2 poniżej 2 – jak się przygotować i przetrwać

Gdy zachodzi się w ciążę mając roczne dziecko, oprócz standardowych gratulacji, słyszy się komentarze typu Podziwiam za odwagę! albo Teraz zobaczysz, co znaczy prawdziwe życie! Ponieważ najczęściej padały one z ust osób a) bezdzietnych, b) posiadających jedno dziecko, c) posiadających dwójkę dzieci z dużą różnicą wieku, postanowiłam nie przejmować się nimi zbytnio, ale nie ukrywam, że ziarenko niepokoju zostało zasiane…Dlatego uznałam, że spróbuję zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby przygotować się odpowiednio na pojawienie się nowego członka naszej rodziny i bynajmniej nie mam tu na myśli kompletowania wyprawki i urządzania pokoiku. Chodzi mi o konkretne działania, które po narodzinach drugiego dziecka ułatwią życie i…opiekę nad tym starszym! Oto wielki zbiór moich strategii, porad i doświadczeń:

Untitled

CZEGO NAUCZYĆ STARSZE DZIECKO?

  • SAMODZIELNEGO JEDZENIA. O ciąży dowiedziałam się, gdy Ninka miała 13 miesięcy. W tym czasie trwała już jej nauka posługiwania się widelcem i łyżką. Przy okazji zaczęliśmy też naukę picia z normalnego kubka. Aktualnie (22 miesiące) je i pije w pełni samodzielnie – wystarczy tylko postawić jej danie pod nos i dzięki temu nie tracę czasu na karmienie dwójki! W jaki sposób nauczyć dziecko samodzielnego jedzenia? Po prostu pozwalając mu jeść! O ile używanie widelca przychodzi raczej łatwo, to posługiwanie się łyżką wymaga już od dziecka większej koncentracji – trzeba się przygotować na bałagan i rozlewanie 90% zawartości talerza, ale na szczęście dzieci są bardzo zdeterminowane, a trening czyni mistrza! Podobnie jest z piciem – Ninka próbowała, wylewała, próbowała, wylewała, aż w końcu pewnego dnia zaczęła pić prawidłowo i teraz nie ma z tym już żadnych problemów.
  • SAMODZIELNEGO WCHODZENIA I SCHODZENIA ZE SCHODÓW. Nasze poprzednie mieszkanie mieściło się w bloku posiadającym windę – przy takich warunkach wyjście z domu z dwójką maluchów nie stanowiłoby problemu. Teraz jednak mieszkamy na pierwszym piętrze bez windy i każda wyprawa wymaga odpowiedniej strategii. Ponieważ Mąż znosi mi wózek rano na dół klatki schodowej (nie mogę dźwigać), wychodzę z domu z Karolkiem na rękach, a Ninka idzie ze mną za rączkę. Przy schodzeniu trzeba ją jeszcze trochę asekurować, ale wchodzi już samodzielnie, więc zmierzamy w dobrym kierunku. Grunt, że nie muszę znosić dwójki (+ torby)!
  • KORZYSTANIA Z NOCNIKA. To był nasz wielki plan na wakacje – pozbyć się pampersów! Niestety nic z tego nie wyszło, dziecko się buntuje i stanowczo odmawia współpracy w tym zakresie, ale nie zmienia to faktu, że gdyby udało się przewijać tylko jedno, to byłoby zarówno wygodniej, jak i taniej. Gratuluję i zazdroszczę wszystkim rodzicom, którzy mają już ten etap za sobą! A jeśli przy okazji dziecko jest już też bez smoczka, to w ogóle rewelacja!
  • SAMODZIELNEJ ZABAWY. U nas akurat nie było z tym nigdy problemu, Ninka potrafi się sama zabawić i to przez dość długi czas, ale mam świadomość, że są dzieci, które lubią mieć towarzystwo podczas rysowania czy budowania z klocków. Dobrze jest zacząć przyzwyczajać je do tego, że mama (lub tata) muszą na chwilę zająć się czymś innym, żeby po pojawieniu się rodzeństwa nie czuło się odrzucone.
  • CHODZENIA ZA RĄCZKĘ. Nie każdy chce kupować podwójny wózek, a na spacer jakoś wyjść trzeba! My zdecydowaliśmy się na zakup dostawki (X Rider 2 in 1, do kupienia tutaj), ale nie zawsze bierzemy ją ze sobą – czasem, szczególnie podczas krótkich spacerów, Ninka idzie sama, więc ważne jest dla mnie, żeby ze względów bezpieczeństwa szła jak najbliżej mnie. Przydatne także wtedy, gdy młodsze dziecko nosi się w nosidle lub chuście.
  • SPANIA W SWOIM ŁÓŻECZKU. Akurat w naszym przypadku było to nowe łóżeczko Ninki, ponieważ stare musiała oddać bratu. Zaczęliśmy ją przyzwyczajać do nowego łóżka już kilka miesięcy temu, żeby uniknąć sytuacji, w której miałaby zbyt dużo nowości i zmian na jeden raz. Co prawda Karolek śpi na razie w koszu obok naszego łóżka, ale przynajmniej jedną drzemkę w ciągu dnia spędza właśnie w starym łóżeczku Ninki i nie widzę sprzeciwu z jej strony.

