Jak zrobić porządek w smartfonie?

Bardzo lubię porządkować to, czego używam najczęściej. Moje ubrania, kosmetyki, torebkę albo najczęściej używaną szufladę w kuchni…Głównie ponieważ wiem, że będę mogła od razu cieszyć się efektem i regularnie delektować się tym widokiem. Sprzątanie piwnicy, do której zaglądam sporadycznie, jakoś nie wiąże się z takim entuzjazmem, choć nie da się ukryć, że jest przydatne. Wspomnianą wcześniej radość daje mi często uporządkowanie zawartości mojego telefonu. Od razu mam większe poczucie kontroli! Na porządek w smartfonie trzeba poświęcić maksymalnie 30 minut, a potem już tylko oddychać z ulgą za każdym razem, gdy będziemy z niego korzystać. Jakie są moje sposoby na ogarnięcie chaosu ikonek?

  • ANTYWIRUS. Po pierwsze, czyszczenie telefonu ma nie tylko sprawić, że nasz pulpit będzie ładnie wyglądał, ale także pomóc pozbyć się niepotrzebnych śmieci, które spowalniają urządzenie. Mój telefon jest wypchany plikami do granic możliwości, więc często używam aplikacji typu Clean Master albo Super Cleaner, za pomocą których można nie tylko usunąć to, co niepotrzebne, ale też sprawdzić, które aplikacje są przez nas niezbyt często używane (więc możemy je spokojnie usunąć).
  • USUWANIE ZDJĘĆ I FILMIKÓW. Odkąd mam dwójkę dzieci, które fotografuję bez opamiętania, non stop wyświetlają mi się komunikaty, że pamięć jest prawie pełna. Muszę zatem regularnie oczyszczać wszystkie foldery, do czego wszystkich gorąco zachęcam. Może raz w tygodniu? Byłoby świetnie! Moje pliki zapisują się automatycznie w Dropbox, skąd kopiuję je na komputer, do odpowiednich folderów. Regularnie przeglądam też foldery z pobranymi plikami i usuwam to, co jest już niepotrzebne.
  • UŁOŻENIE APLIKACJI WEDŁUG INDYWIDUALNYCH PREFERENCJI. Szczerze mówiąc, gdy zaczęłam sobie analizować, na ile sposobów można zorganizować aplikacje, byłam w szoku! Wyszłam z założenia, że są tylko dwie: chaos lub foldery. Nic pomiędzy. Ale im dłużej o tym myślałam, tym więcej pomysłów przychodziło mi do głowy. Wszystko zależy bowiem od tego, jaki się ma system zapamiętywania. Na przykład wzrokowcom najłatwiej będzie ułożyć aplikacje kolorystycznie (swoją drogą to musi pięknie wyglądać, taka tęcza!). Inni zapamiętują aplikacje po nazwie, więc mogą wybrać system alfabetyczny. Można na jednej stronie pogrupować aplikacje związane z komunikacją, na drugiej narzędzia, a na trzeciej rozrywkę, i tak dalej. Foldery można tworzyć na różne sposoby. Ja grupuję je tematycznie, np. mam folder ZAKUPY, FIT, FOTO itp. Ale można też pogrupować je według wykonywanych czynności, czyli np. CZYTAJ, ĆWICZ, GOTUJ itp. Możliwości jest nieskończenie wiele!
  • REGULARNE POWTARZANIE WSZYSTKICH CZYNNOŚCI. Niestety tak to już z tymi telefonami jest, że zapełniają się niezwykle szybko, więc wszystkie powyższe kroki dobrze jest powtarzać w miarę regularnie, by móc sprawnie korzystać ze wszystkich technologicznych udogodnień.

Jak często robicie porządek w smartfonie? W jaki sposób grupujecie pliki?

