All posts by zorganizowana

Czysty dom w godzinę

Nic tak bardzo nie motywuje do sprzątania, jak telefon z informacją o tym, że wybierają się do nas niezapowiedziani goście! Oczywiście wiadomo, wszyscy słyszymy standardowe: Nieeee, nie musisz sprzątać, nie musisz nic szykować do jedzenia, my tylko na chwilę!, ale wiadomo, jak jest. Nie chcemy, by ktoś natknął się na porozrzucane klocki i dwudniowe naczynia w zlewie. Jeśli funkcjonujecie podobnie, jak moja rodzina, to zakładam, że u Was też porządek jest tylko przez pierwsze minuty po posprzątaniu (czas ten wydłuża się, jeśli dzieci trochę pośpią w ciągu dnia). Ale zaraz potem bałagan zaczyna się powoli kumulować. I choć mam swoje codzienne rytuały, które pomagają mi trzymać to wszystko (w miarę) w ryzach, i choć mam opracowany swój plan sprzątania, to i tak  takie nagłe wizyty stawiają mnie na baczność. Szczególnie, gdy wypadają w weekend, bo wtedy nasze mieszkanie jest jedną wielką salą zabaw (wiadomo, tata w domu). Sytuacja brzmi znajomo? Dzisiaj opiszę Wam w skrócie, co robię, gdy do wizyty niezapowiedzianych gości zostaje mi godzinka. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku!

  • Nawet jeśli na zewnątrz jest trzaskający mróz, to ja zawsze otwieram wszystkie okna i wietrzę pokoje. Zapalam też przynajmniej jedną świeczkę zapachową.
  • Sprzątanie zaczynam od końca mojego mieszkania, czyli od pokoju dzieci. Oczywiście nie mam czasu na generalne porządki. Przez „sprzątanie” rozumiem „wrzucenie zabawek do najbliższego pudła, a ubrań do szafy”. Ścielę też łóżeczka, jeśli jest taka konieczność.
  • Następnie przechodzę do sypialni. Tu również ścielę łóżko, a ewentualne porozrzucane ubrania wrzucam do garderoby. Nie bawię się w dokładne składanie i układanie rzeczy w równe stosiki, bo czas leci, a ja i tak co chwilę odrywam się od pracy, żeby sprawdzić, co robią dzieci. Oczywiście ciągle zostawiam otwarte okna.
  • W moim mieszkaniu okropnie szybko się kurzy, więc łapię za chusteczki nasączone środkiem do czyszczenia mebli i bardzo powierzchownie je przecieram. Właściwie głównie ze względu na zapach, jaki zostaje po ich użyciu (właśnie to sobie uświadomiłam).
  • Następnym etapem jest łazienka. Nie ma co się łudzić, goście na 99% z niej skorzystają. Czasu nie jest zbyt dużo, więc ja skupiam się na dwóch najważniejszych punktach – toalecie i umywalce. Do tej pierwszej wlewam środek do czyszczenia, żeby miał czas zadziałać. Następnie szybko przecieram umywalkę i ewentualnie lustro. Pałętające się niepotrzebnie kosmetyki wrzucam do koszyczka. Myję toaletę w środku i na zewnątrz. Rozwieszam ładnie ręczniki i upewniam się, że mam świeży ręcznik dla gości przy umywalce. Strzepuję też dywanik łazienkowy i wszystkie rzeczy stojące na podłodze kładę na pralce, bo niebawem wkroczę tam z odkurzaczem.
  • Przechodzę do salonu. Układam ładnie wszystkie poduszki na kanapie, chowam zabawki (do pudeł, a jakże!) i przecieram z kurzu stolik kawowy i inne meble. Zapalam świeczkę i wietrzę. Dzieci lokuję z dala od świeczki 😉
  • Kuchnia. Najgorzej…Tutaj zawsze się coś dzieje! Staram się na bieżąco chować naczynia do zmywarki, ale robię jeszcze rundkę po domu, żeby upewnić się, że nie zabłąkał się gdzieś jakiś kubek. Mam białą kuchenkę i zlew, więc obowiązkowo muszę je przemyć, bo widać na nich każdą plamkę. Ścieram okruchy z blatów, zapalam świeczkę i wytrzepuję kuchenny dywanik.
  • Odkurzam, odkurzam, odkurzam…
  • Gotowe! Zamykam okna, nastawiam wodę na herbatę i przy odrobinie szczęścia mam jeszcze chwilę, by spojrzeć w lustro i ogarnąć swoją skromną osobę.

Jak już wspominałam wcześniej, zmierzyłam czas takich przygotowań i wyszło mi równiutko 60 minut (a czyta się tak szybko, prawda?). Sprzątałam sama, w międzyczasie przebierając jeszcze Karolka, który oczywiście musiał akurat w tym momencie ulać (standard). Więc na moje oko dwie osoby dadzą radę ogarnąć wszystko w pół godziny, a jeśli macie starsze dzieci, to już w ogóle luksus – z ich pomocą będziecie gotowi w kwadrans! Teraz tylko rozsiąść się na kanapie i udawać, że u nas to zawsze jest tak czysto i pachnąco, no bez wysiłku niemalże! 😀

 

Organizacyjne wyzwanie – podsumowanie stycznia

Styczeń był zupełnie inny, niż się spodziewałam i planowałam. Myślałam, że zacznę kolejny rok z trochę większą werwą…Tymczasem wydarzyło się bardzo dużo, a ja zrobiłam bardzo mało. No cóż, oby luty był bardziej produktywny!