JAK PRZYGOTOWAĆ DZIECKO NA MŁODSZE RODZEŃSTWO?

  • rozmowy – jestem przekonana, że dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje, więc dyskusje na temat pojawienia się rodzeństwa zaczęliśmy bardzo szybko, właściwie od samego początku ciąży.
  • książeczki – na początku uważałam, że ten pomysł to totalny niewypał, Ninka nie była w ogóle zainteresowana przeglądaniem książek o tej tematyce, po czym nagle na kilka tygodni przed narodzinami Karolka ukochała sobie książkę „Czekamy na dzidziusia” i do tej pory nie wypuszcza jej z rąk – lektura obowiązkowa przed zaśnięciem (razem z książką z tej samej serii pt. „Dzień malucha”, gdzie też pojawia się dzidziuś i jego starsza siostra).
  • zabawkowa lalka – kupiliśmy Nince dzidziusia, który pije z butelki i którego trzeba przewijać. Do tej pory bardzo chętnie bawi się tą lalką, ale przez kilka pierwszych dni po powrocie ze szpitala musieliśmy być bardzo czujni, bo brata też momentami traktowała jak zabawkę (na przykład próbowała go podnieść łapiąc za ubranko, dość intensywnie głaskała itp.). Jest to więc fajna opcja do oswojenia dziecka z wizją pojawienia się w domu niemowlaka, świetny punkt wyjścia do rozmów (a raczej opowiadań), ale ostrożności nigdy za wiele.
  • prezent od młodszego rodzeństwa – no cóż, młodszy brat wkupił się łaski siostry prezentując jej zestaw Play-Doh. Wydaje mi się, że doceniła ten gest 😉

IMG_20160815_164200-01

KILKA PRZYDATNYCH STRATEGII:

  • WYJŚCIA Z DOMU. Przede wszystkim z dwójką dzieci wyjście zajmuje zdecydowanie więcej czasu, niż z jednym – to niby oczywiste, a jednak po miesiącu złapałam się na tym, że biegam po domu z obłędem w oczach, zerkając nerwowo na zegarek, zamiast po prostu z góry przeznaczyć na wyjście więcej czasu. Kilka dni temu wpadł mi też do głowy pomysł na stworzenie listy kontrolnej, żeby mieć pewność, że niczego nie zapomniałam spakować do torby (przydatne szczególnie wtedy, gdy wychodzimy z domu rano, po ciężkiej nocy, kiedy to mój mózg nie pracuje na pełnych obrotach). Idealnie, jeśli większość przydatnych rzeczy przygotujemy poprzedniego dnia (więcej o tym za chwilę).
  • JAZDA SAMOCHODEM. A konkretnie wsiadanie i wysiadanie. Niby taka prosta czynność, ale dobrze jest obmyślić strategię jeszcze zanim wyjdziemy z domu. Niemowlę wkładamy do fotelika/nosidełka, w którym znosimy go do samochodu. Starsze dziecko idzie z nami za rączkę. Stawiamy fotelik po tej stronie, po której siedzi starszak i zapinamy go w jego foteliku. Następnie bierzemy nosidło, obchodzimy samochód i montujemy młodsze dziecko. A przy wysiadaniu odwrotnie – najpierw wyciągamy niemowlaka (bo nie jest mobilny, więc nie ucieknie), a dopiero potem starsze dziecko. Jeśli fotelik niemowlaka jest przymocowany do samochodu na stałe, wtedy znosimy niemowlę na rękach, starsze za rękę, a następnie w pierwszej kolejności wkładamy do auta dziecko młodsze. Starsze w tym czasie powinno na przykład trzymać nas za nogę (cokolwiek, byle mieć pewność, że stoi obok nas).
  • ZAKUPY. Zawsze z listą. Portfel i lista łatwo dostępne. Młodsze dziecko można włożyć w nosidle do wózka sklepowego, a starsze w nim posadzić. Na zakupy zawsze wychodzimy z przekąskami i czymś, co zapewni rozrywkę dziecku starszemu (naszym celem jest zatrzymanie dziecka w wózku). Samochód dobrze jest zaparkować w pobliżu wejścia, jak również blisko miejsca, w którym zostawia się sklepowe wózki.

JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ NA NOWY DZIEŃ (CZYLI CO ZROBIĆ WIECZOREM)?

  • przygotować ubrania na drugi dzień – dla siebie i dla dzieci
  • przygotować pieluszki i inne akcesoria do przewijania (dla jednego i drugiego dziecka)
  • położyć pieluchy tetrowe w miejscu, gdzie dziecko będzie karmione
  • przygotować naczynia i sztućce na śniadanie
  • spakować torbę do wózka na następny dzień

CZY JEST SENS TWORZYĆ PLAN DNIA?

Tak! Nie wyobrażam sobie, jak wyglądałby nasz dom i jak wyglądałabym ja, gdybyśmy nie mieli wstępnie określonych codziennych schematów i rytuałów! Niebawem pokażę Wam, jak dokładnie wygląda nasz dzień, ale już teraz mogę zdradzić, że dzięki trzymaniu się pewnych zasad moje dzieci śpią w tym samym czasie, a tym samym ja mam 1,5 godziny dla siebie – no bezcenne! Oczywiście kluczem do sukcesu jest elastyczność i niezbyt wysokie wymagania co do ilości rzeczy, którą uda nam się zrobić w ciągu dnia.

INNE PORADY

  • zakupy online są wprost idealnym rozwiązaniem w pierwszych tygodniach w powiększonym składzie
  • torba z prezentami na ciężkie momenty – przez całą ciążę gromadziłam różne drobiazgi, które planuję wykorzystać w kryzysowych sytuacjach, żeby zająć czymś Ninkę
  • przekąski na czas karmienia – małe dzieci potrafię jeść strasznie długo, więc trzymanie pod ręką szklanki wody i drobnej przekąski może nas czasem uchronić od śmierci głodowej!
  • gdy ktoś chce pomóc – nie odmawiaj!

Czy są tu jakieś mamy dzieci z małą różnicą wieku? Podzielcie się swoimi doświadczeniami i poradami! 🙂

Nasz Segregator Domowy i aktualny sposób planowania

Nowy członek naszej rodziny skutecznie skradł nie tylko moje serce, ale też większość wolnego czasu! W takich okolicznościach jeszcze bardziej doceniam to, że w ciągu ostatnich kilku tygodni udało mi się stworzyć system planowania, z którego (co ważne!) korzystam z przyjemnością i który (co jeszcze ważniejsze!) jest skuteczny, czyli chroni mnie od całkowitego pogubienia się we wszystkich domowych sprawach. Dziś pokażę Wam, co znajduje się w naszym Segregatorze Domowym oraz w jaki sposób wspomagam się mobilnymi aplikacjami (o tym, jak wybrałam te dwie ulubione, możecie poczytać tutaj).