Sposoby na udany dzień

Zdarza Wam się czytać jakieś porady i myśleć: Eeeee…to nie dla mnie! To na pewno nie działa…? Mi tak. Choćbym sto razy czytała o cudownych efektach wprowadzenia w życie jakiegoś nawyku, to i tak moje stare przyzwyczajenia wygrywały moją wewnętrzną walkę i w efekcie nawet nie podejmowałam próby. Ostatnio jednak nadmiar obowiązków zaczął mnie lekko męczyć i zrozumiałam, że dla własnego zdrowia psychicznego powinnam coś w swoim życiu zmieniać. Poczytałam więc trochę, poeksperymentowałam na sobie i teraz mogę z całą pewnością stwierdzić, że różne znane sposoby na udany dzień faktycznie działają! Widzę zmiany nie tylko w mojej produktywności, ale i w samopoczuciu (w wyglądzie też, co jest dodatkowym, jakże przyjemnym, bonusem). Dziś więc nie będzie nic o sprzątaniu, nie będzie też ani słowa o układaniu majteczek w równe rządki, dziś będzie o tym, co zrobić, żeby mieć dobry dzień, tak po prostu!

  • ZACZNIJ DZIEŃ OD WYPICIA SZKLANKI CIEPŁEJ WODY Z CYTRYNĄ. Banał, co? Ja nie piję właściwie niczego, poza wodą, więc każdy mój dzień zaczynał się od wypicia choć odrobiny, ale z temperaturą i dodatkiem cytryny bywało różnie. Ale faktycznie warto poświęcić minutę na przygotowanie odpowiedniej wody – efekt, który ja zauważyłam, to brak gigantycznego porannego głodu. Po wypiciu wody mogę spokojnie przez godzinkę robić coś innego, gdzie normalnie już bym chyba mdlała i błagała o kawałek czekolady na rozruszanie. Dodatkowo przed śniadaniem piję łyżkę oleju lnianego, ponoć dzięki niemu będę mieć buźkę tak gładką, jak moja dwulatka…Hmmmm…czekam na ten efekt…
  • WSTAWAJ WCZEŚNIEJ. Skoro już mowa o piciu wody z samego rana, to warto skupić się przez moment na tym, o której ta pobudka powinna być. Ja do tej pory dobrze funkcjonowałam wstając o 7 rano i chodząc spać około 23. 8 godzin snu, podręcznikowo. Ale pojawił się mały problem. Otóż coraz częściej wieczorami byłam tak zmęczona, że zasypiałam podczas usypiania dzieci, po czym budziłam się około 21:30, uznawałam od razu, że nie ma już sensu brać się za jakąkolwiek pracę, więc szłam dalej spać. W efekcie niedokończone zadania z całych dni zaczęły mi się kumulować, a ja byłam coraz bardziej sfrustrowana. Aż pewnego dnia przeczytałam, że pewna amerykańska blogerka wstaje o…4:30! Wyobrażacie sobie? Wstaje o 4:30, ponieważ w ten sposób zyskuje kilka godzin idealnych warunków do pracy, zanim dzieci się obudzą i dzień zacznie pędzić. Pomyślałam sobie, że tak wczesna godzina nie jest w moim przypadku konieczna, ale spróbuję wstawać o 6 rano i w ciszy poświęcać godzinkę na swoje sprawy. O tej porze roku jest to szczególnie łatwe, bo jest już jasno, zimą pewnie nie będzie mi już tak wesoło…Póki co kuję żelazo, póki gorące, nadrabiam wszystkie zaległości, a nawet rozważam wstawanie o 5:30, by mieć czas na czynność z kolejnego punktu, czyli…
  • ZNAJDŹ CHWILĘ NA MEDYTACJĘ. Ok, wyjaśnijmy sobie jedną kwestię. Przez wiele lat ochoczo praktykowałam jogę, czy to w domu, czy w klubie fitness. Bardzo chciałam być chodzącą oazą spokoju, uosobieniem zen i wszystkich pozytywnych stereotypów, które się z jogą kojarzą. Ale medytacja? No way! Wszystko zaczynało mnie swędzieć już po minucie głębokich wdechów i wydechów, chęć zaśnięcia kłóciła się z potrzebą ruchu, no dramat. Nawet nie podejmowałam kolejnych prób, aż do niedawna. Po pierwsze, liczne badania dowodzą, że medytacja ma gigantyczny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu i nawet kilka minut dziennie może przynieść rewelacyjne rezultaty. Po drugie, trafiłam na świetną aplikację, która na podstawie naszego stanu ducha pomaga nie tylko określić motyw przewodni medytacji, ale także głosem miłej pani przeprowadza nas przez każdy jej etap. Aplikacja nazywa się Stop, Breathe &Think: Meditate i jest darmowa. Chyba trochę dojrzałam, bo wytrzymanie w jednej pozycji przez kilka minut nie męczy mnie już tak bardzo, jak kiedyś. Polecam!