Wiedziałam już wcześniej, że w 2017 moja aktywność blogowa spadnie, ale nie sądziłam, że do tego stopnia – obiecuję poprawę w lutym!

W tym momencie bardzo się cieszę, że wybrałam bardzo luźną formę tegorocznego organizacyjnego wyzwania, ponieważ nie udało mi się zrealizować zbyt wielu punktów z mojej listy, ale szczęśliwie jest jeszcze trochę czasu!

Obiecałam Wam regularne podsumowania moich działań, zatem oto i one!

W STYCZNIU:
– uzupełniłam wszystkie kalendarze
– zaplanowałam budżet na kolejny rok (i nawet udało mi się trzymać planu i przelałam odpowiednie kwoty na konta oszczędnościowe, choć wyprzedaże kusiły oj kusiły!)
– część wizyt u lekarzy specjalistów mamy już za sobą, kilka jeszcze przed nami
– zrobiłam gruntowny porządek w torebkach, kosmetyczkach, portfelu, a także w kosmetykach do makijażu i pudle z zapasami
– nie zdążyłam za to uporządkować i wywołać zdjęć z 2016 (został mi jeszcze listopad i grudzień; muszę też odnaleźć zdjęcia z pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku, bo o zgrozo gdzieś zniknęły!)
– nie zdążyłam też zrobić porządku w łazience, czyli właściwie zostały mi te najbardziej czasochłonne zadania…

A co Wam udało się zrobić w tym miesiącu?

Jak zorganizować akcesoria do pakowania prezentów?

Jeszcze chyba nigdy nie miałam tak leniwego miesiąca, jak tegoroczny styczeń. Już połowa za nami, a ja nadal nie potrafię się rozkręcić. Dni zlewają mi się w jeden, tygodnie mijają niedorzecznie szybko, a ja każdego wieczora zastanawiam się, jak to możliwe, że tak niewiele udało mi się zrobić. Chciałabym już jednak przerwać tę złą passę i ruszyć z realizacją moich styczniowych organizacyjnych planów, dlatego w ramach rozgrzewki podjęłam się zadania bardzo szybkiego i łatwego (w porównaniu na przykład do porządkowania kuchni), ale w sumie całkiem przydatnego. Postanowiłam zorganizować akcesoria do pakowania prezentów, bo przecież okazji do obdarowywania jest w ciągu roku całkiem sporo! A po grudniowym pakowaniu prezentów odrobina porządku w tej strefie nie zaszkodzi!

Zaczęłam jak zawsze od wyjęcia i rozłożenia na podłodze całej zawartości pudła, w którym trzymam przydatne gadżety. Podzieliłam je na kategorie, a organizery zrobiłam (a jakże!) z ozdobnych pudełek i torebek prezentowych. W ten sposób nic się nie zmarnowało. Przy okazji segregowania pozbyłam się akcesoriów, które były już zniszczone albo niekompletne. Muszę tu przy okazji zaznaczyć, że często wykorzystuję ponownie torebki i ozdoby, w które były zapakowane prezenty, które otrzymaliśmy. Nie lubię niczego marnować 😉

Do pudełek powkładałam malutkie ozdoby do prezentów świątecznych, świąteczne/zimowe taśmy oraz wstążki. Niektóre z nich owinęłam wokół patyczków, żeby się nie plątały. Zamknięte pudełka zabezpieczyłam dodatkowo gumkami recepturkami, żeby ich zawartość się nie wysypała.

Do małych torebek prezentowych włożyłam sznurki i ogromną ilość wąskich 5 metrowych białych wstążek, które kiedyś omyłkowo kupił Mój Mąż i teraz usilnie próbuję je wykorzystać przy byle okazji.

Do torebki powędrowały też malutkie koperty (idealne, gdy dajemy komuś kartę podarunkową) oraz podzielone według kilku kategorii etykiety do prezentów (najczęściej korzystam z darmowych do wydruku).

Torebki prezentowe podzieliłam na trzy kategorie – świąteczne, dziecięce i na uniwersalne okazje. Do największej torebki z każdej kategorii włożyłam pozostałe, żeby nie zajmowały zbyt dużo miejsca i łatwo je było zlokalizować w razie potrzeby.

Teraz wszystko jest przejrzyście uporządkowane i nawet pokrywa domyka się bez problemu 😉

Kolorowe papiery trzymam aktualnie w metalowym koszu – nie niszczą się i mam do nich łatwy dostęp. Poza tym wyglądają pięknie!

Czyż nie jest to idealne zadanie na styczniowy rozruch! Spróbujecie? 🙂