Nasz Segregator Domowy powstał w dokładnie taki sam sposób, jak Segregator Finansowy – jego kręgosłupem są odpowiednio opisane przekładki. Wnętrze wypełniłam wybranymi stronami Niezbędników. Całość składa się z następujących części:

  • PLANNERY – zawiera nasz plan dnia i plan tygodnia. Plan miesiąca wisi na ścianie w kuchni, żeby każdy miał do niego szybki dostęp.
  • KALENDARZ/ROCZNICE – jak sama nazwa wskazuje, tutaj mamy zanotowane wszystkie ważne dla nas daty (urodziny, rocznice i tym podobne wydarzenia).
  • KONTAKTY – tutaj też bez niespodzianek, w tym miejscu mamy zanotowane adresy i numery telefonów do ważnych dla nas osób.
  • PLANOWANIE POSIŁKÓW – to właśnie tutaj przechowuję wszystkie pomysły na dania (według nowego systemu, o którym pisałam tutaj). Tutaj też znajduje się nasze menu na kolejny tydzień (aktualne jest wywieszone w kuchni).
  • PORZĄDKI DOMOWE – tutaj przechowuję tygodniową listę kontrolną porządków z rozpisanym planem działania (wskazówki, jak stworzyć taki plan, znajdziecie tutaj), jak również roczną listę kontrolną i checklisty na poszczególne pomieszczenia. Na samym końcu, zaraz po stronach dotyczących porządków w garderobie, wpięłam sobie Planner Szafy, który stworzyła Kameralna (bardzo przydatne narzędzie, polecam!)
  • PLANNER BLOGOWY – tutaj przechowuję blogową listę zadań na tydzień (którą będę musiała niebawem dostosować do nowych okoliczności, czyli znacznie okroić…) oraz planner postów na aktualny i kolejny miesiąc.
  • PLANNER FITNESS – na razie pusty, ale gdy tylko dostanę zielone światło od lekarza, mam zamiar zacząć go zapełniać dowodami mojej aktywności fizycznej! Oprócz tygodniowego plannera fitness, trzymam też tutaj (na przyszłość) rozpiskę treningów dla początkujących przygotowaną przez Cassey z Blogilates, z którą wracałam do formy po urodzeniu Ninki.
  • ZDROWIE – tutaj na uzupełnienie czekają mnie listy informacji medycznych wszystkich członków naszej rodziny.
  • DOM/SAMOCHÓD – w tej części znajdują się kontakty do fachowców oraz wszystkie informacje o naszym samochodzie.
  • NIEZBĘDNIK ŚWIĄTECZNY – znalazło się dla niego miejsce na samym końcu i właśnie pisząc te słowa uświadomiłam sobie, że już niebawem znów będę go używać! Aaaaa!

Następnym regularnie przeze mnie używanym narzędziem jest Evernote. Aktualnie nie mam zbyt dużo czasu na to, by rozsiadać się spokojnie na kanapie z laptopem i delektować niespiesznym przeglądaniem Internetu – najczęściej przeglądam Facebooka i maila z telefonu, dlatego bardzo często korzystam z możliwości przesyłania interesujących mnie linków i zdjęć do Evernote. Właściwie aktualnie używam tej aplikacji tylko do tego celu – przechowywania pewnych danych na później (o tym „później” napiszę trochę więcej za chwilę).

Najważniejszym elementem mojego planowania jest jednak aktualnie Nozbe. Odkąd zaczęłam czytać „Getting Things Done,czyli sztuka bezstresowej efektywności” Davida Allena (tą metodę bardzo przystępnie opisuje Żaneta z  Nettelog) i wprowadzać ją w moje życie, mam poczucie większej kontroli nad tym, co się dzieje wokół mnie. Aż się boję, jak bardzo będę ogarnięta, gdy dobrnę do końca tej książki! 😉 Nozbe pełni aktualnie funkcję mojego przenośnego mózgu i zapisuję tam dosłownie wszystko. Ponieważ aplikacja daje możliwość ustawienia powtarzalności zadań, korzystam z niej nawet w przypadku tak prozaicznych czynności, jak podlewanie kwiatów. Wiele razy żaliłam się tutaj, że skutecznie uśmiercam każdą roślinę, ponieważ zazwyczaj nie pamiętam o ich regularnej pielęgnacji. Teraz budzę się rano i widzę, że czas na zadbanie o mojego storczyka, co za ulga! Mam w ten sposób rozpisane na projekty także wszystkie czynności porządkowe, wszystkie zabiegi kosmetyczne, prace wykończeniowe w naszym mieszkaniu, przypominajki dotyczące naszego domowego budżetu…Wszystko! Mam tu listy zakupów, pomysły na zabawy z Ninką, zadania dotyczące przygotowań do Chrztu Karolka, moją ścieżkę rozwoju, seriale do obejrzenia…Każdego dnia dodaję coś nowego! Aktualnie mam 44 projekty i setki zadań w aplikacji, a nie w mojej głowie – czuję się lżejsza o milion trosk!