  • RUSZAJ SIĘ. Skoro już jesteśmy przy jodze i medytacji, to przejdźmy płynnie do faktu, który wiele osób wypiera ze świadomości, a jest tak istotny, że nie wypada go przemilczeć. Mens sana in corpore sano, czyli w zdrowym ciele zdrowy duch, to prawda stara, jak świat (a przynajmniej tak stara, jak Starożytny Rzym), a jednak tak często o tym zapominamy. Każdy powinien znaleźć choć 30 minut dziennie na jakąkolwiek aktywność. Nie ważne, co się robi, byle robić. W moim przypadku przełomem była decyzja, by zamiast treningów w domu, które zazwyczaj przerywały mi dzieci albo w ogóle się nie odbywały, bo sprzątanie/blogowanie/serial/Facebook (niepotrzebne skreślić), kupić karnet na siłownię i regularnie do niej uczęszczać. Nie wyobrażacie sobie, jaka teraz jestem szczęśliwa! Wychodzę z domu i mogę się skupić tylko na sobie, luksus! Mogę rozmawiać z dorosłymi, mogę machać ciężarami na prawo i lewo, mogę się wyżyć…Lepsza figura to w tym przypadku naprawdę tylko efekt uboczny. Moim priorytetem jest więc takie zaplanowanie tygodnia, by 3 razy w tygodniu pójść na siłownię. A jak wiadomo, jak już się coś wpisze w kalendarz, to wykonać trzeba, nie ma odwrotu!
  • ZAPLANUJ WSZYSTKO, CO SIĘ DA. Na ten temat pisałam już milion razy, cały blog jest temu poświęcony, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Planowanie pomaga unikać niespodzianek, niepotrzebnych stresów i marnowania czasu. Warto planować posiłki, warto układać sobie plan dnia (niekoniecznie minuta po minucie, przy dzieciach to nierealne), warto planować ubrania na następny dzień, pakować torby z wyprzedzeniem, robić listy zakupów…Generalnie zapisywanie wszystkiego pomaga wspaniale oczyścić umysł z zalegających w nim „śmieci”. Nie bez powodu czytasz o tym w każdym wpisie o tematyce związanej z produktywnością – to działa. Sprawdź! Dodam jeszcze, że planując posiłki możemy zadbać o ich należytą jakość, a to przekłada się bezpośrednio na nasze zdrowie, a więc i samopoczucie. Same plusy ma to planowanie!
  • USTAL PRIORYTETY. Jedni mówią, że trzy, inni pięć, a jeszcze inni twierdzą, że jeden na dzień wystarczy. Bez względu na to, ile priorytetów chcesz ustalić, to po prostu to zrób. Nawet, jeśli priorytetem jest tylko wyjście do Pepco po zestaw kubków w promocyjnej cenie (całkiem przypadkiem mam to akurat na swojej liście). Dobrze jest wiedzieć, jaki się ma cel, bo bez niego kręcimy się bez sensu i w efekcie robimy mniej, niż by można było.
  • ĆWICZ MÓZG, ROZWIJAJ SIĘ. Czytanie książek, rozwiązywanie sudoku albo krzyżówek, robienie kursów, słuchanie podcastów…To wszystko nas rozwija, poszerza horyzonty i sprawia, że jakoś tak bardziej „się chce”. Przynajmniej mi. A na pewno przynosi więcej korzyści, niż oglądanie głupot w telewizji lub na YouTube…To co? Sudoku przy porannej jajecznicy, podcast podczas joggingu, a lektura do poduszki? Widzisz, masz na to czas!
  • WYŁĄCZ SIĘ. O tym też trąbią wszyscy naokoło, ale większość z nas nie potrafi się przełamać…No bo jak to tak, bez Insta podczas śniadania? Polecam pierwsze nieśmiałe próby odłożenia wyciszonego telefonu na półkę zostawić sobie na weekend, a potem stopniowo wdrażać ten nawyk w pozostałe dni tygodnia. Sama ciągle walczę ze sobą w tej kwestii, ale widzę już małe, stopniowe zmiany.

