I AM VERY BUSY – recenzja kalendarza

Znalezienie idealnego kalendarza to nie lada wyzwanie – szczególnie wtedy, gdy mamy dość wysokie wymagania. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy wybór jest zbyt duży! Przekonałam się o tym, gdy poprosiłam na Facebooku o poradę właśnie w tej kwestii – ilość polecanych przez Was plannerów dosłownie mnie oszołomiła! Tutaj możecie zobaczyć, jakie opcje brałam pod uwagę oraz komentarze z innymi propozycjami.

Ostatecznie, interesującym zrządzeniem losu, podczas poszukiwania dekoracji na przyjęcie urodzinowe Ninki, w sklepie Funfetti Party Shop wypatrzyłam kalendarz, który często widywałam na Instagramie, Pinterest, no dosłownie wszędzie! Chodzi o I AM VERY BUSY (ban.do) w kolorze ice blue. Szczerze mówiąc te kalendarze podobały mi się od dawna, ale nawet nie przypuszczałam, że są dostępne w Polsce, więc zazwyczaj wzdychałam i o temacie zapominałam…A tu taka niespodzianka!

Dlaczego wybrałam ten kalendarz?

  • kalendarz obejmuje okres od sierpnia 2016 do grudnia 2017, a ja nie chciałam czekać z rozpoczęciem notowania (jak większość kobiet w mojej rodzinie, gdy coś sobie wymyślę, to muszę to mieć JUŻ, TERAZ!)
  • kalendarz ma mnóstwo naklejek i ilustracji, wszystkie są w żywych kolorach. Przez moment wahałam się, czy nie jest zbyt „młodzieżowy”, ale szybko uznałam te rozterki za niedorzeczne – przecież 30-stkę będą miała dopiero za ponad rok, mogę się pobawić naklejkami 😉
  • zawartość adekwatna do moich potrzeb – zaczynając poszukiwania kalendarza zastanawiałam się, czy wybrać taki, gdzie można szczegółowo planować każdy dzień czy może zadowolić się tygodniem. Wygrała druga opcja, ponieważ nie jestem (jeszcze!) prezesem ważnej firmy i nie mam co godzinę spotkań służbowych, więc widok tygodnia rozłożony na dwie strony w zupełności mi wystarczy (choć w przyszłym roku, gdy wrócę do aktywności zawodowej, Ninka pójdzie do przedszkola, a Karolek pewnie do żłobka, to zapewne dokonam innego wyboru)

Zalety:

  • dwie kieszonki na notatki itp.
  • zabawne naklejki i ilustracje
  • dużo miejsca na notatki
  • przejrzysty widok miesiąca i tygodnia
  • urocze kolorowe przekładki na każdy miesiąc
  • format pomiędzy A5 a A4 (nie wiem, jak się fachowo nazywa), który jest dla mnie bardzo wygodny
  • cena 99 zł – tańszy od swoich polskich konkurentów

Wady:

  • naklejek jest w moim odczuciu za mało + brakuje mi większej ilości takich, którymi mogłabym oznaczyć wydarzenia, które mają często miejsce (np. trening, spotkanie z koleżankami itp.). Oczywiście można dokupić dodatkowe (tutaj), ale chyba lepiej wymyślić swój system oznaczania (ja tak zrobiłam).
  • w miesięcznym kalendarzu są zaznaczone różne amerykańskie święta i inne okazje – mi to nie przeszkadza, ale komuś może brakować oznaczenia naszych polskich świąt.

  • problem 99% kalendarzy, a jednocześnie dowód kolejnego z moich dziwactw – bardzo nie lubię pisać na gładkich kartkach, w liniach też nie bardzo. Muszę mieć kratkę, żeby czuć się komfortowo! W innym wypadku piszę krzywo i bardzo razi to moje poczucie estetyki 😉 Jak rozwiązałam ten problem? Doznałam olśnienia i wydrukowałam sobie liniuszek (a właściwie kraciuszek…)! Przycięłam go do rozmiarów kalendarza i voilà!

Jak używam kalendarza?

Nadal planuję tak, jak opisałam w tym poście, ale dodatkowo przepisuję część informacji do kalendarza – głównie po to, żebyśmy oboje z Mężem mieli do nich łatwy dostęp. Nozbe i Evernote traktuję jako miejsce do tymczasowego przechowywania informacji, zwłaszcza wtedy, gdy coś przyjdzie mi do głowy poza domem. System elektroniczny i tradycyjny wspaniale się u nas uzupełnia.

Aby ułatwić sobie korzystanie z kalendarza, wymyśliłam sobie system kolorystyczny zapisywania wybranych kategorii notatek i ujednoliciłam go z tym, który mam w Nozbe (można tam określić kolory projektów) – dzięki temu wystarczy mi jeden rzut oka i już wiem, co mnie mniej więcej czeka.

Kalendarz mam dopiero od kilku dni, ale już go lubię! Mam mocne postanowienie nie oglądania już żadnych kalendarzy przez najbliższy rok, żeby mnie nic nie skusiło! 😉

PS. Dla zainteresowanych – gdybym nie wybrała kalendarza I AM VERY BUSY, to kupiłabym HAPPY PLANNER Madama.

ZORGANIZOWANA
  • Kalendarz w środku naprawdę fajny, zwłaszcza dla Kobiety 🙂 Nie podoba mi się jedynie okładka…. Ciągłe spoglądanie na napis „I am very busy” spowodowało by, że w końcu zacząłbym się tak czuć. 😉
    Dawid

    • Hihi a ja się właśnie dokładnie tak czuję! 😉 Oprócz niedziel, wtedy okładka powinna mieć napis I AM VERY LAZY 😛

      • Chyba większość z nas tak miewa 🙂 Jednak nie sądzę, że przypominanie sobie o tym poprawia nam nastrój i czyni wydajniejszymi. W moim przypadku działa to na odwrót.
        Wolę hasła w style „you can make it!” – ale ile osób tyle opinii 🙂
        Dawid