Teraz najważniejsze – jak łączę te trzy narzędzia w jedną skuteczną całość?

W każdą niedzielę wieczorem robię przegląd wielki przegląd wszystkiego. Zaczynam od segregatora SPRAWY BIEŻĄCE, w którym lądują wszystkie papiery i korespondencja, którymi z jakichś powodów nie zajęłam się wcześniej. Jeśli jest wśród nich coś, co wymaga działania w konkretnym czasie, wpisuję to na listę zadań w Nozbe i ustawiam datę. Resztę wyrzucam lub odkładam na miejsce. Następnie przeglądam moje projekty w Nozbe i ustalam, co chciałabym zrobić w kolejnym tygodniu, wybieram priorytety. Jeszcze kilka tygodni temu myślałam, że będę działać na pełnych obrotach, ale szczerze mówiąc nie chce mi się! Świadomość szybko upływającego czasu sprawia, że chcę jak najwięcej chwil spędzić z dziećmi – nawet, jeśli oznacza to czytanie po raz setny tej samej książeczki lub głaskanie śpiącego noworodka. Jakoś nie potrafię w tych rozkosznych okolicznościach myśleć o tworzeniu trzech wpisów tygodniowo, aktywności na Instagramie, robieniu kilku kursów online, oglądaniu ambitnych filmów…i wszystkich innych rzeczy, które planowałam zrobić! Przestałam dążyć do bycia superwoman i skupiam się tylko na tym, co ważne – dbam o porządek, dbam o menu, dbam o zdrowie, a jeśli mam czas i ochotę to na liście czeka kilka organizacyjnych i blogowych zadań. Po ustaleniu priorytetów, planujemy wspólnie z Mężem cały nadchodzący tydzień i wpisujemy w kalendarze. Na sam koniec zostawiam sobie przegląd Evernote i porządkowanie wszystkich linków, które przesłałam tam w ciągu poprzednich dni. Przepisy lądują na odpowiedniej tablicy na Pinterest. Pomysły na prezenty zostają przyporządkowane do konkretnych osób. Ciekawe artykuły staram się czytać od razu (z doświadczenia wiem, że odkładanie tego na później zazwyczaj oznacza nie powrócenie do nich nigdy).

Każdy dzień zaczynam od uruchomienia Nozbe i sprawdzenia zadań na cały dzień. Wprowadzam też wtedy ewentualne zmiany w planie dnia, bo z dwójką dzieci poniżej drugiego roku życia to nigdy nie wiadomo, co wyniknie! Od niedawna staram się stosować do zasady 2 minut – jeśli wykonanie zadania zajmie mi mniej więcej właśnie taką ilość czasu, to robię to od razu, nie odkładam na później. Wydaje mi się, że właśnie dzięki temu udaje mi się zrobić w ciągu dnia całkiem sporo!

Nasz nowy system planowania wciąż jest dla nas nowością, stosujemy go w tej formie dopiero od początku lipca, ale na razie sprawdza się rewelacyjnie! Skoro sprawdził się przy noworodku, to mam przeczucie, że sprawdzi się już w każdych okolicznościach!

 

Nowy sposób planowania posiłków

Wpis o tym, jak planuję posiłki (zachęcam do lektury!), choć ma już 1,5 roku, nadal jest jednym z najchętniej czytanych. Temat wciąż jest aktualny, a ja przez ten czas zdążyłam już przejść przez kilka faz planowania, w tym całkowitą z niego rezygnację w okresie przeprowadzkowym. Chyba nie muszę mówić, jak bardzo ucierpiał na tym nasz domowy budżet! W nowym domu poczułam potrzebę dokonania zmian w moim systemie planowania i z otchłani pamięci (czyli tak naprawdę z bezkresnych czeluści mojej tablicy na Pinterest) wygrzebałam zdjęcie, które kilka lat temu stanowiło dla mnie kwintesencję organizacji, niedościgniony ideał:

All-In-One-Menu-Planner-Idea-Section

Pomysł pochodzi z bloga Home Made by Carmona (który polecałam kiedyś w ramach weekendowych inspiracji) i z tego, co widzę na Pinterest, przypadł do gustu wielu osobom. Nie ma co się dziwić! Przygotowanie takiego narzędzia do planowania posiłków jest czasochłonne – to fakt. Ale potem cały proces staje się bardzo łatwy!