Ok, jestem przekonana, że te sposoby na udany dzień są Wam doskonale znane. Ale teraz przyznajcie się – kto z Was stosuje je wszystkie? 🙂 A może macie jakieś inne pomysły na to, jak sobie umilić i ułatwić życie?

 

Planowanie posiłków dla rodziny z dziećmi + przykładowe menu

Wszyscy wiemy, że planowanie posiłków dla rodziny z dziećmi to czysta przyjemność, prawda? A im więcej kaprysów, indywidualnych preferencji i alergii pokarmowych, tym lepiej! Bo przecież my, żony i mamy, uwielbiamy wyzwania, zgadza się? Dziś będzie właśnie o takim uroczym wyzwaniu, jakim bez wątpienia jest wyżywienie kilkuosobowej rodziny. Oczywiście posłużę się przykładem naszej czwórki, bo im dłużej o tym myślę, tym bardziej stwierdzam, że jako szefowa kuchni mam przerąbane!

Pozwólcie, że opiszę Wam w kilku zdaniach, jak wygląda żywienie każdego członka naszej rodziny, zaczynając od najstarszego:

  • Mąż – przy swoim trybie życia i regularnych treningach powinien spożywać naprawdę sporo. Je nieregularnie, głównie poza domem (praca), apetyt najbardziej dopisuje mu wieczorem. Obiad bez mięsa jest jego zdaniem niekompletny, ale jak się za chwilę przekonacie, musi z tym jakoś żyć. Nie lubi jeść tego samego dwa dni pod rząd. Ulubione dania: cokolwiek z mięsem oraz pizza o każdej porze dnia i nocy.
  • Ja – wielokrotnie słyszałam, że w kwestii jedzenia jestem „dziwna”. Nie lubię pomidorów, ale przecier pomidorowy uwielbiam. Nie lubię jeść zielonego ogórka, ale lubię pić z nim wodę. Nie znoszę pistacji, które ponoć wszyscy uwielbiają. Nie przepadam za mięsem. Nie lubię sushi i ogólnie kuchni azjatyckiej…Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo, ale szkoda na to czasu. Uwielbiam wszystko, co ma w sobie ziemniaki i ser, w każdej kombinacji. Trochę to się kłóci z moim postanowieniem zdrowego odżywiania, które stopniowo wprowadzam do naszego domu.
  • Ninka (aktualnie 2,5 roku) – do niedawna dziecko jedzące wszystko, od niedawna wybredny alergik. Uczula ją albumina surowicy bydlęcej (białko występujące w mleku, na szczęście alergen ginie po obróbce termicznej), wołowina i jej ukochane (i nasze też) banany. Gdyby sama mogła decydować, jadłaby tylko owoce i lody. No i kabanoska. Ostatnio 90% posiłków, które jej podaję, komentuje swoim standardowym „to niedobre”, ale coś tam zjada. Często zaskakuje nas zmianami swoich preferencji, trudno za nią nadążyć.
  • Karolek (aktualnie prawie 10 miesięcy) – w trakcie rozszerzania diety. Po etapie papek przechodzimy powoli na BLW. Na razie nie grymasi, zjada wszystko z apetytem ( a raczej zaciekawieniem). Oczywiście bardzo zależy mi na tym, by odżywiał się jak najlepiej.

