja wykorzystałam szklane bombki ze sklepu Szklany Dom, które mają duży otwór, dzięki czemu praca z nimi jest bardzo szybka, a co najważniejsze posłużą mi przez lata. Będziecie mogli je zdobyć w świątecznym konkursie, o którym więcej na końcu wpisu.

Powyżej możecie zobaczyć, co wykorzystałam do robienia moich bombek. Dodałam też sól gruboziarnistą, która udaje śnieg, a także w ostatniej chwili zdobytą przez przypadek jemiołę.

Efekt końcowy jest dokładnie taki, jak sobie wymyśliłam – jest minimalistycznie, świątecznie i uroczo.

Bombki są dość pokaźnych rozmiarów, więc można nie tylko powiesić je na choince, ale także na przykład na długich wstążkach w oknie lub ułożyć w misie jako leżącą dekorację. Możliwości jest wiele, a każda opcja prezentuje się pięknie!

Oprócz takich szklanych bombek, można też znaleźć bombki plastikowe (takie kupiłam w pierwszej kolejności), które również świetnie nadadzą się do różnych projektów DIY – mają jednak ograniczenie w postaci wielkości otworu, przez który wkłada się ozdoby, co w niektórych przypadkach jest dużym minusem. Moim zdaniem prezentują się gorzej, niż szklane, ale dobrze sprawdzą się przy projektach uwzględniających na przykład malowanie bombek.

Oczywiście ludzka kreatywność nie zna granic i w przypadku przezroczystych bombek znalazłam co najmniej kilkadziesiąt pomysłów, które chciałabym w przyszłości zrealizować! Wśród nich znalazły się między innymi:

  • bombki z napisami z naklejek (można też nakleić literki, pomalować bombkę sprayem, po czym ostrożnie odkleić naklejki) – świetny pomysł na prezent, można zrobić wersję z imionami członków rodziny, ważne daty itp.
  • bombki upamiętniające narodziny dziecka, z włożonymi do środka bransoletkami ze szpitala, skarpetkami, czapeczką lub czymkolwiek innym (byle było małe)
  • bombki ze zdjęciem w środku
  • piórka, brokat, koraliki…właściwie wszystko można włożyć do bombki lub na nią nakleić!

Więcej pomysłów na dekoracje z przezroczystych bombek możecie znaleźć tutaj.

Myślę, że nie muszę nikogo przekonywać, że warto mieć takie bombki w swoim domu, a ponieważ jest grudzień i wszyscy myślą o prezentach, to i ja wraz ze sklepem Szklany Dom mamy dla Was prezent, a właściwie nawet dwa!

Przez cały grudzień na hasło: zorganizowana dostaniecie w sklepie rabat 20% na CAŁY ASORTYMENT. A jest w czym wybierać!

 

Dodatkowo mamy dla Was KONKURS,  w którym jedna osoba wygra zestaw 6 dużych szklanych bombek.

Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzach pod tym wpisem udzielić odpowiedzi na konkursowe pytanie. Spośród wszystkich zgłoszeń subiektywnie wybierzemy najciekawszą odpowiedź i do jej autora/autorki powędrują bombki. Odpowiedzi na pytanie można udzielać do piątku 09.12.2016 do końca dnia. Wyniki pojawią się na blogu (na końcu tego wpisu) w poniedziałek 12.12.2016 wieczorem.

Pytanie/zadanie konkursowe brzmi:

  • Opisz swoją ulubioną bombkę z dzieciństwa i dlaczego jest dla Ciebie tak wyjątkowa? 🙂

Powodzenia!

WYNIKI KONKURSU

W związku z tym, że nie mogliśmy zdecydować się na jedną odpowiedź, nagrody powędrują do dwóch osób! 🙂

Szklany Dom wyróżnił odpowiedź Marty, a ja odpowiedź gikerki – prosimy Was o kontakt w celu podania adresu do wysyłki zestawu bombek!

Zwycięzcom serdecznie gratulujemy, pozostałym osobom bardzo dziękujemy, a wszystkim przypominamy o rabacie -20% do sklepu (szczegóły wyżej)!

Kalendarz adwentowy 2016

Nie wiem, czy na tym świecie istnieje ktoś, kto zmienia zdanie równie często, jak ja. Miałam już tyle pomysłów na tegoroczny kalendarz adwentowy, że gdybym miała je wszystkie opisać, to pewnie zajęłoby mi to pół dnia! Oszczędzę więc Wam tortury podążania za tokiem moich myśli i przejdę do konkretów, czyli do tego, jaką formę przybrał ostatecznie nasz kalendarz.

Wykonane kalendarza nie kosztowało mnie właściwie ani złotówki. Mama podzieliła się ze mną małymi klamerkami (Mąż pomalował mi je sprayem w kolorze miedzianym, który mamy w domu już od dawna) oraz białymi torebkami śniadaniowymi. Etykiety można było zdobyć biorąc udział w „niekonkursie” zorganizowanym przez sklep Kalaluszek na Instagramie, więc również nic mnie to nie kosztowało. Wykonanie jest tak proste, że chyba nie wymaga opisywania – zdjęcia mówią same za siebie:

Zdecydowałam się trzymać koperty w koszu, zamiast zawiesić je na sznurku na ścianie (taka była jedna z wersji), ponieważ trochę mi było szkoda niszczyć ją przy wbijaniu gwoździ…Mieliśmy też zbyt dużo wątpliwości co do lokalizacji kalendarza, więc wygrała wersja mobilna. Na razie koszyk stoi w kuchni, żeby Ninka nie mogła go dosięgnąć.

Jedyne, za co zapłaciłam przy tworzeniu tego kalendarza, to oczywiście zawartość torebek (tutaj pokazywałam, co się w nich między innymi znalazło). Oprócz drobnych upominków wrzuciłam też do niektórych torebek karteczki z prostymi zadaniami. Dostosowałam je do wieku Ninki (bo tylko dla niej powstał kalendarz), a inspiracji szukałam między innymi na blogu Anicja’s White Space. Niektóre prezenty były odrobinę za duże, by zmieścić je w kopertach, więc zostawiłam tam proste wskazówki dla Ninki, gdzie ma ich szukać (np. „Sprawdź pod swoim łóżeczkiem„).

Szczerze mówiąc jestem na siebie trochę zła, bo za późno zaczęłam o tym kalendarzu myśleć i w efekcie musiałam w pośpiechu kupować wszystkie drobiazgi. W przyszłym roku nie mam zamiaru popełnić tego błędu i będę różne prezenciki zbierać przez cały rok! Tym bardziej, że wtedy już będę musiała zrobić dwie wersje, także dla Karolka, który coś tam już będzie rozumieć.

Nie mogę się już doczekać grudnia, a Wy? 😀