Od czego zacząć?

Pierwotnie chciałam stworzyć swój własny szablon do przechowywania przepisów, ale potem pomyślałam sobie, że nie ma sensu zmieniać czegoś, co już jest dobre – mam tu na myśli pierwowzór, który można pobrać z Home Made by Carmona – tym bardziej, że jest też w wersji do samodzielnego modyfikowania, co też uczyniłam.

Dostosowałam plik do swoich potrzeb:

  • zmieniłam kolory
  • zrobiłam napisy w języku polskim
  • usunęłam to, co w moim przypadku nie było niezbędne, czyli napisy z boku (kategorie poszczególnych dań). Uznałam, że pewnie nie uda mi się zapełnić wszystkich rubryk odpowiednio symetrycznie (tak, jak na załączonym wyżej zdjęciu ideale) i wzbudzi to we mnie potężną frustrację (ha ha, wiem…mam ze sobą jakiś problem…zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne…?). Wyszłam z założenia, że systematycznie będę dodawać nowe przepisy do listy, więc gdy zapełnię wszystkie pola, wtedy będę mogła dodać kategorie przy pomocy mojej drukarki do etykiet – póki co w większości przypadków zostawiam puste miejsca, choć są oczywiście wyjątki.

Po zrobieniu szablonu zabrałam się za najbardziej absorbującą czynność, czyli spisanie wszystkich dań (stosując przy tym swój indywidualny system kolorystyczny, dla ułatwienia). Na tym etapie trzeba uważać, żeby nie wciągnąć się za bardzo w świat przepisów i książek kulinarnych. Najlepiej zacząć od zapisania dań, które znamy, lubimy i mamy w głowie spis wszystkich składników potrzebnych do ich wykonania. Listę robimy przecież dla siebie, więc zamiast jakichś wykwintnych omletów możemy w tabelce umieścić zwykłą jajecznicę – żaden wstyd i grzech! To nie miejsce na popisywanie się swoimi kulinarnymi ambicjami, a zwykły sposób na ułatwienie sobie życia!

Po spisaniu wszystkich dań (moje zapisałam na kolorowych karteczkach, których ostatnio używam do wszystkiego), proces planowania menu jest taki sam, jak zawsze:

  1. przegląd lodówki, zamrażalnika i spiżarni, określenie stanu zapasów
  2. wybór dań, które pomogą owe zapasy wykorzystać (dzięki systemowi kolorystycznemu łatwo jest zadbać o różnorodność posiłków i zbilansowaną dietę!)
  3. zrobienie listy zakupów
  4. sprawdzenie aktualnych promocji w marketach (a nuż coś z listy będzie na dużej przecenie?)
  5. zakupy
  6. udostępnienie nowego menu pozostałym członkom rodziny
  7. duma z siebie! 😉

Jak widać, karteczki z aktualnym menu nakleiłam na planner posiłków (do pobrania z Niezbędnikiem Organizacyjnym), który powstał we współpracy z The Idea Box, ale można też wykorzystać szablon udostępniony na Home Made by Carmona. W najbliższym czasie zamierzam zalaminować tę stronę, żeby się zbyt szybko nie zniszczyła.

SAMSUNG CSC
SAMSUNG CSC

To wszystko! Wcale nie jest to takie trudne, prawda? Każdy może osiągnąć taki poziom organizacji, wystarczy jedno (no góra dwa!) popołudnie!

  • Inny sposób na karteczkowe planowanie z wykorzystaniem tego szablonu można obejrzeć tutaj.
  • Dla chętnych załączam też filmik na YouTube, gdzie Ursula z Home Made by Carmona opisuje i pokazuje dokładnie swój system planowania posiłków:

Jak Wam się podoba taki sposób na planowanie posiłków?

PS. Dla wszystkich osób, które chcą przejąć kontrolę nad swoim menu, a nie wiedzą, od czego zacząć, przygotowałam mini kurs – do pobrania poniżej! 🙂

PLANOWANIE POSIŁKÓW DLA POCZĄTKUJĄCYCH