Dla tych wszystkich indywidualności muszę stworzyć takie menu, które zaspokoi apetyt, uwzględni indywidualne smaki, zagwarantuje odpowiednią ilość warzyw, a na dodatek będzie zdrowe, tanie i łatwe do wykonania. W większości rodzin to dzieci dostosowują się do tego, co jedzą dorośli. U nas, ze względu na alergie pokarmowe Ninki, musieliśmy ten system odwrócić. A ponieważ oboje z Mężem mamy mocne postanowienie poprawienia naszych nawyków żywieniowych, przejście na urozmaicone i zdrowe menu „dziecięce” wydaje się być rozwiązaniem idealnym. Poszłam jeszcze o krok dalej i uznałam, że rozszerzanie diety Karolka może być świetnym sposobem na to, by ponownie przekonać Ninkę do pewnych produktów, które na przestrzeni ostatnich miesięcy znielubiła. Czy to oznacza, że cała nasza rodzina jada aktualnie same papki i musy? Nie! Postanowiłam wykorzystać przepisy BLW i wpleść je w nasze menu. Jestem zachwycona tym rozwiązaniem! Cała nasza czwórka poznaje nowe smaki, mam milion nowych przepisów, a na dodatek nasze spożycie warzyw zdecydowanie wzrosło, więc nikt nie ma powodów do narzekań. Nie stosujemy tych zasad przy wszystkich posiłkach, na razie głównie przy drugich śniadaniach i obiadach.

Nasze posiłki w ciągu dnia rozkładają się następująco:

7:00 – Karolek mleko

7:30-8:00 – Ninka i ja jemy razem śniadanie (ostatnio bardzo często robimy sobie smoothie, pije je też mój mąż przed wyjściem do pracy)

10:00 – Ninka i Karolek jedzą kaszkę/kleik/owsiankę/jaglankę z owocami, a ja same owoce

13:00 – wszyscy jemy zupę, a po powrocie ze spaceru drugie danie

16:00 – jeśli wracamy ze spaceru późno, to jemy drugie danie, a jeśli zjedliśmy je szybciej, to jemy jakąś przekąskę

18:30 – Ninka je z rodzicami kolację

19:00 – Karolek pije mleko

W międzyczasie zdarzają się przekąski, Karolek z uwagi na ząbkowanie lubi podrapać dziąsła kawałkiem bułki lub chrupkami kukurydzianymi, a Ninka najchętniej podjada musy, pałeczki serowe (z pasteryzowanego mleka, więc jej nie uczulają) lub też chrupki.

Nasz plan dnia nadal jest podobny do tego, który opisywałam Wam w październiku, przy czym po pierwsze Karolek nie śpi już tyle w ciągu dnia (choć nadal ma minimum dwie drzemki), a po drugie pogoda się poprawia i wiele zależy od tego, jak dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu.

Obiecywałam, że podam kilka naszych ulubionych przepisów, więc oto i one! Mój system wyszukiwania przepisów jest bardzo prosty – szukam tych odpowiednich dla niemowlaków w wieku Karolka, po czym wybieram z nich to, co moim zdaniem zasmakuje nam wszystkim. Wersję dla dzieci robię z małą ilością przypraw, sobie doprawiam ciut mocniej, a Mężowi sypię ich sto razy więcej i robię podwójne porcje. Jeśli mam wyjątkowo dobry humor, a danie jest wegetariańskie, to czasem z dobroci serca dorzucam mu kawałek mięsa 😉

ŚNIADANIA: jemy głównie jajka pod każdą postacią, sery żółte, kabanosy (polecam Kabanosy z kurczaka Konspol z Biedronki, mają rewelacyjny skład!), pieczywo i jakieś warzywa. Zawsze jestem zaskoczona, jak wiele można zrobić z kilku składników! Zaczynając od prostej jajecznicy, po wytrawne omlety, mniam! Czasem jemy też śniadania na słodko, ale zdecydowanie rzadziej, ja wolę zacząć dzień od czegoś konkretnego.

Wytrawne grzanki z awokado (Ala’Antkowe BLW)

Puszysty omlet serowy (Ala’Antkowe BLW)

Naleśniki jaglane z karobem (Mama Alergika Gotuje)

Jajko zapiekane z warzywami (Kuchnia Bobasa)

DRUGIE ŚNIADANIE: zależało mi na czymś, co z chęcią zje zarówno niemowlak, jak i trochę starsze dziecko, więc wybór padł na różnego rodzaju kaszki. Ninka na początku trochę się opierała, bo choć swego czasu jadała je codziennie, to jednak jakoś ten zwyczaj zaczął z czasem zanikać. Teraz jednak, gdy widzi, że jej brat tak ochoczo się nimi zajada, postanowiła brać z niego przykład. Czasem w kaszkach ląduje mus owocowy, innym razem rozdrobnione owoce. Kaszki robię korzystając z przepisów podanych w poniższym artykule:

10 przepisów na domowe kaszki (Dzieci Są Ważne)

OBIAD: przepisów na zupy podawać nie będę, bo każdy ma swoje sprawdzone sposoby na tą idealną, ale z przyjemnością podrzucę Wam kilka pomysłów na dania obiadowe! My kochamy makarony i uważam, że są świetne dla małych dzieci, bo łatwo je wziąć w rączkę lub nabić na widelec. Ostatnio coraz częściej robię też wszelkiego rodzaju placuszki, kuleczki, pulpeciki, kotleciki i inne potrawy o zwartej konsystencji.

Makaron z pietruszkowym pesto (BLW Mama)

Marchewkowe tagliatelle z soczewicą (BLW Mama)

Delikatne pulpety z dorsza w sosie śmietanowym (Ala’Antkowe BLW)

Placki ziemniaczane z batatem (Mama Alergika Gotuje)

KOLACJA: ostatni posiłek to dla nas gigantyczne wyzwanie. Nie ukrywam, że żarłoczność dopada nas zazwyczaj wieczorem i najchętniej jedlibyśmy dużo, tłusto i koniecznie serowo…No ale dla dobra ogółu ograniczamy pizzę do jednego razu w tygodniu i robimy ją sami od podstaw, a w pozostałe dni jemy coś lżejszego. Albo kanapki, kanapki zawsze się sprawdzą. Często dojadamy też zupy, ale najbardziej chyba kochamy tortille!

Smakowite zawiniątka w tortilli lub naleśniku (Familie)

Pasta kanapkowa „pomidorowy hummus” (Ala’Antkowe BLW)

Pasta jajeczna z ziarnami (Ala’Antkowe BLW)

Domowa pizza orkiszowa (Mama Alergika Gotuje) – korzystamy z przepisu na ciasto, dodatki dobieramy indywidualnie

 

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, takie jak proces wybierania dań, tworzenie listy zakupów itp., to aktualnie stosujemy elastyczny sposób planowania posiłków, o którym pisałam jakiś czas temu. W skrócie – mamy swoje ulubione dania, a składniki potrzebne do ich wykonania zawsze w pogotowiu, więc w razie kaprysów możemy trochę pozmieniać menu, bez ryzyka generowania niepotrzebnych resztek.

No to teraz kolej na Was! Jak Wy radzicie sobie z planowaniem posiłków dla siebie i dzieci?